Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Co tam Panie w polityce O uposażeniu posła do PE
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


O uposażeniu posła do PE PDF Drukuj Email
Co tam Panie w polityce
środa, 06 maja 2009 08:36 | Wpisany przez Feliks Stalony -Dobrzański

Zbliżają się wybory do PE – to  poruszane są publicznie różne wątki.

 

A to - iść i wybierać w ogóle, a to - mój ogonek najładniejszy, a to - ten jest europejczyk, bo poklepują go po ramieniu, a tamten to cieć bo opowiada jakieś głupoty, a to - ten zna języki a ten nie, i w końcu mamy też opowieści o tym jak  posłom to dobrze – kasiory to mają powyżej uszu, a teraz to będą mieli jeszcze więcej itd.

 

W tym ostatnim temacie epatuje się też konkretnymi cyframi. W pewnej gazecie nawet, po publikacji listy kwot wydanych przez poszczególnych  europosłów, pojawiła się zachęta do wypowiedzi w sondzie, co do tego, czy to dużo czy mało.

Każdy z posłów wydał tyle, ile miał „przydzielone” - te kwoty różnią się między sobą nieznacznie. Za to – dla przeciętnego człowieka zarabiającego 1- czy 2 tys złotych są one kwotami bliskimi abstrakcji. Wszystko to razem pobudza mechanizm żywej niechęci do tych „cholernych nababów”, nierobów, bawidamków, bawiących się swymi wydumanymi problemami. Nic tylko jeżdżą, komóra, sekretarki i w ogóle I co? - myśli sobie „Kowalski”  - to ja mam iść i swym głosem jeszcze to zasilać? Bez sensu, niech się udławią.

Stawiam więc pytanie – i to nie tylko tej jednej Gazecie, jaki jest istotny dziennikarski cel tej akcji.  Gazety z imienia nie nazywam, mówiąc o zjawisku, gdyż ten typ dziennikarstwa niby śledczego, staje się w swej łatwości, by nie rzec prymitywności, coraz bardziej popularny -

Zaczynam podejrzewać, że wszystkie te akcje mają swój konkretny cel.

I to nie jeden – choć sprowadzają się one do rodzaju specyficznego lobbingu.

Pierwszy cel to w istocie - zniechęcenie do wyborów. Powiedzenie czegoś takiego wzbudzi zapewne oburzenie – a reakcja będzie łatwa do przewidzenia; no cóż – oszołom to mówi. Odpowiadam. Deklaracje sobie, a interes sobie. Fakty są takie, że przeciętny człek zareaguje jak pokazałem na początku.  Często za to miano oszołoma przydziela się tylko po to, by nie udzielać odpowiedzi.  Wzruszenie ramion ma wystarczyć. Ja zaś mam prostą podstawę, by tak powiedzieć jak powiedziałem.  Oszołom ja czy nie - zauważmy - im mniej pójdzie ludzi do wyborów – tym lepiej tym, którzy mają liczniejszą rodzinkę w ogólnym tego słowa znaczeniu– czyli grupom skonsolidowanych interesów. Sprawdza się to i wyborach lokalnych i parlamentarnych, to i dlaczegóż miałoby się nie sprawdzać w tych wyborach do PE? Tym bardziej – niższa frekwencja gwarantowana. Dziś zaś posiadanie swojego człowieka w odpowiednich kręgach – to wcale nie koniecznie proste „załatwianie” czegokolwiek. To dostęp do informacji, a ta dziś jest wprost przekładalna na kasę. Nie koniecznie przestępczą. Te wybory są też są rodzajem sondażu znakomicie procentującego we wszelkich innych dalszych wyborach. Jest więc o co walczyć – jeśli nawet kogoś interesuje tylko władza jako  taka.

Jeśli zaś kogoś interesuje jakaś – Jego zdaniem ważna idea – to gdyby w z tym wyskoczył  - co dla grup interesów jest groźne - ma w tym klimacie szanse u ludzi? Żadnych. Musi więc wejść do tych butów a środków biedaczyna nie ma i mamy Go wyautowanym.  Niby- idź do wyborów – ale – i po co tam będziesz lazł. Na tym polega cynizm obróbki wyborcy. Sam się On zresztą na tą obróbkę zgadza – z czystej wygody.

Drugim celem, w łączności z poprzednim jest też odpędzenie myśli Wyborcy, jeśli w ogóle komuś wpadnie do głowy pójść do tych wyborów, od innych niecnych myśli i niechcianych pytań. Bo Wyborca jednak – o zgrozo - może się  zainteresować czymś innym. Przy tym nacisku medialnym – się nie zainteresuje. A powinien. Choćby nie tyle i tylko samym programem – bo to są też jedynie deklaracje – a rzeczywistymi poglądami, udokumentowanymi dotychczasową  postawą Kandydata w życiu publicznym. On ma być moim pełnomocnikiem.  

Klasycznego dowodu  na skuteczność takiego odganiania „niewłaściwych” myśli z czoła obywatela, dostarcza efekt prowadzonej od lat nagonki na Prezydenta i co gorsze, na Jego Urząd. Tu już żadne zabiegi wizerunkowe, nie są chyba w stanie przybliżyć Wyborcy, zapatrzonego w tabloidy i w GW, obiektywnego faktu, że walczy On o interes Polski jak tylko może. Na ten temat – czy broni czy nie tego interesu – jakoś debaty nie widać – a ludzie się jakby z tym zgadzają. Wystraczy też by Palikot uciekając przed odpowiedzialnością rzucił ochłap błota – i działa. Ludzie się mają czym zająć czym innym a nie rolą tej ważnej jak się okazuje figury w PO. Dobre towarzystwo intelektualistów. Ludzie wiedzą, bo mają tak podane, że to są wszystko tylko głupie ambicje Prezydenta. Jednak proszę tylko modelowo rozważyć możliwe reakcje Prezydenta  – lub skutki braku reakcji na potwarze i afronty, które go spotykają i to biorąc pod uwagę ustawowe zobowiązanie Prezydenta do reakcji w sytuacjach, w których interes Polski jest zamieniany na drobne lub jest wręcz gubiony.

Będziecie mieli Państwo odpowiedź.

Brak możliwości oddziaływania medialnego jednej strony, jest tu kluczem – narzędziem. Już wiemy skąd się biorą te ciągłe walki o TV, o finansowanie Radia, o media be i cacy, o Programy spychane do godzin nocnych pomimo swej wysokiej oglądalności. Nawet manewry ze zmianami pór emisji są skuteczne do wykazywania spadku oglądalności. Kabarety też są w ten nurt wmontowywane. Gdy trzeba wyśmiać zasady, na których stoi społeczeństwo – kasa czyni cuda. Usunięcie tych zasad – jako staroświeckich, niedzisiejszych, śmiesznych, niewygodnych – przynosi skutek. Jest nim brak zainteresowania właśnie tym meritum rzeczy tak na co dzień jak i przy okazji wyborów. Jakiż to spolegliwy odbiorca, konsument i wyborca nie oczekujący niczego więcej niż okolice pasa i te do dołu i te do góry. Taki poddany to marzenie.

Obywatel sam dokonuje samozniewolenia – należałoby nazwać. Nie potrzebne już nawet stany wojenne. Te w końcu, jak będą się niebawem dzieci uczyły w szkołach, były koniecznością patriotycznych działań ludzi honoru.

Aż się dziwię, że nie wymyślono jeszcze z drugiej strony  – tak jak w stanie wojennym robił to red S.Bratkowski – niezależnej dystrybucji nagrań na wideo czy DVD tych programów. Zataczamy oto około i dochodzimy do neo totalitaryzmu. Neo – bo tamten nie marzył nawet o takich środkach inwigilacji, o takich środkach oddziaływania masowego, o takiej skuteczności strachu przed utratą podstaw bytu, które dziś są legalnie dostępne działaniom władzy – za akceptacją wyborców – co by nie powiedzieć!

Wróćmy to tej kasy Posłów.

Cóż za przewrotne i cyniczne pytanie czy dostają za dużo? Jak dla mnie, jest to oczywiście kasa dużo za duża za działalność na szkodę Polski, ale i zatrważająco za mała jak na działalność na korzyść Polski.

Może by tak dyskusję poprowadzić?  Zestawiając bilans.

Ten bilans nie ma tylko wymiaru finansowego.

Popatrzmy jak wygląda realizacja myśli Jana Pawła II wyrażanych wielokrotnie i na Błoniach i w Testamencie, na temat tego dziedzictwa, któremu na imię  Polska i na temat naszych zobowiązań wobec Europy.
Cóż mi z tego, że europoseł będzie znakomicie mówił po angielsku czy niemiecku, ale będzie mówił  rzeczy obłędne, nie będzie wiedział co ma mówić w tych językach, będzie głosował czasem i przeciw Polsce, przeciw  jej interesowi. Będzie rodzajem lobbysty – sektorowego.  

Jak tam z zachowaniem poszczególnych posłów w sprawach związanych z interesem gospodarczym, nas jako Polaków?  Interesów całej naszej gospodarki w Europie – ale nie jako wasali Europy. Współpraca – to coś wspaniałego, ale trzeba mieć świadomość swych aktywów i celów strategicznych. Wiąże się to z koniecznością zestawienia czy aby te dziś uzyskiwane tak wychwalane korzyści, nie będą potem gorzką pigułą wobec żądań niemożliwych do spełnienia lub likwidacji całych ważnych dla nas gałęzi gospodarki. Ich obcinania - do uschnięcia drzewa. Zobaczmy tu dla przykładu jak Europa dziś reaguje na sukcesy naszego tak lekceważonego na wstępie rolnictwa, i w którą stronę idą ograniczenia potencjału tej gałęzi. Warto to zauważyć – w miejsce przyjmowania pochopnego wyroku – oszołomy tak mówią. Czy aby na pewno? Na konkretnych przykładach z jednej z Gmin w pobliżu Krakowa, jestem w stanie wykazać skutki działań pozornie poprawnych politycznie a w wykonaniu nie kogo innego jak właśnie Wybranych, którzy nie mają spraw  przemyślanych. W tym kontekście przepatrzmy historię naszych obciążeń kwotami CO2, porównajmy zachowania wobec naszych Stoczni i Stoczni na Zachodzie, porównajmy kwoty dopłat  tam i tu itd. itd.

O takie rzeczy się pytajmy, a nie czy Ci Posłowie dostają dużo czy mało.

Twardo będę twierdził – w stosunku do tego, co Posłowie mają „przynieść” dostają za mało, a w stosunku do tego czego nie robią, lub robią - czyniąc straty, dostają grubo, grubo za dużo. Na zaspakajanie prywatnych ambicji ludzi władzy nas chyba już nie stać.

Tylko – gdzie takie właśnie informacje i dyskusje o działalności Europosłów i Kandydatów można spotkać?  No i dlaczego ich nie można spotkać? W zamian otrzymujemy tylko dyskusje i o Ich PIT-ach, o małżonkach, o domach, i mamy serwowane koturnowe deklaracje zza biurka.

Tymi ostatnimi koturnami i pychą, to piekło – jak dobrymi chęciami jest wybrukowane.

W wyborach więc nie tylko wezmę udział, ale wszelkimi środkami, tych Gości sobie przewentyluję. Czy zaś są modnie ubrani i biegli w językach – mniej mnie będzie obchodziło.

Będzie mnie obchodziło – CO MAJĄ DO POWIEDZENIA.

Nie zadeklarowania, a powiedzenia.

A Gazeta – jak gazeta – ale nie wie nic chyba o tym, kto jest jej faktycznym chlebodawcą, lub wie, że ten chlebodawca publiczny jest fikcją.

I to jest też dla nas ważne zauważenie.