Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Co tam Panie w polityce Wawel - własność Tuska?
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Wawel - własność Tuska? PDF Drukuj Email
Co tam Panie w polityce
poniedziałek, 11 maja 2009 11:53 | Wpisany przez Administrator

Dysponuje się swoją własnością.

Można też być administratorem, lecz wtedy odpowiada się za swe decyzje przed właścicielem. Administrator jest zobowiązany jasno i wiarygodnie wyłożyć powody swych decyzji zarządczych, a dobry właściciel rozważa, czy ruchy administratora były  tymi, które realizują intencje jego cele i intencje.

W przypadku władzy z wyboru – mamy kłopot. Rozliczenie decyzji następuje kadencyjnie i sumarycznie. Właściciel jest zbiorowy, rozproszony, jest daleko i często swych funkcji  właścicielskich nawet sobie nie uzmysławia. Tak więc, w sposób prawidłowy, funkcje właścicielskie, jest w stanie realizować jako prawdziwy suweren, tylko społeczeństwo obywatelskie. W naszym przypadku takie, dopiero powoli, i to wbrew wysiłkom każdej kolejnej władzy (kto chce mieć za plecami konkretną kontrolę?) jest dopiero na etapie kształtowania. Szukając alibi dla swych poczynań, władza mówi o; niedojrzałości ludu, o jego ciemnocie, o konieczności edukacji itd. I co? Dla swego dobra stan ten faktycznie zostawia w spokoju. Lud ma być najwidoczniej utrzymywany w ciemnocie. Wedle oczywiście tych koncepcji i sposobów sprawowania władzy. Wszelkie procesy tzw. konsultacji społecznych i to w różnych sprawach, są tu modelowym przykładem rzeczywistych – nie tych deklarowanych, a faktycznych, intencji i sposobów sprawowania władzy.  

W tej sytuacji każdy kolejny Władca, jak jeszcze Mu wmówią, że jest słońcem, traci poczucie tego, co jest jego własnością, a co tylko ma w dyspozycji – do używania ku dobru ogólnemu. Dziś słupki potwierdzają tylko prawo do bezgranicznie dobrego samopoczucia. Zresztą, która władza zmierzająca do władzy i to totalnej ma złe notowania? Czy one są rzeczywistością – o tym nie mówimy. Co mówi ulica – widzimy. Oczywiście to jest – jak zwykle w takich przypadkach - grupka wichrzycieli. Nieodpowiedzialnych oczywiście i trzeba się bronić przed kompromitacją – taki przynajmniej jest wywód.

Z tymi funkcjami właścicielskimi, jako takimi, też jest kłopot. Trzeba się czuć właścicielem i wiedzieć co się ma. Ktoś, kto przejmuje po rodzicach firmę, zbiory sztuki, nieruchomość – nie znając specyfiki firmy, nie znając wartości – i to nie tylko wyrażonej w kwotach, danych zbiorów, gdy z nieruchomością miał tylko kontakt okazjonalny –  jest w stanie  szybko te wartości rozproszyć, zniszczyć, doprowadzić do ruiny i zapomnienia. Nie jest gospodarzem, choć w tym względzie może mieć nawet dobre samopoczucie.

To są dość oczywiste stwierdzenia.

Czy się o nich jednak pamięta? Czy są one brane pod uwagę?

Przymierzmy je do konkretnej sytuacji przeniesienia uroczystości 4 czerwca z Gdańska do Krakowa. Na Wawel.

Dużo się o tym mówi i pisze. A to, że rejterada, a to, że obrona godności Polski na arenie międzynarodowej. Tysiąc aspektów i okazji do potyczek.

Popatrzmy jednak na sprawę z tego punktu widzenia, który został pokazany na wstępie.

Wawel jest własnością NARODU łącznie nawet z tym, iż siłami NARODU został jeszcze w czasie zaborów wykupiony (fortelem zresztą) od zaborcy i jest remontowany – do dnia dzisiejszego, w dużej mierze siłami budżetu – czyli nas wszystkich. Jest przywracany do świetności i jest wyposażany. Różni też ludzie składają tu swe prywatne okazy, zbiory i darowizny – dla uświetnienia pamięci o Ojczyźnie, jej historii, i wskazania przynależnego jej miejsca w Europie. Wawel jest miejscem pamięci narodowej. Jakby to podniośle to nie brzmiało – jest to prawda.

Wawel to nie tylko budynki i kubatura.

Ktoś, kto nie czuje oddechu tradycji i zobowiązania wobec przodków, może traktować Wawel jak warownię, luksusowy hotel, reprezentacyjne sale, szpanerską restaurację. Może też i na przykład Wielicką kopalnię związaną z Wawelem i posiadającą walory geologiczne które i zaborca docenił – traktować nie jako perłę na skalę światową, a jak niezwykle atrakcyjne połączenie hotelu podziemnego, takiej też restauracji, zespołu sal balowych a nawet ekskluzywnej Sali sportowej w jednym. Jak się takim czymś zawiaduje z odległości ok. 300  km i bez zrozumienia materii – skutki nie mogą być dobre. I je mamy!

A Właściciel nawet tego nie wie, że administrator właściwie demoluje jego własność. Nawet się o to nie zapyta, nie jest świadomy. Widzi tylko utarczki o Zarząd kopalni, widzi przepychanki o miejsce uroczystości – a jeszcze Prezydent Krakowa jest zadowolony. No tak, z punktu widzenia biznesowego – jest to dobry traf, ale jak się to ma do zobowiązań wobec miejsca – nie jest jak się okazuje - ważne. Całe podejście do promocji Krakowa technikami właściwymi dla promocji wiodącego proszku do prania tego dowodzą. Kraków i Kazimierz przekształcane na pub/kebab/pifko/łezka. Czy trzeba coś dodawać? Można i trzeba tylko zawołać do suwerena – właściciela – patrz co administrator robi z Twoją własnością i z Twoim dziedzictwem! Dostało się ono w ręce kogoś kto nie ma pojęcia czym ma zawiadywać. Znaczenie i godność Państwowa tego miejsca - Wawelu - też nie może podlegać  frymarczeniu.       

Zauważmy, że motywacją przeprowadzania obrad i uroczystości na Wawelu jest .... bezpieczeństwo. Przeniesienie tak jak z jednego hotelu do drugiego, możliwie odległego od tych, co to „zagrażają”. Strach. Tu względy warowności miejsca i łatwość odcięcia od ludu tego światka mocującego się już najwyraźniej poza Realem – są decydujące. Historia i godność miejsca – staje się tylko dodatkową dekoracją, a nie przypomnieniem konieczności jakiejś kontynuacji. A tym przypadku byłaby ona tyleż niezbędna, co i niewygodna.  

Pamiętajmy w tym miejscu, co nam nakazywał Ojciec Święty Jan Paweł II gdy wchodziliśmy do Europy, co na ten temat pisał i mówił, co i dlaczego mamy wnosić do Europy? Nakazywał – nakazywał. I co robi ważąca i decydująca reprezentacja Suwerena czyli bezpośredni zleceniodawca administratora? To po prostu lekceważy. Łagiewniki są jak widać Im potrzebne – bardziej dla mediów niż dokonań – bo po owocach – czyli wynikach głosowań, możemy to poznać. Tych, którzy się upominali o znaczenie przekazów papieskich, naród w wyborach przekreślił i dalej wierzy w rzeczywistość kreowaną przez Magów Mediów czyli współczesnych politruków. Ważniejsza jest perspektywa cudu mniemanego.

Jeden z biorących słowa Ojca Świętego do serca, którego nawet nie słuchali – miał ten gest i rzucił nawet reszcie pod nogi swe ważne stanowisko Marszałka. Poczuli coś? Może deszczyk popadał – pewnie sobie powiedzieli.  
No to i Naród ma. Wawel traktowany jako jedna z rezydencji Tego, który najwyraźniej nie wie co ma w dyspozycji – nie w ręku. W tej sytuacji wypada 4 czerwca jechać do Gdańska, lub udostępnić wikt i opierunek komuś, kto chce przyjechać do Krakowa. Nie na zadymę – bo godność miejsca na to nie pozwoli (i ci ludzie to już zapowiadają!), ale by dać możliwość Suwerenowi upomnienia Administratora.

Ostatni to chyba Frank traktował Wawel jak swą rezydencję, swoją własność.
No tak, ale on był z innej bajki i miała konkretny stosunek do tradycji Polski..
Tak to jest, gdy administrator nie wie czym administruje.
Wawel to nie kubatura i nie warownia!  
To jest nie byle jakie miejsce Panie Premierze.
Swoją drogą, ten strach przed Gdańskiem też sporo mówi.