Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Co tam Panie w polityce Skandal -- Euro 2012 bez Krakowa!
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Skandal -- Euro 2012 bez Krakowa! PDF Drukuj Email
Co tam Panie w polityce
środa, 20 maja 2009 09:27 | Wpisany przez Dr inż. Feliks Stalony - Dobrzański

Rzeczywiście skandal dla zmieniających się zasad, dla decyzji niemerytorycznych tak, że gołym okiem to widać nawet dla takiego laika jak ja, dla cynizmu rządzących, a w szczególności Ministra Sportu i Szefa PZPN, którzy nadal usiłują mówić, iż wszystko jest OK.

Dziś łatwo mówić – trzeba było być bezgranicznie naiwnym, by już po pierwszej decyzji, w której Kraków nie znalazł miejsca sądzić, iż cokolwiek się zmieni. Wcześniej tego mówić wręcz nie wypadło by nie zarażać jakim pesymizmem, złym wieszczeniem. Niemniej już tamta decyzja jasno mówiła – nie rozmawiamy o sporcie a o interesach, nie o rozsądku a o rodzaju brudnej polityki i o zielonym suknie na i pod stolikiem. Wtedy wydawał się to tak absurdalne – pomijając oczywiście sentymenty lokalnego patriotyzmu, że można sobie wytłumaczyć wejście w złudzenia. Te przynajmniej dały początek inwestycji – to jest też coś, choć takie inwestycje robione na gwizdek, nie wpisują się łatwo w rozsądek. Tego bym jednak nawet jako działaniu biznesowego nie negował. W biznesie element ryzyka też jest ważny a w Krakowie żadna z inwestycji nie będzie niepotrzebna. W perspektywie życia miasta będzie procentowała.

Teraz już mówimy o fakcie i jest czas spokojnych analiz i wyciągania wniosków na przyszłość. Dla mnie te są ważne. Na przykładzie tej pokrętnej decyzji, na logice którą się cały czas kierował ten projekt, można i wręcz w końcu należy, oprzeć znajomość realiów w jakich się znajdujemy. To jest potrzebne na przyszłość.

Te realia ma najwyraźniej rozpoznane np. Poznań.

To co będę pisał – ani nie jest poprawne politycznie, ani też nie ogranicza się tylko do jednej dziedziny. To jest reguła ogólna, zasada i ta się nie zmieni, póki nie zmieni się ustrój Państwa.

Ustrój rozumiany jako sposób zarządzania. Przynajmniej to wydaje się być dość klarowne.

Próbowano taką zmianę w kraju robić – ale zawsze kończyło się przyśpieszonym zwaleniem ekipy, która cokolwiek realnie robiła, realnie usiłowała wprowadzić zmianę zasad obowiązujących jeszcze w komunie na te, które działają w oparciu o system zasad zupełnie obcych dla świata materializmu dialektycznego. Ten wcale w praktyce, wbrew pozorom i oficjalnej propagandzie historycznych zmian, choć te w jakimś zakresie są faktem, nie tylko nie zniknął, ale i w pewnym sensie się utrwalił i przeniósł nawet na konstrukcję Unii Europejskiej.

Ważna to konstatacja, bo taką rzecz, jak ustrój i jego praktyczne działania, narzuca, dziś realnie – ale tylko świadomy, wyborca.

Tak więc wszyscy, którzy twierdzą, iż Im zależy tylko np. na sporcie, a nie patrzą dookoła – siedzą w swym małym wyimaginowanym światku, zawsze będą podatni na kiwanie, jak się to mówi językiem sportowym.

Co do  konstrukcji ustrojowej – musi się wyraźnie powiedzieć; ciągle siedzimy w głębokim i trwałym, niezmiennym i nienaruszalnym socjalizmie.

Oburzenie na to zdanie powinno chyba być poprzedzone refleksją a nie   odwołaniem się do świata sugestii medialnych. Do tego namawiam.

No to zobaczmy – ile dziedzin naszego życia podlega ręcznemu sterowaniu z jednego miejsca – z Centrali Warszawskiej – a nawet warsiawskiej.

Nauka, sport, służba zdrowia i inne, nadal przecież podlegają co najmniej w zasadniczej części jeśli nie w całości, takiemu ręcznemu sterowaniu. W nauce mamy oprócz rozdzielnictwa budżetowego, system grantowy, który przy wszystkich pozorach „walki konkurencyjnej” jest rodzajem metody ręcznego dysponowania, już i tak zupełnie symbolicznych w stosunku do PKB kwot. Nowe propozycje Pani Kudryckiej, w tym względzie, nawet się nie krygują proponując oddanie tej dyspozycji w ręce ścisłego dosłownie kilkuosobowego gremium. Są to pieniądze dysponowane centralnie. A gdzie jest Centrum? To geografia mówi. Za tym też idzie odpowiednia dyspozycja środków dla ośrodków zamianowanych na najsilniejsze. Zgadnijmy – które są nominalnie – najsilniejsze? I one staja się jeszcze bardziej najsilniejsze, bo na tle ogólnej biedy mają jednak cały czas stabilny i pewny dopływ środków. W tym kotle, dla dysponentów i beneficjentów systemu, rzeczywista konkurencja to jest najgorsze co może się zdarzyć. I jest normalne – że chcąc tą pozycją utrzymać należy użyć wszelkich metod by konkurencję merytoryczną osłabić, No to i pozostałe środki finansowe chętniej wędrują do najmniejszych ośrodków, będzie preferowany model rozproszenia ilościowego ośrodków. Nadal kwitnie hasło w każdej wsi WSI (nie od służb informacyjnych a od wyższych szkół inżynierskich) a rozwijanie tego kierunku działania jest i na rękę politykom (rośniemy w siłę) i na rękę temu mechanizmowi utrzymywania ręcznego sterowania i – co ważne – dostępu do funduszy.

Nie można się już okłamywać, iż w sporcie nie chodzi o interes. Pasje, porównanie umiejętności, sił i piękna idea fair play, niestety są już raczej spotem reklamowym, a nie realem. Tu też jest centrum, centralne zawiadowanie wszystkim. Centralne – aż do sprowadzenia tej konstrukcji do decyzji wręcz jednoosobowej. Dosłownie – a symbolem niech będzie to, że na tygodnie przed ogłoszeniem rzekomo ciężko wypracowanego wyboru miast goszczących imprezę, odbywał się kadryl rozważań co to  też ZADECYDUJE sam M.Platini!! Nie jakieś gremium a osoba. To samo w Polsce. Co na to powie sam G.Lato! Jakie tam punkty, jakie skutki i powaga kolejnych inspekcji, które takiemu miastu jak Kraków pomimo „braków” w bazie hotelowej, istnienia nie na papierze w w zaawansowanej realizacji stadionu, powiedziały – plany wirtualne i opowieści są cenniejsze. Bo one miały być takimi i już! I nie ma co rozpaczać czy szukać winnych, raczej Tym co tu, na miejscu włożyli solidny wysiłek i zrobili to co zrobili, należy się podziękowanie i prośba o kontynuację działa , by dla Krakowa nie było ono stracone.

Zauważmy, że z tego jest ten niechciany dla konkurenta zysk.

Nie wolno też nie zauważyć, iż zupełnie oczywiście przypadkowo w puli wybrańców znalazły się  miasta w komplecie (za wyjątkiem Warszawy – ale tu mówimy o stolicy) związane tradycją z Niemcami. Dziś – mówimy nie tyle o nacji, o resentymentach – te nie mają wszak znaczenia. Ale ma  znaczenie siła gospodarki Niemiec, jej interesy, no i przewaga w UE. Słusznie chyba kiedyś na samym początku powiedział J.Tomaszewski – wtedy gdy były puszczane wieści o rzekomych zamiarach odebrania Polsce tego Euro – że nie mówimy o rzeczach realnych. Te jak w biznesie już dawno są postanowione, a reszta to podgrzewanie atmosfery dla zbudowania tego biznesu. Taki w każdym razie był sens tej wypowiedzi.

W tym sensie – szukanie „winnych” za euro w Krakowie byłoby bez sensu – bo mogliby  Oni nawet dokonać cudu, a to by i tak nie pomogło. Determinacja obrony monopolu i interesów jest faktem, z którym nawet nie warto walczyć. Ten obóz centralizmu da się tylko pokonać realiami dokonań tu, na miejscu i niech Oni sami walczą z lustrem lub dobierają sobie konkurencję spolegliwą. Takiej się daje jałmużnę ale nie traktuje jak partnera. Z tego też już najwyższy czas wyciągnąć wnioski. Uprawiać politykę faktów dokonanych tam gdzie się da oczywiście.

Naród w końcu zobaczy gdzie są ludzie dobrej i konstruktywnej myśli a gdzie kandydaci na ekonomów.   

Można i należy mieć i to ciężkie zarzuty co do braku koncepcji w zakresie promocji i rzeczywistego strategicznego rozwoju Miasta – ale to z Euro ma tyle punktów stycznych co nic. Tak jest dlatego, że Kraków jest Krakowem i w tej jednej konkurencji nie ma przeciwników. Bo jest jedyny w swoim rodzaju i to ma do wygrania. Wcale nie jest to rozumiane, choć jest mówione, a w systemie centralnego zarządzania brak kontroli nad możliwościami to przewina główna. Kardynalna. Powód do rzucenia każdej kłody. Euro – nie euro 2012, jest tu bez znaczenia.

W obowiązujący system sterowania, wpisują się nawet zamiary idące w kierunku likwidacji lokalnych mediów  Kraków ma pozostać takim ogrodem botanicznym z piwkiem i wesołością urzędową oraz łezką na żądanie. Wyżej ma nie podskoczyć. A jakby ktoś chciał podskoczyć to Mu się kasę przytnie i sobie siądzie.

Prowadzi to do niepokojących konstatacji, śladów mozolnego, a systematycznego odtwarzania, umacniania władzy centralnej. Tej realnej, nie deklarowanej. Bo deklarowana jest oczywiście samorządność (przy obcinanych funduszach – właśnie centralnie przyznawanych i rozdzielanych), promocja indywidualnych inicjatyw i oryginalnego działania  (przy wprowadzanych zarządzeniami i kontrolowanymi biurokracją normatywami zunifikowanych rozwiązaniach i procedur)  i pełna swoboda (wpuszczona w trybu decyzji politycznych). To oznacza powrót realnej a totalnej władzy centralistycznej. W każdej dziedzinie. Dlaczego sport piłkarski miałby być od tego wolny?, Sport – biznes, nad którym panuje PZPN – jak się już nieraz okazywało ważniejszy niż Państwo – bo jest Państwem i to centralistycznie skorumpowanym i skostniałym, w Państwie. Na dodatek w Państwie  powracającym do centralizmu demokratycznego (była taka konstrukcja oj! była!)

Toż raczej się spróbujmy się cieszyć z odzyskanej swobody po tym nie przyznaniu euro na wniosek OBECNYCH władz – bo za poprzedniej władzy to Euro Polsce – nie Krakowowi przyznano. Teraz słyszę – winny jest PiS. To pewnie jest też on winien za gradobicie i parę innych zjawisk..   

Piszę  to wszystko dlatego, bo można wywieść, iż paradoksalnie – to nieprzyznanie uczestnictwa w Euro,  przy świadomości tego o czym rozmawiamy i w jakim środowisku się poruszamy, może mieć zupełnie dobre skutki. One oczywiście same nie przyjdą – lecz jest to rodzaj okazji na poluzowanie tej pętli centralnego dyktatu. Pozwoli rozwinąć własne koncepcje rzeczywistej promocji Miasta   prowadzące do przyciągnięcia turysty z orbity euro, który wie, że jest Kraków i co to za miejsce. Tylko to trzeba umieć przekuć na sukces i przy następnych wyborach samorządowych oprócz pytania do kandydata „cóż byś ty chłopie robił gdybyś nie został Radnym” zadam pytanie pomocnicze – jaki masz stosunek do tego problemu. Jeśli byłeś Radnym jak tą szansę wykorzystałeś lub przynajmniej realnie chciałeś wykorzystać, To jednak jest dopiero pieśń przyszłości   

Z okazji euro będzie tych turystów więcej – ale nie będzie to tumult demolujący miasto. Dla tego turysty potrzebna jest jednak specjalna oferta i obsługa. Nie moją sprawa jest przekładać to na wykonanie – a to już jest kwestią profesjonalnego działania. Za to, podobnie jak i za generowanie koncepcji – co zresztą właśnie zrobiłem społecznie pisząc ten tekst – płacę jako obywatel solidnie Samorządowi, jego kadrze, tak więc nie będę tu się wymądrzał. Nie wiedzą? Myślących jak ja w wielu dziedzinach jest wielu  i do nich może warto się udać na konsultacje, po fachowe porady. Nie ma wyjścia.    

Toż jest pole do popisu dla Miasta – za patent i pomysł oczekuję wpływów na moje autorskie konto. Oczywiście się nie doczekam, bo niestety centralizm odzwyczaił, w sposób demolujący, od szacunku dla wartości intelektualnej, dla pomysłów, zwłaszcza jeśli pochodzą ono nie z złotych ust „etatowych” ekspertów. Najlepiej euro- ekspertów - winogron.

Oni wiedzą lepiej. Może wymyślą- albo i powiedzą, iż prawię głupoty. To, że tak powiedzą to mam jak w banku. Ale czy to są głupoty?

Pewne to?

Rutyna myślenia poprawnego rodem z nauk lat 70-tych jest jednym ze źródeł słabości zarządzania Miastem.

Źródło to nawet nie jest definiowane i decydentów rozpoznawane.

Potem mamy;  miało być tak dobrze – a tak do kitu czasem wychodzi. Dlaczego?

A no dlatego!

Spróbujmy jednak przestać płakać nad, nie przez nas, rozlanym mlekiem, a to powiedzmy że niepowodzenie, na które powtarzam byliśmy w mojej opinii skazani,  przekuć na czysty, policzalny zysk.