| Machina Wyborcza |
|
|
|
| Co tam Panie w polityce |
| piątek, 12 czerwca 2009 20:59 | Wpisany przez Grażyna Zamorska |
|
Nasza komisja była jedną z czterech komisji wyborczych mających swoją siedzibę w Szkole Podstawowej nr 107 przy ul. Zdrowej. W tej komisji oprócz mnie pracowało jeszcze 6 osób, a wśród nich p. Dyrektor SP 107 Sabina Raczek jako przedstawiciel Miejskiej Jednostki Organizacyjnej. Przygotowania do pracy w komisji zaczęły się od posiedzenia jej członków w Urzędzie Rady Miasta Krakowa w dniu 20 maja 2009r. Na tym posiedzeniu zapoznano nas z ordynacją wyborczą do PE oraz regulaminem prac OKW a także dokonaliśmy wyboru ze swojego składu Przewodniczącego i jego Zastępcę. Kolejne spotkanie już w pomniejszonym składzie tzn. Przewodniczący, Zastępca oraz pracownik Miejskiej Jednostki Organizacyjnej odbyło się w Sali Narad UMK w Nowej Hucie w dniu 22 maja 2009r.Na tym spotkaniu zapoznaliśmy się z wytycznymi dotyczącymi zadań i trybu przygotowania i przeprowadzenia głosowania oraz przekazywania dokumentów w wyborach posłów do PE zarządzonych na dzień 7 czerwca 2009r.Ze względu na ogrom wiedzy jaką nam przekazano postanowiłam zwołać jeszcze jedno posiedzenie naszej komisji na dzień 3 czerwca 2009r. ale już we własnym gronie aby ustalić szczegółowy plan naszej pracy. Z inicjatywy p. Dyrektor również dokonałam jako Przewodnicząca OKW nr 95 wizji lokalnej miejsca pracy komisji w SP107. Po tych wstępnych przygotowaniach przyszedł czas na właściwą pracę przedwyborczą tj odbiór materiałów wyborczych , a więc kart do głosowania, formularzy protokołów głosowania w obwodzie, pieczęci oraz spisu wyborców. Przy odbiorze musieliśmy sprawdzić czy: I wreszcie nadszedł dzień wyborów niedziela 7 czerwca 2009r. W tym dniu zebraliśmy się o godz. 7,00 na godzinę przed otwarciem lokalu wyborczego aby wykonać wszystkie czynności związane z przygotowaniem głosowania, a więc sprawdziliśmy ponownie dostarczone nam dokumenty i pieczątkę przeliczyliśmy ponownie karty do głosowania a następnie dokonaliśmy ich ostemplowania naszą pieczątką, rozłożyliśmy spis wyborców oraz karty do głosowania, wywiesiliśmy w widocznym miejscu urzędowe obwieszczenia i inne informacje dla wyborcy, sprawdziliśmy czy urna jest pusta, a następnie zamknęliśmy ją i opieczętowaliśmy, a także sprawdziliśmy czy w lokalu wyborczym oraz wewnątrz i na zewnątrz budynku w którym mieściła się nasza komisja nie znajdowały się elementy służące prowadzeniu kampanii wyborczej. Z wybiciem godziny 8,00 byliśmy gotowi na przyjęcie pierwszego wyborcy. który zjawił się zaraz po otwarciu lokalu. Przed wydaniem karty do glosowania ustalaliśmy tożsamość każdego wyborcy na podstawie dowodu osobistego lub innego dokumentu z fotografią. Następnie ustalaliśmy czy wyborca jest uprawniony do głosowania w tym obwodzie, przez sprawdzenie , czy jego nazwisko jest ujęte w spisie wyborców. Obywatele polscy umieszczeni byli w części A spisu wyborców,, natomiast pozostali obywatele UE w części B. Po tych czynnościach wyborca otrzymywał jedną kartę do głosowania ,której odbiór potwierdzał własnoręcznym podpisem ,w przeznaczonej do tego rubryce spisu wyborców. I dopiero na specjalnie przygotowanych stolikach mógł oddać swój głos poprzez skreślenie jednego kandydata z wybranego przez siebie komitetu wyborczego, a następnie wrzucić kartę do urny. I tak to trwało do godz. 22,00 kiedy ostatni wyborca oddał swój głos. Na szczęście w naszej komisji głosowanie przebiegało sprawnie bez żadnych incydentów. Dodatkową czynnością przez nas wykonywaną w trakcie całego dnia wyborczego było dopisywanie do spisu wyborców osób przedkładających nam zaświadczenie o prawie do głosowania. ,a ze względu na miejsce zameldowania nie byli oni w spisach .wyborców, którymi dysponowaliśmy. Takich osób do naszej komisji przyszło trzydzieści- głównie ludzi młodych. Rytm frekwencji wyznaczały godziny mszy świętych. w Kaplicy św. Karola Boromeusza przy ul. Zdrowej. I tak w godzinach dopołudniowych byli to przeważnie ludzie starsi i w średnim wieku. Koło południa i w porze obiadowej zaczęli przychodzić ludzi młodzi, a potem w porze poobiednich spacerów niedzielnych w różnym wieku oraz wieczorem osoby wracające z weekendu. Frekwencja na godz. 12,00 wynosiła u nas około 12 % na godz.18,00 ponad 20% aż wreszcie na koniec doszła do ponad 27 %. Obserwując wyborców zauważyłam, że wielu z nich tak naprawdę nie bardzo wiedziało na kogo oddać głos .Zdarzało się nieraz że cała rodzina oddawała głos pod dyktando jednej osoby .Wyborcy PiS-u byli zdecydowani i nierzadko nie kryli się z tym na kogo głosują w przeciwieństwie do wyborców PO, którzy zastanawiali się nieraz przez dłuższą chwilę na kogo głosować. Po zamknięciu lokalu wyborczego przystąpiliśmy do rozliczenia kart do głosowania. Musieliśmy ustalić liczbę kart wydanych do głosowania oraz liczbę kart niewykorzystanych Następnie sprawdziliśmy czy pieczęcie na urnie pozostały nienaruszone i przystąpiliśmy do jej otwarcia. Kolejną czynnością było liczenie głosów. Głosy nieważne a w naszym przypadku było ich 6 musieli zobaczyć wszyscy członkowie komisji. Przeliczając głosy ważne dzieliliśmy je na poszczególne komitety wyborcze. Z czasem było widać jak PO i PIS „idą łeb w łeb” dystansując pozostałe komitety tylko SLD-UP na czele z Senyszyn ( ku naszemu zaskoczeniu) goniło z wielkim trudem tą ścigającą się dwójkę Pozostali prawie się nie liczyli. Reasumując wyniki wyborcze w naszej komisji to PO 327 głosami wygrało przed PiS-em 188 głosów. Bezsporną lokomotywą swojego komitetu wyborczego był Zbigniew Ziobro w przeciwieństwie do PO gdzie jej lokomotywę Różę Thun popychali Bogusław Sonik i Marta Patena. Wielkim przegranym okazał się Szejna i można powiedzieć ,że Senyszyn ( u nas 45 głosów) uratowała honor lewicy w naszej komisji. Pozostałe komitety otrzymały nikłe wyniki jedno cyfrowe. Na tym przykładzie widać, że wśród wyborców nie liczą się merytoryczne dyskusje na programy –to dobre dla koneserów, ale oni wyborów nie wygrywają- za to liczy się show wyborczy za którym gonią media (IV władza ) karmiąc n im odbiorców , czego przykładem były nieustające newsy, że Thun i Seneszyn ciągle uganiają się za Ziobro w nadziei spotkania się z nim, a już punktem kulminacyjnym tego absurdu było pieczenie zioberek w sosie pis tacjowym przez Senyszyn na Krakowskich Błoniach. Komuś może wydawać się to śmieszne, ale robienie z demokracji farsy i kabaretu mnie zupełnie nie odpowiada wręcz przeciwnie nasuwa mi się smutna refleksja, że niestety przeciętny obywatel w tym politycznym diabelskim młynie jest bezradny i staje się żerem dla różnego autoramentu cwaniaków. A wracając do biurokratycznej machiny wyborczej to czekało nas jeszcze sporządzenie protokołu głosowania, przekazanie go Informatykowi , który musiał wprowadzić go do bazy danych. Następnie pakowanie tych wszystkich dokumentów do odpowiednich paczek ściśle według otrzymanej instrukcji ,I tak nas zastała godzina 1,00 w nocy. Jako przewodnicząca komisji musiałam te wszystkie paczki z dokumentami odstawić jeszcze tej nocy do UMK na Placu Wszystkich Świętych. W tym celu zamówiłam taksówkę w sieci wyznaczonej przez UMK i po paru minutach z tymi paczkami a szczególnie ciężkim workiem pojechałam do UMK. Tam dosyć sprawnie przy pomocy dyżurujących pracowników urzędu zdałam wszystkie dokumenty. Było to po godzinie 2,00 w nocy . Z wielką ulgą wyszłam przed budynek magistratu zaczerpnąć świeżego powietrza .Miałam teraz dwie możliwości wyboru powrotu do domu :albo Kraków „ bay night albo zamówić taksówkę na koszt własny. Wybrałam to drugie rozwiązanie pomimo tego ,że noc była piękna, a Kraków tonął w tysiącu barw świateł. Jadąc w taksówce przez puste miasto rozmyślałam czy ten trud poniesiony przez tysiące takich ludzi jak ja pracujących w komisjach wyborczych w całym kraju nie jest lekceważony przez obywateli, którzy nie potrafią korzystać z dobrodziejstw demokracji, Ale należy zadać pytanie czy wina czasem nie leży po stronie tak naprawdę kogoś innego ?
|









Tym razem postanowiłam dzień wyborów do Parlamentu Europejskiego zobaczyć od środka czyli po drugiej stronie przysłowiowej barykady jako członek komisji wyborczej a ściślej mówiąc jako Przewodnicząca OKW nr 95 w Krakowie.