|
Odwieczny to problem rządzących – pojawienie się jakiejkolwiek formy opinii o Ich działaniach. Chwalba – proszę bardzo Krytyka czy nawet w założeniu życzliwa uwaga? WRÓG. Władza, z definicji, jest najświatlejsza (to ma być oczywiste), robi najlepiej (w swoim przekonaniu), a danego problemu inaczej, nie da się po prostu rozwiązywać.
Rozwiązanie właśnie realizowane, jest tak głęboko przemyślane i tak światłe, że innego po prostu niema To władza wie, i wszelkie uwagi są bez sensu, ba! Są szkodliwe. Tak to deklaracje o dążeniu do powstawania społeczeństwa obywatelskiego rozmijają się z praktyką. Któż to chce przecież słyszeć rzeczy niemiłe, mieć świadomego, aktywnego, silnego oponenta i to jeszcze w swym wyborcy? Wszak taki wyborca, nie jest podatny; ani na opowieści o cudach, ani na bajki o perspektywach budowanych na piasku, ani na opaleniznę, ani na disco. Czysty horror. Dla poddawanego wyborowi oczywiście. Ciemny obywatel – któremu wystarczy czasem zaserwować nieco chleba i igrzysk, zaszklić oko pozorem – to najwygodniejszy materiał na klienta lokalu wyborczego. A dalszy wybór – to dla Władzy - życie. Życie, do którego już Władca jest przyzwyczajony. Rezygnacja nie wchodzi w grę i nie mieści się w wyobraźni, zwłaszcza jak nie ma do czego wracać, po tym wspaniałym śnie Wielkości. Do zawodu?, do pensji?, do zależności?
Pokusa działania, w każdej bez wyjątku sprawie, na skróty, bez uciążliwych procedur rzeczywistej rozmowy ze społeczeństwem jest wielka i wydaje się być najlepszym lekiem na przeszkody, które mogą spowodować brak sukcesów na koniec kadencji. Gdy na dodatek, ktoś, kto komentuje działania Władzy, jest poza jej zasięgiem i kontrolą, to wprost nie da się tego ścierpieć. Najgorzej, gdy głos krytyczny dotyczy sfery fair play, wymogów porządnego zachowania się, przestrzegania reguł. Chodzenie na skróty, musi przecież polegać na łamaniu reguł. Przypominanie o zasadach przeszkadza w skutecznym – zdaniem władzy – jej sprawowaniu. Jest wtrącaniem się w nie swoje sprawy.
W naszej historii – mówiąc najkrócej – symbolem tego rodzaju konfliktu, był konflikt Króla Bolesława i świętego Stanisława. Mówimy tu oczywiście o pewnej regule, zasadzie nie o randze Osób dramatu.. Król, jak Mu się wydawało, problem załatwił definitywnie. Biskup zamilkł. Tak naprawdę – jak wiemy - problem się dopiero zaczął. Dziś, fizycznie, ściąć się przeciwnika właściwie - nie da. Oczywiście osiągnięcia w kontynuacji tej metody jeszcze są, ale to nie jest już w stopniu pożądanym łatwe i ciche. Dziś się jednak też ścina – ale odebraniem dobrego imienia, obmową czym eliminuje się z życia społecznego. Przeciwnik milknie. I o to chodzi. Media, „kabarety” i niby „satyrycy” w istocie towarzystwo takich neo - politruków – dzielnie pomagają, mając nadzieję na korzystki. To dzisiejsze „pieńki” i „miecze”Dla ciemnego ludu – gdy w telewizorze powiedzieli - widać to jest solenna prawda. Współczesne zabijanie posłów niechcianych wieści – jak zostało powiedziane – nie odbywa się mieczem. To dzisiejsze zabójstwo, mające prowadzić do wykluczenia z życia publicznego, do uciszenia – jest równie zaskakujące, nagłe, wydaje się być bezsensowne i na ogół jednak też bywa definitywne – jak i to, uczynione mieczem. Zwłaszcza, gdy w imię zasad – „zabijany” – jak i św. Stanisław - fizycznie się nie broni. Dziś pomocą – współudziałowcem – i to dobitnie warto powiedzieć - w tej nowoczesnej zbrodni, jest milczenie i obojętność tłumu i jego podatność na manipulacje medialne. W tym zakresie, odpowiedzialności, i to z każdego z nas, nikt nie zdejmie
Te bardzo ogólnikowe myśli są prostą konsekwencją zestawienia ze sobą tego, co znam z autopsji, z tym co ostatnio zostało powiedziane, w odniesieniu do konkretnej choć bardzo lokalnej sytuacji. Przykra to sprawa, ale właśnie w imię tego, by nie być obojętnym gapiem, świadkiem takiego współczesnego zabójstwa dla życia publicznego, należy zabrać głos. Zaświadczyć. Cóż takiego zobaczyłem? Z okazji pięknego jubileuszu 25 – lecia pracy w Parafii Dobczyckiej, tamtejszego ks. Proboszcza jedna ze stacji TV pokazała reportaż – migawki na ten temat. Wśród różnych, była i wypowiedź jednego z zaufanych samego Burmistrza. Że duszpasterz (nie odkrywcze), że dobry (nieuzbrojonym okiem to widać), ale onegdaj zabierał się za chęć wpływu na decyzje w Gminie (to już bajka dla ludu) itd. W ogóle – jak z tego widać – niby dobry, a - niedobry i konfliktowy gość, co to nos pcha w nie swoje sprawy. Eliminacja – z tego wynika – dla zdrowotności – jest konieczna. Dość to trzeba powiedzieć, wypowiedź kuriozalna – nawet jak na nasze obyczaje (wyjąwszy „Fakty i Mity” lub „NIE” i parę zbliżonych „duchowo” tytułów), zwłaszcza gdy zna się fakty. Tym pasuje ta wypowiedź jak ulał, do poczynionego wcześniej wstępu Fakty bowiem jakie znam osobiście, nie z opowiadań, a z autopsji, są takie; Dawno, dawno temu, dzisiejszy Pan Burmistrz działał sobie gospodarczo na terenie Gminy. I był wiernym Parafianinem, pozostającym w dobrych stosunkach z Księdzem Proboszczem. Było to tak dawno, że może lepiej nie pamiętać, gdzie był początek? Byłem świadkiem, przypadkowym – bo przypadkowym, człowiekiem z zewnątrz, który widział jak to przyszły burmistrz doznał przypływu chęci sprawowania władzy, i gdy wspólnie z Proboszczem nachylali się nad problemami wtedy dość nieefektownie wyglądającej Gminy. To były pierwsze demokratyczne – powiedzmy – wybory. To i kandydat szukał nerwowo wsparcia. I je w formie duchowej otrzymał, bo współdziałanie dobrze się zapowiadało dla Gminy. I Ksiądz i Burmistrz, mając inne pola możliwego działania, mogli, łącząc siły na tych nadal rozdzielnych polach, przynieść dużo dobrego społeczności lokalnej. Ksiądz to widział – bo ma inną optykę, 2000 – letniej tradycji, doświadczeń i zupełnie innych priorytetów. Tego władza świecka nie pojmie. Tak się to dobrze zapowiadało. Pan został Burmistrzem i - otworzył się Mu nieco inny świat. Tu, w terenie o wyjątkowych walorach przyrodniczych, rolniczych (aż się prosiło rolnictwo ekologiczne, na którym zresztą sąsiednia Gmina – Raciechowice - stanęła na nogi) niestety, w fatalnym zrozumieniu słowa „postęp i rozwój” został wymyślony przemysł, mit strefy przemysłowej, wprost eksploatacji środowiska i opowieści ludziom bajki, iż uruchomienie Zbiornika jest celem, od którego zacznie się eldorado Gminy. Na ten ostatni temat - będący po prostu manipulacja socjotechniczną – warto by było napisać oddzielny tekst, ale nie o tym teraz.
W presji żądzy sukcesu, pojawiło się działanie – delikatnie mówiąc na skróty. I tu, i nie w sprawie kierunku zarządzania Gminą, Ksiądz zabrał głos. W sprawie metod. Ze swego duszpasterskiego obowiązku. Nie wielce oficjalnie czy publicznie. Ale w ogóle zabrał, swoje zdanie, śmiał Burmistrzowi zapewne powiedzieć. Burmistrz – zobaczył to jako zagrożenie swej budowanej właśnie WŁADZY i co wymyślił? Proste to jak konstrukcja cepa. Ogłosił metodami łatwymi do realizacji w atmosferze małomiasteczkowej, że oto powstał jakiś gigantyczny spór pomiędzy Wójtem i Plebanem. Nikt, z księdzem włącznie, nie wiedział o co – ale ponoć – powstał. Ludzie zostali zajęci tymi igrzyskami i po to zostały one wirtualnie zorganizowane – ku kompletnemu zaskoczeniu Księdza Proboszcza (czego byłem świadkiem). Nawet nie zauważono innych ruchów Pana Burmistrza. Plany Zagospodarowania? Ścieki? Uruchomienie życia turystycznego z prawdziwego zdarzenia? Organizowanie wspólnot lokalnych? Budowa społeczeństwa obywatelskiego i odpowiedzialnego w indywidualnych decyzjach gospodarskich? Inicjatywy mieszkańców? Po co się interesować tak długotrwałymi sprawami, skoro są igrzyska – i jest temat. Też i po to były organizowane i inne Igrzyska – z kiełbaskami przytupem i piwkiem w tle. Gmina się ma dobrze, a ludziom żyje dostatniej. Na ile to prawda – niech ludzie sami rozsądzą – ale sami sobie, przed lustrem rzeczywistości.. Problem „konfliktu”, w moim więc przekonaniu, po to został stworzony, by mieć wolne ręce, a i by przy okazji dokonać owego „ścięcia” dla życia publicznego.
Chodziło o eliminację niechcianych opinii. Jedynie słuszne – obowiązują. Co na tym Gmina straciła – znów oddzielna to by była opowieść – tylko czy jest jakieś medium niezależne poświęcające się sprawom Gminy? I nad tym też warto się zastanowić. Obmowa zawsze przynosi jakieś skutki – tu jednak Autorytet był zbyt silny. Nie bronił się – a nie został ścięty. Jakiż to dodatkowy wstyd dla kata!. Tego nie da się szybko zapomnieć. I nie zostało zapomniane, nawet gdy Pan znalazł się na przerwę kadencyjną w Zarządzie Sejmiku. Byłem też świadkiem, gdy dla Dobczyc zaczęło obowiązywać hasło „jak było coś robione to tylko wtedy, jak ja byłem i rządziłem”. Pozycja w Sejmiku też miała swe znaczenie. Na fali popularności tej kampanii czarnego PR – dla następcy,(nie Tusk to wymyślił! Przed nim byli inni i to od wieków) Pan powrócił jako „jeden z nas, który był w świecie”. By było jasne – nie neguję ewidentnych i dobrych zmian – ale te, w tej koniunkturze, za przychylnością układu politycznego, być by były. Tu była sprężyna. Ludzie zaś wiedzą to, co mają wiedzieć . Dziś – Rządca, wtedy niepomny księżowskich napomnień, idący na skróty, doczekał się paru procesów (jak to u nas, trwających) zapewne dziś ponownie chce odwrócić uwagę wyborców i od rzeczywistych problemów i od już przypiekanych pięt. Konsoliduje elektorat zwłaszcza tych antyklerykalnych ludzi – a w każdej społeczności jest ich jakaś liczba, co jest ważne z punku widzenia arytmetyki wyborczej. To ostatnia już deska ratunku. Tu jest kłopot. Ludzie tego księdza cenią, ma zawsze pełny Kościół, nie mówi w im o polityce, a o Ojczyźnie, Bogu i Honorze, o ważnych postawach, ma dobry zespół współpracujących księży, nabożeństwa Fatimskie mają zawsze bogatą obstawę. Strażacy metodycznie obłaskawiani przez Burmistrza Strażnicami i dowartościowywaniem, też jakoś od księdza nie stronią. Władzy została widać już tylko antyklerykalna i to doktrynalnie antyklerykalna klientela. Dziś to jest jakiś elektorat – ale czy przeważający i czy pokryje swą aktywnością bierność elektoratu ludzi wierzących? Czy propaganda i PR pokryje rozsądek w ocenach? Kładę nacisk na to „bierność”, bo same proporcje ilościowe nie pozostawiają złudzeń. Jaki będzie skutek - to się okaże, na ile udało się ludzi wykołować i zmęczyć tematem. Okaże się to też, gdy Sądy rozsądzą w kolejnych instancjach we wciąż dziś nieprawomocnych wyrokach. Dlaczego te się tak ciągną, też ludzi powinno zastanowić. Dla Ich własnego dobra. Sen o władzy totalnej trwa – a ludzie i nie kto inny jak ludzie, swój los, bo wcale nie jednego człowieka, niebawem wybiorą. To warto głośno powiedzieć. Czy nabiorą się na takie manewry socjotechniczne – zobaczymy. W każdym razie warto powiedzieć, że jak to w życiu, siadając do gry w trzy karty z wprawnym graczem – nie wolno już potem się użalać. Widziały gały co brały – jak to mówi proste w swej konstrukcji porzekadło.
|