|
Nie tak dawno napisałem tekst o sprawach Dobczyckich . Obiecałem w nim zająć się sprawą kadencyjnie odżywającego problemu uruchomienia Zbiornika Dobczyckiego do użytkowania, jako że ta sprawa w mym tekście, w stosunku do jego przedmiotu, była poboczną i nią się nie zajmowałem. A chyba warto.
I to jest powód pierwszy, że nawiązuję do tematu. Jest jednak i drugi powód. Oto w lokalnej gazecie „Goniec Myślenicki” został zamieszczony artykuł o tym, jakaż to antypromocja Dobczyc jest czyniona – nie udostępnianiem – tym razem nie całego zbiornika, a samej korony zapory. Za bajkowego „czarnego luda” dyżurnego do straszenia elektoratu, robi w tym tekście Pan Jerzy Grela. Sam niegdyś samorządowiec, wyjątkowej kompetencji człowiek – i z tej racji, a nie z powodów politycznych obecny szef Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie. O kompetencji nie piszę na podstawie opowieści, a sam miałem z Nim możliwość się osobiście spotkać, gdy jeszcze był właśnie samorządowcem i szeregowym pracownikiem, a ja z kolei organizowałem Forum Polskiego Klubu Ekologicznego – właśnie o Zaporze. To było na samym początku trzeciej kadencji samorządowej. Może warto to powiedzieć, bo owo Forum miało formę wyjazdową, odbywało się w Dobczycach – w Sali Konferencyjnej Urzędu Miasta i Gminy. Uczestnikami merytorycznymi byli wtedy właściwie wszyscy uczestnicy opieki nad zaporą – od szefa PIOŚ – poprzez ludzi z ODGW, z Urzędu Marszałkowskiego, z Urzędu Wojewódzkiego, ichtiolodzy ze Stacji PAN, oczywiście był tez ktoś z Krakowskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, ze stacji Uzdatniania, byli też i Ci którzy uczestniczyli w budowie Zapory itd. W spokoju – co ważne, były wtedy wykładane wszelkie argumenty „za” i „przeciw” i okoliczności związane z projektami udostępnienia turystycznego całego zalewu lub nawet tylko jego fragmentu (co zresztą na jedno wychodzi) Forum, w którym PKE jako organizacja pozarządowa daje płaszczyznę swobodnej wymiany myśli jest formą wywodzącą się z początków powstania Klubu – jako organizacji odwołującej się do zbierania argumentów i niechętnej protestem dla samych protestów. Oczywiście owo spotkanie odbyło się dawno, ale a/ nie można mówić, że argumenty nie są znane (też i oczywiście i z innych licznych okazji były wykładane – to jasne) i że uległy one jakiejś gruntowanej, jakościowej zmianie b/ można stwierdzić, że wnioski z tego spotkania nie zostały dla praktyki wyciągnięte. Mało tego – wręcz je wtedy w „pędzie skutecznego działania” przetworzono, na wizję stateczku na zbiorniku, co u Uczestników niedawnego Forum wzbudziło nie tylko zdumienie, ale i spowodowało okopanie się w swoich racjach. Gdy też z kolei nieco później realizując Program Ekozlewnia – prowadzący do zmiany użytkowania rolniczego terenu, w Dobczycach przyjęto nas jak niechcianych petentów. Swoje jednak zrobiliśmy, propozycje były. Tymczasem zaręczam – gdyby ktokolwiek z władz samorządowych się wtedy zastanowił – w żadnym z tych przypadków, nie były to wcale postulaty odwrócenia się od zbiornika, a tylko nawoływanie o rozsądek i działanie zgodnie z prawem. W tym zakresie, zasady prawa obowiązywały już co do istoty w dzisiejszym kształcie. No tak – tylko nie trzeba być zapatrzonym w fantasmagorie sukcesu wyborczego, a warto zastanowić się nad opracowaniem dobrze przemyślanego sposobu postępowania. No tak – ale trzeba było się zastanowić i – przetworzyć to co się słyszy na działania – a nie na opowieści wyborcze dla ludu i grę towarzyską pomiędzy uczestnikami procesu. No i wiarę, że działania na skróty przynoszą sukces. Właśnie o tym było w poprzednim tekście. To było, a nie jest – tak więc raczej warto się zastanowić na tym co - „dziś”
Dziś oto mamy artykuł sugerujący, iż to upór i to personalnie Pana Greli, niechęć urzędników tam – w Krakowie i wyżej, zatrzymuje wspaniałe perspektywy Gminy wbrew konstruktywnej i otwartej na postulaty postawy nawet samego senatora Bisztygi.. Artykuł w „Gońcu” jest tak napisany, że nieuważny czytelnik – z samych tytułów może zrozumieć, iż chodzi o udostępnienie całego zbiornika – no ale to kwestia umiejętności czytania i rozumienia tekstu, a także pewnej umiejętności odpowiedniego pisania, tak by łatwiej było doczytać się tego, co nie jest w istocie napisane. Taka sztuczka na którą zwracam uwagę PT Czytelnikowi. Już dawno Wyborcy Dobczyc i okolic powinni się zorientować, iż sprawa – ogólnie – Zapory - odżywa cyklicznie – na wybory i jest łączona bezpośrednio z sugestią, iż uruchomienie, udostępnienie zalewu, zapory, automatycznie pociągnie za sobą wręcz eldorado. To może warto się przyjrzeć choćby z grubsza najoczywistszym argumentom, jak to jest z tą krainą złota turystycznego. Spróbujmy pomyśleć. A/ Zapora, zbiornik - to 2/3 wody dla całej blisko milionowej aglomeracji. I to jest pierwszy powód specjalnej troski o czystość gwarantującą przynajmniej skuteczność procesu technologicznego uzdatniania tej wody. B/ Z tym jest związana sprawa bezpieczeństwa. Nie mówmy nawet i tylko o epoce terroryzmu, choć ktoś odpowiedzialny za to bezpieczeństwo bytowe, musi przewidywać wszelkie ewentualności – inaczej będzie personalnie – i słusznie – odpowiedzialny za zatrucie sporej populacji. Tu żartów nie ma. C/ Raba jest rzeką górską, zanieczyszczaną z całej zlewni, w swym biegu się co prawda samooczyszcza, działania w budowie ochrony tej zlewni odbywają się dużym wysiłkiem, ale co by nie robić, to zanieczyszczenia bytowe – to tylko – albo i aż - ok. 60% ładunku. I tylko ten jest tym ogromnym wysiłkiem zwalczany. I to bardzo dobrze – ale nie wszystko. Reszta, te pozostałe ok. 40% to zanieczyszczenia pochodzące ze sposobu użytkowania roli w tej zlewni. Można wspomnieć też warunki w jakich ta zapora była oddawana, jak dokładnie była usunięta warstwa biologiczna i jak dziś wygląda życie biologiczne w zbiorniku zwłaszcza w przekrojach pionowych. Tworzy to sytuację pewnej niestateczności zachowania się zalewu w związku z pogodą, porą roku itp. To są ważne informacje. Zakwitanie zbiornika nie bierze się znikąd i jest oddzielnym problemem technologicznym technicznym i ekologicznym. Nawiasem mówiąc, tą stronę medalu ochrony zbiornika można było wykorzystać pozytywnie – ale to przeszłość. W chwili obecnej równowaga biologiczna w zalewie jest labilna, a nie stabilna i nikt nie jest w stanie uczciwie przewidzieć skutków dodania do tej „pełnej czary” jednej czy dwóch kropli. Skutki i tu są nie do przewidzenia. D/ Wykorzystanie zbiornika można sobie wyobrazić na wiele sposobów. To o czym się myśli sugerując boom turystyczny po uruchomieniu zbiornika to jego udostępnienie jako akwenu dla sportów wodnych, dla wędkarstwa, dla plażowania – ogólnie – rekreacji. Pomińmy komfort kąpieli w wodzie o temperaturze wody z potoku górskiego – o jakiej populacji chętnych można myśleć? Mówiąc z kolei o udostępnieniu samej zapory – myślimy o niej i jako o obiekcie inżynierskim zawierającym w sobie co najmniej trzy niezależne obiekty techniczne lub jako o obiekcie widokowym.
Są też stawiane propozycje ograniczonego terytorialnie użytkowania akwenu – w obrębie Zatoki Zakliczyńskiej. Zauważmy, że tak naprawdę, żadna z tych wersji praktycznie nie jest rozdzielna. Każda z ich – siłą rzeczy, musi przynieść zaistnienie infrastruktury i działanie innych. Powiedzmy, ze samo udostępnienie zapory jako budowli trochę się z tego wyłamuje. Jakakolwiek jednak forma - pociąga za sobą praktycznie niczym nie ograniczony dostęp i to każdego obywatela do zbiornika. Można oczywiście twierdzić, iż skutki dla środowiska można opanować, co jest tylko kwestią organizacji. Niestety to choćby dla tego połączenia funkcji już jest złudzeniem. Próby ograniczania w udostępnieniu muszą pociągnąć pojawienie i słuszne - argumentów i o reglamentacji i o równych prawach w dostępie do środowiska i o korupcjogennym charakterze takiego układu, w którym od decyzji Urzędnika będzie zależała działalność gospodarcza. Oczywiście – nawiasem mówiąc - zaistnienie takiej sytuacji jest dla „właściwego” samorządowca snem o wielkim plastrze miodu i to udostępnionym „wolą ludu” Ustrzeżenie się od degradacji środowiska, w tym przypadku, nie jest więc tylko, choć trudną, ale tylko, kwestią techniczną. To o wiele szerszy problem. W technice zresztą „trudny” wcale nie oznacza „niemożliwy” – choć oznacza równolegle „bardzo kosztowny”. To podlega twardej kalkulacji, lecz nie w tym do końca bariera. Tu jednak zyski musiałby być proporcjonalne i zapewniające – kompensatę środowiska. Tego dla celów politycznych się nie zauważa postulując miraż sukcesu wywołanego udostępnieniem. Zauważmy też, że w samej decyzji urzędniczej podejmowanej ewentualnie – dziś - ważniejsze jest wyraźne wyznaczenie bariery przyzwolenia danego przez konkretna osobę odpowiedzialną nawet nie za zbiornik czy ekosystem – a za bezpieczeństwo miliona osób. To przyjęcie odpowiedzialności pachnącej prokuratorem. Formalnie rzecz biorąc - może napatoczyć się wariat, terrorysta, który na przykład zechce dla swoich tajemnych i tylko sobie znanych powodów powiedzmy - zatruć zbiornik. Jednak dziś to a/ nie wolno mu się zbliżyć do wody b/ będzie jednak z większą szansą – zauważalny. Urzędnik nie jest za zdarzenie odpowiedzialny bo temu komuś w rejonie wody znaleźć się było nie wolno. Gdy zostanie podjęta decyzja o udostępnieniu, urzędnik przyjmie na siebie odpowiedzialność za to, że ten przestępca miał prawo się tam znaleźć, gdzie się znalazł, nikt go nie będzie mógł z tego terenu wyrzucić nawet prewencyjnie. To co zrobi terrorysta czy wariat, nadal będzie przestępstwem, ale – urzędnik dający zezwolenie Mu to ułatwił, swego zadania nie wykonał. To dla uruchomienia jest bariera nie niechęci urzędniczej a czystego roządku i nie igrania z ogniem. Wracając na chwilę do sprawy infrastruktury.
Zapraszam na którekolwiek jezioro choćby w rejonie Borów Tucholskich – gdzie gęstość zaludnienia jest przecież niewielka – a są wręcz cale formalne jednostki administracyjne właściwie pozbawione stałych mieszkańców. Jeziora jeszcze w latach 60 – tych, z wolnymi brzegami, dziś – zapełnione szczelnie kolejnymi ośrodkami. Każdy z nich to pobór wody bytowej, to ścieki, to transport itd. Stan jaki jest – każdy kto tam był – zna. I nie chodzi tu o to, czy ktoś zamoczy nogę w Zbiorniku, czy popłynie kajakiem Można założyć nawet, że wszyscy klienci będą mieszkali w oddali od zbiornika, ale restauracje, wypożyczalnie sprzętu i inne obiekty wcześniej czy później muszą powstać. I inaczej nie będzie. Presja będzie – bo musi być, lawinowa. Tu nie ma wyjątków i złudne są nadzieje na ograniczone działania. Zezwolenie na a) – pociąga b) - aż do końca alfabetu. Zapytajmy się wiec raczej dlaczego nie myśli się realistycznie przeznaczając proporcjonalne środki na zmianę sposobu użytkowania roli w zlewni oddziałując na redukcję tych pozostałych ok. 40 % ładunku zanieczyszczeń? Tu jest kopalnia dochodów dla społeczeństwa, Gminy i to było oferowane już ładne kilkanaście lat temu!! Oczywiście i kwalifikowana kadra wędkarzy (to są naprawdę spece) byłaby elitą dozoru i badania, pilotowania zbiornika, ale wtedy nie mówimy o udostępnianiu tylko o społecznej – lub i nie – pracy konkretnych specjalistów. Nawet jednak ten niewinny z pozoru stateczek spacerowy – musi za sobą, chcąc czy nie chcąc pociągnąć swoją stanicę, restaurację, obsługę - czyli stworzy przyczółek, od którego musi się zacząć lawina.
Popatrzmy się na to też i innej strony. Mówmy o kwotach i opłacalności. Jako rodzaj schematu dajmy tu Hutę im.Lenina, która tak naprawdę, w cenie każdego kilograma wyprodukowanej stali nie uwzględniała i to od początku, kosztów degradacji substancji budowlanej Krakowa, jego okolic i zdrowia mieszkańców. Tym zużywała środowisko, którego degradacja przekroczyła stan krytyczny ok. 80 – 85 roku XX w a jego całkowite cofnięcie jest kosztowo nawet – niemożliwe. Te koszty – jako swój dochód „konsumowała” w każdym kilogramie stali. Taki rabunek musi się skończyć fatalnie – bo nie ma takiego bogactwa, którego nie dałby się przefurtać. Takie kraje arabskie już się zorientowały w ograniczoności zasobów ropy i już nie podpalają papierosów studolarówkami. Na co kasę przeznaczają Ich słodka tajemnica. Dowiemy się za lat powiedzmy 30. Zastanówmy się ile przychodu i jakiego oraz komu, dadzą kursy stateczku po zalewie, komu i jak zapłacą żeglarze (to już też duża infrastruktura) czyli jakie są proporcje zysków do strat środowiskowych i jak by one były rekompensowane. Przetworzyć to należy na pytanie dla tej Gminy szczególnie, by nie rzec, dramatycznie aktualne – czy Gmina ma żyć z konsumpcji swego środowiska, czy też ma odżywać i rozwijać się w oparciu o to, że środowisko i walory ma takie jakie ma. Lekceważenie tego pytania jest przestępstwem nawet wobec Konstytucji, nie mówiąc o Prawie Ochrony Środowiska. Mówią one wyraźnie – mamy działać gospodarczo i się rozwijać, lecz tak, by minimalizować zużycie środowiska, mam zwracać czy raczej rekompensować to co zużyłem, zachowując energię zasoby i środowisko dla następców. Zwracam tu uwagę, iż ani nieznajomość prawa ani jego niezrozumienie, nie zwalnia z odpowiedzialności. Też nikt, kto np. jeździ samochodem łamiąc prawo „Kodeks Drogowy” nie zajechał daleko. Zawsze, wcześniej czy później – kończy na drzewie – rozpłaszczony jak wielu w tym rejonie kierowców motocykli czy Tych „skutecznych” w rajdach po dyskotekach. Oni tez uważali, że prawo Ich nie dotyczy. Droga władzo – ciebie Prawo też dotyczy i to w jego istocie i intencji. Zapisy można kiwać – tylko jak długo? Pan Grela - nie tylko czuje sprawy środowiska i jego związek z wodą w zbiorniku ale też zna prawo – i je stosuje. Nie jest uparty – tylko wie co robi. Wie, ze udostępnienie korony zapory też ma swe niezbędne warunki – i tu nic „na wariata” na przymus” się nie zdziała. Postawmy więc sobie pytanie dlaczego ta karuzela jest uruchamiana i czy można stawiać pozytywne propozycje prowadzące do tego by Gmina jednak wykorzystała (nie zużyła a wykorzystała) szanse jakie daje jej dar przypadku – zaporę?
Oczywiste - mit uruchamianej zapory – zwalniał za każdym razem władzę od myślenia – jakby tu inaczej podejść do problemu. Zadaniem jest uruchomić za wszelką cenę a sukces sam się zrobi. i – kropka. Otóż nawet gdyby zbiornik został jutro uruchomiony i cudownie powstała cała infrastruktura bytowo to jak miała by działać ta cudowna maszynka do robienia dudków? Dziś – Gmina ma środowisko, przejadane nieco przez strefę przemysłową, nie ma rozwiązanych wielu problemów środowiskowych – a użytkowanie okolicy bardziej jest sprawą inicjatyw indywidualnych ludzi i platform widokowych otwieranych z huczkiem propagandowym z uczestnictwem pieniędzy pomocowych. Jak już wcześniej napisałem – zamiast wiec zamiast mówić propagandowo o micie uruchomienia zbiornika może by tak uruchomić – to co już kiedyś było proponowane. Nazywa się to stworzenie propozycji użytkowania i rozwoju terenu zapory, zbiornika, zlewni – zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju i to nie traktowaną jako hasło nowomowy europejskiej a jako PRAWO i wskazania rozsądku. Jak to zrobić? To jest właśnie zadanie kompetentnych samorządowców. Jeśli tego nie pokazują to co robią na swych stołkach? Posługują się utartymi kalkami pojęciowymi, etatowymi ekspertami, którzy wiedzą iż inaczej się nie da i na to wydają swój wysiłek. Otóż drogi Wyborco – zaręczam – się da. Tylko trzeba wiedzieć jak. I to jest temat na wybory, a nie kolejne hasło „hejże – jutro uruchamiamy udostępnienie zbiornika” A Pan Grela – dla zbiornika i Dobczyc chce dobrze, zaręczam!

  |