Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Co tam Panie w polityce Majchrowski: jestem najlepszym kandydatem!
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Majchrowski: jestem najlepszym kandydatem! PDF Drukuj Email
Co tam Panie w polityce
sobota, 29 sierpnia 2009 10:23 | Wpisany przez dr inż Feliks Stalony- Dobrzański

W wywiadzie z Agnieszka Maj (Dziennik Polski z 28 sierpnia) urzędujący prezydent powiedział, nie mniej ni więcej, tylko takie coś, że coraz to bardziej jest przekonany do konieczności swego startu w wyborach na kolejną kadencję, a to dla ratowania Krakowa przed kandydatami dyletantami.

Wymienił tu  Burmistrza Niepołomic Stanisława Kracika i posła Jarosława Gowina – w tle pozostawiając sporo osób „o których się mówi”.  A mówi się też i  o Pośle Wassermannie i o kilku innych osobach.  
Niestety – zamiast dyskutować o kompetencji w zarządzaniu  Pana Kracika – którego kwitnąca gmina świadczy za nim najlepiej, czy Pana Gowina, jako polityka o coraz wyraźniej precyzujących się poglądach na świat, a więc i cele zarządzania, postawmy sobie do rozważenie dwa tu kluczowe –  w kontekście tak postawionej oceny kontrkandydatów i własnych osiągnięć - zagadnienia.
Zagadnienie pierwsze:
Cele zarządzania.
Czy celem tym jest samo posiadanie władzy, sprawność jej używania sama w sobie, czy też może sterowanie ku rozwojowi zarządzanego organizmu w taki sposób, by ten rozwijał się wykorzystując własne możliwości, i to w taki sposób by rozwój ten był trwały i nie podporządkowany innym celom.
W przypadku Krakowa – deklarowanym celem ma być dobro Miasta.
Tu, aż się mnożą pytania o zadowolenie ze sposobu promocji Miasta, ze skuteczności lobowania na jego rzecz, z wytwarzanej perspektywy w zakresie rozwoju i przyszłości infrastruktury miejskiej, stanu i co ważne – sposobu realizacji niektórych inwestycji czy zamiarów itd.
Dobre samopoczucie i autopromocja to co innego niż rzeczywiste fakty.
Oczywiście można mówić, iż jest wspaniale.
Weźmy jednak pierwsze z brzegu; na czym Kraków na przykład przegrał sprawę Euro. Opowieści, co jest, nie zastąpią realistycznych planów rozwojowych, a te miały być istotną częścią aplikacji. Mnie samemu ta konwencja – licytacji obietnicami, a nie realiami, się nie podoba, niemniej takie są w tym towarzystwie reguły gry – i te trzeba było przyjąć, a ich połączenie z naturalnymi atutami Miasta dałoby prawdopodobnie - sukces. Można było sobie też ewentualnie z góry powiedzieć – to nie nasza konkurencja, mamy turystów mamy inne priorytety, i o tych i o nie mamy zadbać. To co mamy, mamy wykorzystać, bo znamy też relacje do Krakowa władz centralnych, i to nie od wczoraj. Dajemy sobie z tym spokój stawiamy na co innego. Na krzywdy ze strony władz centralnych, nie ma się co boczyć, utyskiwać, tylko przyjąć ich stosunek do Krakowa jak zjawisko przyrodnicze, znane nie od dziś i kultywowane wcale nie irracjonalnie – to warto zobaczyć i poddać analizie. Dziel          i rządź i eliminacja zagrażającej realnie konkurencji (popatrzmy np. na centralne traktowanie krakowskiej nauki) to stara zasada w pełni możliwa do zastosowaniu tylko tam gdzie jest centralne sterowanie. Najlepiej ręczne i uznaniowe. Zjawisko oczywiście należy zwalczać je jak się da – byle spokojnie – tak by powszechnie było wiadome, że są sprawy, które nie biegną merytorycznie. Oczywiście to jest pewna praca, wymaga strategii i koordynacji działań – ale jej zaniedbanie dla późniejszego – słusznego zresztą – utyskiwania, nie tylko nie jest zrozumiałe dla opinii publicznej ale i łatwe do wręcz – wyśmiania. Można było sobie powiedzieć – nie wydajemy pieniędzy na coś co nie będzie dla nas owocowało. Bezz złudzeń. Ale biadolić na wrogość wrażych sił? Po co? – „jaki kuń je każdy wi” – i póki będzie panował socjalizm w zarządzaniu póty tak będzie. Pan Prezydent tego nie widzi – bo dla Niego ten styl zarządzania jest naturalny. Tak było zawsze – i jest.   
Wystarczy, że Pan Premier opiera swój PR na piłce nożnej – i dość. Nie każdy lubi żyć w wirtualnym i to kreowanym korupcją świecie, który nie na darmo, jak widać, jest utrzymywany jako Państwo w Państwie. Rozumni ludzie to widzą – i nawet nie dyskutują – bo o czym?
Podobna decyzja rezygnacji z owczego pędu do sukcesu przez wirtual Euro, wymaga jednak odejścia od pogoni za słupkami za każda cenę, wyraźnego wyjaśnienia decyzji i wiedzy, iż inne dokonania – i tak te słupki są w stanie podnieść.
Również z krainy strategii – pytajmy się nie o piękne deklaracje w zakresie na przykład wzorcowej gospodarki odpadami – a o prowadzenie tych spraw w rzeczywistości w sposób zgodny z ogólnie przyjętymi i owocującymi w przyszłości zasadami. Deklaracje sobie to jedno – a fakty – i zrozumienie dla zasad i potrzeby postępowania metodycznego – to drugie. Fakty, tu – w postaci poziomu recyklingu, perspektywy wyczerpania Baryczy, wpychania się w układ monopolistyczny mówią za siebie. Technologia zarządzania i realizacji polityki w tej choćby sprawie delikatnie mówiąc – każdego mieszkańca  powinna wprowadzić w poważne obawy. Rzeczywisty dialog – nawet po pierwszych perturbacjach – jako tako uruchomiony – okazał się być tylko racą dla „dowartościowania strony społecznej” a został zastąpiony wycieczkami dla chętnych wybrańców oraz umowami dotyczącymi rekompensat na sumy, które dla budżetu są abstrakcją.
Zgoda osiągnięta rodzajem płatności, nigdy nie będzie stabilna.
Zresztą – może się mylę, lecz niestety nie sądzę.  
Celem strategicznym dla Krakowa jest też Hala Widowiskowa. Potrzebna. W podobnym tekście i tą by można było, razem z komunikacją i wieloma innymi sprawami omawiać.
Tu przechodzimy do zagadnienia drugiego. Wykonawstwa, kompetencji.
Warto zapytać – skąd ta pewność co do niekompetencji konkurentów, jakie mają być te kompetencje i jak wygląda aktualna praktyczna realizacja, jak należy w takim razie zakładać, kompetentnie realizowanych tych celów strategicznych .
Czy gdy po raz pierwszy Pan Prof. Jacek Majchrowski został Prezydentem Krakowa miał właściwe kompetencje? Mógł usłyszeć dokładnie to samo jeśli nie więcej. A dziś? Cała działalność i parasol ochronny choćby nad Janem T., którego proces z wieloma wątkami się właśnie zaczyna, ciągnąca się z przykrymi dla Miasta stratami sprawa Kraka z jego rolą w kampanii wyborczej, jej zakończenie – i – obecna stagnacja w tej sprawie (tak to widzę jako mieszkaniec) jak świadczą o technice podejścia do filozofii zarządzania? Jak z wypowiedzi by wynikało – Osoby, która jest zmuszona „ratować Kraków”.
Ja już sztucznego oddychania sobie nie życzę, bo mógłby to już być pocałunek śmierci.

 Oczywiście jeszcze nawet nie mówimy o konkretnych kandydatach, ale PR-owskie ustawianie się na starcie w pozycji dezawuującej każdego innego – jest już by nie powiedzieć śmieszne i w demokracji - straszne. Jak dla mnie – jeśli w ogóle mówi się jako o możliwym kandydacie o Pośle Wassermanie, to na stanowisku, kogoś, kto ma mieć wizję Miasta, ma osadzić go w jego tradycji i na tym ma budować jego przyszłość, to Jego kompetencje w tym zakresie i skłonności do porozumienia z innymi, widzę jako coś co dobrze rokuje. Ani Pan Gowin, ani  Pan Kracik, ani Pan Wassermann (no, powiedzmy – może drugi z wymienionych) nie mieli w ogóle możliwości wykazać się kierowaniem Krakowem – bo tego nie robili. I to ma być argument? Nie wyklucza to tego, że każdy z nich może wiedzieć co należy w Krakwa robić dla wyeksponowania jego właściwych i cenionych w świecie wartości. Gwarantują Oni dla przykładu, iż nie będą podłączali się lobbystycznie do najstarszej i znanej w świecie tradycji Akademii Krakowskiej, w których murach był i Kopernik i w której dokonywano przez wieki odkryć powszechnie znanych i cenionych. (Oczywiście myślę tu o tradycji Uniwersytetu Jagiellońskiego a nie jednej z niepublicznych szkół krakowskich  aktualnie nazywającej się Akademia Krakowska i powszechnie kojarzona z profesorem Majchrowskim).    To jest marka a nie jest wartość do zużycia. Jest ona do pokazania – i – pozwala na stworzenie z niej fundamentu na jutro.         W codziennej gonitwie zarządzania i pilnowania trzódki urzędniczej, całego systemu współzależności i powiązań, ta wizja, jak dla mnie, już dość dawno zginęła, jeśli w ogóle istniała. Przed wyborami więc zapytam się o priorytety – nie tyle i tylko inwestycyjne i te odnoszące się do obiecanek. Będę się pytał o wizję promocji Miasta, o wizję jego roli w Europie i Kraju, o deklaracje co do wykorzystania potencjału mieszkańców itd. Na razie jest klub jedynie słusznych ekspertów, i rozmowa ze społeczeństwem z pozycji utrudzonego i znudzonego Ojca Narodu. Ta droga prowadzi donikąd. To co wyczynia się w Rynku, promocja Krakowa jako superbaru dla wielu grup, pamiętających – lub i nie pamiętających tego co widzieli, stosunek do rzeczywistego a nie pozorowanego i prowadzonego dla symboliki dialogu społecznego, owocuje stanem, który nie ma prawa się skończyć dobrze. Do symbolu już zupełnie urasta to, że Miasto nie może sobie poradzić z prywatną własnością jednej drogi prowadzącej pod ul Konopnickiej, cała sprawa od szkieletora po tenże hotel Forum, realizacja Opery – listę tu można ciągnąć długo – też wykazuje „skuteczność” zabiegów profesjonalnie prowadzonej gry biznesowej. Bo tak to trzeba ująć. Widać komuś się opłaca blokować, ktoś z kimś nie rozmawia właściwie – to jedne jest pewne tak, jak i to, że żadna z tych spraw nie jest prosta.
Ten tekst jest tylko reakcją na wywiad, a ten aż mnie zastanowił skalą pogardy dla innych kandydatów. Wypowiedzi Pana Prezydenta są też wyraźną zapowiedzią decyzji co do wyboru stylu kampanii Prezydenckiej – stylu ucieczki od rozmowy merytorycznej, nastawionej na eliminację przeciwników poprzez Ich dezawuowanie w opinii publicznej.  

Zagadnienie drugie:

Metoda działania.

  W zakończeniu więc mojego tekstu, warto może jeszcze dodać jeszcze jedną kwestię. Ta już w wypowiedziach Pana J.Majchrowskiego, jako Prezydenta już pobrzmiewa jak ostatnia deska ratunku przed koniecznością właśnie – merytorycznej wymiany argumentów    i prezentacji wizji Krakowa.
 Zauważcie Państwo, że ogólnie jako socjotechnika, a ostatnio odkurzane są dwa chwyty propagandowe. Stosuje się swego rodzaju „nelsony” – chwyty rzekomo unieruchamiające opozycję. Na te zabiegi zwracam uwagę już dziś, bo dla niewprawnych bywają one zwodniczo skuteczne.  
Chwyt pierwszy to odpowiedź na krytykę w stylu; jak tak krytykujecie, że jest źle  – to proszę powiedzieć jak ma być dobrze.
Warto się zastanowić nad istotnym znaczeniem tego uniku.
To nic innego jak przyznanie się do tego, że decydent, krytykowany, po prostu nie wie jak robić inaczej niż robi. Jeśli uważam, że tak jak robię, czynię to najlepiej – to mam na to argumenty. Potrafię powiedzieć- uważam, że robie dobrze bo – …. i tu następuje wyliczanka, na którą opozycja musi odpowiedzieć merytorycznie, ale i znów – bez obowiązku poddawania rozwiązań. To decydent jest od wskazywania i wybierania rozwiązań – nie opozycja. Nie mylmy ról! Obowiązkiem opozycji jest tylko zadawanie merytorycznych pytań a po uzyskaniu wyjaśnień,  jasne wykazanie dlaczego uważa, że to, co jest robione, jest robione źle, dlaczego argumenty strony rządzącej są nieprawdziwe, a podejmowane działania nie prowadzą do dobrego skutku. Propozycja dla opozycji by podpowiadała jak ma być robione dobrze, już kompromituje kompetencję decydenta – i to jest chyba jasne. Jak nie wie – to co robi na swym stanowisku? Wskazuje to też na kompletne niezrozumienie wartości informacji. Jest jakby zwracaniem się do lekarza na cioci na imieninach z prośbą o kompetentną (jakie On tam ma narzędzia, oprócz swej wiedzy, która też ma swą wartość?) poradę. Najzwyklejsze w świecie – takie przy okazji - piracenie informacji, za której obróbkę i użycie, nie kto inny, a właśnie decydent pobiera gażę. By było jasne.
 
Drugi „nelson” to stwierdzenie – sprawa jest przygotowana do realizacji, i jeśli coś nie wyjdzie – będzie to winą opozycji, protestujących, hamulcowych. Taką nawet wypowiedź  już Pan Prezydent nie tak nawet dawno też już  zaserwował.  
Nie sposób nie zauważyć, iż jeśli decyzja jest istotnie dobrze przygotowana, przeszła prawidłowo wszelkie etapy procedowania – żadne protesty czy sądzenia nie pomogą, ale będą wręcz  działały na szkodę opozycji, i ta z tego, też powinna sobie zdawać sprawę. W końcu – np. odpowiedzialność za nieskuteczne prawnie zatrzymanie inwestycji musi być konkretna – a Sąd ma określić czy wątpliwości były zasadne i oparte o rzeczowe argumenty. Hamulca bezpieczeństwa można i należy używać w uzasadnionych przypadkach a nie po uważaniu i dla kaprysu lub uzyskiwania innych efektów.
Tu konflikt w Tyńcu i parę innych można śmiało powoływać jako dobre przykłady właśnie mało kompetentnego działania i to nie urzędników – wykonawców – a decydenta mającego funkcje nadzorcze.
Przykład „negocjacji” z „obrońcami” ślimaczka winniczka w środku stolicy – jest przykładem powiedziałbym ideowym, na kompletna nieskuteczność (lub sprecyzowana postawę) władz decyzyjnych z tej samej serii, ale jakby w drugą stronę. W tej sprawie reakcja inwestora była tylko rozsądna w kategoriach biznesowych. Niestety.

Obydwa „nelsony” są stosowane przez doradców PR obecnych Władz Krakowa. Wymagałoby to oddzielnego omówienia, ale choćby w samej tylko sprawie odpadów – a tą znam bliżej - więc mógłbym się nią posłużyć, ale nie chcę się już powtarzać.
 
Sumując nie tylko technika zarządzania się liczy a świadomość tego do czego się dąży - i to wolę wiedzieć przed wyborem. Bo zdolności i skłonności obecnej kompetencji już znam. Wizji jakoś nie widzę albo też dostrzegam ją z wielką trudnością.