| Każdy swoją prawdę zna |
|
|
|
| Co tam Panie w polityce |
| niedziela, 20 września 2009 15:44 | Wpisany przez Maciej Rybiński |
|
Realiści kontra oszołomy. Rusofile kontra rusofoby. Postęp przeciw wstecznictwu. Umysł kontra serce. Nacjonaliści kontra Europejczycy. Co kto tam woli. To za prymitywne, za proste. I gdyby miało być prawdą, byłoby za ponure. Wszystkie kontrowersje wokół interpretacji wydarzeń, których rocznicę obchodzimy, biorą się stąd, że Polacy dzielą się na dwie kategorie duchowe, a nie wyłącznie polityczno-praktyczne. Na pogryzionych przez Hegla i jego uczniów oraz na powieszonych przez Murawiowa i jego następców. Ściera się u nas konieczność dziejowa z prawdą historyczną. I żadna ze stron nie zamierza ustąpić. Świetny wykład racji pokąsanych Heglem dał 17 września w komentarzu na łamach “Gazety Wyborczej” Adam Michnik, pisząc: “Historyk rzetelny uczy rozumienia historii i kontekstu; rozumienia racji nie tylko własnych, ale i cudzych”. Wszystko jest względne i racja jest po każdej stronie. Z wyjątkiem strony powieszonych. Powieszeni nie mają już racji. Nie mogą mieć, skoro wiszą. Padli ofiarą logiki dziejów i jej racji. Bardzo ten wysublimowany wywód, w którym termin “moralność” nie występuje, ale jest niewidocznym narzędziem wdrażania ocen pozamoralnych, kończy się, niestety, zdaniem prymitywnym jak pałka: “Przecież różne narody mają prawo do różnej pamięci września 1939 roku”. To znaczy – także dobrej. Mentor i opiekun Adama Michnika po Marcu ‘68 roku Antoni Słonimski opisywał kiedyś faceta, który podczas pożaru wielkiego hotelu z setkami ofiar ukradł futro. Jego komentarz: facet będzie do końca życia utrzymywał, że taki pożar to świetna rzecz. Ten sam Słonimski michnikowy wywód o pamięci narodów wkładał w usta kucharki mówiącej: każdy człowiek swoją prawdę zna. Morał z tego wszystkiego jest taki, że obojętne, czy chodzi o interesy, politykę partyjną czy o duchowe afiliacje, jesteśmy wciąż na poziomie kucharki i hotelowego złodzieja.
Powyższy tekst ukazał się w Rzeczpospolitej 18. 09. 2009r |









Niemożność porozumienia się Polaków co do oceny rozmaitych wydarzeń historycznych, ostatnio zbrodni katyńskiej, jest na ogół interpretowana w sposób skrajnie prymitywny.