Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Co tam Panie w polityce Uwagi do tekstu Zamorskiej: Ponad podziałami politycznymi
Smaller Default Larger
Uwagi do tekstu Zamorskiej: Ponad podziałami politycznymi PDF Drukuj Email
Co tam Panie w polityce
czwartek, 14 stycznia 2010 21:14 | Wpisany przez dr inż Feliks Stalony- Dobrzański
 Szanowna Autorko nieco zawiedziona w polityce. Twój tekst  nasunął mi parę uwag i za przeproszeniem – myśli którymi się nie tylko dzielę ale nad którymi zobowiązuję się też uroczyście  popracować. 1. Zainteresowało mnie czy aby Pan Budzanowski to jest ten sam młody aparat, który w 2002r  niezwykle bezczelnie i nachalnie się reklamował w trakcie wyborów samorządowych do mojej dzielnicy VII ? Po tamtych wyborach zniknął  tak jak i się  pojawił. Jak królik z kapelusza. Wyglądał mi on właśnie na jakiegoś znajomka kogoś z PO – bo w tym towarzystwie się promował.
2. Twoje narzekania i opisy są nie tylko jak wierzę, prawdziwe opisujące rzeczywistość polityczną ale i ze swojego doświadczenia (tym razem od strony PiS) mogę to potwierdzić. Zastanawia mnie i trapi ciągle  bezsilność wobec tego rodzaju zachowań. Mówisz, że Gowin,  Flis i Zoll  tylko biadolili. No właśnie – jak opisujesz – nieudane starty, pracę nie spuentowaną a właściwie wyrzuconą do kosza, brak reakcji, relacje personalne – wszytko to i to nawet bez komentarza –  u odbiorcy tworzy obraz frustrata. Postulat społeczeństwa świadomego a obywatelskiego jest oczywistą potrzebą – tak w ogóle, ale też jest równocześnie dla polityków koszmarnym snem i oczywistym, osobistym wrogiem  Jak tu używać mediów skutecznie wobec świadomych? Jak ich robić w bambuko? Taki Sonik czy Lipcowie a nawet Gowin będą wzdychali (niby) o społeczeństwo obywatelskie ale jednak   wszystko zrobią by to społeczeństwo utrzymać w ciemnocie, To się politycznie opłaca.
Skarżysz się na „grupę”, na Sąd Koleżeński, wprost i personalnie nazywasz Panią Lipiec  politycznym cwaniakiem. I to wszystko w pełni odpowiada prawdzie. Fani takiej Pani, by przy ostatnim pozostać,  są ewidentnie jak ludzie, których zauroczyła Cyganka – wpuszczają ją do swojego mieszania – a potem się dziwią. Dziś są na etapie zauroczenia piękną mową w przedpokoju. Ty, czy ja to wiemy – ale Oni nie. Tak więc dla człowieka z zewnątrz – to pisanie jest labidzeniem kogoś komu się nie udało i ma wieczny żal.
A życzenia by Gawinowi wystarczyło samozaparcia do poprawy morale powinny być chyba uzupełnione o konieczną odpowiedź czy i Jego droga do znaczenia politycznego, jest taka jaką ją  przedstawia (czy nie ma po drodze iluś tam Grażyn a tak jak mi się obiło o uszy – to ma)  i po drugie – czy da się moralizować i nawrócić skutecznie zdemoralizowanych w takim stopniu i pozostających w takiej względności do wszelkich zasad i wartości, jak ci politycy.
Nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie – jak pisać w końcu PRAWDĘ by nie zostawać ciągłym OSZOŁOMEM, FRUSTRATEM, POPAPRAŃCEM i NIKCZEMNIKIEM (to Niesiołowski) Oczywiście pytanie jest z cyklu naiwnych, ale Twój tekst jasno uzmysławia skalę zdrutowania opinii niezależnej. Niby wolność prasy, ale powiedzieć prawdy wprost, po imieniu się nie da. No to – jak można?
Nie mam tu oczywiście ani odpowiedzi, ani lekarstwa. Za to można stawiać propozycję. Zacząć może od całego cyklu różnych artykulików o tym, że nie każda różnica zdań to kłótnia i  nie każda informacja niekorzystna dla Osoby jest od razu pomówieniem czy obsmarowaniem. Za to i chwalba i krytyka muszą być odniesione do żywej prawdy a korzystanie z tego typu informacji, po sprawdzeniu czy uwiarygodnieniu, nie jest obmową. Wymiana tych informacji nie jest maglem. W odniesieniu do polityków jest za to podstawowym narzędziem weryfikacji tegoż polityka i tak to działa na całym świecie.
To chyba powinno być tłem, przygotowaniem artyleryjskim dla podania tych wszystkich informacji. Dzisiejszy odbiór, bez tego umotywowania daje niestety możliwość obrony swych pozycji przez s-synów – oto widzicie, ja tu tyle robię, tak jestem zapracowany (a) tyle zrobiłem (am)   
A tu frustrat mnie gryzie po kostkach – szaleniec. Tak to, Ty stajesz się pośmiewiskiem a drań wychodzi nie tylko cało ale i wzmocniony. Na pewno też (a zakładam, iż każde słowo ma pokrycie w dokumentach, faktach)  jakimś wyjściem jest w tego rodzaju tekstach powoływanie się na te źródła. Robi się nudno, ale pokazujesz przynajmniej że nie pomawiasz i wiesz co mówisz. Niestety – nie mam lekarstwa a sam go poszukuję.
Może jakieś chwyty PR – przed publikacją?
Sprawa jest dla mnie – jak na dziś.
Być może przejmowanie się tym jest harcerstwem – ale uważam iż na przemyśleniu tego rodzaju takich problemów – odpowiednie reagowanie, jest kluczem do wygrywanie wyborów.