| Nie zapomniałem o eurodeputowanym Soniku (część II) |
|
|
|
| Co tam Panie w polityce |
| poniedziałek, 18 stycznia 2010 12:07 | Wpisany przez Edward Brożek |
|
Poprzedni tekst pod tym samym tytułem z 11grudnia ub. roku zakończyłem opisem wizyty polskiego rzeźbiarza zam. w USA w biurze poselskim Jana Rokity w październiku 2005, zwracającego się z prośbą o pomoc w swojej życiowej sprawie. Napisałem poprzednio, że po tej wizycie pozostało Oświadczenie podpisane przez Piotra Zielińskiego, który rzeźbiarzowi przedstawił się jako dyrektor biura Rokity. Nawet niemerytoryczna zawartość tego Oświadczenia, tylko sposób jego powstania oraz nazwisko podpisującego budzi mój największy sprzeciw. Jestem bowiem pewien, że to nie z Zielińskim rozmawiał rzeźbiarz w biurze poselskim, ponieważ osoba o takim nazwisku publicznie w owym czasie, w najbliższym otoczeniu Jana Rokity nie funkcjonowała. Powszechnie wiadomo, że dyrektorami biura posła Rokity byli: Zbigniew Fijak, Michał Nowakowski i Łukasz Osmenda. Kilka miesięcy temu długoletni przyjaciel Jana Rokity, Zbigniew Fijak zapytany przeze mnie o Zielińskiego, zdecydowanie odpowiedział, że nikt o takim nazwisku nigdy nie pełnił funkcji dyrektora w biurze poselskim Rokity. To Oświadczenie – w rękach ludzi bezwzględnych - narobiło już tyle złego, że nie zmieszczę tego nawet w kilkunastu tekstach. A ponadto zło czynione jest nadal… Więc z kim spotkał się, na swoje nieszczęście, polski rzeźbiarz w biurze poselskim Jana Rokity, w październiku 2005roku? Nie przypadkowo piszę „na swoje nieszczęście” bo następstwem tej wizyty i omawianego przeze mnie Oświadczenia, były poważne kłopoty prawne z jakimi przyszło się zmierzyć wspomnianemu artyście z powództwa cywilnego i doniesienia do Prokuratury. Został on wraz z żoną pozwany do sądu o naruszenie dóbr osobistych Liliany i Bogusława Soników. Pierwszy proces przed Sądem Okręgowym w Krakowie wygrał, ale później Sąd Apelacyjny zmienił ten wyrok o 180 stopni, i rzeźbiarz wraz z żoną musi zapłacić kilka tys. złotych na cel społeczny oraz zamieścić przeproszenie. Sąd Najwyższy odrzucił prośbę o kasację wyroku, mimo precyzyjnie udokumentowanego wniosku. Również na podstawie tego samego Oświadczenia Bogusław Sonik doniósł na rzeźbiarza do Prokuratury. Donoszący, wpierw występował, jako osoba prywatna, ale później już wszystkie pisma podpisywał jako poseł do Parlamentu Europejskiego, czyli osoba publiczna. Czytając dokumenty tego doniesienia, widzę jak bezpardonowo w prywatnej sprawie Bogusław Sonik posługuje się swoim mandatem, faktycznie czyniąc z niego narzędzie niedopuszczalnych nacisków na Prokuraturę. Tylko dlatego, że są kłopoty z przesłuchaniem artysty mieszkającego w USA sprawa została zawieszona, ale Sonikowi udało się doprowadzić nawet do tego, że dopominający się o swoje, Bogu Ducha winny artysta, był przedmiotem konsultacji prawniczych pomiędzy rządem polskim, a amerykańskim wymiarem sprawiedliwości, bo o jego „przestępstwie” Bogusław Sonik powiadomił nawet Interpol. Rozmawiałem na ten temat w Konsulacie USA w Krakowie, jestem też w kontakcie z poważną redakcją jednego z zachodnich dzienników. W Polsce nawet tygodnik „Nie” po początkowych zapewnieniach o publikacji wycofał się z niej. Wróćmy jednak do Oświadczenia. W 2005r działałem w PO, byłem członkiem Koła Bezpieczeństwa, bywałem też na Basztowej w siedzibie PO, gdzie mieściły się biura posłów PO, a my często miewaliśmy tam zebrania koła. Z nazwiskiem Zieliński się nie zetknąłem, a już na pewno nie z kimś kto byłby dyrektorem biura. Natomiast wiem, że w biurze Rokity od 2004r pracował Bartłomiej Kocurek, ale była to praca tylko na pół etatu załatwiona mu przez Bogusława Sonika, o czym mówił na zebraniu Koła Europejskiego w jesieni 2004r. Tę informację zapamiętała jedna z uczestniczek tego zebrania, będąca w owym czasie członkiem tego koła. Dziś Bartłomiej Kocurek, jest radnym Miasta Krakowa, ale przed 5 laty był to szczupły młody człowiek, pasujący do opisu osoby, z którą rozmawiał polski rzeźbiarz szukający sprawiedliwości i pomocy w biurze posła Rokity, a opisujący tę osobę tak : „...wiek około 25 lat, szczupły, wysoki, ciemny blondyn, z dostrzegalnymi śladami trądziku lub ospy na twarzy” . Tej miary artysta, co do twarzy i figury swojego rozmówcy z pewnością się nie myli w żadnym detalu. Wobec takich, całkowicie sprzecznych opinii chciałem porozmawiać z Piotrem Zielińskim na temat podpisanego przez niego Oświadczenia. W aktach jego przesłuchania na policji znalazłem adres zamieszkania na południu Polski i nawet udałem się tam, ale w domu tym nikt nie mieszkał. Może wiąże się to z faktem, że na przesłuchanie Piotr Zieliński przyszedł bez dowodu i mógł nie pamiętać dokładnego adresu pod którym jest zameldowany, ewentualnie przesłuchujący go policjant źle zanotował ten adres. A zeznania Zielińskiego na policji i jego podpis na protokole mocno się różniły z treścią Oświadczenia. Więc nadal proszę Jana Rokitę o kontakt i informację. Przypominam bowiem, że to do jego biura z pełnym zaufaniem przyszedł polski rzeźbiarz z prośbą o pomoc, aby ten wstawił się za nim u Bogusława Sonika i jego żony w sprawie zwrotu rzeczy, które były w mieszkaniu na ul. Grodzkiej 27 w czasie gdy Sonikowie tam mieszkali. A co go spotkało widzą Państwo sami.
![]()
![]()
![]()
|















