| Przeczytałem dwa teksty w sprawach Niepołomickich |
|
|
|
| Co tam Panie w polityce |
| poniedziałek, 22 marca 2010 21:40 | Wpisany przez dr inż. Feliks Stalony - Dobrzański |
Pierwszy Pana Brożka – drugi znacznie obszerniejszy o charakterze prawie pozwu – będący odpowiedzią na ten pierwszy i atakiem za bezczelność (+ inne epitety), że śmiał i w ogóle bo naruszył – i niebawem – właśnie Sąd.
Tak przynajmniej się ten tekst kończy. Mogę śmiało powiedzieć, iż nie wolno mi się tu stawiać w roli obiektywnego kibica tej dyskusji. Po pierwsze spraw niepołomickich nie znam osobiście, po drugie nie znam ludzi o których w tych tekstach mowa, i po trzecie, Pana Brożka znam osobiście, pisuję w gazecie przezeń redagowanej. Nie jestem więc na pewno w 100 % - tak obiektywny i to byłoby może jakoś pewne. Niemniej, ponad tę znajomość i tamtą – nieznajomość, to mimo wszystko, pewna logika i wskazanie istotnych elementów tej dyskusji może być od tych stronniczości uwolniona. I tylko na takiej płaszczyźnie – oglądu sprawy – chcę się zatrzymać. Można nie dziwić się emocjonalności reakcji Pana Burmistrza – niemniej już samo używanie epitetów, a nie pokazywanie suchych faktów, zwraca na siebie uwagę. A ten ton odpowiedzi i jej emocjonalność są widoczne. Odpowiedź na jakiś tam tekst, oparta o fakty a pozbawiona tła wiedzy autora tej odpowiedzi, że coś na rzeczy w tym tekście jednak jest – bywa spokojna, punktująca i merytoryczna. Jeśli tekst pierwotny, na który reagujemy jest czystą i to nie merytoryczną złośliwością – wykazanie tego na zestawieniu informacji i odnośników do dokumentów jest stosunkowo proste i nie wymaga od razu wysokiego „C” . Samo użycie owego wysokiego „C” i to połączone z groźbą, jest na ogół taką maczugą ku zastraszeniu. I to jako czytelnikowi od razu daje sygnał - do zastanowienia się. Onegdaj przecież – taką dyżurną maczugą był sugestia, że dane działanie czy tekst są antysocjalistyczne, mają na celu wywrócenie systemu itd. Tak reagowano – bo – wiedziano, jak jest – a, że nie było zbyt zgodnie z deklaracjami- każdy wiedział. Były warunki – to straszono. Wyszło i strasznie i śmiesznie. Pietrzak byłby bez tego bezrobotny. Nie na darmo prawie dziś zniknął z oficjalnych mediów ale publika wali na Jego występy że ho! ho! Establishment uważa że sprawę ma załatwioną. Z praktyki właśnie, zwłaszcza ostatnio doświadczanej, wiem jak wygląda „opozycja” „niezależność” „obiektywizm ocen” „konkursowość obsadzania stanowisk” Nie znam oczywiście, jak powiedziałem, sytuacji w Niepołomicach – ale wiem jak sprawy wyglądają a tym zakresie choćby w Myślenicach czy Dobczycach. To są małe środowiska, zbyt wielkie zależności nieformalne, by było trudno mówić co innego, a robić co innego i by ludzie swego nie wiedzieli. Łatwo Ich zastraszyć – dziś ekonomicznie. Czy to jest sukces? Wątpię. To jest naprawdę poważny problem i to Władzy, która podbudowywana klakierami realnie o nim nic może nawet nie wiedzieć. Wręcz dopuszczam taką możliwość. Może tylko z tego owo wzburzenie. Dla mnie karykaturą tego myślenia, że groźbami i pohukiwaniem, a nie rzeczowym argumentowaniem i rozmową, można sprawę rozwiązać jest autentyczny przypadek z Myślenic. Tamtejszy Burmistrz – w porywie świętego oburzenia oskarżył, ale – uwaga!- jako Gmina obywatela tejże Gminy (ściślej obywatelkę) przed Sądem Karnym o… pomówienie. Powiedziała Ona, że w pewnej sprawie nie były przeprowadzone konsultacje społeczne. Było to na dodatek prawdą, bo zabiegi administracyjne i polityka skutecznego działania przez fakty dokonane i kombinacje, to jeszcze nie konsultacje – tyle, że Pan Burmistrz tego chyba nie wie. Papierki niby może się i zgadzają. Więc oskarżył– i mało tego – brakiem reakcji na społeczne wołanie o odtajnienie spowodował, iż sprawa miała się toczyć za zamkniętymi drzwiami. I znów - jest to oczywiście w pełni zasadna formuła w przypadkach prywatnych sprawach o pomówienie – z racji konieczności ochrony dóbr osobistych oskarżyciela, czyli poszkodowanego. Tu Pan Burmistrz – zgodnie z prawem – występował jako reprezentant Gminy – i w tym procesie niby Gminy przeciw obywatel miał się toczyć też trochę proces Pan Burmistrz – kontra konkretna Pani. Uznał najwyraźniej – „Państwo to Ja” co pamiętamy z historii. W sprawach publicznych – sprawa - tajna! Po ponad trzech kwartałach trwania i nie trwania procesu (Pan Burmistrz się regularnie nie stawiał, sam będąc oskarżycielem, a kobieta w zaawansowanej ciąży musiała – takie jest prawo się stawiać) i po buńczucznych wygrażaniach – Pan Burmistrz po prostu - zrejterował. Odstąpił. Widać uzmysłowiono mu co narobił i czym grozi kontynuowanie takiej sprawy. Tym razem – role się już niebawem odwrócą – ale to już inna bajka. Sam sobie nastrugał. O nasyłanych wiecznych kontrolach na niewygodnych, na – czynionych oczywiście lege artis – zwolnieniach z pracy, nie wspomnę jako o metodach skutecznego zarządzania. Miejmy jednak wyobraźnię jak to działa i z jaką sprawnością się to dzieje, szczególnie w małych środowiskach. W odniesieniu do Niepołomic można tylko zapytać się o los harcerzy, ze tak tylko symbolicznie się zapytam. Niby przecież nic – wszystko jest OK. tyle, że harcerze cienko przędą. Nawet harcerze są jak widać niedopuszczalną opozycją czy co? Czapka już gore? Opowiedziałem to do tego, że jak z samego tekstu „odpowiedzi” w sprawie Niepołomickiej wynika – dużo tu jest – rzeczy niby zgodnie z prawem – ale jednak coś tam brzęczy. Bez tego, tonu irytacji w odpowiedzi by – racjonalnie rzecz biorąc - nie było. No bo skąd? Nawet to, że dyskutuje się o relacjach – żona – teściowa – burmistrz – w ich publicznych i zawodowych funkcjach, nie powinno być dla pana Burmistrza czymś dziwnym. Sam wyraził zgodę na bycie osoba publiczną. Nic nikomu do relacji Pan X i jego Żona, lecz gdy oboje mają swe role społeczne, to o relacjach na tej płaszczyźnie, nie tylko można, ale nawet trzeba rozmawiać. Czego się tu bać? Czym irytować, po co wygrażać? Tekst owego tekstu odpowiedzi Pana Burmistrza uruchamia też i następujące myślenie.. Mamy 1992 r – 16- latek jeszcze nie wie, że za dwa lata szefowa przedszkola stanie się Jego teściową. Mamy 2004 r i oto żona Pana Ptaka zostaje członkiem zarządu Fundacji. I co? Owa Fundacja powstawała bez wiedzy i poparcia Władz Gminy? W jaki sposób owa Fundacja więc została wywianowana gestorstwem Zamku – wartości nie byle jakiej. Onaż go, ze swych środków remontowała i doprowadzała do świetności? To dobrze, że jest Zarząd, że nie zajmuje się tym administracja niemobilna, a konkretni ludzie, ale to, że Fundacja została wywianowana, nie ulega kwestii. Związek czyli i realizacja jakiegoś wspólnego celu jest. Czy to mówię, że jest to od razu źle? Nie! Tylko takie powiązania – dobrze by były jawne. Zamek był Państwowy, Gminny? Na czyje dziś – dobrze zapewne zarządzany – dobro dziś pracuje? Z jakim saldem – to powinno ludzi obchodzić i zapewne obchodzi. Narzuca się pytanie czy wtedy, gdy powstawało owo powiązanie 28 letni Pan R.Ptak był nikim w Gminie? W całym tekście, kiedy to przekształcił się z nikogo w kogoś – bo w tej Gminie stal się Kimś – jakoś nie ma – i nie ma skali porównawczej zmian na stanowiskach w Gminie z niewątpliwie zapewne słusznymi awansami Osoby. Ogólnie dostępna informacja nieco rzecz wyjaśnia – ale tylko nieco. Po prostu – też nie wiadomo od kiedy – ale zapewne wcześniej czyli w czasie albo zaraz po studiach – oceniam z wieku ok. 24 – 26 lat (biorąc pod uwagę drugi fakultet, może lekko w innych datach) czyli na poziomie lat 2000 – 2002, nawet może nieco wcześniej lub później - Pan R.Ptak zaczął sekretarzowanie w sztabie Pana Kracika. Czyli po prostu, dziś jest jego „zawodowym” synem. To dobrze – bo przecież normalna i owocując jest droga poprzez relację mistrz – uczeń. Niemniej na ten okres więc, datuję wzrost znaczenia Pana R.Ptaka w Gminie. Teraz zestawmy to z, nie pozostającymi w relacjach, awansami związanych z Nim osób. I znów. To, że pracując dobiera się zespół Osób zaufanych – uważam za dobre, pod warunkiem, że za efekt się odpowiada. Sam Pan R.Ptak w odpowiedzi - pisze – jedyna osoba, która brała udział w konkursie na szefa Szkół - już zauważmy - stopnia ponad podstawowego była szefowa Przedszkola. To, co to za konkurs i jakie stawiane warunki? Tak było, i widać nie było chętnych – albo i nie. Tego nie wiemy. Oczywiście formalnie jest wszystko OK. W 2006 – żona Pana R. Ptaka zostaje szefową Fundacji – co ma to do rzeczy co się stało z poprzednikiem? Poszedł gdzie indziej już. Widać tam był ze swymi kwalifikacjami i umiejętnościami bardziej potrzebny. Dla Obsady Zarządu Fundacji ma to tylko znaczenie zmiany personalnej. Nic dziwnego, żadne cudo. W tym samym jednak roku Pan R.Ptak startuje w wyborach – czyli już lokalnie jest kimś, został przez kogoś postawiony – a więc te dwa lata wcześniej w Gminie musiał już grać jakąś znaczącą rolę. . W relacji Burmistrz – Teściowa w odniesieniu do samych stanowisk może nie być służbowej zależności, ale każdy wie, że zwłaszcza w małej miejscowości – związek szkoły i struktury samorządowej jest istotny. Czy więc Pan Bożek – jest tendencyjnie złośliwy kojarząc te sprawy? Po co taka armata i epitety od razu? Cieniutka jest linia demarkacyjna między tym rolami i tak na rozsądek myślę, że raczej warto podziękować dziennikarzowi – bo w takiej roli wystąpił tu Pan E Brożek, za pokazanie tego, co umykało uwadze, a jest ważne dla transparentności życia publicznego. Zamiast straszyć i kluczyć, nie lepiej podjąć rozmowę? I skorzystać z proponowanych myśli, a nie stanąć tylko na stanowisku obrony jedynie słusznych pozycji. Chyba, że rozmowa byłoby kłopotliwa. Wtedy to by mnie bardzo martwiło. |











Pierwszy Pana Brożka – drugi znacznie obszerniejszy o charakterze prawie pozwu – będący odpowiedzią na ten pierwszy i atakiem za bezczelność (+ inne epitety), że śmiał i w ogóle bo naruszył – i niebawem – właśnie Sąd.
Tak przynajmniej się ten tekst kończy.