| Może ktoś z PiS a nie Majchrowski czy Kracik |
|
|
|
| Co tam Panie w polityce |
| czwartek, 20 maja 2010 20:54 | Wpisany przez fsd |
|
Od dłuższego już czasu i nie pierwszy raz i nie tylko w tych wyborach, pada propozycja by z ramienia PiS to Pan Zbigniew Ziobro stał się Kandydatem na Prezydenta Krakowa. Kandydatów z samego PiS – u byłoby pewnie sporo, wymienia się na przykład Pana Andrzeja Dudę – by tylko wymienić jednego o mniejszej nieco rozpoznawalności medialnej. W stosunku do każdego Kandydata – i Wyborca i Strateg Partii – rozważa i jakieś plusy i jakieś minusy kandydatury. Nie moja to robota – ani jednego ani drugiego przecież nie wyręczajmy. Z punktu widzenia mieszkańca podstawowa sprawą jest jednak wybór kogoś, kto będzie robił to co trzeba i tak, jak trzeba. I to jest jedyne ważne. Dziś w tych sprawach – przynajmniej w moim odczuciu - nie mamy stanu zadowalającego. Mam pełne przekonanie, że w Mieście Krakowie, wiele należy gospodarsko, po prostu gospodarsko, nie nawet politycznie, co normalnie, a uczciwie, zmienić. Widzę na wielu przykładach jak myślenie strategiczne zostało zastąpione myśleniem kategoriami interesu chwilowego, by nie rzec odcinkowego i delikatnie mówiąc, krótkodystansowego. Sposób prowadzenia takich rzeczy jak konsultacje, lokowanie inwestycji strategicznych, promocja Miasta – same się prezentują skutkami jako te, nad którymi trzeba się głęboko zastanowić. Stąd też energia i determinacja, a ale i także twarde działanie w granicach prawa – to są najważniejsze cechy Kogoś, kto takie rzeczy będzie miał realizować. Najczęstszymi argumentami przywoływanymi na to, że ta akurat kandydatura p.Z.Ziobry – i każdego innego zgłasza młodego z PiS-u nie jest sensowna, są następujące wręcz sztampowo i seryjnie używane – takie stwierdzenia; 1/ młody i nie ma doświadczenia ze sprawami miejskimi 2/ agresywny i przez to groźny - bo będzie używał stanowiska do podrzynania gardeł. W końcu cały PiS to przysłowiowe małpy z brzytwami. Ich dopuścić do władzy – a w szczególności takich gości – albo historyków albo histeryków – to tragedia narodowa. 3/ Taki Z Ziobro już pewnie traktuje Kraków jak prowincję - jest europosłem - i tam ma stałe zajęcie - Kraków będzie traktował jak zesłanie, a sprawy krakowskie jako małe i nie istotne. Inni też mają swoje zajęcia z których żyją i tej przejściowej bo kadencyjnej sprawy nie będą traktowali poważnie.. Ad 1 można tylko powiedzieć, iż młodość to rzecz względna. Wiek 30 czy 40 latka to dla mnie – człowieka leciwego – młodość, a dla 20 latka to starość. Poza tym w wyborach wybiera się kompetencję a nie wiek czy piękność – choć i ta też jest względna. Co do doświadczenia. Skuteczność w polityce – jest miarą umiejętności komunikowania się z dużymi społecznościami i tu trudno dyskutować. Co doświadczenia samorządowego to niegrzecznie wypomnę, iż gdy rozpoczynali swe działalności samorządowe i Pan Kracik i Pan Majchrowski, to Ich doświadczenie w tej materii było zerowe. Prof. J.Majchrowski teoretycznie wszedł w temat ze świata nauki rządzącego się swoimi prawami i jednak zamkniętego w swym dołku, a Pan S.Kracik z życia zawodowego po ukończeniu AGH – i pracy inżynierskiej (KFAP-Kraków) oraz działalności opozycyjnej, w 1990 został Burmistrzem Niepołomic – i dopiero parę miesięcy temu został Wojewodą. Pan prof. J Majchrowski z kolei – zdążył też być Wojewodą co przypomnijmy sobie przyglądając się dziś i oceniając dyskusje miedzy Wojewodą a Prezydentem. Jak to kiedyś Laskowik i Smoleń śmiali się z Jaruzelskiego, że sam ze sobą w ramach demokracji musi rozmawiać bo zajmuje trzy stanowiska. Dziś od tego, nawiasem mówiąc, jeszcze w perspektywie zapowiedzi przełożenia wyborów Prezydenckich – daleko już nie jesteśmy, ale to boczny choć fundamentalny problem. Prowadzę do tego, ze obaj Panowie swe – dziś różne, ale na pewno znaczące umiejętności i – co warto podkreślić, już i wpojone przyzwyczajenia w pracy samorządowej, nabywali dopiero pracując w swoich rolach. Jakiż wiec to argument owo doświadczenie – skoro chodzi o zaprezentowanie pewnej koniecznej nowej myśli co do rozwoju i funkcjonowania Krakowa. Nikt nie jest w stanie objąć wszystkich dziedzin – ale ważna jest umiejętność dobrania koncepcji i ludzi – dziś zepchanych na margines – jako niepoprawnych – a jednak twórczych i dających konkretne propozycje zmian. To te dziś poprawne, okazują się być po prostu nieskuteczne i mało rozsądne – a potrzeba nowego. Da przykładu - od lat środowiska planistów, architektów w końcu i ekologów (tak ich nazwijmy) monitują na przykład o uchwalanie Planów Zagospodarowania Przestrzennego. I nic. Są one tam, gdzie już nie ma interesu w niczym grzebać. Plan tylko zatwierdza stan istniejący. Nacisk inwestycyjno developerski zwyciężą nad rozsądkiem. No i mamy zabudowę terenów zalewowych bez wskazane przyszłemu użytkownikowi w co się pakuje. Od lat się mówi że gospodarka odpadami w Krakowie jest pełna pięknych deklaracji ale zawiera miny niezgodności z intencją prawa – i nic. Władze wiedzą lepiej zbywając te uwagi diagnozą – że są to ogólniki. Takie jest zrozumienie problemu – i takie też efekty. Na własnej skórze je jeszcze przećwiczymy i dziś to piszę, by nie było, że nie mówiłem.. . Zmiana podejścia do wielu spraw miejskich może być zrealizowana tylko właśnie brakiem przyzwyczajeń, w pewnej swobodzie dla rozsądku, w rozumieniu tekstu mówionego i pisanego oraz umiejętności sięgania po dziś eliminowane grupy znawców poszczególnych problemów. Zupełnie tylko dla przykładu by użyć ty razem innego przykładu odwołajmy się do zagadnień promocji Miasta. Promocja i koncepcje wykorzystania aktywów Miasta dla dobra mieszkańców, dziś realizowane najwyraźniej nie są powalające. Nie mówmy nawet o takich – chyba jednak z przyczyn czysto politykierskich przegranych sprawach jak Euro 2012, ale taka już sama umowa w sprawie parkingu podziemnego na Placu na Groblach czyli w najbliższym otoczeniu Wawelu, może być użyta wręcz jako symbol traktowania i rozumienia interesu Miasta. Niestety, ale w moich oczach tego kogoś kto ta umowę podpisywał – i jej patronował, po prostu kompromituje. Umowa oddaje na 60 z hakiem lat całe pola zysków dla Miasta i mieszkańców. Nie chcę wchodzić w ton reklamujący Pana Posła czy poszczególnych kandydatów – bo i tak tych oficjalnie jeszcze nie ma. Jak jednak powiedziałem na początku niech każdy się zastanowi co robi wrzucając kiedyś kartę wyborczą,. Na przykładzie tych dwóch choćby tylko kandydatur – Pana Zbigniewa Ziobry i Andrzeja Dudy jednak można wykazać jak mało merytoryczne są zbitki używane w akcji utrwalania nieprzychylnego obrazu konkurenta w kandydowaniu. Są skuteczne – straszeniem, jak się ktoś boi i co ważne – ma się czego bać i idiotycznymi zbitkami rodem z plotek i obiegowych opinii kolportowanych jako użyteczna forma oddziaływania. Ktoś się na to nabija? Jego to problem niesamodzielności myślenia. . I tak dochodzimy do sprawy wymienionej jako druga – rzekomej krwiożerczości i watażkowania ogólnie – PiS- u. Najwięksi przeciwnicy Pana Posła – nie są Mu w stanie zaprzeczyć właśnie tych cech; uczciwości (z laptopem to tylko śmiech na sali z palących się do dorżnięcia jednego z ważnych w watasze), działania w ramach prawa (wygrywane procesy – nawet gdy nie są brane pod uwagę dowody obrony (to w ramach sprawiedliwości inaczej chyba!), i determinacji w postępowaniu. Determinacja w nazywaniu rzeczy po imieniu sporo konkretnie Z Ziobrę kosztowała, ale nigdy nie oznaczała działania w zapalczywości – wręcz odwrotnie. To, że powiedział to co uważał – a środowisko – tylko po cichutku – potakiwało, za to jedno Go złapano. Za słowo a nie fakty. I co ostatniego – ad 3. Tak europosłem jak i Prezydentem się bywa. Decyzją każdego Kandydata w tym i Ziobry i Dudy będzie jak sobie sami przed lustrem odpowiedzą na pytanie gdzie zrobią więcej dobrego. Ufam, że Ziobro nie będzie to tylko pytanie – gdzie więcej zarobi. Nie ten typ. Jak traktuje Kraków bo to nie jest sprawdzalne i możliwe do wykazania w którąkolwiek stronę – ale zawsze jest to argument medialny i na tym polega główny szwindel tej argumentacji. Tego samego rzędu jest ogólna sugestia o możliwości potraktowania Prezydentury jako przerwy w innym życiu zawodowym Odpowiedzieć jeśli w ogóle – można prostym – każdy przykłada swą miarę do problemu – ale też i można wskazać, iż najgorszym co może się zdarzyć to wybór kogoś kto nie ma życia zawodowego i nie ma do czego wracać. Taki to będzie do stołka przyspawany – a to się obserwuje właśnie po zbyt długim utracie kontaktu z zawodem – po wypadnięciu z obiegu. Związki interesów rządzących Krakowem i regionem – już wystarczająco dają się we znaki. I tu mam największe obawy. Tu tez nowa osoba – jest niezbędna i ta powinna być impregnowana na wpływy zaś otwarta na argumenty. W każdej sprawie liczą się możliwości. Nie tylko chęci, ale i możliwości. Te ostatnie – miejmy świadomość - są ukrócane skutecznie przez działania zakulisowe i polityczne. Dla mnie sztandarowym w tym zakresie może być przykład Dobczyc. Onegdaj – Burmistrz – przegrał wybory z kandydatem, przeciwnikiem Jego monopolu na rację. Partia ex Burmistrza nie zostawiła – wylądował wysoko w strukturze marszałkowskiej. I jakoś dziwie nowy Burmistrz nie miał tak łatwo ze zdobywaniem pieniędzy no i po kadencji ludzie dali się omamić argumentacji „za moich czasów to było dobrze – a teraz?” Oczywiście – tu żadnych działań bezpośrednich nie można wykazać. Ale zawszeć jakiś trybik w pokonywaniu jakiejś drogi dziwnie – wręcz zaskakująco nawalał. Sam kiedyś, dokładnie w tym terenie, (stąd rzecz znam) prowadząc działania na rzecz zmiany sposobu podejścia do rolniczego i nie tylko zagospodarowania zlewni Dobczyckiej (chodzi o utrzymanie czystości wody w zbiorniku) takiej zakulisowej blokady osobiście doświadczyłem. Zaczęliśmy dobre działania, te zostały małymi kroczkami zablokowane, koncepcje – bez zrozumienia ich istoty, zostały poprzejmowane nawet na potrzeby wyborcze. W następnych wyborach wobec rzekomej „nieskuteczności” burmistrza interregnum - nowe – stare powróciło. I jest. Monopol demokratyczny się utrwalił jak demokracja socjalistyczna. Tak dziś jest w tej demokracji lokalnej, że już nikt się nie wychyli nawet na bycie kontrkandydatem. Bo samo bycie kontrkandydatem nie musi się skończyć wesoło, zwłaszcza jak na miejscu prowadzi się interesy a i społeczność lokalna jest przekonana, że lepszy jest każdy swój niż najmądrzejszy obcy. W małej społeczność i małej mieścinie – wszystko jest możliwe – a żyć trzeba. Kraków to w końcu jednak spore miasto i warte myślenia z porzuceniem sztampy no i przyzwyczajeń, co do tego, co jest poprawne, a co jest „oczywiście” niemożliwe. Tu musi ktoś przyjść, kto nie wie z rutyny, że coś jest niemożliwe – bo wtedy to po prostu zrobi. |










