Strona główna Co tam Panie w polityce Tonący brzytwy się chwyta

Ilu mam gości?

Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości 

TVP 3

 

 

 

Add to Google
Tonący brzytwy się chwyta PDF Drukuj Email
Co tam Panie w polityce
dr inż. Feliks Stalony - Dobrzański   
Wtorek, 29 Czerwiec 2010 07:38
Tak by chyba było można najkrócej skomentować – wyciągnięcie z rękawa, sflaczałego, bo przebrzmiałego, nieprawdziwego i już tak osądzonego - co ciekawe – „asa”, w ostatniej minucie debaty Prezydenckiej. Miał to być chyba dobijający sztych – a wyszło pajacowato.
W końcu, gdyby każdy polityk miał prostować każdą rzecz, którą napisze jakakolwiek gazeta na świecie – a nieprawdziwie – na jego temat, lub przekręcając jego wypowiedzi, to nie wiem, co innego mógłby robić, oprócz dozorowania  prasy pod kątem hasła ze swoim nazwiskiem. Oprócz tego, to co pisze z nawet nie z trzeciej, a z czwartej reki – nawet najpoważniejsza gazeta- to nie poglądy i sam program tegoż polityka. Hakiem dobijającym miało być bowiem, to, że jedna gazeta i to 6 lat temu, napisała nieprawdę – nie kabaret to? Jakby to była wina PIS i samego J.Kaczyńskiego jako Osoby - bo nie prostował. Jak sprostowania wyglądają – każdy wie. Mało tego, na drugi dzień ów Kandydat od strzału z biodra w sufit,  jedzie sobie         w Polskę i owe bałamutne 1/8 „prawdy” i to jeszcze pozyskanie w zabawie w głuchy telefon chyba, powtarza. Przy tej okazji leciwi ludzie, zdenerwowani (czym?) serwują Mu przedszkolne wierszyki – i jest fajnie oraz wesoło, a także coś przypomina. Klimat słońca Gruzji. Owo przedstawienie zademonstrowane w TV pozostaje w pełnej proporcji do powagi i kompetencji Kandydata do Urzędu, o który tenże aplikuje. Za chwilę, chyba w tej samej akcji – tym razem - Pan Minister Sprawa Zagranicznych, bo w takiej roli, a nie jako politruka, poproszony do TVP 3, jedzie równo z bezpardonową agitką. Pytam – czy liczy się to wystąpienie do czasu antenowego sztabu? Jest wykorzystywanie w kampanii swego stanowiska? Jako żywo – jest. Pytam więc o to  i PKW i bezstronną a ponoć PiS-owską TV. No tak, najwyraźniej Pan kandydat i Jego Partia, wobec niepewności co do wyniku wyboru, najwyraźniej już prowadzą aktywnie i faktami dokonanymi, proces opanowywania (oczywiście jako odpolitycznienie- jakby inaczej!) TVP. W tym czasie na antenie, o Prezesie J.Kaczyńskim, dowiadujemy się tylko tyle, że był w Londynie. Sam tylko program Wiadomości TVP – w wieczór poniedziałkowy po debacie, wart by był analizy proporcji i treści propagandowych pod kątem nierównego traktowania Kandydatów...  
Poważny zarzut, poważnie stawiany, musi się opierać na głoszonych i ogłaszanych poglądach. Niech to będzie na przykład  zapis w Programie kandydata, zapis wypowiedzi ( a nie relacja z głuchego telefonu). A i to, jak się okazuje jest dziś mało, by na gruncie żonglerki słowami dowieść czegokolwiek, w sprawie rzeczywiście głoszonych i to znanych od lat opinii. W końcu jest już aktualny wyrok. W końcu słowo jest zastąpione słowem i to wystarcza by podstawić inna, wyborczą treść. Jak będzie ludzie się sami przekonają.
I jak opinia publiczna ma z tego coś wiedzieć? Może i o to chodzi ?
Kto nie zaślepiony i swój rozum ma, widzi co widzi, i słyszy co słyszy.
To, że jeden kandydat jest zasilany „wszystkimi możliwościami jakie mam” urzędującego Premiera – czyli Rządu – ergo – z użyciem  możliwości Państwa, (to jest cytat z wypowiedzi szefa rządu (!!) w wieczór wyborczy), powinno mieć swe konsekwencje z tytułu nadużycia stanowisk. Dla wzmocnienia efektów – widać jak już się pocąc - znaleziono w końcu na konkurenta „haka”. Zardzewiałego co prawda ale za to wbitego w ostatniej chwili, tak by się już nie dało bujdy sprostować i by rzecz ropiała.. Takie widać zwyczaje Tych, którym już najwyraźniej puszczają nerwy wobec nieskuteczności kampanii, od lat niezmiennej w koncepcji do znudzenia opartej jedynie i na wzbudzaniu strachu przed watahami i na podpuszczaniu do zasadniczych reakcji – czyli w opnii publicznej - kłótni. Bo w końcu,  przy dysproporcji środków medialnych i bez dyspozycji strukturami Państwa – wytłumaczyć, że bujda i kłamstwo, to bujda i kłamstwo, praktycznie się nie da. Na dodatek w przypadku jakiejkolwiek reakcji – i tak to jest zawsze zorganizowane – już byłaby uruchomiona nuta pokazująca kłótliwego gnoma. Jakoś nie mogą się sztabowcy PO doczekać – a i Kandydat nawet w czasie debaty, chcąc coś w końcu wskórać wobec spokoju i merytorycznych wypowiedzi kontrkandydata,  podjął w tym zakresie desperackie wysiłki. Śmieszne – ale podjął. Łamiąc ustalenia. I co? Bezowocne. Siła spokoju – skąd to pamiętamy? Nawet Pani Olejnik uważała za konieczne przywoływanie Pana Komorowskiego do porządku. Porządku, na który sam się zgodził i przyjął reguły, które łamał – takie ma widać pojecie o grze fair play.. Przyjął  chyba tylko po to, by jedna strona mająca taki nienowoczesny zwyczaj dotrzymywania ustaleń, tylko w tych wyznaczonych ramach musiała i chciała się poruszać, by znów nie wystawić się na zarzuty. Im bardziej absurdalne – tym widać lepiej. Skuteczność gry przez faule kontra przestrzeganie zasad. Taki orlik wyborczy.   
Klasyczna gra „fair – inaczej” -  w wykonaniu bezradnego już widać sztabu PO.
W tej sytuacji ewentualne zwycięstwo wyborcze Pana Komorowskiego, będzie dla mnie tylko dowodem na to, że ludzie już puszczają płazem używanie stanowisk w Państwie do walki politycznej (to już było przez lat 50 i wtedy, pamiętajmy, współpraca rządu, partii i prezydenta była pełna, a zgoda bezdyskusyjna zaś racja jedynie słuszna) i ze władza nad ludźmi jest tak naprawdę dziś sprawowana przez wduszanie kłamstw, i że to się daje skutecznie robić.
To wszystko jest jednak tylko tłem w stosunku do tego, co jest najistotniejsze a co warto powtarzać, by nikt nie mógł powiedzieć, że nie wie co czyni.
W tych wyborach wybieramy nie tylko Osobę, ale z Nią, jej dość precyzyjnie zarysowana sylwetkę Państwa.
Tym bardziej jest to ważne, ze tragedia Smoleńska obudziła w ludziach świadomość potrzeby posiadania Państwa, z którego się jest dumnym. To wybór albo Państwa, w którym zasady Dekalogu obowiązują tylko w budynku o nazwie Kościół, a interes Państwa jest podporządkowany jakimś już chorym chęcią zadowolenia kontrahentów, a Państwem w którym liczy się prawo równe dla wszystkich, w którym bać się mają bandyci i w którym zasady nie są umowne i koniunkturalne oraz są wyrażane w interesie Państwa. Katastrofa Smoleńska jasno to pokazała – nie spiskowymi teoriami,       a koniecznością zawiązania „Stowarzyszenia Katyń 2010”
Nawet zagorzały zwolennik Marszałka jako kandydata na najwyższy urząd, powinien się zadumać nad faktycznym znaczeniem postaw swego ulubienica, Nie mówiąc o poziomie merytorycznym dyskursu. Tu szczerze podziwiam Pana J.Kaczyńskiego za utrzymywanie spokoju. Liczy On, w jaskrawej dysproporcji środków pozostających w dyspozycji, najwyraźniej, na rozsadek ludzi, którzy zobaczą w końcu, kto tu jest i to na dodatek bezsensownie     i z zaślepieniem agresywny (narzędzia typu Palikot czy Niesiołowski lub Sikorski – muszą być chłopcami na posyłki a nie wyskokami –  co wynika z braku oficjalnej i skutecznej reakcji Partii jako jasne), do jakich argumentów i do jakich chwytów sięga, i że to Go po prostu, wszystko razem, najnormalniej dyskwalifikuje.
Do czego będzie używany Urząd Prezydenta w sytuacji jedynowładztwa Partyjnego – nie trudno sobie wyobrazić. Tymczasem Urząd, o który się starają Kandydaci  wymaga jednak godności, myślenia przy mówieniu, gry fair, w tym bezwzględnym świecie – i pewnej klasy. Tu jednak Hrabia – w dążności do władzy dla niej samej – się deklasuje. Nie wie już chyba, że szlachectwo zobowiązuje i z niego została tylko dwururka..
Śmiać się czy płakać – już nie wiadomo .
W demokracji – to chyba tylko wyborca ma widzieć i wiedzieć.
Zmieniony: Wtorek, 29 Czerwiec 2010 21:56