Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Co tam Panie w polityce Ludzie listy piszą…
Smaller Default Larger
Ludzie listy piszą… PDF Drukuj Email
Co tam Panie w polityce
środa, 01 września 2010 22:36 | Wpisany przez Edward Brożek

W dzisiejszych czasach sztuka pisania listów całkowicie zanikła.  Najlepiej tego dowodzi list posła Rasia do małopolskich proboszczów. List jako taki powinien być adresowany do konkretnego człowieka w konkretnym miejscu i mającego swoje konkretne  problemy.

Pisanie listów o tej samej treści do proboszcza bazyliki Mariackiej w Krakowie i proboszcza małej górskiej parafii świadczy, że adresat zrównał ich potrzeby, plany, zamierzenia na przyszłość. Gdzie tu jest jakikolwiek sens? Gdyby poseł Raś pozwalał sobie na takie pisanie listów  jako prywatny człowiek, to  specjalnie nikogo by to nie obchodziło. Adresaci, by przeczytali, coś tam sobie pomyśleli i nie byłoby sprawy. Jednak poseł Raś reprezentuje rządzącą partię polityczną i jako taki powinien ważyć słowa .Nie używać dziecinnych argumentów rodem z kawałów o małym Jasiu, a innym razem lekkiego szantażu.   Dodatkowo nie powinien też mijać się z prawdą pisząc, że odnowa kościołów w Małopolsce to zasługa PO, bo  PiS, Wspólnota Małopolska i PSL  mogą się obrazić.  
Odnośnie środków na remonty kościołów chciałbym posłowi Rasiowi  poradzić, aby zapoznał się z biografią Stefana Kisielewskiego. Popularny Kisiel – na fali popaździernikowej odwilży –  za Władysława Gomułki  też był posłem.  I posłem był ówczesny I Sekretarz KW PZPR Lucjan Motyka.  Pewnego razu Motyka podszedł do Kisiela z prośbą, aby na sejmowej komisji kultury zgłosił pilną potrzebę przeznaczenia pieniędzy na remont pomników apostołów przed kościołem św. Piotra i Pawła w Krakowie, bo jemu nie bardzo wypada. Mocno zdziwiony Kisiel tak zrobił, a pierwszym popierającym wniosek był Motyka.
A tak na marginesie chciałbym tylko dodać, że Raś pisząc listy do proboszczów nie odkrywa Ameryki. Dokładnie to samo robił kandydat PO do Parlamentu Europejskiego Bogusław Sonik w 2004r. Był to jednak zupełnie inny list: grzeczny, przymilny  z wyraźna prośbą o poparcie w wyborach. Wiem co piszę, bo sam  napisałem jego projekt. List ten był kolportowany do wszystkich kościołów i klasztorów na terenie dwóch województw wchodzących w skład okręgu wyborczego do PE.  Sam go roznosiłem po krakowskich kościołach i klasztorach.  Wśród adresatów były nawet  klasztory klauzurowe.  Mocno się zdziwiłem, że w klasztorze na Gródku  rozmawiałem z siostrą, ale jej nie widziałem ,choć  list zostawiłem.
 Nie wydaje mi się, że listami można coś załatwić. Trzeba radykalnie zmienić postępowanie, a nie uprawiać listową socjotechnikę. Z daleka pachnie to nie tylko obłudą i fałszem, ale czymś znacznie gorszym.