|
W środę, 6 października miało miejsce spotkanie – można chyba powiedzieć przedwyborcze - Kandydata na Prezydenta, dr Dudy, w Klubie Profesorskim Akademii Górniczo – Hutniczej.
Tak by można było powiedzieć, przedwyborcze, jako że spotkanie miało miejsce w czasie kampanii wyborczej, jednak jego charakter, zamknięty dla szerokiej publiczności, miejsce i dyskusyjno- refleksyjna, a nie wiecowa konwencja, każe się zastanowić nad tym określeniem wprost „przedwyborcze”. Nikt tu nikogo nie namawiał czy agitował. Rozmowa i refleksja nad ważnymi sprawami miasta, które leżą w polu zainteresowań Akademii, nie jest polityką w jej dosłownym sensie – jest raczej zdaniem statutowym Uczelni, która ma znaczne możliwości - a to wprost trzeba powiedzieć – niewykorzystywane od lat, udzielania miastu wręcz pomocy i współpracy w przeróżnej formie. Kandydat to najwyraźniej zauważył – skoro to spotkanie się odbywało – a grono zainteresowanych naukowców na tym spotkaniu się pojawiło, to widać, iż i w Akademii jest zrozumienie dla tej problematyki. Nie miejsce tu i sens raportowania tego spotkania, którego uczestnicy nie byli wcale jednostronnymi słuchaczami, a i animatorami wielu wątków dyskusji. Kandydat uzyskał i myśli i przykłady doświadczeń i podpowiedzi, co do wiecznie deklarowanej a właściwie nigdy nie realizowanej na większą skalę – chęci i potrzeby wykorzystania przez zarządzających miastem nie tyle i tylko Akademii Górniczo- Hutniczej, co w ogóle, znacznego przecież, potencjału krakowskich uczelni. W tej swojej opowieści, chciałbym jednak skoncentrować się na chwilę na tym co może być interesujące dla Czytelników naszej gazety. W szczególności w zakresie możliwości oceny obrazu jaki jest roztaczany przez sztaby wyborcze dla pozyskania wyborcy. Podstawowym przecież interesem wyborcy jest nabycie umiejętności oceny tego co do niego dociera jako przekaz od kandydata i jego sztabu. Chodzi o to by ruch kartką wyborczą nie był tym, nie koniecznie zgodnym z jego własnym interesem obywatelskim. Innymi słowy warto się zastanowić nad wiarygodnością przekazu. Ta jest ściśle związana nie tylko z własnymi przemyśleniami Kandydata, ale też i wynika z działań sztabu. Podkreślam, nie chcę zajmować się techniką kreacji wizerunku, a raczej precyzją przekazu. Tu rola przygotowawcza sztabu jest bezdyskusyjna. W trakcie spotkania w tym zakresie – jeden z profesorów dał dobry przykład jak to w poprzednich wyborach prof. Ryszard Terlecki poślizgnął się na własne życzenie na spotkaniu z działkowcami, stwierdzając, iż wykup działek powinien następować po jak najwyższej cenie. Ani to nie była prawda dosłowna, ani też prawdziwa intencja, a tylko chęć uzmysłowienia, że działkowcy nie są zupełnie wyjęci spod gry rynkowej. W tej grze mają w ręku i inne wartości możliwe do położenia na szali owej gry – ale tego już profesor wtedy nie zdążył powiedzieć. No i miał w tym środowisku „przechlapane”. Wiadomo, A.Duda nie tylko zna się na prawie administracyjnym, co dziś jest fundamentem do prawidłowego wykonywania każdego pomysłu dla Miasta, ale że posiada przemyślenia w zakresie koncepcji co do zmian sposobu podejścia do jego problemów strategicznych. Ma program – bo bez niego by nie stratował – to oczywistość. Słusznie w pewnym momencie powiedział, iż w tym wyścigu nie jest bez szans – bo jest inny niż ci kandydaci, których medialnie się przedstawia jako tych, wobec których jakoby nie ma alternatywy. Otóż jest alternatywa dla zasiedzenia i rutyny zarządzania – z której to rutyny wynikają same nieszczęścia, a zero ułatwień dla obywatela. Przecież pytania o racjonalność wydatkowania pieniędzy na stadion Wisły nie jest pytaniem przeciw wiślakom a jest zadawane w trosce o ich klub. W tej sytuacji – powiedzenie w tym gronie – że sztab prosi o pomoc w tworzeniu programu wyborczego jest lapsusem, który bez zrozumienia, że jest to lapsus – może dużo kosztować. To tylko daję jako przykład. A na tylko dobre zrozumienie przekazu przez wyborcę – trudno liczyć. Z drugiej strony to jest też wyraźny sygnał do wyborcy – trzeba na własny rachunek dokonywać oceny tego co wpływa jako informacja przedwyborcza. Ameryki nie odkrywam ale przypomnieć chyba warto. Sprawny sztab i to w dobie Internetu, ma być też doskonale wyposażony w dane cyfrowe, choćby oszacowania i ich analizy. Tych, w tak konkretnej dyskusji, z ludźmi nawykłymi do konkretów i znajomości faktów czasem brakowało na podorędziu. Oczywiście, iż są informacje takie, które teoretycznie powinny być jawne, ale dotarcie do nich jest trudne. Urzędujący prezydent ma całą rzeszę urzędników pracujących już od lat i dostęp do wszystkich informacji, będąc kandydatem ten atut wykorzystuje. I to jest fakt, który Sztab powinien eksponować i to wobec obu kontrkandydatów. A sztab jest delikatny – mam nadzieję że tylko w tym miejscu, w którym odbywało się nobliwe ze swej zasady spotkanie. Podsumowując, bardzo mnie ucieszył fakt, że oto kandydat na prezydenta eksponuje racjonalność, a nie tylko sentymentalizm związków pomiędzy nauką a sprawami miasta. Ma na przykład świadomość, iż wiele opracowań – choćby planistycznych – jest zlecanych do ośrodków, które o mieście mają mgliste pojęcie (sam mogę przytoczyć zupełnie już kuriozalne opracowanie z zakresie Programu Ochrony Środowiska dla Miasta z połowy tego roku) choć w Krakowie są - i to nie samotnicy – planiści z wyższych półek tej profesji. Wie też, że trzeba sięgać do specjalistów i recenzentów spoza zaklętego kręgu Tych jedynie słusznych i wiecznie powtarzających swoje politycznie poprawne mantry. To jest dla mnie jako wyborcy budujące. Wiem bowiem ile miasto, a więc i każdy z nas – obywateli – płaci za rutynę i poruszanie się tylko po utartych ścieżkach w zarządzaniu Miastem. Sam mogę tu przytaczać całą wiązkę przykładów związanych z Planem Gospodarki Odpadami, z wnioskami z SFK (tzw. okrągły stół śmieciowy) czy projektem lokalizacji spalarni. Mitem jest, iż nowe jest wrogiem dobrego. To w obecnej sytuacji tylko nowe może przynieść coś dobrego, bo nowo wybrany Prezydent już nie może powtarzać tych samych ruchów w kierunku zadłużania Krakowa. Obydwaj główni kandydaci mają już rutynę we krwi ze swej natury i możliwości jaki im daje popierający ich układ polityczny. Dziś to poparcie już zaczyna nie mieć znaczenia. Nowy prezydent, kimkolwiek by on nie był, stanie pod ścianą konieczności sięgania po inne metody – stare mogą tylko przynieść nieszczęście. Albo przed decyzja o stagnacji, lub wprowadzenia miasta w zbyt wielkie, niedopuszczalne ustawowo zadłużenie. W tej problematyce przecież leży istota dobrego wyboru. Dobrego nie dla kandydata, a dla mieszkańca czyli miasta.
|