Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Co tam Panie w polityce Uwaga na dzielnicowe koterie
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Uwaga na dzielnicowe koterie PDF Drukuj Email
Co tam Panie w polityce
Wpisany przez dr Feliks Stalony - Dobrzański

Temat wyborów do Rad Dzielnic dla większości ludzi wydaje się być problemem marginalnym, igrzyskami grupki osób no i wobec głosów o zasadności zlikwidowania tej struktury, jest tematem schodzącym z pola widzenia.

Swoim tekstem, chciałbym wykazać jak jest to nie tylko pogląd mylny, ale też jak dalece wychodzi on naprzeciw istotnym interesom lokalnych koterii.
Po pierwsze – struktura dzielnic jest, istnieje, ma swe znaczenie lokalne i jednak jest rozproszonym, ale jednak leżącym najbliżej społeczności lokalnej ośrodkiem dyspozycji konkretnych środków finansowych i wyboru zadań rzeczowych.
Po drugie – każde miejsce Radnego a i Przewodniczącego to jakaś dieta. Choć niewielka i kompensująca tylko konkretny czas jaki jest zajmowany analizami dokumentów – czyli jak najbardziej słusznie uzyskana – ale jednak jest. I to jest uczciwe, można się tylko zastanawiać nad jakością dokonywanej analizy problemów i czy skutki decyzji (a właściwie opinii) nie powodują strat. To jednak jest kwestią oceny jakości pracy – jak w każdym innym przypadku. Gdy się będzie tylko wierzyło w sprawny P-R – to trudno mieć do kogokolwiek pretensje i mówić, ze się dokonało oceny.
Po trzecie – w moim przekonaniu struktura Dzielnic się już sprawdziła. Choć ma – nie zapominajmy – jedynie funkcje opiniodawcze, to przy częstym oderwaniu się władzy samorządowej od realiów lokalnych jest – a właściwie może być – ważnym sygnalizatorem problemów, o których można - siedząc na stołku w magistracie czy sali obrad - w ogóle nie wiedzieć. Należy zobaczyć, jak jednak niewdzięczną jest rola bufora pomiędzy obywatelem a radnymi czy magistratem. Usuniecie tego bufora skaże ludzi na konieczność reakcji dopiero i tylko co cztery lata, bez możliwości wykonywania jakiegokolwiek nacisku na podejmowane decyzje magistrackie.
Sądzę, iż te wymienione tu trzy powody są istotne i wskazują na bezwzględną konieczność nie lekceważenia tych wyborów.
W Radzie Dzielnicy leżą sprawy istotne dla każdego. Każda sprawa, jaka by ona nie była, – koncentruje na sobie splot sprzecznych niejednokrotnie interesów. Siłą rzeczy są ludzie dla których posiadanie kontroli nad tym ogniwem nabiera bardzo konkretnego wymiaru. Tak to miesza się tu aktywność autentycznych społeczników, ludzi stanowiących fundament społeczeństwa obywatelskiego z aktywnością i głęboko przemyślaną skutecznością  ludzi jawnych i mniej jawnych interesów. Uzmysławiam – nie koniecznie chodzi o interes konkretny, tu i teraz, a o to, by być w centrum przepływu informacji. W dzisiejszych czasach nie trzeba nikomu chyba wyjaśniać jakie to może mieć znaczenie.
Nic więc dziwnego, że po pierwszym, bardzo dawnym okresie deklaratywnego czystego społecznikostwa – zawiązują się grupy porozumienia i choć niby nie mówimy o kluczu partyjnym – to jednak ten realnie działa.
Proszę przecież zauważyć jak te wybory są organizowane.
Konia z rzędem temu, kto z powszechnej informacji się dowiedział czy zauważył, że właśnie jest owe 5 – słownie pięć dni, w trakcie których można składać propozycje kandydowania. Tego trzeba było pilnować  jeśli się było zainteresowanym– lub musiała to zrobić struktura partyjna. Otwarło to dodatkową szansę kandydowania lepiej poinformowanym. To i mamy na listach czasem rodziny, a czasem kółko swojaków. Okręg wyborczy w tych wyborach to parę bloków czy kwartał kamienic. Przy niskiej frekwencji dosłownie kilka głosów decyduje. Rodzina wystarczy by uczynić kandydata radnym decydującym o sprawach całej dzielnicy. A to już nie są czasem żarty – bo oznacza możliwość ogłoszenia akceptacji całej społeczności dla pomysłów nie koniecznie przez tą społeczność kochanych i oczekiwanych.
Działanie w porozumieniu jest dobre i skuteczne, lecz gdy może być ono podejmowane nie dla dobra ogólnego, to zaczyna być nieciekawie. Sama możliwość wystarczy. To, że moje podejrzenia o demokrację sterowaną mają uzasadnienie niech świadczy konkretny przykład z mojej Dzielnicy VII. W moim okręgu zostałem postawiony przed dokonaniem wyboru pomiędzy ‘osobą znaną z działalności lokalnej – ale dla mnie akurat wręcz mało chlubnej (Partia oczywiście tegoż Kandydata promuje jak się da, jako świetlaną postać – ulotki na lakierowanym papierze z pełnym wykazem osiągnięć swoich i nie swoich) a ‘’osobą bez oficjalnej konotacji partyjnej, za to kompletnie mi nie znaną, choć mieszkam tu już lat 40,  z okolicą mam kontakt lat 55. Zgłosiła się – ale nie widzę żadnej informacji, nie ma ulotek – nic. Zadzwoniłem więc do Rady Dzielnicy by skontaktowano mnie z tą Kandydatką. I cóż usłyszałem? My takich informacji nie udzielamy, kontaktów nie przekazujemy, nie wolno nam tego robić. Kandydat pierwszy jest dotychczasowym radnym dzielnicy (oczywiście z poparcia partyjnego wedle zasad – z dala od polityki) i tu przeszkód jakoś nie ma. Używa swej pozycji Na liście – w innym okręgu tej samej dzielnicy, jest też i rodzina tegoż kandydata .Jako żywo – Rada Dzielnicy - rodzinna spółka z o.o. Na Żabińcu – jak wynika z tekstów w K.G.I, też jest podobny układ. Tylko to już nie spółka z o.o. ale Spólka Akcyjna. I nie tylko tu – to już jest zjawisko.  
Prosi się by zagłosować – na kandydatkę, tą drugą osobę, drugą choćby tylko dla wyrównania szans i przeciwstawienia się tworzeniu takich swoistych spółek działających na konto społeczności lokalnej. Zauważam, że problem nie leży w istnieniu dzielnic a w duszeniu demokracji – inaczej - stosowaniu demokracji sterowanej.
To jakoś dziwnie można zestawić z wysypem genialnych samorządowców, bo trwających już ileś kadencji wójtów i burmistrzów Gmin. W tych miejscowościach z reguły opozycji nie ma. A to dla demokracji uznaję za największe zagrożenie. Przecież istotą demokracji jest wypracowywanie opinii w wśród sprzecznych, ścierających się argumentów. Dyktat jedynie słusznej racji jest końcem demokracji. W tym sensie, nie same dzielnice a sposób prowadzenia, narzucania warunków realizacji wyborów do ich rad, jest w moim przekonaniu groźny. I to dlatego wyciągam zasadniczy wniosek o konieczności zainteresowania się tymi wyborami pod kątem szukania autentycznych społeczników. Ci są dla społeczności lokalnej najważniejsi, bo jak ich zabraknie – zostaną tylko koterie.
Uważajmy więc na te wybory. One wcale nie są takie bez znaczenia.