Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Co tam Panie w polityce Kombinacje Teodozji Maliszewskiej
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Kombinacje Teodozji Maliszewskiej PDF Drukuj Email
Co tam Panie w polityce
czwartek, 13 stycznia 2011 23:29 | Wpisany przez Edward Brożek

Śmiem twierdzić, że niedzielne wybory do rad  dzielnic uratowały demokrację w Krakowie. Krakowianie mieli okazje po raz drugi w krótkim okresie czasu zagłosować na konkretnego człowieka.

Jak w grudniu ub. roku świadomie wybieraliśmy między Majchrowskim, a Kracikiem tak w ub. niedzielę wybieraliśmy swoich reprezentantów do najniższego organu władzy. Powyborczy płacz jaki po tych wyborach rozlega się ze środowiska PO jest tylko dowodem, że ich styl uprawiania polityki już się skończył, a partyjne logo można sobie spokojnie powiesić na gwoździu w komórce. 
Okres od wyborów do pierwszej sesji ma zasadnicze znaczenie jak ukształtują się władze nowo wybranych rad. Najlepiej to scharakteryzuję na przykładzie dzielnicy IV Prądnik Biały. W latach 2006-2010 PO w tej radzie miała 19 radnych. Umożliwiło to bezproblemowe przejęcie władzy i powołanie Zarządu  z Teodozją Maliszewską jako przewodnicząca. Moim zdaniem była bardzo słabą przewodniczącą, a jej działalność przyniosła znacznie więcej szkody niż pożytku.  Myśleliśmy, że skoro została radną miejską to już odpuści dzielnicę. Jej poparcie dla kandydata PO na Żabińcu (napisane na ulotce w sposób  grafomański) świadczył jednak, że myliliśmy się  w swoich przewidywaniach.  Po niedzielnych wyborach liczba radnych PO zmalała do 7.  Maliszewska mając –zdaje się dożywotni  - etat dyrektora gminnej szkoły i będąc radną  miejską nie powinna już wśród radnych  dzielnicy „polować” na takich, którzy by jej nadal  pozwoli zachować funkcję przewodniczącej. Jeden z niezależnych kandydatów otrzymał telefoniczną ofertę ze szkoły, gdzie Maliszewska dyrektoruje, aby poparł starą przewodniczącą za jakąś funkcję w radzie. Uważam takie postępowanie za wyjątkowo  niegodziwe i przestrzegam przed takimi „ofertami nie do odrzucenia”. 
Takie praktyki zapewne powtarzają się  i w innych dzielnicach. Kandydatom niezależnym  radzę, aby starali się ze sobą zapoznać oraz wymienić uwagi na temat przyszłej współpracy. Dzielnice potrzebują nowych ludzi we władzach, nie z partyjnymi szyldami, a rozumem  i świeżymi pomysłami w głowie. 
Na koniec mogę Teodozję Maliszewską zapewnić, że jej starania i tak pójdą psu na budę.  W  dzielnicy IV  „okres miłości własnej”  PO zakończył się w niedzielę o godz. 22, gdy zaczęto liczyć głosy wyborcze. Na nasze szczęście.