|
Pytanie z cyklu retorycznych „komu służyła lokalna gazeta” wpisuje się w o wiele szerszy niż lokalny problem. Nie jest to bowiem tylko problem jednej czy drugiej Dzielnicy czy Gminy. Problem ten jest tylko szeroką i możliwą do pokazania na wielu praktycznych przykładach kwestią stanowiącą fragment techniki używania dobra, do złych celów.
Nazwać go też można wprost narzędziem do uzyskiwania monopolu władzy. Dowód jest prosty jak konstrukcja cepa. No bo i najczęściej taka gazetka jest takim cepem, którym wali się opinię publiczną, aż do wytrzepania resztek krytycyzmu. Rzecz zacząłem widzieć w całej ostrości wiele lat temu. I to nie na przykładach krakowskich a w Myślenicach. Kto ma odpowiednią ilość lat kontaktu z problematyką samorządową – ten sobie przypomina iż te lokalne gazetki powstawały z bardzo szczytnego powodu. Po latach monopolu władzy totalnej, gdy to konferencje REM-a były wykładnią, a wszelkie Gazety lepiej lub gorzej ją powtarzały – istniał głód dostępu do niezależnego źródła informacji. Tyle tylko, iż i wtedy – jak zawsze, barierą była kasa – bo już nie samo formalne opuszczenie do Rynku co raczej koszty prowadzenia i wydawania niezależnej gazety były duże. Dziś ta bariera stała się już nie do pokonania. Koszty oprogramowania, sprzętu, druku i dystrybucji – już lepiej przestrzegane, zwłaszcza jak trzeba, prawo autorskie i konieczne zabezpieczenie prawne. Nowa władza przychodziła więc po hasłem budowy społeczeństwa obywatelskiego z dziarską pomocą – wykładając kasę i udostępniając możliwości. Ludzie chętnie pomagali nawet jako wolontariusze – w końcu cel był szczytny. Jednakowoż – raz – kto płaci ten wymaga, dwa – pensja jest pensja a nie tylko pasja no i trzy – splendor władzy i jej łaskawość zawsze jest miła. To i powolutku gazetki te będąc faktycznie pod władzą i wpływem władzy przekształcały się w tuby samochwalne. Nie można też nie zauważać i takich okoliczności jak ta że faktyczne społeczeństwo obywatelskie jest zmorą, koszmarem sennym każdej władzy kadencyjnej. Nie ma takiej władzy która by miała same sukcesy. W społeczeństwie obywatelskim rośnie świadomość tego co się dzieje, powstaje skłonność do zadawania niewygodnych pytań. Właściwie dla władzy takie społeczeństwo powinno być czymś dobrym – bo skłonnym do rozsądnej współpracy. Naturalną jest odporność na głupie i bezzasadne podburzanie do protestów i pretensji. No tak – ale takie społeczeństwo buduje się przez lata a nie jedną kadencję – a tu druga się zbliża i trzeba być wybranym. Zbyt więc łakoma jest perspektywa wykorzystania narzędzia – cepa – który pcha się do rąk. Za tym idzie konieczność likwidacji opozycji. No i mamy co mamy. I nie ma się czemu dziwić. Słuszność tego jest łatwo sprawdzalna. Zwłaszcza w mniejszych społecznościach – gdzie nie ma lokalnej konkurencji medialnej wyrastają nagle geniusze zarządzania Gminą. Wobec warunków ekonomicznych i wielokroć młotkowanej opinii „zajmij się chłopie swoimi sprawami” „oni na górze tylko się piorą o czapkę gruszek i splendor” itp. każda opozycja może być ogłoszona oszołomami –a że są bez środków do obrony swoich racji – to pozostaje w trwałej defensywie. Ten mechanizm jest wyjątkowo niebezpieczny o czym ludzie się dowiedzą po paru obrotach kadencyjnych geniuszy zarządzania, którzy w rzeczywistości są tylko mistrzami manipulacji i gry w salonowca politycznego na lokalnych warunkach. Bardzo wyraźnie zdałem sobie sprawę z tego co się dzieje, konkretnie w Myślenicach – potem widziałem to w wielu innych miejscach. Za pierwszej kadencji Pana Nowackiego pisywałem w takiej lokalnej gazetce. Po kolejnych wyborach, które wygrał Jego konkurent stając się następcą i to trwałym do tej pory mimo burz - burmistrzem, nieświadom niczego przyszedłem do pana, który był Redaktorem Naczelnym z kolejnym tekstem. Pan już nie był Naczelnym i krótko powiedział bardzo oschle, że on z tymi sprawami już nie chce mieć do czynienia. Mówił to z widoczną obawą, że w ogóle ze mną rozmawia na terenie Urzędu – bo i tamże była Redakcja. Proponuję dziś wziąć do ręki ową Gazetkę i zastanowić się nad jej treścią czy komentarzami. Nie chciałbym tu wskazywać tylko na Myślenice, Dobczyce, Kraków czy inne miejscowości. To tylko przykłady jakich wiele. Każdy może wziąć dowolna gazetkę wydawaną przez Gminę i musi sobie zadać pytanie czy publiczne pieniądze mogą być używane w ten sposób, czy ta metoda „rozmowy” ze społeczeństwem nie ma czegoś wspólnego ze świetlistą drogą Łukaszenki i pokrewnych mu dusz. Hosanna – to najdelikatniejsze z określeń. Samochwała za publiczne pieniądze. Tyle że nie w kącie stała, a zapanowała. I to na dobre . Czy można się dziś dziwić, że na każdym szczeblu władza lubi używać swych atrybutów do promocji a nie jest w stanie rzetelnie dopuścić do budowy społeczeństwa skłonnego do dyskusji, że konsultacje są tylko punktem do formalnego wypełnienia co już bez ogródek wyraził Pan wiceprezydent Krakowa, mówiąc, ze konsultacje są po to by dowartościować stronę społeczną. Tu pieszczot i zabaw w społeczeństwo obywatelskie być nie może, bo są one groźne dla władzy. Jak dla własnego dobra ludzie tego nie zrozumieją i nie zrobią z tego użytku nie słuchając sloganów reklamowych z zakresu socjotechniki – to się obudzą już w świecie władzy totalnej i niewymienialnej. Co dziś w wielu miejscach już ciałem się staje. O aspekcie skutków ekonomicznych i rzeczowych takich rządów lepiej nie mówić.
|