Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Co tam Panie w polityce RZECZPOSPOLITA KOLEŻKÓW (cz. 1)
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


RZECZPOSPOLITA KOLEŻKÓW (cz. 1) PDF Drukuj Email
Co tam Panie w polityce
wtorek, 24 maja 2011 07:48 | Wpisany przez Robert de Jouvenel

Chcielibyśmy Państwu zaprezentować w odcinkach książkę z 1914 roku napisaną przez francuskiego dziennikarza Roberta de Jouvenela  o ówczesnej  francuskiej klasie politycznej w jego kraju. Porównując z naszymi polskimi realiami z 2011r widzimy, że dużych zmian w postrzeganiu polityki prawie nie ma.

Michelet nazywał Republikę "Związkiem wielkiej przyjaźni". Ale Michelet był poetą, no i czasy się zmieniły: Republika jest już tylko wielkim koleżeństwem.
Między ludźmi, którym z jakiegokolwiek tytułu jest powierzona kontrola spraw publicznych, powstaje pewna zażyłość. Nie jest to sympatia ani poważanie, ani zaufanie; jest to raczej koleżeństwo, coś, krótko mówiąc, pośredniego między poczuciem solidarności zawodowej a współwiny.
* * *
Prawda to elementarna, że demokracja opiera się na kontroli.
Aby istniała kontrola, mawiał Montesquieu, trzeba rozdziału władz. Niegdyś były trzy władze: wykonawcza, ustawodawcza, sądowa. Dziś jest jeszcze czwarta: prasa.
Zasadniczo władze w dalszym ciągu są rozdzielone. Ale sąsiadują ze sobą.
Można powiedzieć, że przywykły się spotykać: w Parlamencie - w Sali Pokoju, w Pałacu Sprawiedliwości - w hallu, ponadto w przedpokojach ministrów, w gabinetach redakcyjnych, w życiu towarzyskim, a nawet w kawiarni. Stąd wytworzyły się serdeczne stosunki. Władze nie pomieszały się ze sobą, lecz dzięki Bogu tylko się ze sobą bardzo ściśle związały.
* * *
Aby kontrola istniała z pożytkiem, musi rozporządzać sankcjami.
W nowoczesnym Państwie istnieją cztery potężne sankcje: interpelacja, odwołanie z urzędu, skandal i więzienie.
Interpelacja, dla członków rządu.
Odwołanie z urzędu, dla urzędników.
Skandal, dla ludzi poważanych.
Więzienie, dla wszystkich.
Czasem sankcje te łączą się, ale to tylko wyjątkowo. Nie interpeluje się włóczęgów, a mężowie stanu wymykają się zazwyczaj trybunałom. Panuje przekonanie, że jest to przywilej; lecz może jest to tylko sprawiedliwe wyrównanie.
Sankcje stają się coraz rzadsze.
Niewątpliwie interpeluje się jeszcze, lecz za każdą interpelacją jest jakaś kombinacja, która się ukrywa, lub jakaś ambicja, którą zupełnie dobrze widać.
Nie stosuje się już odwołania z urzędu.
Prasa waha się przed skandalem, oszczędzając swych przyjaciół, stronników i klientów.
Sprawiedliwość pełna jest ukrytych myśli.
* * *
Demokracja, która opierała się wygodnie na kontroli, zasnęła wśród wzajemnych uprzejmości.
Ten kraj nie ma już urządzeń państwowych.
Zresztą obchodzi się bez nich doskonale. Francja to ziemia szczęśliwa, gdzie szczodrobliwa jest gleba, rzemieślnik przemyślny, a los uśmiecha się po trochu do wszystkich. Polityka jest tu upodobaniem wszystkich, lecz nie jest dla nikogo istotnym warunkiem życia.
I kraj ten pozwala w swej łagodności na to, że rządzą nim ludzie, którzy nie kuszą się, by dać mu śmiałe doktryny, rząd z mocą władczą, sprawiedliwość bez niesławy lub brutalną prawdę. Nie pragnie on czerpać pomyślności ze swych instytucji, sam w sobie ma bowiem pomyślność.
* * *
W ten sposób mógł powstać ciekawy ustrój: oparty na swobodnym uznaniu, ograniczonym jedynie przez stosunki z innymi.
Tak można ująć formułę Państwa, gdzie według Capusa wszystko się samo układa.
Odmawiamy poszanowania dla waszych praw, natomiast uznajemy chętnie prawa, których nie macie.
Niewątpliwie nie przypomina to w niczym sprawiedliwości, lecz doprowadza do wielu niesprawiedliwości, które się wiążą ze sobą, przeciwstawiają sobie i orientują wzajemnie według formuły dość na ogół szczęśliwej.
Nie zadowala to nikogo, lecz ochrania wszystkich. W ostatecznym rozrachunku niewielu jest ludzi całkowicie pokrzywdzonych, a reżim pobłażania cieszy się z kolei ogólnym pobłażaniem.
Niestety, nie ma w tym ani szacunku, ani entuzjazmu. Brak przywiązania do ustroju stał się zwykłym grzechem najżarliwszych republikanów. Ostatecznie jest to dość zrozumiałe. Niewielu już ludzi zechce poświęcić życie za tak zmieniony ustrój republikański.
Jest to naszą słabością, że tego żałujemy.
* * *
Oto obraz tego nieszczęsnego ustroju, który usiłowaliśmy naszkicować: ustroju, gdzie mało bywa wielkich skandali, lecz wiele małych, mało malwersacji, lecz wiele wzajemnych grzeczności. Powzięliśmy projekt zbyt może ambitny, aby wziąwszy czytelnika za rękę, oprowadzić go po wielkich instytucjach państwowych. Powiemy mu:
- Byłeś obecny przy wielkich rozprawach parlamentarnych, zobacz więc, jak się je przygotowuje. Wypowiadałeś się o programach politycznych, przyjrzyj się teraz, jak się je opracowuje. Czytałeś dzienniki, spójrz, w jaki sposób powstają. Olśniony byłeś powagą rozpraw sądowych, zajrzyj teraz sam do sali narad. Widziałeś ministrów, chadzających w sławie na komisjach, podziwiaj ich teraz w intymności ich gabinetów.
Projekt ten mógłby się wydać zuchwały, gdyby nie to, że żyjemy w epoce, która nie odznacza się wprawdzie szczerością, lecz w każdym razie nie ma w sobie żadnych tajemnic.
* * *
Książka ta to praca człowieka, który jest dziennikarzem: obracał się on często wśród parlamentarzystów, przemierzył Pałac Sprawiedliwości i przenikał do gabinetów ministerialnych. Nie jest to los specjalnie zaszczytny, był on udziałem wielu ludzi, a mógł przypaść każdemu.
Autor przeprowadzał wszędzie poszukiwania z odpowiednią życzliwością. Pragnęlibyśmy, aby uwierzono naszym zapewnieniom, że jeśli nie potrafiliśmy wszędzie zachować powagi, to sami przede wszystkim tego żałujemy.
Zostanie sprowadzona ta książka do jej właściwych granic, jeśli się zgodzimy nie szukać w niej nic poza zwykłym opowiadaniem o tych przykrych sprawach.
* * *
Jedną ze stałych naszych trosk w tej pracy było nie ulec pokusie skandalu. Unikaliśmy przypadków monstrualnych, szukając jedynie normalnych. Książka ta jest bezstronna.
Gdyśmy się już pokusili o odmalowanie kariery parlamentarzysty, to przyjęliśmy, że jest on dzielny, inteligentny i sumienny.
Gdyśmy mówili o skrupułach, które mogą powstawać w sumieniu urzędnika, to mieliśmy intencję posadzić na ławie oskarżonych tylko tych urzędników, których sumienie nie zna dróg krętych.

Tytuł oryginału: "LA REPUBLIQUE DES CAMERADES"
Przekład Janusza Popiela

Książkę można zamówić: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Roberta de Jouvenela