|
1. O Zawodzie. Chociaż ludzie, których suwerenny lud powołuje do Pałacu Burbońskiego*, aby reprezentowali przez cztery lata jego imię, interesy i prawa, nie są ani tego samego pochodzenia, ani tych samych uzdolnień, ani takich samych poglądów - to w każdym razie łączy ich ta sama postawa umysłu.
Wszyscy dostali się tam tymi samymi sposobami, poprzez te same przeszkody i napotykają co dzień te same trudności. Przebywają obok siebie w tym samym lokalu, mają takie same zajęcia, zasiadają na sąsiadujących ławach, przyjmują swych wyborców i swe kochanki w tych samych małych salonikach, licho oddzielonych drewnianymi przepierzeniami, mają te same biurka, bibliotekę, papier listowy i bufet. Nie ma pomiędzy nimi żadnej różnicy, prócz odmienności poglądów; przekonamy się jednak, że to rzecz, o której nie warto mówić. W stosunkach między jednostkami panuje jak największa swoboda. Posłowie zbliżają się do siebie z racji wspólnych sympatii, przyzwyczajeń czy sąsiedztwa, rzadko z racji swych zasad. Nieporozumienia zdarzają się z powodu żartu, intrygi, bez przyczyny nawet, lecz nigdy z powodu dyskusji na posiedzeniach. Można sobie wymyślać z mównicy od "renegata" czy "wroga narodu", co nie zaostrzy ani na chwilę stosunków w kuluarach. Gdy dwaj deputowani o skrajnie przeciwnych poglądach spotkają się po raz pierwszy - tytułują się "kochany kolego". Za drugim razem są już na ty.
*Siedziba Parlamentu francuskiego [przyp. tł.]. * * * Czasem nawet "tykają się" natychmiast. Gdy w roku 1910 dwustu czterech posłów zasiadło po raz pierwszy w Pałacu Burbońskim, pierwszą powziętą przez nich decyzją było usunięcie tytułu "pan" z ich stosunków. Dali w ten sposób wyraz temu, że dla nich istotne są nie poglądy polityczne, które reprezentują, lecz zaszczyt, który ich spotkał. Skądkolwiek się wywodzą, zeszli się tam, dokąd dążyli. To tylko jest dla nich ważne. Piechur, artylerzysta czy kawalerzysta zawsze jest żołnierzem. Umiarkowany, radykał czy rewolucjonista, przede wszystkim jest posłem. Niewątpliwie można być przekonanym o wyższości swej broni lub swej partii, lecz nie wolno uważać za wroga człowieka z innej broni czy też o przeciwnych poglądach. Europejczycy oblężeni w ambasadach w Pekinie* zapomnieli na chwilę o swej narodowości i myśleli jedynie o wspólnej obronie zagrożonego życia. Posłowie, napastowani przez tych samych klientów, gnębieni przez analogiczne trudności i jednakową niepopularność, odczuwają potrzebę podania sobie rąk i utworzenia frontu przeciw wspólnemu wrogowi - wyborcy. Oblężenie ambasad trwało kilka dni. Oblężenie Parlamentu trwa od czterdziestu lat**. * W roku 1900, w czasie powstania Bokserów przeciw cudzoziemcom [przyp. red.]. ** Pisane w roku 1914 [przyp. tł.]. * * * Poseł - to niewiele więcej niż człowiek, a przecież coś zupełnie innego. Mniejsza jest różnica między dwoma posłami, z których jeden jest rewolucjonistą, a drugi nie jest, niż między dwoma rewolucjonistami, z których jeden jest posłem, a drugi nie.
2. Jak zostaje się posłem
Posłem zostaje każdy, jak może. Najprostszą rzeczą jest oczywiście mieć ojca, który jest posłem. Wielu poprzestawało na tym, że mieli teścia posła. A bywało i tak, że ci teściowie nie zawsze sami byli posłami. Można do tego stanowiska dojść również przez przemysł, zarząd przedsiębiorstwa, własność ziemską, jak to uczynił nieboszczyk Constant, lub nawet drogą pantoflową, jak niegdyś Maria Reynaud. Lecz najprościej, bez wątpienia, wspinać się po szczeblach hierarchii. Bylebyście tylko posiadali w jakiejś małej gminie dość popularności, aby zostać radnym - drogę już macie otwartą. Rada Powiatowa, potem Rada Generalna, będą na niej etapami. Loże masońskie, komitety wyborcze i towarzystwa gimnastyczne mogą też doprowadzić, nawet o wiele szybciej, do tego samego celu; tak samo medycyna, biura ministerialne, adwokatura, dobroczynność i aptekarstwo. Jednak zawody te lepiej wykonywać na prowincji. * * * Żeby być posłem, niekoniecznie trzeba być uczciwym człowiekiem. Aby nim zostać, dobrze jest, bądź co bądź, mieć przeszłość uczciwego człowieka. Znana jest powszechnie surowość zasad prowincji. Jeśli się zdarzy, że ujawni się jakaś ambicja wyborcza, ewentualny kandydat otoczony zostanie natychmiast powszechną ciekawością i podejrzliwością. Nie ma kroku, który by nie uszedł uwagi; każda jego znajomość, każde jego przyzwyczajenie jest śledzone; w tych warunkach obłuda staje się niemożliwa. Kandydat musi być niemal porządnym człowiekiem. Wiem oczywiście, że są wyjątki: Paryż i wielkie miasta mają swoje obyczaje wyborcze; Południe kieruje się entuzjazmem; prowincje górskie - licznymi potrzebami, kolonie zaś starają się przypodobać. Poniżej 47 stopnia szerokości geograficznej awanturnicy cieszą się specjalną pobłażliwością. Powyżej 1000 m nad poziom morza, ludzie mają szacunek dla majątku. Dla mieszkańców gór, na ogół biednych, wybór jest nadprogramową korzyścią, a każdy głos wart jest tyle, co papier giełdowy. Alpy, Pireneje i Masyw Centralny są błogosławioną ojczyzną kandydatów-milionerów. Mimo wszystko rzadkością jest kandydat, który nie jest autochtonem. W większości okręgów kandydat jest znany od najwcześniejszego dzieciństwa. Wybaczą mu na pewno brak uzdolnień, wymowy, jakiejkolwiek kompetencji, a nawet programu, ale wymagać odeń będą niezmiennych przyzwyczajeń, rozwagi w sprawach moralnych i poszanowania terminów. Mandat poselski jest przy pierwszej elekcji niemal świadectwem moralności.
|