Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Co tam Panie w polityce Janie wróć!
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Janie wróć! PDF Drukuj Email
Co tam Panie w polityce
sobota, 22 marca 2008 13:14 | Wpisany przez Grażyna Zamorska

Mamy szczyt emocji piłkarskich na Euro 2008...

Okres przedświąteczny napawać powinien raczej atmosferą spokoju, ciszy, refleksji… Ale czy w polskiej polityce jest miejsce i czas na takie refleksje? Nawet parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej z Dni Skupienia w tynieckim klasztorze (jak relacjonował FAKT) zrobili coś dokładnie odwrotnego. Zresztą cała ta pokazowa pielgrzymka partii rządzącej w kraju, gdzie jest konkordatowy rozdział kościoła od władzy państwowej mnie osobiście napawa zażenowaniem. Dalej podpierając się relacją FAKTU, najlepiej zrozumiała to poseł Katarzyna Matusik – Lipiec, która przychodziła na sam koniec nauk, ale za to na początek zakupów wspaniałych benedyktyńskich potraw i napitków.

Ostatni miesiąc obfitował w szereg dziwnych i niezrozumiałych wydarzeń. Zacznę może od krakowskiego podwórka, gdzie z jednej strony ucieszył mnie polityczny awans posła Jarosława Gowina, a z drugiej mocno rozśmieszyła informacja, że krakowskie władze PO reprezentowane przez przewodniczącego Pawła Sularza i jego zastępczynię (na dwóch funkcjach publicznych; posła i radnej dzielnicy IV) Katarzynę Matusik –Lipiec zabroniły mu powołania własnego koła. Jeżeli do tego dodać publiczne żale Jarosława Gowina na jakieś anonimy związane z funkcjonowaniem uczelni, gdzie jest rektorem, to przypominam sobie chamską nagonkę na Jana Rokitę zakończoną dla niego swoistym Sulejówkiem. Dlatego też posłowi Gowinowi dedykuję przysłowie: „ Nigdy nie kłóć się z idiotami, sprowadzą Cię do swojego poziomu i pokonają doświadczeniem”.

No ale Kraków to nie tylko wewnętrzne, mocno żałosne, problemy PO. Do najważniejszych wydarzeń ostatnich miesięcy w mieście należy oddanie Ronda Mogilskiego. Niezbędna inwestycja i duży sukces Prezydenta Miasta. Również fakt, że nie wszyscy jego urzędnicy mogli brać udział w tym otwarciu w najmniejszym stopniu mnie nie martwi. Radni PiS od kilku lat przekonywali Prezydenta, że nie zgadzają się z jego polityką kadrową i w przypadku Jana T. znaleźli sojuszników w organach ścigania i sprawiedliwości. Zobaczymy co się dalej będzie w tej sprawie działo, ale nie przewiduję żadnych trzęsień ziemi. W końcu to Jan T. był tą osobą, która bardzo łaskawym okiem patrzyła na obklejanie miejskich obiektów plakatami wyborczymi kandydatów PO do parlamentu: przewodniczącego Rady Miasta, jego zastępczyni, czy przewodniczącego Klubu PO w tejże radzie. Tak mi się wydaje, że Prezydent chciał zakończyć współpracę z Janem T. znacznie wcześniej, ale był on pod ochroną wspomnianych już ludzi Platformy Obywatelskiej. Zresztą przewodniczący rady został senatorem i jakby mu było mało zachował jeszcze funkcję radnego dzielnicy V, a jego zastępczyni w radzie, po zostaniu posłem też nie zrezygnowała z zasiadanie w radzie dzielnicy IV.

Takie utarczki mogą niepokoić, szczególnie w kontekście Euro 2012, gdzie z kolei władze miasta odnotowały sukces (no, może sukcesik) pochwalone przez delegację UEFA za najlepszy stan przygotowań to tego piłkarskiego wydarzenia.

Trzeba natomiast bić na alarm w sprawie pozostania bez opieki lekarskiej dla tysięcy krakowian w nagłych przypadkach zagrożenia zdrowia i życia. Dyrektorzy szpitali chcą zamykać szpitalne oddziały ratunkowe (SOR): Wojskowy Szpitala z ul. Wrocławskiej planują zlikwidować SOR w kwietniu tego roku. Podobnie planuje Szpital Żeromskiego i Rydygiera w Nowej Hucie. Przypominam, że Szpital Uniwersytecki swój SOR zlikwidował już pół roku temu. Wszystkiemu jest winne niedostateczne finansowanie tych oddziałów przez NFZ. Pierwsze ostrzeżenie przyszło ze szpitala Zakonu Bonifratrów, który teraz żąda 80 złotych od pacjenta za wizytę u lekarza w poradni chirurgii naczyniowej. Szpital ten nie podpisał umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia, mimo, że rocznie z tej poradni w tym szpitalu korzysta ponad 25 tys. pacjentów. W polityce centralnej totalną kompromitacją okazał się wyjazd premiera do USA. Niby przelot samolotem rejsowym spowodował, że wszyscy pasażerowie utknęli na nowojorskim lotnisku wskutek zawiadomienia o bombie na pokładzie. Rozmowy z ustępującym prezydentem USA, owszem, przebiegały w sympatycznej atmosferze, ale były całkowicie bezowocne. Specjalista od „dorzynania watah” coś opowiadał o sukcesie, ale wystarczyło popatrzeć na hasła polonijnych liderów witających Tuska, aby się przekonać co oni sądzą o naszym premierze. Przeczytałam w prasie, że owszem trwają równoległe negocjacje o tarczę z Turcją i ona ma otrzymać miliard dolarów na unowocześnienie swojej armii.

O przepychankach na forum sejmu o ratyfikację Traktatu Europejskiego nie mam do końca wyrobionego zdania, ale do tematu powrócę jak się sprawa zakończy. Osobiście uważam, że w tak ważnej sprawie powinno się odbyć referendum. Obserwuję z rozbawieniem bezustanny wzrost notowań Platformy, ale –jak to trafnie określiła prof. Staniszkis w Rzeczpospolitej – jest ono wyrazem odrzucenia strony przeciwnej, czyli PiS, i przekonania, że nie ma innego wyjścia.

Można się tylko cieszyć, że rząd wycofał się z prób zmian w kodeksie pracy pozbawiającej ochrony prawnej pracowników w firmach zatrudniających do 9 osób. Marek Borowski słusznie określił to jako: "powrót do kanibalizmu kapitalistycznego z początku XIX wieku". Projekt ten powstał w gabinecie Minister Pracy z PSL, ale za pełną aprobatą PO.

Wspomniałam wcześniej o braku Jana Rokity w polskiej polityce. Dostrzegł ten brak prof. Ireneusz Krzemiński, który w DZIENNIKU pisze: „I jak się okazuje, powstało w tej chwili miejsce na nową prawicową partię, która uratować by mogła niektóre konserwatywno-liberalne idee pierwotnego PiS. Partia ta musiałaby mieć zarysowany bardzo wyrazisty program, wizerunek pozytywnej reformy państwa, które z jednej strony miałoby jakiś moralny wyraz, z drugiej służyłoby jak najlepiej obywatelom, kontynuując europejską modernizację Polski. Aby mogła znaleźć chętnych i społeczną aprobatę, musiałaby mieć przywódcę o wyraźnym obliczu oraz przesłanie oparte na prawdziwie intelektualnej bazie. Polityka obelg, wyzwisk, gier personalnych i grupowych, propagandowych chwytów i obracania sloganami stała się dla wszystkich normalna, ale pusta. Gdyby pojawił się polityk apelujący do intelektu i dający pogłębioną analizę społeczną - mógłby zdobyć poparcie nie tylko elitarnej inteligencji czy studentów, ale całych rzesz rozsądnych obywateli. Szczerze mówiąc, widzę tylko jednego polityka, który mógłby sprostać takiemu wyzwaniu - Jana Rokitę”.

A jeśli chodzi o Jana Rokitę i jego obecny Sulejówek, to przekonana jestem, że dziś polskie życie polityczne bez Niego jest puste jak Bieszczady w listopadzie.

Apeluję więc: Janie wróć!