|
Nieco się zdziwiłam czytając poniższy list, który otworzyłam dzisiaj rano na swojej skrzynce pocztowej: mariusz.motyka pisze: Szanowna Pani. Codziennie wyciągam ze swojej skrzynki pocztowej w bloku przy ul.Spółdzielców 11 po kilkanaście ulotek z Pani wizerunkiem.
Zgłosiłem interwencję do Straży Miejskiej Miasta Krakowa celem wyeliminowania tego procederu. Nie życzę sobie by wrzucała Pani do mojej skrzynki swoje ulotki ponieważ czuję się nagabywany i uporczywie nękany Pani wiadomościami. Nie chę tego i proszę zaprzestać wrzucania do mojej skrzynki swoich ulotek. Na ulotkach jej Pani fotografia i Pani imię i nazwisko i wszelkie dane w jaki sposób Panią zlokalizować. Proszę zaprzestać tego procederu. Jeśli w Straży nie odniosę skutku, sprawę zgłoszę do Policjii ! Z poważaniem: Mariusz Motyka
Po przeczytaniu i krótkiej refleksji odpisałam Panu Motyce:
Szanowny Panie
Bardzo dziękuje za informację i przepraszam za kłopot. Kilka osób same zadeklarowało pomoc w rozniesieniu moich ulotek i trudno mi sprawdzić jak oni to robią. Gdyby mi Pan jeszcze zechciał odpisać czy są to oryginalne ulotki czy wydruk z mojej Krakowskiej Gazety Internetowej (www.krakowska.info). Wówczas już zupełnie nie mam nad tym kontroli a dzięki gazecie - wrogów mam ogromnie dużo i już kilkakrotnie padałam ofiarą rożnych prowokacji i gróźb. Staram się nie zaśmiecać miasta, nie ma na nim moich plakatów a ulotki też zaprojektowałam w możliwie małym formacie. Czy mogłabym od Pana odebrać egzemplarz takiej ulotki ?
Z poważaniem
Grażyna Zamorska
Do godziny 13.00 nie otrzymałam na moje pismo odpowiedzi. Być może dlatego, że p. Motyka odsypia nocną pracę bowiem jego list został do mnie wysłany o godz; 03, 07 Również kilka minut wcześniej p. Motyka załogował się na stronie mojego blogu lecz komentarza nie zamieścił. W międzyczasie poprosiłam kolegę, który roznosił tam ulotki by mi szczegółowo opisał kiedy i jak roznosił moje ulotki w budynku na ul. Spółdzielców 11: Oto jego relacja: (…)Byłem wczoraj przy ul spółdzielców w Krakowie, są tam 3 duże bloki. Biorąc pod uwagę ich układ i zabezpieczenia jakie są na piętrach w większości wrzucałem tam ulotki do skrzynek pocztowych. Ale wrzucałem po jednej ulotce a nie kilkanaście. Można to nawet jeszcze dziś sprawdzić bo pewnie nie wszyscy wyciągnęli ze swoich skrzynek. I byłem tam tylko raz czyli wczoraj wiec z mojej strony nie mógł ten Pan ode mnie więcej razy otrzymać ulotki wyborczej.(…) Aby wyjaśnić sprawę do końca prowadzący moją kampanie pojechał do bloku na os. Na Kozłówce, bowiem o działającej tam prężnie Spółdzielni Mieszkaniowej napisaliśmy kilka tekstów w naszej gazecie. Szukając p. Motyki w budynku Spółdzielców 11 rozmawiał z kilkunastoma osobami i na temat skarżącego się jak i na temat moich ulotek. Okazało się, że p. Motyka był przez te osoby nie znany a co do ulotek lokatorzy nie mieli żadnych pretensji. Z wszystkich osób, z którymi mój współpracownik rozmawiał, tylko jedna z nich przyznała, że ulotka jej nie zainteresowała i zostawiła ją na skrzynce na listy. W opisanej sytuacji wygląda na to, że p. Mariusz Motyka delikatnie mówiąc –przesadził. Ale skoro jest taki zasadniczy to powinien spowodować, aby w swoim osiedlowym otoczeniu nie straszyły ludzi plakaty z zeszłorocznych wyborów.

|