Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Co tam Panie w polityce Ludzie chcą żyć łatwo i przyjemnie
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Ludzie chcą żyć łatwo i przyjemnie PDF Drukuj Email
Co tam Panie w polityce
niedziela, 09 października 2011 23:53 | Wpisany przez fsd

Wszelkie reguły, zasady, normy – w tym przeszkadzają. Odkryli to onegdaj już socjaliści czyniący bożka z materii. To i od zawsze podstawowym narzędziem walki o władzę było zawołanie – precz z Kościołem (bo pazerny), precz  i z Dekalogiem (bo przeszkadza w wygodnym urządzeniu sobie życia). 

Wiara do kruchty – to prywatna sprawa a dekalog nie ma nic do życia publicznego.
Nie jest to wcale nowy wynalazek skoro w wędrówce do Ziemi Obiecanej – tłuszcza rozbiła tablice z przykazaniami i zaczęła oddawać cześć złotemu cielcowi. Po drodze skorzystała z tego Rewolucja Francuska dziś pokazywana jako odniesienie zdobyczy wolnego świata co nie przeszkadzało jej utopieniu we krwi wszelkich niewygodnych. Rewolucja Październikowa też zdobyła podziw ludzi prymitywnych tez wołając w wyrugowanie Boga z życia. Naziści jawnie oparli się o nienawiść jako uczucie przekonujące o wyższości jednych nad drugimi a do tego odwołanie się do Boga też stało na przeszkodzie. Nie na darmo to księża stali się ważnymi kandydatami do obozów koncentracyjnych. A i u nas szkolenie w bezbożności stało się fundamentem założycielskim „nowych czasów” i „nowego człowieka”.
Każdy z tych eksperymentów kończył się nie tyle źle, co tragicznie – ale ludzi nic to nie nauczyło. Tak, tylko nauczyć może cokolwiek – tylko tego co to co było doświadczeniem poprzedników poznał. Stąd taką wartość dla inżynierów nowych dusz ma obok zaprzeczenia wszelkim wartościom – zamazanie historii, jej zakłamywanie i oczywiście – wykorzenienie. Żyjemy dziś i tu, dniem codziennym.
Co raz to nowi ochotnicy do totalnego rządzenia chwytają się tych metod.
Dziś mamy już bez osłonek nowy rozdział tej windy do władzy i władania światem.
Znów głoszone bez ogródek – nie ważne zmurszałe zasady, precz z kościołem, wiara prywatną sprawą – znajduje poklask i to w Narodzie z którego pochodził już Błogosławiony Jan Paweł II dla którego twarda mowa o zasadach i na Błoniach i na Placu i w Parlamencie – była ważnym elementem nauczania. Nauczania – z którego  Narodowi zostawiono tylko kremówki i okno.
Tuż przed wyborami – nie kto inny jak Pan ex Prezydent Kwaśniewski w wywiadzie udzielonym Pani Olejnik – (a tych o miłość do Wiary i Kościoła trudno posądzać) dosłownie powiedział iż nadeszły widać czasy, że Kościoła bronią ludzie niewierzący – bo wierzący popierają Palikota. 
Mamy już rezultaty wyborów.
Z nich widzimy już bez wątpliwości, że:
A/ 50 % Polaków nie jest w ogóle zainteresowanych tym kto i jak będzie rządził a pojęcia państwowości i ojczyzny są chyba anachroniczne. Na to wychodzi i nie będę tego teraz szeroko motywował – sam stosunek do tego co dzieje się z śledztwem w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem po którym w normalnym Państwie nastąpiło by rządowe trzęsienie ziemi – wystarcza w kontekście wyników wyborów.
B/ Tylko ok. 15 % obywateli uważa wartości o których mowa za coś ważnego dla życia społecznego uznając iż na nich musi się opierać i Prawo i Sprawiedliwość obowiązujące wszystkich solidarnie. 30 % -towy wynik PiS – przy 50-cio procentowej absencji na to wskazuje. 
C/ Logicznie więc 85 % obywateli popiera jako oficjalną i obowiązującą jako normę „nowoczesnego” Państwa - linię walki z kościołem i dekalogiem.

 

Innymi słowy ten wynik wyborczy poinformował mnie iż z moimi poglądami jestem w mniejszości. Tym samym mam już bezwzględne prawo domagania się przywilejów jakie mają wszelkie mniejszości. Nie widzę najmniejszych powodów dla których miałaby następować dyskryminacja jednej mniejszości w stosunku do drugiej.
I mam zamiar zacząć walkę o swoje miejsce przyjmując do wiadomości wynik wyborczy jak wyrok na mój światopogląd.
Mam też prawo oczekiwać, iż i moja grupa – ta pozostająca w owej mniejszości, wyciągnie z tego praktyczne wnioski zastanawiając się już zasadniczo nad tym co oznacza słowo „wierzę”
co znaczy „wspólnota”, jaka jest role laikatu, jaka jest cena nieumiejętności stawania w prawdzie w sprawach najbardziej zasadniczych, jakie są skutki używania słowa wierzę jako dekoracji.
Żarty już się skończyły a Kościół jest powszechny. W tym przynajmniej w instynkcie samozachowawczym powinien być jednością bez umizgów do tzw. postępowości w relatywizmie, który Jan Paweł II nie na darmo wymieniał na czele zagrożeń.
Róbmy swoje? To tylko alibi dla przyznania sobie prawa do zamknięcia się w sobie i udawania że świata dookoła nie ma.
A on jest i jak widać ma zakusy na wepchanie całej grupy społecznej w przestrzeń braku tolerancji. 
To już jest pokazywane bez ogródek. Gdy ktoś widział powyborcze „ślubowanie” w sztabie Palikota, z rękoma jego wiernych, w znanym geście i porówna je do entuzjazmu tłumów na wiecach Monachijskich sprzed lat 80-ciu - nie powinien mieć najmniejszych złudzeń gdzie idziemy.
A od początku wiara była zwalczana i topiona we krwi. Od Coloseum, po obozy wszelkiej maści i orientacji, po sprawców NN. Przypadek ks. Jerzego wyszedł wszak na jaw i to nie zupełnie – w istocie w rezultacie walki frakcyjnej, o czym może nawet świadczyć sam tryb jej ujawnienia – i – rozwiązywania.
O wyjaśnieniu katastrofy Smoleńskiej – trudno w ogóle mówić – gdy po uściskach Premierów - jeszcze słyszymy o Katyniu jako „wydarzeniu” i gdy dowody tej katastrofy były właściwie natychmiast niszczone. A Naród Polski to przełknął jako normalność nie pozostającą w związku z życiem codziennym i to każdego z nas. 
Reagować trzeba już – póki można. Brak reakcji wpędzi nas w niewolnictwo i rodzaj apartheidu wierzących.