| Pracowałem z przyszłym ministrem Mikołajem Budzanowskim |
|
|
|
| Co tam Panie w polityce |
| czwartek, 24 listopada 2011 23:06 | Wpisany przez Edward Brożek |
|
W sztabie poznałem niezwykle dynamicznego trzydziestoparolatka Mikołaja Budzanowskiego, który –z racji pracy zawodowej w Urzędzie Marszałkowskim i dwójki małych dzieci - szybko przerzucił cześć obowiązków na mnie. Z przeprowadzanych rozmów okazało się, że jest to trzecia kampania jaką robi na rzecz Sonika. Poprzednio była to kampania do Sejmiku Małopolskiego w 2002r zakończona sukcesem oraz kampania przed referendum do Unii w 2003. Spędziłem z Mikołajem przeszło miesiąc na wspólnej pracy, co z natury rzeczy owocowało niekończącymi się rozmowami. Mikołaj opowiadał o wyborach do Rady Dzielnicy VII Zwierzyniec (które wygrał z 99 glosami), studiach archeologicznych, o kilkuletnim pobycie na Cyprze na wykopaliskach, co zaowocowało pracą doktorską poświęconą Świątyni jakiejś bogini (niestety zapomniałem jej imienia). Mówił o kłopotach ze znalezieniem w Krakowie recenzentów tej pracy, czego podjęli się dopiero naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego. Mikołaj w kampanii był człowiekiem zorganizowanym, choć czasami cierpła mi skóra na grzbiecie bo równolegle potrafił prowadzić samochód i rozmawiać (na raz!!!) z dwóch komórek. A jeździliśmy od Kielc do Gorlic od Oświęcimia do Tarnowa, bo okręg wyborczy do Parlamentu Europejskiego to dwa województwa: Małopolskie i Świętokrzyskie. W czasie tych wyjazdów Mikołaj szybko docenił moje długoletnie doświadczenie dziennikarskie i mnie pozostawił prowadzenie lokalnych konferencji prasowych. Przykładowo pamiętam konferencję prasową w Kielcach 13 maja 2004, gdy dziennikarka z miejscowego Oddziału Gazety Wyborczej zadała kandydatowi Sonikowi pytanie, czy wziął sobie urlop na czas kampanii. Kandydat potwierdził, że jest na urlopie, natomiast –do dziś to pamiętam- wystraszoną minę Mikołaja Budzanowskiego. Nieco później się przekonałem dlaczego, ale to też już inny temat. Mikołaj był niezwykle sprawny w wysyłaniu ekip z ulotkami w teren. Widać to było w każdą przedwyborczą niedzielę. Przed wyjazdem przygotowywał harmonogram dystrybucji ulotek po niedzielnych mszach. Załatwiony (czy wynajęty) autokar brał kilkuosobową grupę młodzieży z I LO i rozwoził pod kościoły. Przykładowo dwie osoby zostawały z tysiącem gazetek nazwanych „Sonik Ekspres” i rozdawały ludziom po mszach. Czasami rodziło to poważne problemy, bo młodzi ludzie rozdawali ulotki w czasie uroczystości i Komunii Świętej. Jakiś zdenerwowany rodzić ich przegonił a później napisał list z pretensjami do Redakcji Dziennika Polskiego. Gdy ten list przeczytałem i pokazałem Mikołajowi to prosił tylko o nieokazywanie tego listu Sonikowi. Trzeba Mikołajowi przyznać, że potrafił zorganizować dużo ludzi do współpracy. Dzięki niemu poznałem m.innymi Aleksandra Grada (był na spotkaniach przedwyborczych w Limanowej, Gorlicach, Tarnowie) Leszka Zegzdę z Nowego Sącza, grupę zwolenników Sonika w Kielcach m. innymi Sędziego Kabzińskiego, Prezydenta Rotary Club, nauczycieli akademickich z miejscowych uczelni, dyrekcję i aktorów z miejscowego teatru.
|









W 2004r dość nieopatrznie podjąłem się pomagać Bogusławowi Sonikowi w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Piszę, nieopatrznie bo uwierzyłem kandydatowi na słowo, że w przypadku wyborczego sukcesu otrzymam stosowne wynagrodzenie.
