|
Ostatnie dni wprost już ujawniają, iż sanie tej władzy suną na dwóch płozach i już raczej z górki. Płoza pierwsza tych sań – to odpychanie od siebie odpowiedzialności. Odpychanie za wszelką cenę i w każdej dziedzinie. Służba zdrowia?
To nie my – to NFZ, lekarze, farmaceuci, no i pacjenci – niezorientowani pętający się, agresywni w żądaniach, a przecież wszystko mają napisane – w Internecie. Nic tylko sięgnąć. Wygrany proces w trybie wyborczym, że o żadnej prywatyzacji służby zdrowia mowy być nie może – pokrywa rzeczywistość zasadzającą się na utrwaleniu realiów, w których oddłużenie wymaga albo dalszego zadłużania albo konieczność przepraszam – ależ skąd? Żadnej tam prywatyzacji – a komercjalizacji. Co starsi pamiętają może sklepy komercyjne. Były one jak pamiętamy świadectwem choroby systemu, a miały być na tę chorobę – lekarstwem. Czy były? Może ludzie honoru maja o tym tylko dobre zdanie. Motłoch – swoje wie. Wybraliście – to macie. Program przecież jest ambitny – na miarę zielonej wyspy. Ludzie wierzyli, ale rzeczywistość jaka jest, już tylko nie widzą ludzie oderwani i zajmujący się problemem –marycha-tak czy może coś więcej raz czy Poseł Suski celowo? Na tym tle pławią się politrucy obsesyjnie już pokazujący pogardę dla wszystkiego co od PiS pochodzi. Taka choroba? Nie – to ważny element odciągania uwagi od pojęcia odpowiedzialność za cokolwiek. PiS mógłby nic nie robić a i tak byłby winien katastrofy i plam na słońcu. Zresztą sama ta katastrofa też jest już nudna – trzeba ją odepchnąć do kąta, lepiej wrzucić temat do studni a studnię zakopać. Odpychamy. Po co ktoś ma dochodzić jak było i zadawać jakieś pytania – jak przecież wiadomo jak było. To wszak po pierwsze nieważne, a po drugie już jest jasne właściwie od początku, od pierwszych godzin, a jakieś nowe informacje nic nie zmieniają i są tylko grą polityczną. Nieprawdaż Narodzie? Druga płoza tych sań, to dyskretne, acz konsekwentne lekceważenie opinii publicznej. Na tym można do czasu się ślizgać. Na niektórych robi to nawet przecież wrażenie determinacji do skutecznego podejmowania decyzji. My wiemy jak jest dobrze i rządzimy – prowadzimy Naród ku szczęśliwości pewną ręką. Naród się nawet nie zorientuje jak pewna ręka zmieni się w żelazną dłoń. Kalumnia – powie niejeden ze szczytów z tych o dobrym samopoczuciu. Problem więc warto choćby skrótem – przybliżyć. By narzędzie to było skuteczne jest potrzebna kontrola opinii publicznej w jak najszerszym zakresie i pokrywanie wrażych głosów – zorganizowaną klaką użytecznych niezależnych – zależnych i oczywiście omijanie szerokim łukiem jakiejkolwiek merytorycznej decyzji Same z tego korzyści. Na dodatek nie trzeba się pocić za władzę decyduje najęty ekspert – najlepiej euro-inżynier. Tak więc w praktyce następuje ważna zamiana. Rozsądek i znajomość znaczenia słów mówi że konsultuję – to zasięgam opinii –i po tym zasięgnięciu rozważam i podejmuję decyzję – tak, by coś wypośrodkować. Dodatkowe – ważne znaczenie konsultacji w każdym systemie demokratycznym – to dialog ze społeczeństwem, pozyskiwanie jego zaufania i poszukiwanie w nim dodatkowych ważnych, do tej pory być może zaniedbywanych informacji. W demokracji dla władzy powinno być to najcenniejsze; pozyskiwanie informacji i zaufania. Lecz to jako płoza do jazdy na wprost, się nie nadaje. Następuje więc zamiana. Otóż konsultacja następuje – ale już po podjęciu decyzji – czyli służy tylko wytłumaczeniu ciemnemu ludowi jak to jest dobre, co się zadecydowało. Taka akcja reklamowa ex post czyli w sufit. I drugie - prawie trudno zgadnąć – ale usłyszałem to nie raz, a wielokrotnie. W tym, nie tylko od ważnego wielce utytułowanego urzędnika samorządowego, ale nawet ostatnio w wywiadzie telewizyjnym od samego Pana ex Ministra Spraw Zagranicznych A. D. Rotfelda (to przy okazji rozmowy o ACTA), że konsultacje są po to by dowartościować stronę społeczną. Boki zrywać czy płakać. Trudny wybór. My jesteśmy oświeceni i frustraci mieniący się stroną społeczną mogą być uspokojeni przez pogłaskanie po główce. Czy nie bierze Państwa ochota pogłaskać takich przy najbliższych wyborach? Ta zamiana lub raczej elementarny brak zrozumienia dla istoty znaczenia konsultacji w systemie demokratycznym jest wręcz kompromitująca i dla wyborcy powinna być lampką sygnałową. Ludzie robią wrażenie jakby to dla Nich nie miało znaczenie. Chociaż – ewidentnie – dziś już te płozy niosą sanki w dół. Ludzie już się połapali. Protesty lekarzy i farmaceutów – można powiedzieć - korporacyjne rzeczy. Ale dziwnie, ludzie ten protest popierali bo doszło do nich, że to nie jest ani sprawa tylko lekarzy ani nie farmaceutów – rzecz jest systemowa. Protesty w sprawi ACTA, czy w sprawie paliwa nie mają oprawy politycznej a są wprost dowodem na inną już jakość komunikacji społecznej przez Internet. Walka o przejęcie kontroli nad Internetem nie ma więc wymiaru obrony własności intelektualnej. Taka nauka, swego ZIKS-i nie ma – a tu są gospodarczo ważne rzeczy. One widać są nie tak ważne jak opinia autorytetu Pana Hołdysa. Tu już polityka może się tylko podczepiać. Obudziło się społeczeństwo obywatelskie. A tak miało być pięknie i spokojnie. Taki jakiś ten Naród niewdzięczny. I sanki zjeżdżają. |