| Sprawy wycinki drzew przy Błoniach – nietypowy ciąg dalszy |
|
|
|
| Ekologia |
| piątek, 10 lipca 2009 15:21 | Wpisany przez dr Feliks Stalony - Dobrzański |
|
I oto otrzymałem odpowiedź, reakcję (ZIKiT/S/36304/09/NO26816), w której mi się wyjaśnia, że wycinka być musi, bo drzewa są chore, co jest potwierdzone odpowiednią i pieczołowitą ekspertyzą bardzo kompetentnego eksperta, że będą w to miejsce nowe nasadzenia, że wycinka nic nie ma wspólnego z działaniami związanymi z przygotowaniami do Euro 2012 i w ogóle jest OK. Rozumiem, przyjmuję do radosnej wiadomości. Radosnej z dwóch powodów. Raz, że decydent uznaje, że komunikacja społeczna w takich sprawach jest ważna, a też i dlatego, że dostaję – a właściwie my – wszyscy, którzy sprawą zostali poruszeni, dostaliśmy informację o perspektywie wraz z zapewnieniem, że nie chodzi o destrukcję, a konieczną niestety decyzję o wymianie drzewostanu. I mam nadzieję oraz ufam, że zwłaszcza to ostatnie odpowiada prawdzie, co będziemy widzieli na własne oczy. To dobra procedura budowy zaufania społecznego. Trend rozmowy jednak, a sposób jej prowadzenia, jak w życiu, to jednak są nieco różne rzeczy. Sposób jest też ważny i tu nie sposób nie pokazać kilku fragmentów odpowiedzi wartych poważnej refleksji. Po pierwsze informacja, że opinia – ekspertyza została powierzona (z podaniem nawet za jakie pieniądze) „najwyższej klasie specjaliście”, który jest „Rzeczoznawcą Ministra” z podaniem szczegółów tej ekspertyzy – z ręką na sercu, dla mnie jako dla laika nie ma bezpośredniego waloru argumentu. Przygważdża minie tylko dowodem z autorytetu – posiadającego też i formalne miano autorytetu. Nie do mnie wszak jednak należy ocenianie czy to co mam podane jest bujdą, prawdą czy świętą prawdą czy też prawdą – albo i nieprawdą. Również kwota, za którą ona ekspertyza została wykonana – ma tu znaczenie epatowania cyframi. Nie mnie wszak sądzić, czy to dużo – a może bardzo mało. To niech ocenia ktoś, kto wie ile jest dla decydenta warta ta informacja. Prawdopodobnie pod tym względem kwota się ta broni. Dla mnie znacznie ważniejszą byłaby informacja, której w liście nie znajduję. O tym mianowicie, iż równie Wielce Utytułowany i pochodzący z innego w ogóle kręgu znawca problemu, dokonał analizy onej ekspertyzy, ocenił ją merytorycznie i uważa jej wnioski za uprawnione. W końcu – wedle tego pisma, które otrzymałem decydent podjął decyzję – bo taki jest wynik ekspertyzy. W tym świetle – w istocie – to ekspert podjął decyzję. Stał się falochronem, protezą. Tymczasem decydent ma wyważyć racje – a nie używać eksperta za rodzaj – właśnie - protezy. Powiedzenie – podjęto taką decyzję, bo tak powiedział ekspert, oznacza przeniesienie odpowiedzialności za decyzję na eksperta. Wielce niebezpieczny to proceder, a powtarzany z automatu i co dziwne – akceptowany czasem jako oczywistość. Warto chyba na ten niuans zwrócić uwagę. Inny cytat też jest dla mnie „smaczny” Cytuję ……proponowane leczenie drzew w bardzo złym stanie…..wyklucza jakiekolwiek szanse na uzdrowienie drzew ….. Takie działania z braku pozytywnych wyników nie jest stosowane od wielu lat w krajach zachodnich. To ostatnie w oryginale jest wytłuszczone Przepraszam – ale to już jest przesada. O ile rozumiem, że jakieś działanie można i należy uznać za nie rokujące nadziei – i to już jest wystarczający powód by nie podejmować kosztownych i bezcelowych dalszych zabiegów to, to wytłuszczenie, które ma mnie wbić w ziemię jako człeka zacofanego, że tak się na zachodzie nie robi, jest po prostu bez sensu. Może nie robi się na zachodzie a może można by było to zrobić u nas, może w Japonii, może gdzie indziej. Cóż za argument! Wystarczy powiedzieć – praktyka i to wielu przypadkach wykazała, że działania te są nieskuteczne. Proste? Odpowiadam za to co mówię, a nie podpieram się tym – „bo na zachodzie się tak nie robi”. Nie jest to dowód na niepewność w stosunku do swoich kompetencji jako decydenta? Wolałbym jako obywatel mieć do czynienia z decydentem, który ma przemyślane osobiście przesłanki dla których taką a nie inną decyzje podejmuje. Powyższe proszę uznać raczej za uwagi dotyczące pewnej logiki podejścia do społeczeństwa. Dowody z Autorytetu już samoistnie nie działają. Decyzje mają być podejmowane dobrze w stosunku do problemu a nie dlatego bo wymaga tego polityczna poprawność, bo powiedział tak ekspert, bo gdzieś tam tego tak nie robią. Cieszy mnie bardzo konkretna deklaracja zawarta w opisie projektu rekonstrukcji owego drzewostanu – i to należy się opinii publicznej powiedzenie – patrzmy jak owa rekonstrukcja będzie postępowała. I rzecz trzecia – ze słownikiem w ręku można sobie poradzić ze słownictwem owego pisma. Pismo jest jednak dla laika. To, że mającego słownik i pojęcie o precyzji słownictwa naukowego, to czysty przypadek. Społeczeństwo ma dostawać informację w prostym i obiegowym języku. O co wiec tu chodzi? Może i z tym „obiegowy język” jest coraz trudniej, ale i ze swojej dziedziny mógłbym zacytować kilka mglistych określeń. Czy dowodziło by to czegoś? Chyba niczego Jak widać i sposobem rozmowy – ja w życiu – dużo można niechcący popsuć. A po co? Dziękując publiczne więc za tą odpowiedź, deklaruję swe dalsze zainteresowanie sprawą, bo Błonia są dla nie czymś więcej niż „sakralizowanym wygonem” ![]()
|











Swego czasu i to nie tylko ja oczywiście – zareagowałem na zamiary znacznej swymi rozmiarami wycinki drzewostanu w okolicy Błoń. 