Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ekologia O odpadach – S.E.R.I.O.
Smaller Default Larger
O odpadach – S.E.R.I.O. PDF Drukuj Email
Ekologia
środa, 22 lipca 2009 20:07 | Wpisany przez dr inż Feliks Stalony- Dobrzański

Nie powiem żadnej nowości gdy stwierdzę, iż sprawa śmieci – czyli – odpadów komunalnych, koncentruje w sobie splot wielu okoliczności, interesów i tendencji.
Jak w tym splocie ma się orientować Ten, który na końcu będzie sowitym płatnikiem netto jak się to ładnie dziś mówi? Nie ma szans, jeśli się sprawą nie zainteresuje bliżej, a się nie zainteresuje, bo musiałby osiwieć, interesując się wszystkim.

Reklamiarze i lobbyści różnych spraw zbyt często mają więc wolną rękę.    
Sprawa odpadów - jest wyjątkowa. Łatwo jest ubierać się w szatki obrońcy, a interesy sięgają dużych pieniędzy, wielu lat i wielu dziedzin i wcale nie jest w każdym miejscu jednakowo rozwiązywalna i jednoznaczna. Nie ma sztampy to i hulaj dusza..
  Zdajemy też sobie sprawę, że lobbing a/ wcale nie  musi być jawny, a nawet z reguły dla swej skuteczności jest kamuflowany jako, że reklamiarstwo ze swej natury, odrzuca i zniechęca b/ kosztuje i kosztować musi c/ musi być tak prowadzony by nie  ujawniać swych interesów.  Wykładający pieniądze na lobbing  spodziewać się musi zysków, z których te pieniądze się zwrócą. Tu, Miasto jako organizacja gospodarcza, wydaje się być bezsilne z prostego powodu. Budżet jako, że jest uchwalany na jakiś czas, na pewien okres – tego rodzaju zysków nie widzi i widzieć za bardzo nie może. Może deklarować, że widzi, ale pieniądze są wydawane dziś - a zysk polegać może na przykład na braku strat. Budżet też jest wypadkową różnych nieraz sprzecznych nacisków. Jak wyjaśnić RIO i Podatnikowi, że wydatek byłby zasadny? To i Miasto na obronę swych dalekosiężnych interesów, tak naprawdę  nie przeznacza pieniędzy. Tym samym lobbysta dowolnej firmy dysponuje środkami, które nie natrafiają na opór ze strony Miasta w skuteczności swego oddziaływania.

 


Ogólniki to?
No właśnie – tego rodzaju stwierdzenia czy diagnozy, które każdemu przedsiębiorcy każą się zastanowić i decydować o podejmowaniu działań wyprzedzających, właśnie lobbystycznych, dla władz i polityków wydają się być bezużyteczne. Nie mają waloru natychmiastowej – w perspektywie wyborczej – skuteczności.
Spróbujmy więc przybliżyć problem na większym konkrecie.
Właśnie wydarzyła się okazja.
„Dziennik Polski”  z 21.07.09 napisał: „Zamierzają na S.E.R.I.O    walczyć ze spalarniami”  Akcja. Członkowie komitetów protestacyjnych z kilku polskich miast połączyli w Krakowie swe siły – razem możemy więcej - podkreślają.
Przytoczyłem sam wstęp w całości, bo już sama jego analiza dużo powie.
Na początek - nie wyjaśniono skąd to S.E.R.I.O – na serio czyli poważnie, najlepiej, kompetentnie, z całą troskliwością i dokładnością.
Jest tu więc już na wstępie wykorzystana dobra zbitka znaczenia słowa i brzmienia skrótu. Tak – bo choć nie zostało w tekście to powiedziane – ten skrót jest wzięty z plakaciku który onegdaj przypiął  Komitet Protestacyjny z Rybitw na drzwiach Krakowskiego Magistratu – w trakcie jednej z akcji protestacyjnych. Może z piętnaście sekund wisiał on przylepiony na drzwiach Urzędu. Strażnik ją zdjął. Wyglądał tak jak na zdjęciu poniżej:

Odezwa do Władz – Początek brzmi rewolucyjnie – gdzieś już to było!
My obywatele Krakowa domagamy się od Władz Miasta zbudowania nowego systemu gospodarki odpadami zgodnie z prawem europejskim w oparciu o przyświecające działaniom strony społecznej ideałom
S - solidaryzm społeczny
E - edukacja ekologiczna
R – Recykling i reusing
I - inwestycje w innowacje
O - Oszczędne technologie

Co więc znajdujemy w tej sprytnej zbitce słów? Przede wszystkim, nie ma słowa o spalarni. Każde kolejne słowo wymagałoby oddzielnego omówienia a wszystkie charakteryzują się tym, że wcale nie są jednoznaczne. Dla ODEZWY  i potrzeb swobodnego operowania socjotechnikami – to ważne. My – obywatele – to uzurpacja reprezentowania wszystkich. Co innego by było – My jako obywatele. Mała różnica – a jaki oddźwięk propagandowy? Tu każde słowo jest przemyślane .  
Hasła poniżej tytułu, nie są jednak żadnymi wezwaniami rewolucyjnymi odezwy do ludu czy władz. Są to banalne stwierdzenia haseł odnoszących się do stanu wiedzy w zakresie reguł cywilizowanego prowadzenia gospodarki odpadami. Wiedza ta, dla niektórych bywa odkryciem – i Ci Państwo to odkryli - to i dobrze. W żadnym jednak z tych punktów – jak i w nowoczesnym spojrzeniu na gospodarkę odpadami, nie jest zawarty postulat – spalarnia nie, bo nie!


Wszystkie te punkty, tworzą właśnie dobrze przemyślaną marketingowo zbitkę liter. Dają one znaczenie właśnie działania precyzyjnego, czynionego z najwięksi troskliwością – w ogóle najlepszego. Mamy  tu ślad, iż nie robią tego amatorzy, a ktoś, kto jest w tym kierunku szkolony, siedzi w technikach reklamowych. Takie hasła o dobrej skuteczności – od „Coca Cola – to jest to” poprzez „pij mleko – będziesz wielki” czy „jesteś tego warta” po owo „…. nie dla idiotów” są produktami pracy i kompetencji speców od reklamy i oddziaływania na odbiorcę. Mają swą konkretną nośność i przeliczalną wartość. Firmy na takie rzeczy wydają spore pieniądze, a wydatkują je na to, by spece od tych rzeczy myśleli. Płacą za myśl i Im się to opłaci. Mamy ślad, iż przygotowanie tej kampanii ma swe źródło. Zero prowizorki. Dobrze by było dojść do tego źródełka, ale na pewno tej kampanii nie robią amatorzy i gołymi rękoma. A miasto co? Ma dzwony i wycieczki do Landów.
Dalej w tekście z Dziennika mamy informację, iż oto członkowie Komitetów z całej Polski zjechali się do Zamku w Przegorzałach. Spotkali się nie na trawce, nie u kogoś w ogródku - a na Zamku. No nie na Wawelu, ale zawszeć u Tego, co to ten Wawel restytuował.  Przyjechali, należy założyć, za swoje pieniądze, mieli jednak zapewne zarezerwowaną salę może i noclegi, jedzonko – uruchommy sobie wyobraźnię – za tym stoi jakaś konkretna logistyka. Takie rzeczy jak organizacja mediów, produkcja plakatów identycznych co do techniki wykonania – to też nie są raczej ręczne robótki uczestników protestu. Wszystkie wykonane tą samą manierą? Rozsądek podpowiada też jak i poprzednio – gdzieś jest sprężyna. To nic więcej, poza logiką. Miasto tym problemem się nie interesuje, choć mówimy o inwestycji na lata, ważnej dla mieszkańców i nie kosztującej mało. Co więcej – jest to inwestycja, która – wszystko jedno w jakim kształcie, czy ze spalarnią czy bez - będzie musiała otrzymać i to nie jedną akceptację. Tu analiza wszelkich okoliczności jest ważnym etapem przed inwestycyjnym. System zarządzania trochę z natury – tego też nie widzi.
Zobaczy – ale jak ścian będzie przed nosem czyli – jak zwykle.
Lobbing widzi i przewiduje. To i zapowiedzi dalszych działań od początku włączają groźby nacisków w Brukseli. Taki szantaż prewencyjny. 

   
Co też jest ważne w samym tytule – Uczestnicy spotkania będą walczyć ze spalarniami, czyli z technologią. Nie deklarują – chcemy bronić środowiska, żądamy  rozwiązania problemu odpadów zgodnie z interesem mieszkańców i środowiska – a będą zwalczali spalarnie, rozwiązanie techniczne. Zapewne, gdyby były lokalizowane kompleksy innej technologii czy  składowiska (na których zresztą i tak każda technologia się kończy – co trzeba jasno powiedzieć) odpowiednie Komitety i to znów z różnych powodów, byłby protestowały przeciw tym technologiom, tak jak onegdaj protestowano przeciw maszynom parowym czy samochodom. Uznałbym je za rozsądne i przyłączył się do protestu, gdybym wiedział, że dana technologia, działanie gospodarcze czy sposób rozwiązania problemu, szkodzi mojemu środowisku. Ale protestować przeciw technologii, dla niej samej? Bo co? Mogę protestować przeciw skutkom technologii. Zaprezentowany sposób postawienia problemu - oznacza więc wprost optowanie za inną technologią, rozwiązaniem technicznym, jest lobbingiem na rzecz innych technologii. Tak więc, samo postawienie sprawy doktrynalnie jestem przeciw …czemuś tam, oznacza, że jestem za czymś innym, co jest w opozycji do tego pierwszego rozwiązania. Gdy jednak mówię wprost, jestem przeciwny, ale rozwiązaniom szkodzącym środowisku – mówię równocześnie „jestem za rozwiązaniem, które jest najlepsze z możliwych dla środowiska” i wymagam też dowodu, że tak jest, to też lobbuję – ale za interesem mojego otoczenia. Drobna różnica – a dużo wyjaśnia, co do postawy w tym działaniu.


To zapowiadane działanie, w deklaracji, ogólnopolskie i – jak należy się spodziewać z zaangażowania Europosła, który w sprawie wije się jak piskorz,  ma mieć zadęcie europejsko - ogólnoświatowe. No tak, jak się czuje słabość swych racji, to szuka się możnych protektorów. Kto tu kogo kołuje?  
Mamy więc tu do czynienia tylko z doktrynalną walką z konkretną technologią. Walką, realizowaną nie na polu techniki, bo ta byłby trudna i wymaga kompetencji, zaś liczby i wskaźniki mówią same za siebie, a na polu oddziaływania socjotechnicznego na ludzi i polityków. Jest wymuszaniem decyzji, których skutki nie są wiadome, i za które wymuszający nie będzie odpowiadał. To jest szczególnie niebezpieczne przynajmniej dla mnie jako obywatela. Ludzie i decydenci nieświadomi techniki – i znaczenia informacji, są łatwym obiektem do manipulacji, straszenia, zawsze w obawach będą skłonni do powtarzania nieprawdziwych informacji.
To o co tu w takim razie chodzi? Zadajmy po raz któryś to pytanie którym warto się w końcu poważnie zająć i to nie siłami jednego człowieka wyposażonego w pióro. Dla własnego bezpieczeństwa ekologicznego.  
Sprawę dodatkowo nieco rozjaśnia technika „negocjacji” i „wychodzenia z inicjatywami”, z którą zresztą miałem się okazje zetknąć też i w tym konkretnym przypadku. Piszę tak, bo przez te już prawie trzydzieści lat bycia i działania w Polskim Klubie Ekologicznym, w tym i w swej działalności w Komisji Interwencji PKE, z wieloma  podobnymi postawami miałem do czynienia. Nie odkrycie to więc, a obserwacja z natury. W tekście mamy „z inicjatywy” założono, powołano itd. Takie społeczne ADHD – co dla odbiorcy daje sygnał o wielkiej aktywności, sugeruje dorobek i ujmowanie się za pokrzywdzonymi przez tych „złych”. Nawet tzw. „Okrągły Stół”, choć formuła ta już ma ze dwadzieścia lat - a my, na przykład, robimy Fora dyskusyjne w rutynie i to od początku powstania Klubu – został ponoć wymyślony przez protestujących. Oczywiście w tworzeniu tego nimbu, otoczki, techniką jest takie prowadzenie rozmów, by one były prowadzone – lecz i by nie dały skutku. I taki też był początek. Gdy jednak przyszło przecież co do czego, to dla Państwa Protestujących, nagle ważniejsze stały się personalia – i – nie siedli do rozmowy. Mieli za to za złe – kłamiąc zresztą dość bezczelnie – że nie zostali dopuszczeni do obrad. Gdybym ich i ich lidera osobiście nie prosił – siądźmy i razem spróbujmy powiedzieć Panom Decydentom – źle się bawicie i wtedy będą Oni naprawdę w sytuacji, którą będą musieli zmienić swój sposób dziabana – to nie miałbym prawa pisać, że kłamali. A kłamali i to wielokrotnie oraz konsekwentnie – po co?


To następne, dobre pytanie.
Warto je wyjaśniać właśnie w kontekście rzeczywistych zamiarów i zadań stawianych sobie przez grupę aktywną. Gdy coś chcemy robić – to siadamy i robimy. Jak trafiamy na mur oporu nie do pokonania to, to mówimy konkretami A jak tylko od samego początku tylko  mówimy, i nic więcej – to robimy obłok, wytwarzamy dym informacyjny, a czyny to zadyma.
Dla decydenta zadyma jest w sumie najwygodniejsza, bo jest to jakby nie było anarchia, a tą jako stojący na straży porządku władca ma prawo i obowiązek zwalczać.  Skutek jest jednak taki, że protestujący, niby nie chcąc, ale jednak, dali Decydentom wolną rękę. Warto to zauważyć. Tak jest, czy Im się to podoba czy nie. Nam – uczestnikom SFK utrudnili, o ile w ogóle nie uniemożliwili, skuteczne oddziaływanie. My, w Społecznym Forum Konsultacyjnym (bo taka nazwę wymogliśmy – by właśnie nie było, że my sobie uzurpujemy prawa do reprezentacji społecznej w ogóle) – przynajmniej wyraźnie powiedzieliśmy, w których punktach program gospodarki odpadami mając dobre deklaracje jest źle realizowany i że już odpowiedzialnością Decydentów jest Ich pewność, ze robią dobrze. W tym znaczeniu i tylko w pewnym sensie – Protestujący mieli jakąś rację. Sposób działania w realizacji Programu Gospodarki Odpadami pozostaje ten sam – jedynie słuszny, a projektowane po SFK Forum dyskusyjne, po trwających już trzy kwartały rozmowach, oraz zmianach stawianych pytań, najprawdopodobniej nie dojdzie do skutku. Tak - ale właśnie niejasność słów „przedstawiciel” „reprezentant” „strona społeczna” „konsultacja”  daje wolne pole – z czego się korzysta, podczas gdy ich doprecyzowanie w trakcie Forum – czy tym SFK w Salach UMK czy tego, które było projektowane, te pola by zbyt już precyzowało, co byłoby wiążące – a po co? Rozumieć więc też można dlaczego Władza, Konferencję Eko –Visu – rodzaj salonu a nie dysputy, chwalbę, a nie porównywanie racji, uznaje się właśnie za realizację celów takiego Forum. No bo po co tworzyć sobie zobowiązania? To przynajmniej jest jasne.

    
No bo rzeczywiście – jak wiadomo co robić i jak robić – to po co dyskutować? Z punktu widzenia Władzy jest to racjonalne zachowanie. Czy jednak takim jest?
Mówię wyraźnie –NIE!  
Najwyraźniej, w dzisiejszym rozumieniu sprawy, wystarczy pojeździć na wycieczki – w czym zresztą protestujący skwapliwie i in corpore uczestniczą regularnie. Tu już konsultują,  aż huczy i tu im „konsultacje” nie przeszkadzają..
To rozmawiamy o walce czy o wożeniu się?  
Dalej w pięknych słowach założycielskich mamy „wybór wydajnych, sprawdzonych i akceptowalnych społecznie metod utylizacji”  Piękne.
Protestujący jakoś nie chcą stawać do wyjaśnienia konkretami – przy nie robionych od wczoraj i przez przypadkowe osoby badaniach, analizach i ocenach – na czym ma polegać ta „wydajność” i „sprawdzalność” innej technologii. Czym innym byłoby wykazanie, że badania są na przykład niekompletne, wynik nawet na rozsądek może być kwestionowany, nie uwzględnia jakiejś tam okoliczności, w związku z tym proponowane rozwiązanie nie będzie skuteczne, w takim a takim, zakresie  – a czym innym jest propozycja – zastosować należy wskazywaną przez nas technologię i już. A do tego sprowadzają się żądania.
Nie absurd to sam w sobie i wprost ujawnienie skłonności do promowania innego rozwiązania i to bez konkretnej oceny jego skuteczności w milionowej aglomeracji? Takiej aglomeracji na eksperymenty nie stać – a nie ma porównania informującego o rzeczywistej pewności i skuteczności innych rozwiązań. Dyskutujmy o pewności realizacji pirolizy, o całkowitych (ale całkowitych – a nie odcinkowych) skutkach MBA, poprowadźmy przynajmniej szacunkową analizę LCA dla porównania systemów. Tych to ja się domagam – ale jakoś samotnie. Wtedy dopiero mógłbym ostwic sugestie kwestionujące dziś obowiązujące podstawy sytemu. Nie sposobu jego wykonania a same deklaracje co do zasad. Bo nie interesuje mnie promocja konkretnego rozwiązania, a bezpieczeństwo ekologiczne mieszkańca (czyli i moje oraz moich dzieci i już wnuków). To się nazywa nawoływaniem do zgodności realizacji Programu z zasadą zrównoważonego rozwoju, co jest ogłaszane ogólnikiem. Ręce opadają.


Daleko idąca segregacja – oczywiście, ze jest niezbyt szczęśliwie, delikatnie mówiąc, realizowana. Właśnie Ci co to robią, uważają jednak, że robią najlepiej. Ale z drugiej strony – każda lokalizacja czy to punktu zbiorczego czy innej instalacji – natychmiast napotka zwolenników innej technologii. Dlatego mówię – pytajmy i udowadniajmy, że to co robimy,  jest najlepsze dla środowiska, ale nie dla dostarczyciela spalarni czy  innej „kompleksowej”(to mi się szczególnie podoba) technologii MBA, czy jakiejkolwiek innej wersji technicznej. Dlaczego nie plazma, dlaczego nie piroliza – no i na końcu – gdzie się ma podziać ta reszta, która chcieć, czy nie chcieć, pozostaje po każdej technologii?
W tym zakresie panuje dziwna zmowa milczenia.
O tym protestujący jakby zapominają, w ferworze promocji „swojej” technologii.
Ciekawym też rysem techniki rozmowy stosowanej rutynowo przez  protestujących „nie bo nie” czyli bez rzeczowego (bo deklarowane oczywiście zawsze jest, i to jakie – że ho! Ho!) jest – nie zgadniecie Państwo – LAPTOP. Ma dwie funkcje, a właściwie trzy lub i cztery. Pierwsza – to pełni on funkcję ściągi, zwalnia z samodzielnej znajomości tematu i umiejętności argumentacji, daje gotową mantrę. Po drugie – daje barierę – nie nawiązania kontaktu w wymianie myśli – ta mogłaby być przecież niezbyt dobra i wcale nie jest pewne jakby się skończyła – a tu cel jest jasny.  Po trzecie, co ważne socjotechnicznie – jego używanie w trakcie „rozmowy”, musi irytować i irytuje  rozmówcę. Dla techniki nie tyle prowadzenia rozmowy, co osiągania odpowiednich skutków jest to istotne. Irytuje w sposób naturalny – w końcu jak długo ma się ochotę na rozmowę z kimś, kto przy rozmowie czyta np. gazetę, ogląda telewizję czy zachowuje się w inny sposób irytujący. Te techniki wyprowadzania z równowagi, które zna każdy ze szkół typu Pana P.Tymochowicza, są stosowane dla uzyskania przewagi negocjacyjnej przy niedostatkach argumentacji merytorycznej.

Decydenta, przyzwyczajonego dla swej pozycji społecznej, utwierdzonego w tym, że ma rację – to szczególnie stresujące i wyprowadzające z równowagi. Mówiąc obrazowo - jak Teściowa wyprowadzi Cię z równowagi, może powiedzieć o tobie co zechce – wygrywa, że się tym przykładem posłużę.
Czwarta funkcja też nie jest do zaniedbania. Dziś laptop – to jak kiedyś non-iron, potem komóra i BMW, dla niektórych jest swego rodzaju wyznacznikiem statusu. Laptop – to atrybut menagera, kadry kierowniczej. Jednym słowem na rozmowy przychodzi gość.
Nawet nie zauważa, ze wszyscy widzą, ze przychodzi biedak z protezą.
By było jasne. Nie jestem doktrynalnym zwolennikiem lub przeciwnikiem spalarni. Jestem za tym, by problem odpadów był rozwiązany najlepiej dla mieszkańców i dla środowiska i nie z perspektywą na kilka lat, a na dziesięciolecia oraz bez eksperymentów bo na te Miasta nie stać nie tylko finansowo, ale i z racji ryzyka ekologicznego.
Problemy lobbystów – to wyborcy powinni sami dla swego dobra rozwiązywać kartką wyborczą. No i zadając konkretne pytania i przyjmując od kandydatów wiążące zobowiązania przed dokonaniem wyboru i nie idąc na ich bajdurzenie prowadzone nawet pięknymi europejskimi słowami.
Bo potem harcownicy mają już wolną rękę.