|
Pesymista, jak wiadomo, jest to poinformowany optymista. Przyszedł więc czas powiedzenia publicznie, co z dotychczasowego biegu wydarzeń wynika dla przyszłości sprawy odpadów w Krakowie. Na początek kilka zdań ogólnego wstępu.
Przeciętny zjadacz chleba, zajmujący się swymi codziennymi sprawami, żyjący sprawami swego zawodu i rodziny, na problemach ogólnych się nie koncentruje, bo i ani nie jest w stanie, ani też nie ma nawet takiej potrzebny. Komunikacja, woda, śmieci prąd, gaz, nawet podatki lokalne itp. Są to rzeczy, na które - jak Mu się wydaje - i tak wpływu nie ma, a w końcu, dlatego onegdaj dokonał już wyboru swych reprezentantów (Radnych), by za niego takie sprawy nadzorowali i załatwiali. To Ich zadaniem jest, rozeznawanie tematu i wyrażanie opinii zgodnie ze swoją wiedzą, w tym i polityczną, kierując się prawem, rozsądkiem i … deklaracją przedwyborczą, a więc i wolą Wyborcy. Ten ostatni, swe zdanie wyraża preferencjami wyborczymi i właśnie czynioną delegacją. A, że demokracja ma swe prawa, to i decyzję większości przyjmuje się za obowiązującą. Jako wyborca, muszę tylko sprawdzać, czy mój „pełnomocnik” w trakcie przyjmowania rozwiązań był lojalny wobec swych deklaracji. Jeśli nie – to jest kanciarzem i dla mnie jest to wniosek na następne wybory. Gdy sytuacja staje się, moim zdaniem, w jakiejś sprawie, którą akurat zauważam, niedobra - przekazuję tą informację wraz z wyjaśnieniem dlaczego tak sądzę, samym decydentom, a jeśli i to nie pomaga – podejmuję różne formy protestu. Te ostatnie powinny być dla Decydenta zapaleniem się czerwonej lampki, a nie powodem do zniecierpliwienia i stwierdzenia, iż to społeczeństwo jest niestety głupie, z tym społeczeństwem nic nie można itd. Najgorszy to z możliwych wniosków – lecz jakże wygodny i w pełni motywujący bezgranicznie dobre samopoczucie władcy . O odpadach w Krakowie sporo już powiedziano. Dużo się też działo. Stosując powyżej opisany schemat relacji – obywatel – decydent, można powiedzieć, iż w tej sprawie czas argumentowania się już niestety skończył, możliwości obywatelskie się wyczerpały. Ściślej – zostały wyczerpane. Jak długo konkretne informacje mogą być przez Wielkich traktowane z pełną przymrużenia oka życzliwością i pobłażliwością. Do niedawna, pomimo prawie 20 lat kontaktu z tym tematem w mieście, byłem wciąż optymistą. Po ostatniej sekwencji wydarzeń i z postawy decydentów, i ze sposobu, a także kierunku rozwoju czynności oraz wydarzeń, podejmowanych przez PT Wykonawców w tej sprawie, staję się niestety pesymistą. Stwierdziłem, po prostu, iż stoimy przed murem wytworzonym z pewności siebie Tych, od których sprawa zależy i zaistnienia wielu czynników, których tu nie ma potrzeby już chyba wymieniać. W końcu, każdy sobie zdaje sprawę, że sprawa odpadów w milionowej aglomeracji zawiera w sobie wiele wątków – od politycznych, biznesowych, ekonomicznych po ekologiczne. Nie jest to sprawa tylko czystości środowiska naturalnego i komfortu mieszkańców. W sumie jednak dziś nie da się powiedzieć, że władza – czyli decydenci nie znają wszelkich okoliczności sprawy. Zbyt dużo było w tej sprawie mówione i to oficjalnie. Było też nawet Społeczne Forum Konsultacyjne. Decydent więc działa więc na swą odpowiedzialność, mając powołaną nawet przez siebie swą Radę Konsultacyjną. Pytaniem jest tylko, co to znaczy to słowo „odpowiedzialność” w tym przypadku? Nie będę państwa zanudzał szczegółami opisów kolejnych wydarzeń i to ciągnących się jeszcze od lat – w tym kształcie – 90 – tych, nie ma też sensu powracać do szczegółów dotyczących techniki rozwiązywania sprawy na obecnym etapie i osiągania tego, co dziś jest przez Władzę nazywane „skutecznością rozwiązywania problemu i realizacji zadań nałożonych przez przyjęty Plan Gospodarki Odpadami” Dalsze uszczęśliwianie na siłę dostarczaniem informacji, argumentów i chęcią współpracy jest już też oczywistym bezsensem. Powiem tylko krótko, jak widzę przyszłość, życząc Państwu i sobie by ona się nie ziściła. Obym się tylko okazał czczym pesymistą, a nie nieco bardziej szczegółowo poinformowanym optymistą. Są oczywiście dwie ewentualności; Kraków, jako Miasto, zbuduje – albo i nie zbuduje spalarni odpadów. Nie jest to odkrycie i brzmi banalnie, a znajdujemy to nawet w PGO. Twierdzę, że jednak, wbrew deklaracjom, nie zbuduje jako Miasto i nie zachowa kontroli nad instalacją. Jestem też w stanie bronić tezy, że korzystnym dla środowiska i mieszkańców – i to wszystkich bez wyjątku, byłoby, by ta spalarnia powstała. W odpowiednich proporcjach i usytuowaniu w systemie, lecz by powstała. Ważne - nie jako monopolista w odbiorze strumienia odpadów i nie jest to też sprzeczne z deklaracjami Decydentów. Wygląda na to, że rzeczywistość będzie inna Sprawy dryfują, w stronę – nie zbuduje jako Miasto. Tym samym zależność od dysponenta spalarni jest wysoce prawdopodobna. Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Przypomnę tylko ostatnią sprawę w Neapolu i ciekaw jestem, jakim kosztem i jak sprawa została załatwiona – a przecież została. Huk był na cały świat. Samo przeszło? Nie żartujmy. Skoro, pomimo dzisiejszych deklaracji – spalarnia jako instalacja miejska, jednak nie powstanie, to tylko pewną umiejętnością socjotechniczną będzie wyłuskanie osób i instytucji odpowiedzialnych. Sygnały takiego podejścia już nawet były. Tymi winnymi będą zapewne wskazywani; a/protestujący b/ oczekujący rekompensat c/ organy kontrolne d/ UE i inne instytucje uczestniczące w procesie akceptacji finansowania pozabudżetowego. Zauważam jednak, że; (ad d) wniosek do UE czy innych instytucji musi być przygotowany i posiadać odpowiedni kształt i motywację, i jeśli pada, to na ogół nie z bezpośredniej winy UE, choć ta swą politykę też ma. W końcu tam też ktoś rozdaje karty. (ad c) organy kontrolne sprawdzają, narzucają i czynią to co muszą, (ad b) porozumienie w sprawie rekompensat, było negocjowane, a nie narzucone i każdy widział zobowiązania, ich moc prawną, zakres, a kto bliżej sprawy stał to wie, jak porozumienie się kształtowało i jak zostało w końcu ukształtowane. (ad a) gdy protestujący protestują bez sensu – wtedy protest nie jest skuteczny czyli nie jest przeszkodą, jeśli nią jest, to oznacza, że wcześniej zostały zlekceważone rzeczowe argumenty protestujących. Wtedy, rzeczywiście, protest jest skuteczny, ale nie z winy protestujących – szanujmy się. Takie więc wyjaśnienia będą wprost oznaczały przyznanie, że coś zostało pominięte. Nie wymieniam co – bo jak mówię, było to wielokrotnie wskazywane, a i są takie elementy, jak na przykład błędy w przyjmowanej linii realizacyjnej, przyjmowanie znaczenia pojęcia konsultacji społecznej itp. które nie są dyskutowane w innej, niż ta uważana za jedynie słuszną, interpretacja. W tej sprawie uchylanie się od odpowiedzialności nie będzie więc skuteczne, tyle że pojęcie „odpowiedzialność” po zakończeniu kadencji – w tych sprawach – właściwie przecież nie istnieje no i na tym się opiera ta konstrukcja pewnej wygody w działaniu. W końcu lepiej robić coś na skróty nawet nieskutecznie, zasłaniać się ekspertami jako protezami decydentów (tak ekspert – mój ekspert powiedział – i tak decyduję), niż się mozolić z wprowadzaniem rzeczywistej – nie tej opartej na dzwonach segregacji, zmieniać prawo lokalne i organizację, prowadzić rzeczywistą akcję informacyjną. W tych rzeczach stracono już sporo lat. Austriacy potrzebowali na te sprawy lat 15 i nie wiem czy uważali, na przykład wycieczki zagraniczne w grupkach, za formę informowania społeczeństwa. Wszystko jednak, obojętnie czy spalarnia będzie na terenie Miasta i w gestii Miasta, czy też na jego terenie jako byt oddzielny, czy w ogóle gdzieś indziej, to i tak każdy przyjęty sposób postępowania z odpadami będzie jednak przez tą spalarnię w poważnym stopniu limitowany. I to będzie skutek dzisiejszego podejścia do realizacji tematu.
Zauważmy, że jaki by nie przyjąć wariant końca całego łańcucha odbierania odpadów (choć powinniśmy mówić o pewnym cyklu powstępowania z odpadami – od ograniczenia ich powstania – po końcówkę tego systemu), to składowisko, którego w bliższej lub dalszej perspektywie nie będzie (Barycz się kończy i to już nie podlega żadnym manipulacjom administracyjnym), zamyka ten łańcuch. W dalszej perspektywie, czyli dopiero kiedyś, i tak Kraków się „zawiesi” na tym problemie – i dziś to pokazuję. Dziś ta sprawa jest odkładana ad acta - temat skrzętnie w ogóle jest pomijany jako zbędny i nie konstruktywny w dyskusjach. Mówimy o czasach niby odległych w przyszłości – przynajmniej w miarę odległych, niemniej i przed tą ścianą Kraków w końcu stanie. Będzie to oczywiście problem ekip następnych, ale samo postawienie sprawy, do przerzucenia jej na głowy następców jest, wobec dzisiaj obowiązującego prawa, niedopuszczalne. Nie wybudowanie spalarni, problem tylko ujawni szybko. Wchodzenie zaś w technologie, ładnie tylko wyglądające propagandowo, a nie oparte o realistyczne oceny zysków ekologicznych lub w rozwiązania gdzie indziej już wypróbowane jako kłopotliwe lub i nawet i takie nie realizowane, można podejmować, ale tylko na własny rachunek w gospodarstwie przydomowym, a nie w aglomeracji milionowej. Wejście w tym kierunku, jeśli pod naciskami propagandowymi by nastąpiło, uważam za skrajnie nieodpowiedzialne, a na pewno wymagające dokładnej i w pełni ciągnionej analizy skutków ekologicznych przedsięwzięcia. Życzę powodzenia. Dziś mówię wyraźnie – segregacja zostanie pod hasłem „nie z tym narodem” (ileż w tym jest pogardy dla własnego społeczeństwa!) pozostawiona w formach skarlałych, a w istniejącym systemie będzie podejmowana wielkim wysiłkiem, wolą i aktywnością ludzi ją organizujących. Tu aż się prosi proste porównanie; Zawsze kierowca popularnego „ogórka” i to pozbawiony dobrej informacji namęczy się a nigdzie nie dojedzie. Za to kierowca autokaru, wyposażony w informację o celu podróży i w GPS – jednak dojedzie. Przepraszam za to porównanie – ale ono samo się narzuca. Tak więc w sytuacji, w której deklaracje są – budujemy, okaże się, że jednak nie budujemy (protesty, formalistyka – patrz początek tekstu) i oto wtedy pojawi się swoisty oddział ratunkowy. Kapitał prywatny albo i nie. Koncepcja będzie taka; budujemy spalarnię z naszego kapitału, Miasto nic nie musi wykładać – no, powiedzmy da działkę – ale i to nie koniecznie – można w końcu budować gdzieś powiedzmy na zachód od Krakowa. Miasto tylko deklaruje kierowanie strumienia odpadów. Tylko, i aż tyle. Albo nawet nic nie deklaruje a i tak samo przyjdzie – jako klient. Gdyby jeszcze owa firma miała, powiedzmy, już rodzaj monopolu na ciepło, to i równocześnie pozyskiwane pieniądze za paliwo alternatywne i z monopolu na odbiór odpadów – nie są złym kąskiem. Zaręczam – wtedy już protesty wobec spalarni nie będą, ani silne ani robione profesjonalnie jak teraz, i nie będą wywoływane lawinowo. Lobbyści innych technologii już realistycznie ocenią swoje szanse bo i tu też nie będą już grały wpływy lokalne. Inne przeszkody jako poruszane już na innych szczeblach – nie będą już takie wielkie. W końcu program dla całej Polski w tym zakresie nie obejmuje tylko jednej spalarni. Zresztą, kadencja się skończy. Wtedy też konsultacje społeczne wymagane prawem ruszą z kopyta i będą skuteczne. Porozumienie – już tego co będzie – nie będzie dotyczyło. I tak podziwiam jak idzie realizacja obecnego porozumienia, co pozwala na jakąś wiarę w wolę polityczną. Lecz ta jedna i tylko u niektórych przecież nie wystarczy. Choć miejmy nadzieję. Krótko mówiąc – czy tak czy inaczej, Miasto wyląduje w sprawie odpadów w uzależnieniu od monopolisty odbierającego odpady i z trudnościami w wypełnieniu zobowiązań co do wymaganego i rozsądnego poziomu segregacji. W końcu segregacja na dwie frakcje – suchą i mokrą, nie jest projektowana na darmo a jest zapisana w PGO. Dziś – będę zapewne za ten tekst odsądzony od czci i wiary. Piszę go, bo odważam się mówić dziś, to co z najwyższym prawdopodobieństwem stanie się jutro. Bo po raz pierwszy od lat, teraz, gdy spotkałem wiele osób szczerze chcących Miastu pomóc, gdy widzę wysiłki jednych i dobre samopoczucie drugich, dla których cokolwiek się nie powie to „są to ogólniki” i gdy przedkładana jest swoista gra w ciuciubabkę nad profesjonalne i przemyślane działanie w dokładnie przeanalizowanej logistyce - zwątpiłem w sens wysiłków. Nie przy tych realizatorach. Mogę powiedzieć tylko – bardzo bym się chciał mylić. Sprawa stanie na ostrzu noża, gdy Barycz zacznie się realnie kończyć, a jest dziś realnie eksploatowana - na maxa. Jest to więc, nie tak znów daleka perspektywa. To naprawdę – do przypiekania pięt na ostro, jest tylko parę lat. Z perspektywy milionowego miasta do chwila. Proszę więc ten tekst przyjąć jako ocenę optymisty posiadającego informację.

 |