Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ekologia Spalarnia śmieci – kolejny etap
Smaller Default Larger
Spalarnia śmieci – kolejny etap PDF Drukuj Email
Ekologia
czwartek, 03 grudnia 2009 09:18 | Wpisany przez dr inż Feliks Stalony- Dobrzański

Zastanawiam się cóż można, a właściwie należy jako najważniejsze, przekazać opinii publicznej opisując przygotowanie decyzji na lata i za ciężkie pieniądze. Mówimy o rozprawie środowiskowej w sprawie spalarni.

Sprawę prowadzi Wydział Kształtowania Środowiska (sama nazwa jest już warta omówienia i wykazania na tym przykładzie jakie jest myślenie Decydenta – Organizatora Urzędu o problemach środowiska – ale to dziś zostawmy na boku). Wedle procedury ma on wskazać warunki, na których inwestycja ma działać. Warto jednak też sobie uzmysłowić, iż każdy inwestor, który się zgłosi z dowolnym zamiarem – taką decyzję dostanie. Ani nie pozytywną ani nie negatywną, a określającą co i w jakim zakresie można na tym terenie zrobić (albo i nie). Do pozwolenia i wbicia łopaty jeszcze sporo czasu i kroków.    

Relacja z takiej formalnej rozprawy – gdyby miała ona być ściśle sprawozdającą – byłoby nie do zniesienia. Procedura i protokół i punkciki i czas – ponad 7 godzin. Wypowiedzi i uwagi i odpowiedzi.

Cóż jednak z tego poza szczegółami, które w pełnym zakresie znajdą się w protokóle i załącznikach do niego, można  powiedzieć takiego, co w sumie może i powinno zainteresować właściwie każdego mieszkańca. Trudno też wymieniać Uczestników Rozprawy – od Zamawiających (KHK) poprzez PT Autorów, ekspertów, Przedstawicieli Rady Dzielnicy XVIII, Radnego (widziałem tylko jednego – Pana W.Pietrusa) organizacje społeczne, które się zgłosiły do uczestnictwa na prawach strony – aż po społeczeństwo – Rozprawa była jawna.

Spróbuję więc – zaniedbując relację z samego przebiegu rozprawy  - skupić się na ważniejszych zarzutach wobec Raportu, będącego jednym z elementów do podjęcia decyzji . Myślę tu zwłaszcza o zarzutach podnoszonych przez stronę społeczną, w której znaczącą przewagę miały Stowarzyszenia związane z terenem przyszłej lokalizacji.

Obawy dotyczyły, między innymi oczywiście;

1. poziomów emisji różnych zanieczyszczeń 2. sposobu nadzoru nad emisjami – w tym też kwestie odoru  3. spraw transportu – skali, obciążenia itd. 3. co będzie w przypadku awarii technologicznej 4. sprawy związane z wartościami przyrodniczymi (obszerne wystąpienie dr.Walasza z UJ)

Sprawy te w szczególności podnosiło Stowarzyszenie„Zielona Mogiła”

Dalej wymienić trzeba – 5. sprawy związane z niebezpieczeństwem zalewowym

Wątpliwości budził też  6. wybór, czy wskazanie technologii spalarniowej, a nie innej – np. mechaniczno – biologicznej (lansowanej przez p.S.Wollnego – Stowarzyszenie „Silesia”) jest właściwe – choć na dobrą sprawę – teoretycznie i p.S.Wollny mógłby się o taka decyzję dla innej technologii zwrócić – i należy sądzić, iż gdyby papiery były w porządku – taką decyzję by dostał. Taki to etap procedury. Podnoszono też 7. Tryb i zakres konsultacji społecznych.

Relacje z drobnych a trochę i kompromitujących uszczypliwości w stylu – w jakim charakterze był obecny na spotkaniu Pan Prezydent W.Starowicz sobie daruję. Nie byłby – też byłoby źle – bo wychodziłby na to że się nie interesuje. Chcąc być traktowanym poważnie trzeba poważnie rozmawiać, choć przyznaję w przyjętym obecnie trybie rozmowy jest to bardzo trudno. Stylu jednak nie powinno się dawać sobie narzucać.

Jako przedstawiciel Polskiego Klubu Ekologicznego – oprócz innych – podniosłem sprawę zupełnie realnej możliwości przejęcia przez spalarnię monopolistycznej pozycji w zakresie odbioru strumienia odpadów (na co wiele może wskazywać) i zaproponowałem pod rozwagę Organu wydającego decyzję, a zwłaszcza w późniejszych etapach jej opracowywania, dość wydaje się zasadniczy problem.  W danej procedurze można przejść poszczególne jej kroki, nie zbyt merytorycznie za to, dokładnie, a tylko czysto formalistycznie wypełniając wymogi stawiane przez ustawodawcę. Czy wtedy procedura jest dokonana? Weźmy przykład konsultacji. Wobec niezbyt precyzyjnego, albo  powiedzmy dość woluntarystycznego określenia, kiedy konsultacja jest skuteczna, może powstać sytuacja – i  z taka mamy do czynienia – że odczucie obywatelskie powie – konsultacji nie było, dokumenty i zapisy powiedzą – były.

Skąd taka miałby być rozbieżność oceny, co do faktów, by się wydawało?

Odczucie społeczne – to nic innego jak suma odczuć, informacji, przekonania o istnieniu problemu, jakiejś dużej części populacji. Nie wszystkich – bo nawet sporej liczby ludzi te sprawy nie obchodzą. Lecz Ci, którzy na problem w pewnym momencie zwracają uwagę – bo właśnie dociera do Nich jakaś informacja (często nawet nie oparta o rzeczywistość, a odwołująca się do alarmistycznych obaw)  sprawę widzą tak, jakby się ona zaczęła dziś – nawet nie wczoraj, choć obiektywnie toczy się ona już od lat.

Z tego powinny wprost wynikać wnioski dla Tych, którzy organizują konsultacje.

Skupienie się na małych spotkaniach, w tym sprowadzających się do wycieczek kilkunastoosobowych do Szwecji czy Niemiec, podawanie informacji głównie przez Internet (to jednak nadal część i to socjologicznie dość sprecyzowanej części ludności) skromność lub wręcz zaniedbanie innych form docierania do ludzi (choć w tym zakresie Wykonawcy tych części Programu  niejednokrotnie – jak samotne białe żagle, są godni podziwu za inwencję i koncepcje) i najgorsze – próby chodzenia na skróty – tak, dla wypełnienia tylko  wymogów formalnych – rodzi właśnie ów dysonans pomiędzy obiektywnie wykonaną pracą a odczuciem. Ale znów – czy spotkania, w małej grupie – na których Komitet Protestacyjny bywał, a nie bywał (bo się nie podpisywał) – to były czy nie były konsultacje? Na pewno ludzie jako społeczeństwo jeśli w ogóle rzecz zauważało – to stało na stanowisku „niech się Oni tam w te klocki bawią” Formalnie – spotkania były.

Krótko. Konsultacji jako procesu pozyskiwania zaufania do decydenta i podejmowanej decyzji – tak się nie da przeprowadzić nas skróty. To jest raczej ciężka praca nad kasowaniem przyczółków zaufania i tworzenie pól dla nie merytorycznej dyskusji. To i przekonanie jest takie – jakie wyraża to dziś spora część ludzi

Dla ludzi – jak ktoś chce może powiedzieć i dowodzić - konsultacji nie było.

Faktycznie tylko – w odniesieniu do ostatniej lokalizacji, właśnie przy ul. Giedroycia nie było konsultacji wstępnej, choćby kryteriów, które trzeba brać pod uwagę w tej lokalizacji. Lokalizacja ta została wyciągnięta jak królik z kapelusza, już po dokonaniu przeglądu innych  lokalizacji. Tu tylko jako fragment, warto przypomnieć, iż jednym z postulatów SFK (popularnie zwanym Okrągłym Stołem) była propozycja czy wymóg raczej, wykonywania analizy wielokryterialnej – ale w oparciu o kryteria wypracowane drogą konsultacji. Czy dziś, gdyby do tego się zastosować - byłby problem w tym zakresie? To by była tylko jedna z dróg do poszerzenia podmiotowości społeczeństwa. Pieniądze zużyte na jedną wycieczkę – pokryłby z nawiązką takie działanie. Może kluczem jest tu obawa przed stanięciem wobec krzykliwego i napastliwego tłumu – tak to zapewne odbiera ten, na którego barkach leży jednak podjęcie decyzji a nie uchylanie się od niej.

Następny element to pośpiech – lecz jasno powiedzmy, że ten też wynika z wcześniejszego – już od dwóch kadencji – chowania głowy w piasek – tak, by się nie narazić  A można się narazić Temu co to, co cztery lata ma władzę – Wyborcy. Zauważmy - procedura została uruchomiona niecały miesiąc wcześniej, do piątku (27.11.09) można było wnosić uwagi do wyłożonego Raportu, a w poniedziałek (30.11.09) – odbywa się rozprawa. Nie ma takiej możliwości, by Autorzy Raportu zapoznali się z uwagami i by mogli się do nich odnieść. Stąd też, ani prezentacja, ani dyskusja, nie były w stanie się toczyć merytorycznie i w pełnym wymiarze wokół istoty sprawy – dyskusji nad samą treścią Raportu.

No i co to przyśpieszyło? Nic  i nikomu.

Zastanawianie się nad tymi problemami łączy się bezpośrednio w moim przekonaniu z inną sprawą prowadząc co jednak ogólniejszej konkluzji – nie dotyczącej tylko sprawy spalarni.

W argumentacji przewija się  teza, którą można mówiąc tu jednie dosadnie i bardzo skrótowo podsumować, wyrażając ją może zbyt drastycznie i w kolokwialnym języku określeniem „społeczeństwo jest głupie, niedojrzałe, nie wyedukowane”. Tu „w tym kraju” o głębokiej segregacji można zapomnieć Jest to wielokrotnie, choć w innych słowach, nawet i w trakcie relacjonowanej rozprawy, wyrażane wyjaśnienie, na przykład, dla motywacji nieskuteczności zabiegów w zakresie selektywnej zbiórki odpadów. Wyrażam jednak opinię, iż zachowania ludzi nie wynikają z Ich sugerowanych, jakoby cech narodowych czy samej świadomości. Ten sam Polak, gdy znajdzie się w innych uwarunkowaniach – za granicą, jakoś do tamtego systemu szybko się dostosowuje. Raczej zastanowić się trzeba, czy aby nie jest tak, iż to ludzie działają racjonalnie w ramach systemu, rozwiązań, klimatu, które obowiązują. Warto by więc było – tak jak było to postulowane w wielu wcześniejszych spotkaniach – zastanowić się nad tym, czy aby to organizacja systemu – nie jego postulaty i wyznaczone cele – a realizacja, jest istotną przyczyną stanu rzeczy. Uwagi na ten temat podnoszone – podobnie jak i w innych sprawach, były i są określane jako ogólniki, podczas gdy tymczasem są one praktycznym wyrazem postulatu podjęcia sposobów realizacji sprawy zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju, czyli - z obowiązującym prawem. 

Nie ma co się, prawie pogardliwie, a w każdym razie z poczuciem wyższości, odnosić do ludzi. Żadnej sprawy, która jest dla ludzi, nie da się przeprowadzić bez zapytania Ich o zdanie, bez rozmowy ze społeczeństwem jako dużym ogółem. I tu wcale nie chodzi o ten zapisany prawem wymóg przeprowadzenia konsultacji.  

Tajemnica sukcesu wydaje się być na  wyciągnięcie ręki.- tylko drobiazg – trzeba ludzi lubić a nie uważać ich za mierzwę  a czasem tak to wygląda.

Następna ogólna kwestia.

Relacja decydent – ekspert – lobbysta. To, że decydent nie może się chować za opiniodawcą – tak, by ten – i to bez odpowiedzialności i recenzowania swojej pracy, stawał  się decydentem, jest chyba jasne. W moim przekonaniu jednak wolę opiniodawcę, doradcę – lobbystę, o którym wszyscy wiedzą, że jest związany z jakąś firmą i tylko pokazuje swój produkt jako najlepszy, od lobbysty ukrytego za parawanem eksperckości albo – jeszcze gorzej – siły społecznej. Ten posługuje się różną argumentacją, a ludzie jej słuchając, nie znając kontekstu,  są skłonni przyjmować sugestie – nie zawsze ku swej korzyści. Ten aspekt sprawy – na obecnym etapie procedury nie ma większego, powiedzmy - decydującego znaczenia. Będzie jednak miał duże i to niestety nieformalne znacznie dla decyzji  na duże pieniądze i na kilka pokoleń.

  I ostatnia sprawa – słabo w tej rozprawie się zaznaczająca – a podnoszona przez PKE na każdym kroku. To obawa o przyjęcie przez spalarnię jako instalację, wbrew zapewnieniom, dominującej, monopolistycznej roli w całej gospodarce odpadami i kwestie właścicielskie, które też są bardzo istotne. Może nie teraz – ale niebawem, czego nie wolno tracić z oczu. Rzecz już wcześniej opisywałem i teraz jej nie rozwijam.

Mam nadzieję, iż przekazałem Państwu garść informacji o rozprawie środowiskowej – bez zanudzania opisem maratonu 7-mio godzinnej dyskusji wokół problemu śmieci – bo nawet nie dyskusji bezpośrednio nad samym Raportem.