Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ekologia POLEMIKA do sprawy DYMÓW
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


POLEMIKA do sprawy DYMÓW PDF Drukuj Email
Ekologia
wtorek, 21 września 2010 12:19 | Wpisany przez fsd

List Pani Czytelniczki krytykujący mój tekst o dymach, ze tak to skrótowo nazwę - wymaga i to zasadniczej reakcji. List ten wykazuje niestety wadę mojego tekstu w kwestii owych dymów i jego, najwyraźniej, małą komunikatywność. Przepraszam.

Najzabawniejsze jest jednak to, że zasadnicze postulaty i Pani i moje są nie tylko zbliżone ale i identyczne. Różnią się one tylko motywacją, a za nią idą różne sposoby spełnienia tych postulatów. Jeden – Pani Czytelniczki – pociąga wykonanie, rozwiązanie problemu, na sposób  restrykcyjno – policyjny, wprowadzający de facto dyskryminację jednych ku wygodzie drugich. Moja propozycja idzie raczej w kierunku rozwiązania wyważającego rzeczywiste korzystanie ze środowiska obu stron tego realnego konfliktu, pomiędzy teoretycznie „nie zanieczyszczającymi i mającymi ciepełko w domu” a „smrodzącymi, którzy maja być ukarani brakiem dostępu do użycia środowiska i zimnem w domu”
By było więc jasne na samym początku; obie strony mają maksymalnie oszczędzać, nie używać środowiska, nie szkodzić – ale z natury swoim istnieniem, człowiek zużywa środowisko – i racjonalnie możemy tyko mówić o minimalizacji zużycia. I na to jest nastawione i prawo i zasady i praktyka dzisiejszej ochrony środowiska.
Już samo postawienie sprawy – ja mam prawo korzystać ze środowiska – bo tego nie widać, a ten nie – bo to Jego używanie jest widoczne i uciążliwe dla mnie - jest jawną dyskryminacją w zakresie dostępu do środowiska. Sama Pani Czytelniczka gęsto podpiera się Konstytucją,  i faktycznie – ta, na poziomie ogólnym jest źródłem każdego innego prawa, w tym i Prawa  Ochrony Środowiska – które przekłada te ogólniki na konkrety dnia codziennego. Po co jednak tylko strzelać bez przerwy tylko z tej jednej armaty i tylko w jedną stroną, podczas gdy Konstytucja jest tak samo przeznaczona dla obu stron jakiegoś konfliktu,
Czytelniczka pisze;
Po pierwsze nie nazywajmy niebezpieczeństwa  „uciążliwością”. Uciążliwy może być np. smród z kurnika, ale nie powietrze do oddychania  z pyłem  zawieszonym, dwutlenkiem siarki, dwutlenkiem azotu, benzopirenem. To  ZAGROŻENIE DLA ZDROWIA.
Tu bym się zgodził – choć tak naprawdę , jeśli coś jest uciążliwe to jest też i negatywnie wpływające na środowisko, stwarzając niebezpieczeństwo. Nie tylko sprawy fizykalno- chemiczne jak tu wymienione pyły czy gazy ale i nawet „uciążliwy” sąsiad nie uwzględniający prawa do jednakowego dostępu do spokoju , odpoczynku, ktoś kto przez otwarte okno puszcza setki decybeli – bo tak lubi, naraża na niebezpieczeństwo i moje nerwy i słuch. Tak więc i w tym zakresie – niebezpieczeństwo i uciążliwość w jednym stoją domku. Punktu widzenia dostępu do środowiska – to jedna rzecz. 
Dalej mamy:
prawo do ciepła w domach” – jeżeli w ogóle jest gdzieś zapisane – nie może być realizowane z naruszeniem Konstytucji, zwłaszcza tam, gdzie da się je zrealizować  w inny sposób, a więc na pewno w każdym dużym mieście.
To prawo nie musi być nigdzie ekstra zapisane wynika też z Konstytucji, jeśli już z niej strzelamy. Można, i trzeba go wyprowadzać z prawa do posiadania jednakowego komfortu środowiskowego. Z tego punktu widzenia – czym jest gorszy mieszkaniec domku od mieszkańca bloku?
Tu jako żywo wychodzi automatyzm myślenia prezentowany często i przez, na przykład, ruchy feministyczne, które pod pozorem sprawiedliwości domagają się faktycznie specjalnych praw dla – kobiet . A tu niespodzianka - mężczyźni to też ludzie.
W tym przypadku – mieszkańcy domków założyli swoje ogrzewania na etapie budowy zgodnie z PRAWEM i udzielonym zezwoleniem na budowę – warto to zauważyć. Tak wiec to organizator życia w mieście tą sytuację jeśli już – dopuścił. Całym swoim wystąpieniem usiłowałem wyjaśnić, iż fundamentalną sprawą, nie teoretyczną i ogólnikową a całkiem praktyczną jest metodyczne ustalenie kto tak naprawdę zużywa więcej środowiska – czy ten „niewinny” z bloku czy „winny” z domku oraz - co ważne, że tylko to może być racjonalną podstawą do wyprostowania sytuacji, która jest dyskomfortowa dla jednej i drugiej (ci z domku też siedzą w tych, swoich i sąsiadów, oparach) strony 
Następnie Pani pisze z werwą i wysokiego „c”
Wydanie zakazu palenia w kotłach jest tu nie tylko możliwe,  ale wręcz wymagane. Wynika to z punktu 4. Artykułu 68 Konstytucji: „Władze publiczne są zobowiązane do (…) zapobiegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska.”
Otóż to myślenie jest identyczne z logiką urzędnika, który uważa, ze wystarczy wprowadzić zakazy parkowania albo i nawet ruchu – i rozwiązujemy sprawy komunikacyjne. Byłoby błędem i nadużyciem by dbałość urzędnika znajdowała wyraz tylko w działaniach restrykcyjnych. Te są najłatwiejsze  ale nic nie załatwiają Nic nie rozwiązujemy tą metodą tylko prowadzamy dyskryminację.
Owszem, gdy się okaże  (a o ile to się zapewne okaże po dokładniejszych ale przeprowadzonych, a nie wydumanych – oszacowaniach tej sprawy), że ten z domku zużywa więcej środowiska (i naprawdę o ile?) powinny być wprowadzone takie opłaty i mechanizmy, które by zmianę systemu czyniły racjonalną, a wydający decyzję że wolno zainstalować kocioł powinien w  tej sprawie co najmniej partycypować. Gdyby na początku zastosował inne rozwiązanie  dziś by problemu nie było.
Nie da się chronić środowiska na modłę policyjno – restrykcyjną.
Dziś mechanizm „mów Pan do kieszeni” jest jedyny możliwy do zastosowania jako skuteczny.

Na dodatek Pani Czytelniczka nie porusza jeszcze jednego aspektu, niezwykle ważnego z punktu widzenia bezpieczeństwa. Nawet bym powiedział najistotniejszego. Chodzi o możliwość spalania odpadów komunalnych w kotłach CO na węgiel i koks. Właściciele kotłów domowych są u w grupie wysokiego ryzyka szans na nadużywanie środowiska i szkodliwości dla otoczenia Tu działania PIOŚ aż się proszą. Ci jednak pracują do 15-tej – koniec kropka. I zanieczyszczający to doskonale wiedzą.
  
Wymaga ona co najmniej powiązania z systemem, w którym  pojedynczy wytwórca energii  w domu ponosi proporcjonalnie jednakowe obciążenia środowiskowe, jak odbiorca zbiorowy, a więc  z wprowadzeniem opłaty za korzystanie ze środowiska lub znaczącym  wzrostem ceny węgla.
Nic dodać nic ująć. Ja tylko pokazuję, że powinno nastąpić rzetelnie oszacowane obciążenia środowiska wnoszone przez każdego użytkownika To, że jeden korzysta z niego spalając więcej paliwa na jednostkę zużytej energii (a tak może być w przypadku klienta elektrociepłowni, która jest daleko, są duże straty na przesyle i jest mniej zindywidualizowana odpowiedzialność za oszczędność energii w miejscu jej użytkowania) a drugi zużywa być może nawet mniej, tylko że to widać i jest właśnie uciążliwe (bo tamto też jest niebezpieczne! – jako że NOx CO,CO2,S, i wszystkie inne idą w powietrze tyle, że wysoko i rozkładają się na większą powierzchnię) – nie usprawiedliwia to chęci karania jednego, za samo istnienie. Istnienie i oczekiwanie posiadania takiego samego prawa w dostępie i do środowiska i do komfortu życiowego.
Jak już Pani tak „jedzie na równo”  Konstytucją – to właśnie Ona tego wymaga.
Też by było jasne.
Nie staję, ani w swym tekście, ani w tej polemice, po którejkolwiek ze stron. Domagam się tylko reakcji racjonalnej, a nie opartej tylko na obiegowych z góry wydanych osądach.
A o czystość w Gminie – a litery prawa ma dbać Gmina – i nie tylko. Konstytucyjnie obowiązek ten leży też na każdym obywatelu i na tym z bloku – i na tym z domku. Tyle że pierwszy uważa najwyraźniej że to nie On a ktoś za niego – obciąża środowisko a On mając ciepło, jest jak łza -  ze środowiska nie korzysta. A korzysta.
Nie dajmy się zwariować akcjami nagonek. Akcja porządkująca musi mieć ręce i nogi i – temu nikt nie zaprzecza – wdrożona być musi.
Jak mówię – tu można się rzucić na gościa, bo chce mieć ciepło. Lud Boży będzie zajęty akcją na rzecz środowiska a przy okazji upiecze się troglodycie, który w kotle pali śmieci i temu który wylewa olej samochodowy do kanału lub zlewu, choć mieszka w bloku i temu który zużywa nadmiar surowca – bo źródło ciepła z którego korzysta jest daleko i go nie widać. O bateriach i lekach nie wspomnę.
Środowisko jest na równo naszą wspólną wartością.
Ładnie brzmi – nie oznacza większego prawa jednych przed drugimi.