Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ekologia Dymy nad miastem – polemiki ciąg dalszy
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Dymy nad miastem – polemiki ciąg dalszy PDF Drukuj Email
Ekologia
środa, 22 września 2010 05:00 | Wpisany przez AEB

Z naszych listów rzeczywiście wynika, że zasadnicze postulaty, Pana i moje  są identyczne. Różnica jest w motywacji - Pan deklaruje obiektywizm, a więc problem Pana bezpośrednio nie dotyczy. Ja natomiast jestem stroną, która czuje się głęboko pokrzywdzona  istniejącym stanem rzeczy. Niestety, dążąc do tego, aby mój list był jak najkrótszy, a przesłanie jasne, celowo pominęłam szczegóły i różne aspekty tej sprawy. To spowodowało, że moja motywacja została opacznie zrozumiana. Czuję się zobowiązana wyjaśnić,  co następuje:
Nie jestem rzecznikiem mieszkańców bloków – nigdy w bloku nie mieszkałam – mieszkam w przedwojennym budynku, a nasze ogrzewanie poddaliśmy na przestrzeni wielu lat racjonalnej ewolucji:  piece węglowe– CO na kocioł węglowy – CO przyłączone do MPEC – licznik ciepła – oszczędzanie ciepła – ocieplanie budynku. Takiej samej racjonalnej ścieżki rozwoju oczekujemy od naszych sąsiadów – zarówno tych, którzy są spóźnieni, jak  i tych , którzy reaktywowali zlikwidowane wcześniej paleniska węglowe , szukając oszczędności.  Uważam za skandal, że stan prawny dopuszcza taką swawolę. Nasze oczekiwania zostały jasno zakomunikowane sąsiadom. Nie spotkały się ze zrozumieniem.
Powołałam się wyłącznie na Konstytucję, aby podkreślić, że moje postulaty wynikają wprost z zapisanych, elementarnych praw obywatelskich, są więc niejako bezdyskusyjne. Natomiast Pana stwierdzenie :„To prawo (do ciepła w domach) nie musi być nigdzie ekstra zapisane ,wynika też z Konstytucji, (…)Można, i trzeba go wyprowadzać z prawa do posiadania jednakowego komfortu środowiskowego” to bardzo dyskusyjna nadinterpretacja konstytucji. Gdyby funkcjonowało takie prawo, to wszyscy dostawalibyśmy za darmo jednakowe mieszkania, w mieście, czy na wsi.
Ponadto w kontekście metodycznych rozważań razi mnie nadużywanie przez Pana słowa „dyskryminacja”.  Dyskryminacja, to piętnowanie kogoś ze względu na cechy od niego niezależne, a więc wiek, płeć ,orientację seksualną, narodowość itp. Nam chodzi o zablokowanie czyjegoś szkodliwego działania. Działania, którego da się uniknąć.To nie ma nic wspólnego z dyskryminacją. Używanie tego słowa pachnie demagogią. Natomiast cytat „Z tego punktu widzenia – czym jest gorszy mieszkaniec domku od mieszkańca bloku? to przykład populizmu i grania na emocjach. Podobnie demagogią jest stwierdzenie „nie usprawiedliwia to chęci karania jednego, za samo istnienie”. Nigdzie nie pisałam o karaniu, ani tym bardziej o karaniu „za samo istnienie”. Powtarzam, nam podtruwanym systematycznie przez kominy sąsiadów chodzi wyłącznie o zastopowanie tych szkodliwych działań.
„Fundamentalną sprawą, nie teoretyczną i ogólnikową a całkiem praktyczną jest metodyczne ustalenie kto tak naprawdę zużywa więcej środowiska” - sprawa ciekawa, ale nie sądzę, aby była fundamentalna. Jeżeli jakimś cudem okazałoby się, że więcej środowiska zużywa odbiorca zbiorowy, nikt już nie wróci do starego systemu, nikt nie będzie wstawiał pieców węglowych do nowych bloków. Nawet piece gazowe są tam niechętnie widziane. Co najwyżej, MPEC podniesie nam rachunki, a sąsiedzi, którzy palą w kotle, będą się głośniej śmiali. Gdyby zaś okazało się odwrotnie, czy ta informacja byłaby do czegoś przydatna? Czy może to stanowić podstawę prawną do zażądania opłaty za korzystanie ze środowiska? Czy jej wysokość byłaby wystarczająco motywująca do likwidowania palenisk? I czy uda się wprowadzić skuteczne egzekwowanie zakazu spalania śmieci, tam gdzie kotły będą nadal funkcjonowały?
Aspekt spalania śmieci został przeze mnie pominięty świadomie, gdyż stan prawny już teraz zabrania tego procederu, a postulat likwidacji palenisk zamyka temat. Podobnie świadomie pominęłam inne wspomniane przez Pana aspekty niszczenia środowiska, jak hałas, spaliny samochodowe, brak recyklingu leków, baterii czy oleju silnikowego. Wszystko to nas boli, ale nie wszystko jednakowo mocno. A więc nie o wszystkim na raz.
Jeżeli już korzystamy ze środowiska, a korzystać musimy, to ponośmy sprawiedliwie koszty i uciążliwości tego stanu rzeczy. Tak więc komin w Łęgu jest wysoki i, jak Pan zauważył, zanieczyszczenia rozrzedzają się na dużym obszarze. Przynajmniej jest sprawiedliwie.
Mój głos nie jest bynajmniej głosem urzędnika, ani przejawem automatyzmu myślenia. Jest głosem desperacji.
Zróbmy coś z tym!
Mamy tego dość!
Niech to się wreszcie skończy! Jakkolwiek!