Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ekologia Fatum tracenia szans
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Fatum tracenia szans PDF Drukuj Email
Ekologia
niedziela, 23 stycznia 2011 22:55 | Wpisany przez fsd

Było tak: dawno, dawno temu, w Krakowie był brak wody, to i na szybko kończono budowę zapory Dobczyckiej. To nie tylko zapora i niecka, stacja przepompowa, stacja uzdatniania i rura do Krakowa.

 

To też porządkowanie przyszłego dna, przenoszenie budynków, budowa stacji zajmującej się problematyką ichtiologiczną i w ogóle dozorem biologicznym zbiornika usytuowanej w Zatoce Zakliczyńskiej, decyzje administracyjne, które do dziś się odbijają, budowa nowych dróg, do tej pory nie uporządkowana gospodarka ściekowa i zabezpieczenie dostępu do zbiornika dziś już praktycznie nie istniejącą siatką na słupkach. No i powstanie wspaniałego tematu wyborczego o haśle – uruchomienie zbiornika do celów turystyczno- rekreacyjnych, co ma być dla rejonu źródłem złota i szczęśliwości. Tym ostatnim tematem tu się nie zajmujmy - choć warto go by było oddzielnie omówić, bo byłby on ciekawy jako wręcz studium manipulacji społecznej.
Jak widzimy rzecz jest wielowątkowa.
Woda była potrzebna już, zaraz. Mówimy o prawie 2/3 wody dla Krakowa i nie tylko. Wtedy zabawy w szczegóły nie wchodziły w rachubę. Gdy tylko skończono zaporę – dość zresztą ciekawą jako obiekt inżynieryjny – przymykając oczy na pewne rzeczy – zbiornik uruchomiono zapełniając go wodą.
Wszyscy ludzie zajmujący się tematem wiedzieli, że problemy to się dopiero zaczynają a jednym z nich jest poza dyskusją konieczność uporządkowania gospodarki ściekowej i to w całej zlewni od Rabki zaczynając. Powstało więc takie samorządowe porozumienie – Związek Gmin Dorzecza Górnej Raby i Krakowa – bo to nie były zadania nie na siły jednej – każdej z osobna Gminy.
Istniała wtedy założona jeszcze w  roku 1980 – Małopolska Fundacja Rolnicza, współdziałająca z Okręgiem Małopolska Polskiego Klubu Ekologicznego. To o tyle jest ważna informacja, że pokazuje dlaczego akurat w tym gronie została zauważona ważna i właściwie groźna luka w ochronie zbiornika. Około 60 % zanieczyszczeń wpływających do zbiornika ma pochodzenie komunalno – bytowe czyli nazwijmy je – punktowe. Pozostałe 40% to zanieczyszczenia powierzchniowe,  pochodzące a powierzchni ziemi, generowane rolniczym sposobem użytkowania tego terenu. Zdaliśmy sobie sprawę, a przekonanie o umocniła późniejsza praktyka, że zwalczenie degradacji zbiornika, przy nawet największych wysiłkach odnośnie gospodarki naturalnej w zbiorniku i zwalczania ścieków nie będzie nigdy skuteczna bez zmiany sposobu użytkowania rolniczego terenu całej zlewni. Wspomniana Fundacja mając jeszcze promesy współudziału z strony Urzędu Marszałkowskiego i Miasta Krakowa – przy kompletnej obojętności Związku Gmin uruchomiła własnymi środkami program o nazwie Ekozlewnia.  Zasadniczym celem było rozpoznanie sytuacji i zakładanie całych tzw. Gniazd Rolnictwa Ekologicznego. W końcowym etapie działania Programu przeszkolono ok. 80 gospodarzy skupionych w 12 –u takich Gniazdach. Po przeszkoleniu otrzymali oni odpowiednie certyfikaty i byli na etapie ustalania kierunku zmian sposobu użytkowania ziemi w konsultacji z odpowiednimi specjalistami. Zdawaliśmy też sobie sprawę, iż ten certyfikowany produkt o wysokiej i pewnej jakości – musi być od producentów odbierany i sprzedawany. Stąd Fundacja założyła w Krakowie kolejno dwa sklepy z żywnością ekologiczną.
Rzecz się działa w połowie lat 90 – tych.
Równocześnie, Okręg Małopolska PKE zorganizował w Dobczycach z pomocą tamtejszego Burmistrza wtedy L.Sobonia Forum – w którym wzięli udział właściwie wszyscy zainteresowani czy raczej obciążeni odpowiedzialnością za prowadzenie Zbiornika. Osobiście sam już ten fakt uważam jak na tamte czasy – za sukces, gdyż konstrukcja prawna jest taka, że odpowiedzialnych jest co najmniej 5 podmiotów – a każdy z nich z litery prawa, gdyby nawet kochał pozostałe, ma z nimi sprzeczne interesy, czyli musi być miedzy nimi walka. Co trwa jak wiem do dziś. Skutki w zakresie dozoru każdej zlewni, każdego zbiornika, każdej rzeczki, dają się odczuć nawet ostatnio w czasie tragicznych powodzi.
Piękne?
Otóż nie do końca.
Rzecz cała – a pominę tu omawianie wszystkich po kolei mechanizmów które działały jako hamulce – od drobnych nieporozumień po wielkie interesiki politycznie włącznie – tak dobrze się zapowiadająca skończyła się seppuku Fundacji. Ta nie otrzymując (dostała wtedy nieco i tylko dzięki wyobraźni, dobrej woli i inicjatywie ówczesnego wiceprezydenta Krakowa  Pawła Zorskiego) potrzebnego, a obiecanego wsparcia – po prostu padła i się rozwiązała. Po porostu realizacja pierwszych etapów Programu – podkreślmy siłami obywatelskimi realizującego rzeczy należące do rządzących – wyczerpała jej środki.
Jak mówię – nie jest moim celem dokonywanie tu analizy mechanizmów.
Stało się. Ale się stało. I to jest teraz w tym opisie ważne.
Nieliczne, wtedy początkujące gospodarstwa, tylko dzięki ciężkiej pracy tych Gospodarzy, którzy zobaczyli w tym sposobie działania wyjście z biadolenia o nieopłacalności pracy w rolnictwie funkcjonują i to dobrze do tej pory. Rozwijają się i chwała im za to. Na gospodarkę w zlewni niema to jednak najmniejszego wpływu. Inne Gniazda nawet nie podjęły przygotowanych certyfikatów!
Temat pozostał nie naruszony.
I tu jest to, co chciałem w tym tekście pokazać. Była wyprzedzająca inicjatywa, były konkretne działania. Mógł być, i nie tylko, rozwijany interes. Była tu ważna i ochrona zbiornika – właściwie w tym zakresie do dziś puszczona samopas, była szansa na zwalczanie bezrobocia w terenie, w którym jak same władze dziś przyznają ważnym problemem jest ucieczka młodych, nastąpiło już praktyczne zagubienie tradycji produkcji rolniczej. Same straty wynikające z  kompletnego  braku wyobraźni u decydentów, często ich złej woli związanej z realizacją interesów ścisłe polityczno – wyborczych i z niezrozumienia problemu.  Zostało zatrzymane coś, co już zaczynało działać, co dziś już by dało inną jakość.
Czy wyniknie z tej historii i zderzenia jakaś nauka?
Te 40 % zanieczyszczeń sobie spokojnie wpływa do zbiornika i nawet gdyby nie wiem jaką kasę wyłożyć na zwalczenie tych pozostałych 60%, to i tak nie zmieni to sytuacji w zbiorniku. Cały temat dziś jest zamykany do ścieżek turystycznych, punktów widokowych które zbudowane z belek sobie butwieją po zakończeni danej akcji „programu” „lokalnego” i do walki z zakwitami wody. Wystarczy niski stan wody i ciepełko – i mamy problem z wodą dla Krakowa. Gospodarzy to jednak nie rusza. Mają jeden problem; akcyjne wmawianie ludziom, że kraina szczęśliwości nadejdzie – jak tylko zły urzędnik w Warszawie lub Krakowie pozwoli otworzyć zbiornik do użytkowania turystycznego. Tylko kto to wie, że to na dzień dzisiejszy jest bajanie, a nawet realizacja takiego postulatu – dziś - byłby skrajną nieodpowiedzialnością. By to powiedzieć odważnego nie ma bo i paliwo do akcji wyborczej jest czasem przydatne jako wspomaganie. Polityka i to w wykonaniu  tych przyzwyczajonych do rządzenia już wielokadencyjnego, the beściaków, ma swe wymagania, a te są w istocie najważniejsze. Rozwój terenu? Wystarczy napisać Program Rewitalizacji. Siłami Radnych, którzy znają się jak widać i na gospodarce przestrzennej i na historii materialnej i na infrastrukturze i na  problemach technicznych. Podziwiać. Na realizację lepiej nie czekać.  
Przynajmniej na to wygląda. Póki się ludzie nie zorientują, tak zostanie wszystko w miłym ciepełku lokalnego Matrixu.
Mamy demokrację, a tylko w Atenach gdy lud uznał, że Strateg ma zbyt wielkie umiłowanie do władzy – skazywał Go na banicję. Na bodaj 10 lat. Tyle, że na tamte warunki społeczeństwo było obywatelskie i nie było telewizji, która mówiła co jest interesem każdego obywatela.
Każdy nad tym się sam zastanawiał.
I tu mamy problem z dzisiejszą demokracją.