Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ekologia Gospodarka odpadami na co dzień
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Gospodarka odpadami na co dzień PDF Drukuj Email
Ekologia
piątek, 13 marca 2009 13:02 | Wpisany przez Krzysztof Żero *
Połączona z odzyskiem surowców wtórnych segregacja odpadów to konieczność dla Krakowa wynikająca nie tylko z dyrektyw unijnych, ale przede wszystkim z braku miejsca na ich składowanie. W 1995 roku zainicjowano w Krakowie działania, których celem było przekonanie mieszkańców do segregacji i selektywnej zbiórki odpadów. W wielu punktach miasta ustawiono pojemniki, do których można było wrzucać posegregowane odpady. Chociaż nie przynosiło to żadnych wymiernych korzyści, z biegiem lat coraz większa liczba mieszkańców uznawała zasadność i akceptowała taki sposób gospodarki wytwarzanymi przez siebie samych odpadami.

Jedyną motywacją do ich segregowania we własnym zakresie było zrozumienie wagi dotyczącego nas wszystkich problemu. O tym, że to zrozumienie narastało, świadczy coraz częstszy widok zapełnionych pojemników. Nie jest to jedynie dowód na niesprawność systemu ich opróżniania. Z powodu rosnącej ilości deponowanych przez mieszkańców w tzw. "dzwonkach" odpadów ten system ich segregacji powoli wyczerpuje swoje możliwości. Część posesji, w ramach programu pilotażowego, wyposażona została w żółtego koloru pojemniki na tzw. frakcję suchą co ułatwiało segregowanie odpadów już we własnym domu.

Oczywistym, chociaż niewidocznym dla postronnego obserwatora, skutkiem tych działań jest zmniejszenie ilości odpadów kierowanych na wysypisko w Baryczy, a tym samym ponoszonych przez miasto kosztów ich składowania. Kwotę tę można zapewne wyliczyć i powinna ona redukować chociaż częściowo koszty związane z selektywną zbiórką odpadów.

Drożej, ale nie lepiej.

Wraz z początkiem 2008 roku ponoszona przez mieszkańców opłata za wywóz śmieci wzrosła drastycznie, bo bez mała o 40 procent, chociaż nic w sposobie ich zagospodarowania ani funkcjonowaniu odpowiednich służb nie uległo zmianie.
Bezpośrednim powodem podwyżki było wejście w życie Rozporządzenia Rady Ministrów z czerwca 2007 roku, które pięciokrotnie podniosło opłatę za składowanie na wysypisku niesegregowanych odpadów. Opłata ta będzie rosła nadal, ponieważ jej celem jest zmniejszenie strumienia odpadów kierowanych na wysypiska śmieci. Jedynym sposobem uniknięcia dalszego wzrostu kosztów wywozu śmieci jest wzrost efektywności ich segregacji. Wobec czego nie mamy wyboru - trzeba segregować.

Ale tu pojawił się problem. Skończył się program pilotażowy i za żółty pojemnik na odpady segregowane trzeba było dodatkowo zapłacić. Mieliśmy więc dwie podwyżki. Jedną wynikającą ze zmiany przepisów, a drugą zafundowaliśmy sobie sami, próbując rozwiązywać problem gospodarki odpadami. Z punktu widzenia indywidualnego gospodarstwa domowego tak zorganizowana segregacja śmieci nie miała żadnego, szczególnie ekonomicznego sensu.
Powstała wątpliwość, czy warto nadal indywidualnie zajmować się segregacją odpadów, skoro za ich wywóz trzeba dodatkowo zapłacić? Przecież łatwiej za tę samą cenę wrzucać wszystko do jednego kubła na śmieci. Można było oczywiście postarać się o mniejszy niebieski pojemnik na odpady tzw. mokre, ale sama zasada opłaty za wywóz odpadów posegregowanych działała antymotywacyjnie.

Worek z plusami i minusami.

Efektywny system gospodarki odpadami nie może opierać się wyłącznie na entuzjazmie części mieszkańców. Muszą pojawić się również zachęty ekonomiczne. Na szczęście sytuacja ewoluowała w pożądanym kierunku. Od początku bieżącego roku wprowadzono system workowy, który nie obciąża już mieszkańców dodatkowymi kosztami i to jest jego główną zaletą. Ma też jednak swoje wady.

Cechą odpadów segregowanych jest duża objętość przy niskiej wadze. Worek jest delikatny i bez uszkodzenia nie da się w nim zmieścić tyle śmieci, ile w plastikowym pojemniku. Resztę trzeba albo wsypać do pojemnika ogólnego albo wywozić do dzwonków na mieście, co albo zmniejsza skuteczność segregacji lub powoduje dodatkowy, zbędny kłopot.
Dlatego też wydaje się, że sposób ich odbioru należy ponownie przeanalizować tak, aby segregacja odpadów u źródła mogła być jak najbardziej efektywna. Pojawił się przy tym dodatkowy obowiązek spowodowany koniecznością wrzucania do worków tzw. czystych śmieci.
Część odpadów musi być myta, żeby nie zanieczyszczała pozostałych zgromadzonych w worku. Jest to warunek odbioru żółtego worka ze śmieciami.

Mycie śmieci to nowe, niespotykane dotąd zjawisko. Większe zużycie wody i gazu do jej ogrzania, środków myjących, większa ilość odprowadzanych ścieków, które oczywiście należy oczyścić, rodzą dodatkowe koszty, zarówno finansowe dla budżetów domowych jak i środowiskowe.
Może ktoś zrobi kiedyś rzetelny bilans kosztów związanych z selektywną zbiórką odpadów obejmujący nie tylko koszty ich zbiórki i składowania, ale również koszty ich przygotowania do segregacji u wytwórców, czyli u nas, i koszty samej segregacji. Segregacja odpadów wymaga konsekwencji i dyscypliny przede wszystkim wśród domowników. Efektywnie można ją wdrożyć tylko tam, gdzie mamy indywidualne umowy na wywóz śmieci.
Czy jest pomysł jak ją rozwiązać w administrowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe blokowiskach gdzie śmieci wsypuje się do jednego zsypu?

Każdego dnia kilkaset tysięcy przyjezdnych zostawia w Krakowie swoje śmieci, nie przejmując się ich segregacją, ponieważ nie są u siebie. Osób wynajmujących czasowo mieszkania również ten problem nie interesuje.
Nie liczyłbym również na studentów mieszkających na stancjach lub w akademikach. Pół biedy, kiedy odzyskane, posegregowane, czyste odpady znajdują nabywcę. Wtedy przynajmniej miasto zmniejsza sobie koszty systemu.
Ale co zrobić kiedy, tak jak obecnie, nie ma na nie amatora.

O spalarni bez emocji.

I tutaj dochodzimy do tematu spalarni odpadów, która od pewnego czasu wzbudza ogromne, chociaż zupełnie nieuzasadnione emocje.
Tymczasem, w sytuacji kiedy w przewidywalnej, nieodległej przyszłości nie można liczyć na znaczący wzrost efektywności segregacji odpadów, jest to jedyny realny sposób pozbycia się ich nadmiaru. Korzyści z tego procesu wrócą do nas w postaci ciepła, bo selekcja obejmie te naprawdę suche. Nie trzeba będzie już myć tych zanieczyszczonych, ponieważ one pojadą do spalarni. Nie będzie problemu z magazynowaniem setek ton tektury i plastików, na które teraz nie ma chętnych. A odbiorców znaleźć nie jest łatwo, ponieważ odpady w coraz większych ilościach produkuje cały wysoko rozwinięty świat i każdy chce się pozbyć swoich.

Spalanie odpadów nie wyklucza oczywiście innych sposobów ich utylizacji jak chociażby produkcji paliw alternatywnych. Przedsięwzięcie takie może mieć charakter czysto komercyjny i jeżeli pojawią się inwestorzy skłonni do wybudowania odpowiedniej instalacji, nie należy im w tym przeszkadzać.
Występując z takimi, alternatywnymi dla spalarni, propozycjami należy jednak odpowiedzieć na pytanie - czym różni się oddziaływanie na otoczenie zakładu przetwarzającego część odpadów na paliwo od zakładu termicznej ich utylizacji? Dlaczego akurat spalarnia ma być źródłem różnych nieszczęść dla Krakowa, a taki zakład wprost przeciwnie.

Istnieją też wątpliwości natury technologicznej i ekonomicznej. Do czego takie paliwo ma służyć i czy w związku z tym znajdzie nabywców? Czy jego produkcja nie okaże się przypadkiem tak opłacalna jak produkcja biopaliwa w Rafinerii Trzebinia?
Dostosowanie sposobu zagospodarowania odpadów do współczesnych wymogów napotyka w Krakowie od lat na różne przeszkody. Rozbudzanie emocji nie ułatwi rozwiązania tego problemu. Innych problemów również.




 



*Krzysztof Żero:
Autor jest byłym Przewodniczącym Dzielnicy VII Zwierzyniec, uczestnikiem ubiegłorocznych obrad "Okrągłego Stołu" poświęconego m.in gospodarce odpadami, prezesem Stowarzyszenia "Ruch Inicjatyw Osiedlowych".