Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ekologia Koktail Mołotowa czyli o elektrowni atomowej
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Koktail Mołotowa czyli o elektrowni atomowej PDF Drukuj Email
Ekologia
czwartek, 05 maja 2011 05:48 | Wpisany przez fsd

Przepis jest prosty. W przypadku klasycznego koktajlu przygotowanie proste – efekt jest jeden – najprostsza broń p.panc. Nowy Koktajl, już czego innego dotyczy, a i przypis jest prosty. Łączy się w jedno Czarnobyl, Fukushimę, dodaje podsycone, choć naturalne obawy. Efekt jest jeden najprostsza broń społecznego rażenia. Ludzie się boją – bo i są bardziej podatni na irracjonalne gadanie i łatwiej Ich oswoić – „dobrocią, troską” a w rzeczywistości odciągnąć Ich uwagę od rzeczywistych następstw przyjmowanych rozwiązań.
A następstwem może być wręcz irracjonalne uzależnienie energetyczne.
I tylko tego należy się bać.
W produkcji tego nowego koktajlu – dyskusje krążą wokół zagrożeń wynikających z działania samej elektrowni. Czy ktoś jednak wsiadając do samochodu zastanawia się, że w nim tylko – i to nie dla bezpieczeństwa - jako tako jest zdublowany układ hamulcowy? Nie ma zapasowych osiek, kół gotowych do działania w momencie strzału opony, nie ma zdublowanego układu kierowniczego itd. Nawet w samolocie, owszem boją się, ale tylko Ci, którzy mają lęk wysokości. Bać się mogą też Ci, którzy wiedzą z czego ten samolot i jak jest skonstruowany, ile elementów może zupełnie przypadkowo nawalić – ale i tu nie ma dublowanych układów lotnych, nośność jaka jest taka jest, a tzw. doskonałość (zdolność do latania bez silnika) jest praktycznie zerowa.
A tu mamy lęk na wzór tego, który był udziałem naszych pra pra pra – dziadów na widok efektów działania prądu elektrycznego. Nie widać, a kopie a i obracać silnik potrafi i jasność robi.
Zaklęcia dawno zużytych i skompromitowanych – co by tu dużo nie mówić - „autorytetów” swą pychą i  bijącym poczuciem wyższości tylko zwiększają ów strach, a nie rozpraszają wątpliwości. Trzeba więc wyraźnie powiedzieć – Czarnobyla by nie było gdyby nie akcja polityczna wykazywania się czynem pierwszomajowym. W końcu Diatłow – bo tak się nazywał Dyrektor Elektrowni, którego uczyniono odpowiedzialnym, miał potem jeden argument : „eksperymentu (?) musiałem się podjąć,  bo straciłbym stanowisko i na pewno wyrzucono by mnie z Partii”. Straszne – wyrok śmierci. I tak jej doczekał w więzieniu – zmarł na chorobę popromienną. Nie wiem czy jest On liczony do tych rzekomo 18-tu ofiar. Sama ta cyfra przy skali tego co tam się działo cuchnie bujdą. Jak widać - po prostu – z Jego optyki wytresowanego w posłuszeństwie nie do rozsądku i wiedzy (której zresztą też zabrakło) a do linii Partii, nie było wyjścia.
Fukushima – można zakwalifikować jako efekt pychy użytkownika wobec przyrody. Gdyby ten wał by trzy razy wyższy lub elektrownia stała z dala od morza, poza zasięgiem nawet tak gigantycznej fali – nic by się nie stało. Osobiście podziwiam technikę zabezpieczeń przed trzęsieniami. To tak naprawdę nic takiego nie zrobiło – tsunami dokonało dzieła zniszczenia.
Nie więc w technice problem, choć na technice koncentruje się dyskusję i to fachowców z laikami. Czysta kula w płot.
Istota przecież leży zupełnie gdzie indziej.
Zawsze celem musi być bezpieczeństwo energetyczne.
A bezpieczeństwo to pewne i stabilne źródła i przemyślany oraz skalkulowany system dostaw źródła energii – surowca i system odbioru odpadów. O tym ani słowa. Czyli cała dyskusja odbywa się nie na temat
Chciałbym choć raz usłyszeć skąd i na jakich zasadach (generalnie) będzie dostarczane paliwo – bo bez paliwa cała elektrownia psu na buty, kto, za jaką cenę i gdzie będzie odbierał odpady radioaktywne i jaki procent zapotrzebowania będzie pokrywane z tego źródła. To są ważne pytania – o bezpieczeństwo kraju, bo o bezpieczeństwo samej instalacji najmniej się boję. Bo nie ma czego. Byle by przy budowie, uruchomieniu i eksploatacji nie było ani polityki, ani pychy wobec sił natury.
Jedno jeszcze musi być brane pod uwagę. Elektrownia nie jest budowana na dziś. Ona musi mieć perspektywę dziesięcioleci działania. W tym czasie deficyt energii w skali ogólnej będzie dotkliwy. Kalkulacja musi być oparta o bezpieczeństwo energetyczne, w tym i troskę o rozproszenie źródeł co jest bardzo ważnym czynnikiem. Z tego punktu widzenia wielce „gwarantujące” i „zapewniające” wypowiedzi zużytych autorytetów na temat samego bezpieczeństwa instalacji irytują, by nie powiedzieć śmieszą, swą rutynową doktrynalnością. To nie jest kwestia czy ktoś lubi czy nie lubi energetyki jądrowej.
Połóżmy na stół argumenty – a tych w tej sprawie w zakresie, o którym mowa - jak nie było tak nie ma. Czyżby miała to być wielka tajemnica? A może niewiadoma? Tego najbardziej bym się obawiał. Tanga w ciemno w takiej sprawie, za takie pieniądze.
By nie był to koktajl Mołotowa na gospodarkę. Tak jak „wspaniała Tusko - Pawlakowa” umowa gazowa.