Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Interwencje „Ratujmy Zakrzówek” - hasło słuszne i co z tego?
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


„Ratujmy Zakrzówek” - hasło słuszne i co z tego? PDF Drukuj Email
Interwencje
poniedziałek, 30 maja 2011 18:57 | Wpisany przez fsd

Zapowiadana akcja w sprawie Zakrzówka nie jest oczywiście pierwszą i mam nadzieję nie ostatnią – lub i ostatnią, gdy okaże się być skuteczną. Jest wprost świadectwem determinacji ludzi w obronie swojego miejsca na ziemi przed degradacją. Bo cokolwiek by nie powiedzieć jest to enklawa urokliwa, mająca swe wyjątkowe walory przyrodnicze i krajobrazowe, a zupełnie wyjątkowe – te widziane oczami botanika czy ogólniej – biologa. Akcja choć swoją drogą jest potrzebna - to nie tędy niestety droga. Nią nie można do czegoś dojść, zwłaszcza gdy coraz częściej wobec monopolu władzy – protesty ludzi to jedynie głos wołającego na puszczy.
Przeciwstawne i jak się wydaje też rozsądne jest zdanie następujące;
Tu jest Miasto, miasto ma swe potrzeby. Piękno i inne piękno-duszne rzeczy muszą przed tymi ustąpić. W  końcu infrastruktura buduje konkretny komfort środowiskowy w mieście. Bez niej, bez mieszkań, bez inwestycji, nie  ma rozwoju postępu i cywilizacji. Nie możemy żądać powrotu na drzewa rezygnując z energii, ubrań, futer czy eksploatacji zasobów naturalnych, zajmowania terenów i w jakimś zakresie i niszczenia przyrody.
Takie jest życie.
Racja ocalenia Zakrzówka przed działaniami trogodytów jest oczywista. Dlaczego pisze tak ostro – aż troglodytów? Troglodyta – jest określeniem odwołującym się do człowieka o postawach jaskiniowca. Nic nie jest ważne, oprócz mojej wygody, nie ma innych wartości, przed którymi miałbym się cofnąć. Pasuje jak ulał. Takie jednak zaczynają być czasy, że postawy lekceważące racje inne ponad biznes, racje słabszych (pod warunkiem że nie mówimy o uprzywilejowanych mniejszościach) – nie są brane pod uwagę. Przeszkadzają, są zawadą mówią o nich tylko oszołomy. W ogóle – wartości? Cóż to jest jak nie da się tego policzyć? 
Spróbujmy więc na sprawę Zakrzówka popatrzeć przez pryzmat interesu i obowiązującego u nas prawa.   Ktoś, coś, ten teren sprzedawał. Wtedy Miasto wcale nie miało w tym miejscu Planów świadczących o tym, ze ten teren uważa za cenny. To ktoś kupił i chce na tym zrobić pieniądze. Zrobi je dokładnie na tym, że Miasto, czy ten sprzedający, nie wiedział co posiada. Jak Aztekowie nie cenili sobie złota, które mieli w ręce i oddawali ja za nic. Skoro Miasto ma wykupywać ten teren jak Lasek Wolski, to po coś. Pomijam nawet realizm tej propozycji. Miasto miało inne narzędzia, z których nie skorzystało. Dziś też te narzędzia jeszcze, w innej formie, ale  posiada. Narzędzia używa się jednak po coś. Czy Rada i Urząd wiedzą po co, i jak mogą tych narzędzi użyć?
W to trzeba uderzać, a nie w lament o modraszka, choć nie neguję jego wagi. Dla Radnych, zwłaszcza z PO, ludzi interesu, to są śmieszne rzeczy. Przełożenie pięknego ducha nad materię jest irracjonalne. Proponuję więc spróbować sprawę ruszyć od strony spowodowania wyliczenia kosztów ekologicznych wypełnienia zamiarów Inwestora. I uzmysławiam, iż wcale obowiązek dokonania takiej oceny nie leży na stronie społecznej. To udzielający zezwoleń i inwestor, z litery prawa i to umocowanego aż w Konstytucji i zapisach Prawa Ochrony Środowiska mają wykazać, iż zamiar inwestycyjny co najmniej nie pogorszy stanu środowiska, a jego uszczerbek zostanie zrekompensowany. Tu mamy analogię do chęci wycinki drzew nawet na własnej działce dla realizacji jakiegoś zamiaru inwestycyjnego. Oczywiście jest kwestia wyceny wartości środowiska i to jest powód dla którego praktyce do tego aspektu się nie sięga. Wszyscy czują absurdalność podejścia Ministerstwa do oceny wartości Tatr czy Paru Narodowego, ale nikt nie zastanawia się nad dzisiejszym podejściem do interesu. W takich przypadkach określenie „bezcenny” i „nie do odtworzenia” wyklucza znalezienie równoważników. Teren, o którym mówimy nie został wcześniej zabezpieczony jako przyrodniczo cenny. Inwestor kupował go tak jakby kupował hektary gdziekolwiek indziej, z tym, że na cenę wpłynęła tu sama lokalizacja. Jednak wartości przyrodnicze  i krajobrazowe – sprzedający, szerokim gestem mu podarował. Po prostu nie wiedział co sprzedaje? Mechanizm właściwych wyliczeń, może urealnić wszystkie rachunki na lukratywny interes, a może skłoni inwestora do innych inwestycji, innego zagospodarowania terenu, zgodnego z interesem środowiska? Skala forsy, o której mówimy może stać się jasna po zobaczeniu reklamy osiedla na Zakrzówku. Tu protest społeczny trafia na bezwzględny mur siatki powiązań biznesowych.
Poważnym motorem protestów jest zapewne i to, ze teren ten był dotychczas ogólnie dostępny, czyli ludzie mają poczucie, że im ktoś, coś odbiera.  Powinni jednak zapytać się swoich Radnych i samych siebie, czy wyciągnęli wnioski z faktu, ze nie zadbano o pozostawienie tego terenu w stanie ogólnej dostępności, czyli by był on wspólny? Innymi słowy – onegdaj można było skorzystać z prawa pierwokupu i czy aby na pewno nie byłoby wtedy protestów o rozrzutność w wydawaniu pieniędzy podatnika na zakup chaszczy? Każdy mieszkaniec Krakowa ze swych podatków dołożyłby złotówek na ten zakup a nie na budowę czegoś tam. Czy zgoda byłoby tu pewna?
Odbiciem jest Rada Miasta. Czy ta reagowała gdy trzeba było?
I teraz co? Cofać prawo i czas? Jeśli tak, to pozostaje unieważnienie transakcji. Jest w ogóle takie wyjście? Nowy właściciel dostał po prostu od Miasta prawo trzymania go w szachu, skoro pada pomysł wykupu terenu na rzecz Miasta. Może na rzeczy zarobić nawet nic nie inwestując a tylko windując cenę gruntu. Absurd – ale obracamy się w krainie absurdu skoro ani Miasto, ani poprzedni właściciel, chyba nie wiedzieli co mają w ręku. A na tym właśnie się zarabia, kupując po cenie niższej niż wartość rynkowa i sprzedając powyżej tej ceny.  To jest przecież normalne – choć mówimy o zwyczajach, które dziś obowiązują, co nie koniecznie musi się podobać. W ramach jednak tych wilczych praw i Miasto ma dziś w ręku narzędzia. Ma prawo decydowania o przeznaczeniu terenu i ma obowiązek egzekwowania prawa w zakresie ochrony środowiska. Odwołanie się choćby do tego, że tracone Środowisko  ma być zwrócone lub zrekompensowane, do zasad zapisanych  w prawie Europejskim o bezwzględnej konieczności utrzymania bioróżnorodności, daje możliwości urealnienia żądań i planów nowego właściciela. Jeśli zrobi On cokolwiek, a będzie to zgodne z prawem, to nikt Mu tego nie zabroni. Lecz i te wymagania musza być precyzyjnie podane. Czy są? Czy mogą być wyrażone, skoro już jest projekt i zachęty by ludzie wpłacali na konkretne mieszkania w konkretnych luksusowych mieszkaniach. Bo i lokalizacja, która w dzisiejszym świecie ma najwyższą wartość dla samej siebie i byle klitka będzie tam na starcie luksusem środowiskowym. A ponoć ma obowiązywać równość w dostępie do środowiska. Sugerowane liczenie musi też dotyczyć rozrzutności Miasta w rezygnacji  z czegoś co jest ważnym dla środowiska i pomysłów na robienie interesu dla Miasta ale nie kosztem mieszkańców!
Jak widzimy – i też jest to zrozumiałe – w sprawę wchodzą Radni. Nowego naboru – poprzednicy przyspali. Ci mają racje i interesy polityczne, a nie koniecznie merytoryczne. To i nich Oni właśnie, jako zadanie polityczne, wezmą na siebie rzetelne liczenie i tworzenie podstaw do tych rachunków zadawalających obie strony. Trudno – taka Och rola, na którą przystali kandydując i siedząc w Radzie. Może przestanie to być w końcu miejsce gry w salonowca politycznego a stanie się płaszczyzną realnej walki o interesy mieszkańców.
Na pewno w tej sprawie zaniedbano coś co się nazywa konsultacja społeczną.
Gdyby te trwały jako rzeczywisty proces, a nie jako wyższa szkoła manipulacji, zupełnie inaczej omawiana kwestia by wyglądała. Teraz jednak mówienie co by było gdyby – nie jest sensowne.
Tak więc protest – owszem – wyraża opinię jednej strony a właściwie dwóch. Ludzi i Przyrody – ale sprawy nie jest w stanie załatwić.
Samo się nie rozwiąże a na to najwyraźniej sa nastawione dotychczasowe kalkulacje bo od kiedy o tym problemie jest głośno? Czy samo to nie jest dowodem na wadliwość systemu dbałości o to co się posiada?

Nic samo się nie przyklepie i nie przyschnie.