Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Interwencje KOLIZJA W SOSNOWCU
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


KOLIZJA W SOSNOWCU PDF Drukuj Email
Interwencje
środa, 21 grudnia 2011 20:13 | Wpisany przez Andrzej Zassowski

Dnia 4 sierpnia 2010 r  przejeżdżałem  przez rondo od ul. Wojska  Polskiego do ul. 11 Listopada w kierunku Dąbrowy Górniczej. Po opuszczeniu ronda zwolniłem przed „zebrą” dla pieszych, bo starszy człowiek zamierzał przejść jezdnię.

Prawym pasem w tym momencie wyprzedził mnie autobus przegubowy miejskiej komunikacji (pieszy go nie interesował ) i tuż przed „zebrą”  swoim przegubem (harmonią )w moim Citroenie otarł prawe lusterko, prawy przedni błotnik i zerwał narożną część zderzaka. Zatrąbiłem, zajechałem drogę i warknąłem; jak jedziesz baranie? Kierowca na to: „jada swoim pasem i mnie nie obchodzi.” Była godzina 14.20, ludzie wściekli wysiedli z autobusu, bo zażądałem policji. Dwóch znajomych kierowcy ( mówili sobie na ty ) podeszło do mnie; I-y cuchnący alkoholem i lekko chwiejnym krokiem podszedł i mówi  „jo jest policjant, chopie nie rób cyrku, jedź  doma”, 2-gi wymachując telefonem komórkowym, mówił do kierowcy, „jo widział jak on się na ciebie pchoł” . Ciekawe, jak to widział kiedy obaj stali z przodu i nie  ma fizycznej możliwości dostrzec co dzieje się na lewej burcie autobusu  bo to ok. 7 metrów od miejsca „styku” samochodów.. Daremne były moje próby połączenia się z nr.112 Zwróciłem się do kierowcy, aby wezwał policję przez swojego dyspozytora. Rozeźlony tłum się rozszedł. Policja przyjechała  po ok.40 minutach. Zobaczyli co się stało z moim samochodem, ale śladów otarcia na starym (z połowy lat 80-ch Ikarusie 280 ) nie mogli znaleźć.Wreszcie st. sierżant odkrył zarysowanie na zewnętrznej części opony koła Ikarusa (przed przegubem). Wykonał dokumentację zdjęciową i po zbadaniu  mnie alkomatem  i sprawdzeniu dokumentów oddalił się na dłuższą rozmowę z kierowcą autobusu. Kiedy podszedł do mnie, jeszcze raz zapytał, jak to się stało i czy mam ubezpieczenie  AC. Zdziwiony , co ma AC do zdarzenia, odparłem zgodnie z prawdą , że posiadam z pełną zniżką., podobnie jak OC.
Po czym stwierdził, że nie proponuje mi mandatu bo wie, że go nie przyjmę i dał mi protokół do podpisu ze zdarzenia. .Ja na to; wzywałem policję przekonany, że racja jest po mojej stronie. Przywołuje art.26 Kodeksu Drogowego, a taryfikator  przewiduje za takie zachowanie 200 zł mandatu i 9 pkt. karnych. Tak się panu wydaje -odparł, ale nas przy tym nie było ! Rzeczywiście nie było; przecież z zasady policja przyjeżdża  po fakcie, a ja durny takiej oczywistości nie rozumiałem.
Po dwóch tygodniach ( była to słoneczna sobota ) otrzymuję telefon z Komendy Miejskiej Policji  w Sosnowcu:
Dzień dobry p. Andrzeju! Mówi st. sierżant L. Mam dla pana mandat za 250 zł z powodu kolizji i będę przez najbliższe dwa dni na dyżurze! Proszę przyjechać po odbiór. Zdębiałem i i mówię; mam płacić za to, że Ikarus mnie najechał? Jak pan przyjedzie, to pogadamy - odparł. Ale o czym? Wszystko co miałem do powiedzenia już powiedziałem.
      Zatelefonowałem do znajomego policjanta z drogówki i opowiadam. On na to; jeśli jest tak jak mówisz to poproś o dokumenty w tej sprawie do KWP  w Krakowie, bo coś tu nie gra i tak się nie postępuje. Usłuchałem rady. Po miesiącu zostałem wezwany. Miła funkcjonariuszka z drogówki w Krakowie wręczyła mi pouczenie o przysługujących mi prawach świadka – poszkodowanego. Złożyłem zeznanie, a pani podaje mi drugie pouczenie o prawach przysługujących mi jako oskarżonemu za spowodowanie kolizji. Pytam co to ma znaczyć? Funkcjonariuszka mówi, że też pierwszy raz spotyka się z taką sytuacją mimo, że pracuje tu parę lat. Rozglądam się , czy przypadkiem nie kręcą filmu, bo coś takiego widziałem w amerykańskim kinie.
Proszę moje zeznanie przepisać, bo nic innego nie powiem i faktów nie zmienię! Ja muszę z czynności służbowych się wywiązać i nie mogę tak automatycznie tego teksu użyć. Proszę coś zmienić, bo drugi raz przecież opowie pan to troszkę inaczej, upierała się policjantka. Uległem kobiecie i to mnie w konsekwencji zgubiło bo chlapnąłem zdanie, że mogłem się zbliżyć do linii ciągłej ( zgodnie z prawdą ), ale jej nie przekroczyłem. Później to zdanie było kluczem dla biegłego i posłużyło mu do twierdzenia, że w ten sposób zająłem dwa pasy ruchu, bo lusterkiem przekroczyłem oś jezdni.
      Wiosną 2011 r dostałem wezwanie na rozprawę do Sądu Rejonowego w Sosnowcu. Okazało się, że sąd nie posiada dokumentacji fotograficznej oraz szkicu sytuacyjnego z policji. Podstawą wniosku do sądu był tylko protokół z kolizji. Na następną rozprawę przedłożyłem zdjęcia uszkodzeń mojego samochodu wykonane na drugi dzień po kolizji przez rzeczoznawcę firmy ubezpieczeniowej, a sam wykonałem 11-ście zdjęć w miejscu zdarzenia, które dowodziły, że każdy TIR czy autobus opuszczając feralne rondo przekracza na wysokości przejścia dla pieszych linię ciągłą.
Młoda asesorka  powołała biegłego i wezwała policjantów na sprawę w której byłem oskarżonym – sprawca. Kolejne wezwanie dotyczyło oddzielnej sprawy, w której byłem sądzony jako poszkodowany – oskarżyciel posiłkowy. Moje podróże do Sosnowca były częste, bo to dwie sprawy w różnych terminach i co najmniej trzy razy zbędnie z powodu nie wstawienia się policjantów i biegłego. Kiedy obaj policjanci zjawili się to okazało się, że niczego nie pamiętają i nie wiedzą dlaczego nie dostarczono do sądu pełnej dokumentacji ze zdarzenia. Nawet st. sierżant L. nie pamiętał, że proponował mi telefonicznie mandat karny.  Przed kolejną rozprawą, na korytarzu przed salą rozpraw jakiś facet rozprawiał  z kierowcą Ikarusa pokazując mu coś na laptopie. Jak się okazało był to biegły do mojej sprawy (z zawodu policjant). Na sali rozpraw biegły zademonstrował graficzny obraz kolizji w postaci  rysunków – rzutów obu pojazdów, które nieudolnie „myszką” ustawiał względem siebie  i stwierdził, że sytuacja opisana w moich zeznaniach nie mogła się zdarzyć w tym miejscu, bo przegubem (harmonią ) Ikarus nie mógł przekroczyć linii między pasami jezdni. To Citroen najechał na autobus przegubowy przekraczając linię przerywaną ( jest ciągła ) Poza tym, oba pasy są wystarczająco szerokie ( po 3,5 m każdy ) i nie ma problemów ze zmieszczeniem się dwóch nawet wielkogabarytowych pojazdów.
Na taką arogancję biegłego, zareagowałem natychmiast, stwierdzając, że biegły się myli i jest tendencyjny,a sztywna grafika nie odzwierciedla stanu rzeczywistego. Demonstrowanie Ikarusa w postaci „sztywnej belki” podczas, gdy ruchomy przegub jest zasadniczym elementem tej kolizji jest nieporozumieniem, a podawanie mylnie informacji o linii przerywanej, kiedy mamy cały czas linię ciągłą  aż za przejściem dla pieszych, jest niedopuszczalne. Biegłemu przedstawiono zdjęcia dostarczone przeze mnie do sądu i  asesorka do następnej rozprawy poleciła biegłemu przygotować  się  podkreślając brak dokumentacji z policji.
       Moje stanowisko było jednoznaczne. Sąd powinien odrzucić wniosek z braku wystarczających materiałów dowodowych!
Wściekły sam na siebie, że nie zapłaciłem tego mandatu zaproponowanego przez telefon i teraz tracę zdrowie, czas i pieniądze na podróże z Krakowa do Sosnowca, udałem się do profesjonalnej firmy produkcji programów tv, Rondo zostało sfilmowane i pasy drogowe oraz odległości od ronda do „zebry” pomierzone. Dzięki Google Map została odwzorowana wiernie sytuacja drogowa w którą w formacie 3D zostały wpisane oba pojazdy w ruchu.  Twierdzenia biegłego zostały zniweczone ( tak się nam tylko wydało), bo pas którym jechałem zwężał się od 3.5 - 3.18 m,a pas Ikarusa ma  na całej długości szerokość 3.60 i oba pasy przedziela linia ciągła. Z trzech  ujęć widać, jak przegub ( harmonia ) Ikarusa ociera Citroena w miejscach uszkodzonych, tak jak to jest na zdjęciach rzeczoznawcy z firmy ubezpieczeniowej. Na rozprawie, w której byłem sądzony jako sprawca, podkreślałem brak ustosunkowania się biegłego do art.26 kodeksu drogowego i sędzia ( także młoda asesorka) zrobiła uwagę, że trzeba by powołać drugiego rzeczoznawcę a to kosztuje.  W życiu nie przypuszczałem, że w sprawach kodeksu drogowego, sąd potrzebuje eksperta.
Kolejna uwaga asesorki powaliła mnie na ziemię, kiedy zwracając się w moją stronę stwierdziła; "proszę pana , przecież to jest naturalny odruch, że mały ucieka przed dużym a pan do tego autobusu się zbliżał". Wysoki Sądzie, przecież autobus mnie dogonił, kiedy ja zwolniłem przed „zebrą” i wyprzedził na przejściu dla pieszych! Takie stanowisko asesorki jeszcze bardziej mnie utwierdziło, że tylko  profesjonalna symulacja może zmienić nastawienie sądu, bo moim przeciwnikiem był zawodowy kierowca, który od trzech lat jeździ tą trasą, a ja amator , który pierwszy raz w życiu znalazł się w tym miejscu stoję na spalonej pozycji. Jedynie co się udało, to ustalić na ten sam dzień obie moje sprawy ( poszkodowanego  i sprawcy ). Od razu sobie przypomniałem bajania ministra Scheinfelda o przyjaznym państwie dla obywatela, które z takim mozołem buduje PO.
W wyznaczonym czasie  zjawiłem się w sądzie uzbrojony w laptopa  na wzór biegłego. Sędzia zwróciła się do biegłego: czy zna pan materiały, które dostarczyła policja i czy podtrzymuje swoje stanowisko zawarte w pisemnej opinii. Tak, podtrzymuję!
O ile dokumentacja z policji  ( po ostatniej rozprawie policja dostarczyła materiały z kolizji ) poszerzyła pana wiedzę?. Np. szkic sytuacyjny ? Wysoki sądzie  to że pojazdy poruszały się w tym samym kierunku. Sędzia : to wydawało się nie budzić wątpliwości od samego początku. A zdjęcia? Zdjęcia upewniły mnie, że Citroen najechał na Ikarusa! Tu biegły zademonstrował fotkę Ikarusa, gdzie na wysokości połowy autobusu przed przegubem znalazła się pozioma matowa kreska na czerwonym lakierze karoserii. Ta kreska dowodzi, że Citroen wcześniej zetknął się z Ikarusem, a potem przegub otarł bok Citroena. Ślady czerwonego koloru są na lusterku Citroena.
Dopuszczony do głosu, wyraziłem wątpliwość w rzetelność  dostarczonych materiałów przez policję, skoro przez pół roku ich nie było i dopiero  w reakcji na mój zarzut nastąpiło cudowne odnalezienie. Pamiętałem też, jak policjanci szukali śladów na Ikarusie w dniu zdarzenia i ustalili, ze ślad jest tylko na oponie. Poprosiłem sąd o zademonstrowanie mojej symulacji kolizji i po obejrzeniu sąd zapytał biegłego czy uważa, że w tym materiale filmowym dopuszczono się manipulacji? Biegły zaprzeczył i stwierdził, że film pokazuje inne elementy. Poprosiłem o wyjaśnienie co biegły ma na myśli, mówiąc inne elementy, ale odpowiedzi nie otrzymałem. Sąd natomiast stwierdził,  że materiał ten nie może być żadnym dowodem, bo nie został wykonany przez biegłego sądowego.
Poprosiłem o  wyjaśnienie przez biegłego na jakiej wysokości znajduje się kreska na karoserii Ikarusa, bo zdjęcie Citroena jest wykonane na tle przymiaru ( metrówki) i można dokładnie określić wysokość lusterka, które rzekomo przerysowało karoserię. Ponadto czerwone ślady na lusterku  układają  się po odpowiedniej paraboli położonej poziomo na jego zewnętrznej obudowie, a ślad na Ikarusie jest idealną poziomą kreską. Biegłemu na te pytania nie udało się  odpowiedzieć, bo jak stwierdził zdjęcia wykonano w innej skali, a lusterko ma obudowę wypukłą i tak to jest! Po tych  słowach mój przyjaciel siedzący na sali rozpraw krzyknął; czy są granice plecenia głupstw na tej sali ? Za co omal nie został wyrzucony na zewnątrz. Zrezygnowany, wybąkałem, że to chyba nieznane mi nowe prawa fizyczne, które tworzy biegły.         W tej sytuacji poprosiłem sąd o zakończenie sprawy z uwagi na moje zmęczenie i wyczerpanie argumentów. Sąd zatrzymał sobie płytkę DVD z moją symulacją kolizji
i zapowiedział ogłoszenie wyroku za tydzień. Wyrok brzmiał; "winny” + pokrycie kosztów;  400zł mandat i 840 zł kosztów sądowych.
Tym sposobem sąd rozwiał  moje przeświadczenie o niewinności i zostałem solidnie ukarany za próbę dochodzenia sprawiedliwości. Teraz już będę płacił mandaty i Wy, Drodzy Czytelnicy -radzę z całego serca - płaćcie mandaty  ochoczo szczególnie w okolicach Sosnowca !!!!!!

 

Poszkodowany i sprawca
Andrzej Zassowski


Wyżej opisane sprawy toczyły się przed Sądem Rejonowym w Sosnowcu,
XI Wydział Karny.
Sygn. akt: XI W 105/11 i XI W 99/11