Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Kultura Recital poetycki Haliny Kwiatkowskiej
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Recital poetycki Haliny Kwiatkowskiej PDF Drukuj Email
Kultura
środa, 29 kwietnia 2009 10:50 | Wpisany przez Izabela Solarz

Halina Kwiatkowska na polskiej scenie kulturalnej to prawdziwa Instytucja.   O Jej mistrzowskim kunszcie  interpretacyjnym poezji Karola Wojtyły, K.C.Norwida Juliusza Słowackiego i Adama Mickiewicza oraz o miejscu gdzie się to odbyło w  tekstach uczennic klasy dziennikarskiej VIII LO w Krakowie.

Poezję czyta zaledwie garstka osób.

A słucha jej jeszcze mniej.

Wszyscy, którzy z czystego ignoranctwa opuścili sobotnie spotkania z Haliną Kwiatkowską w Galerii Audialnia, powinni żałować.

Aktorka wojennego Teatru Rapsodycznego, obecnie związana ze sceną Teatru Starego w Krakowie, wygłosiła wiersze klasyki polskiej poezji. Jak to się stało, że ludzi, którzy potrafią docenić piękno poezji, szufladkuje się jako anachronicznych romantyków? W dzisiejszych czasach „romantyk” nie ma już tego pozytywnego i pięknego znaczenia.

Kim więc są wszyscy ludzie, którzy zebrali się w sobotę? Pasjonatami? Estetami? Czy po prostu zwyczajnymi ludźmi, którzy lubią posłuchać, kiedy ktoś pielęgnuje piękno języka?

Poezja może być dobra i zła. Prosta i złożona. Możemy wymagać od czytelnika myślenia, albo dostarczyć przykładnych rymów częstochowskich, z których nie wyniesie nic.

Inaczej sprawa ma się z recytacją.

Bez talentu ani rusz, bo nawet zły wiersz, można jeszcze bardziej pognębić. Co to jest w takim razie ten talent? To jest taka przydatna umiejętność, która pozwala zmusić ludzi sposobem mówienia do odczuwania emocji, stanów i do refleksji.

Pani Haliny słuchaliśmy zauroczeni. Choć sama przed występem z uśmiechem ostrzegała, że fragmenty będą długie, nikt tak naprawdę nie zwrócił na to uwagi. Minęło 30 minut, a wszyscy zebrani nadal spokojnie, nieomal nie zmieniając pozycji, nadstawiali czujnie uszu, żeby wychwycić każdą zmianę tonu. Zupełnie jak w teatrze, kiedy śledzi się każdy ruch na scenie, przecież nie chcemy przegapić żadnego ważnego szczegóły. Jednak takie występy różnią się kilkoma sprawami. Nie ma żadnych rekwizytów, zaciemnionej sali ani innych ludzi, którzy mogą pomóc zbudować odpowiednie przesłanie. Nie każdy aktor stanie w jasnym salonie i stworzy nowy świat słowem. Piękny świat, w który można się zasłuchać.

Talent i doświadczenie procentują, a choć Teatr Rapsodyczny zaczynał działalność w czasach, kiedy musiano walczyć również o kulturę, jego przesłanie jest ważne do tej pory. Szerzyć literaturę i język polski.
Mogłabym napisać prostą recenzję. Opisać wrażenia, doszukiwać się wszystkich niuansów, żeby napisać więcej. Tylko po co? Nie miałam nawet okazji rozglądnąć się dobrze po sali, bo wydawało się, że wtedy głos zatrzyma się w powietrzu i się skończy. „Sięgnął” zaczyna naprawdę ciążyć człowiekowi, który w pierwszym rzędzie krzeseł widzi spadający fortepian. Zanim następnym razem, drogi czytelniku, powiesz „poezja mnie nudzi”, przyjdź i posłuchaj. Ucisz na chwilę swoje codzienne sprawy i zatańcz z nami poloneza. W końcu w Audialni wszystko tchnie polskością, a kiedy w uszach wyobraźnia wybija rytm chodzonego, do pełni obrazu brakuje tylko kontusza. Ale nie ma już takich, co tak poloneza wodzą.

Zastanawia mnie, czemu pytanie o nudę, zawsze padnie na młodzież. Tym razem było wyjątkowo, bo było nas już więcej. Od początku wiedziałam, że to miejsce przyciąga. Nie było w tym pytaniu nic złośliwego, żadnego zdziwienia czy kpiny. „Ależ skąd” nie jestem w stanie oddać, jak daleko było nam do nudy! Tylko szkoda, że 30 minut minęło tak szybko i nie trwało tyle, co cała epoka.

Oczywiście braw nigdy dość. Zakończmy to faktem, że sama aktorka prosiła nas o spokój.