Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Kultura Wyprawy pustynne
Smaller Default Larger
Wyprawy pustynne PDF Drukuj Email
Kultura
środa, 18 listopada 2009 18:09 | Wpisany przez Krystyna Słoczyńska

Pobyt na pustyni dostarcza wrażeń trudnych do opisania. Miałam szczęście odbyć cztery wyprawy na Saharę (Maroko, Tunezja, Libia i Algieria); każda z nich była inna i w swoim rodzaju niepowtarzalna – miały jednak wiele wspólnego.

Za każdym razem naszymi przewodnikami, a właściwie opiekunami byli Tuaregowie, członkowie jednego z ostatnich ludów współcześnie prowadzących koczowniczy tryb życia. Nadal wypasają oni swoje stada i prowadzą pustynne karawany, transportując sól i inne towary pomiędzy Afryką centralna a wybrzeżem. Są to w większości muzułmanie, a mimo to, twarze zasłaniają  mężczyźni, a nie kobiety. U Tuaregów, zwanych także Błękitnymi Ludźmi, pozycja kobiet w rodzie jest bardzo silna – co więcej - panuje swoisty matriarchat:  władza i majątek przechodzą nie z ojca na syna lecz na najstarszego siostrzeńca.  
Podczas wyprawy przemieszczaliśmy się częściowo gazikami (z napędem na cztery koła), pieszo lub w karawanie wielbłądów. Obozowaliśmy pod gołym niebem (dla upartych były namioty), jedliśmy tradycyjne, berberyjskie potrawy i chleb wypiekany na ognisku; do picia i mycia dostawaliśmy 1,5 litra wody na dobę, na osobę.
Taka podróż ma swój ustalony, niespieszny rytm : wieczorem rozkładanie obozowiska, rozjuczanie wielbłądów, gotowanie posiłku i cudownej, tuareskiej herbaty, bardzo słodkiej, z dodatkiem mięty (Maroko, Algieria, Tunezja) lub piołunu (Libia). Nie pomyliłam się: herbata jest gotowana (nie parzona) i pita w małych szklaneczkach, a właściwie kieliszkach. Przy takiej herbacie siedzi się do późnej nocy przy ognisku, słuchając tuareskich opowieści, legend i bajek – szkoda tylko, że tych nocy jest 10-12 a nie 1000 i jedna.
Rano, wraz ze świtem rozdmuchuje się nieco przygaszone ognisko, gotuje śniadanie, Tuaregowie gromadzą rozproszone wielbłądy (zawsze się zastanawiamy, co one na tej pustyni jedzą i piją), objuczają je i ruszamy.
Mijane po drodze krajobrazy zmieniają się jak w kalejdoskopie (co widać na zdjęciach). Nawet, jeśli przemierzamy odcinki płaskie, to i tak nie ma mowy o monotonii : raz jest to piasek, zmieniający kolor w zależności od pory dnia, innym razem kolorowy żwir, czasem przechodzący w hamadę czyli pustynię kamienistą. A hamada może być litą, gładką skałą lub ciekawymi formacjami mineralnymi, jak np. róże pustyni.
Ekscytującym doznaniem jest jazda gazikami po wydmach wysokich na kilkadziesiąt i więcej metrów – ma się wrażenie unoszenia w powietrzu i spadania w przepaść; wymaga to napędu na cztery koła i perfekcyjnej techniki jazdy, ale Tuaregowie są mistrzami tego fachu.
W południe, często bezskutecznie, szukamy cienia, aby przygotować i zjeść lunch (nie znam polskiego określenia na ten południowy posiłek ; małe conieco ? podobiadek ?). Znów rozjucza się wielbłądy, rozpala ognisko, gotuje herbatę….
Po dwu-trzech godzinach ten sam rytuał: zasypywanie ognia piaskiem, łapanie wielbłądów, pakowanie bagażu i znów w drogę, aż do zmierzchu.
A co do przeżyć i wrażeń, to jak już napisałam : trudno je opisać. Jeśli chodzi o mnie, to bezmiar, bezkres pustyni wcale mnie nie przytłacza – przeciwnie – daje poczucie silnej więzi z otoczeniem.  Z jednej strony całkowita izolacja: nigdzie nie ma takiej ciszy jak na pustyni, słychać bicie własnego serca i szmer piasku usuwającego się spod nóżek chrząszcza. Wielokrotnie spałam pod gołym niebem – zarówno w Polsce, jak i w innych krajach, ale spanie na pustyni, pod „osłoną nieba”, to zupełnie co innego. Gwiazdy wydają się być w zasięgu ręki a granatowe niebo ma miękkość aksamitu. Wschody i zachody słońca….
Z drugiej strony to – choć tak krótkie – wspólne bytowanie na tym pustkowiu budzi w każdym głębokie poczucie wspólnoty, solidarności – czujemy, że wzajemnie od siebie zależymy i że możemy wzajemnie liczyć na swoją pomoc.
Nocami siedząc z Tuaregami przy  wspólnym ognisku czuliśmy, że nie jesteśmy tylko turystami, którzy „płacą i wymagają”, lecz towarzyszami we wspólnej wędrówce i początkowo ze zdziwieniem, a potem z pełnym zrozumieniem obserwowaliśmy, że mimo wykonywanej przez nich ciężkiej pracy, wyprawa cieszy  ich  w tym samym stopniu, co nas. Późno w nocy zasypialiśmy przy ognisku,  przy gwarze ich rozmów i śmiechów, a gdy budziliśmy się przed świtem, herbata była już gotowa.
         Nie darmo od najdawniejszych czasów ludzie udawali się na pustynię w poszukiwaniu Absolutu, ale i samych siebie. Pobyt w takich warunkach daje okazję do spojrzenia na własne życie z dystansem, pozwala przewartościować wiele spraw, rozwiązać wiele problemów.

 

Foto: Zofia Nowak

Foto: Maria Ratajowa

Foto: Iza Walesiak

Foto: Maria Ratajowa

Foto: Zofia Nowak

Foto: Artur Urbański

Foto: Artur Urbański

Foto: Artur Urbański

Foto: Zofia Nowak

Foto: Zofia Nowak

Foto: Zofia Nowak

Foto: Artur Urbański

Foto: Zofia Nowak

Foto: Artur Urbański

Foto: Maria Ratajowa

Foto: Artur  Urbański

Foto: Artur Urbański

Foto: Zofia Nowak

Foto: Maria Ratajowa

Foto: Artur Urbański

 

Foto: Iza Walesiak