Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Kultura Parnassus, czyli człowiek, który chciał / oszukał diabła
Smaller Default Larger
Parnassus, czyli człowiek, który chciał / oszukał diabła PDF Drukuj Email
Kultura
sobota, 30 stycznia 2010 07:37 | Wpisany przez Aleksandra Eliza Zbroja

Obecnie od szóstego stycznia na ekranach polskich kin zagościł film „Parnassus, człowiek, który oszukał diabła”, nowa produkcja Terrego Gilliama, znanego z Monty Phytona, w którym swoją ostatnią rolę zagrał Heath Ledger.Zmarł on zanim zdążono nakręcić cały film.

Przysporzyło to  jego twórcom nie mało kłopotów, związanych przede wszystkim ze zmianą zakończenia.
    Akcja filmu, która być może nie poraża zwrotami akcji, a niektórym może wydawać się nudna,  toczy się wokół zakładów doktora Parnassusa z diabłem. Samego doktora, poznajemy w momencie, gdy już jako ponad tysiącletni człowiek prezentuje na przeróżnych jarmarkach i w wesołych miasteczkach przedstawienie, którego głównym bohaterem jest magiczne lustro.Dzięki doktorowi, zabiera każdego, kto do niego wejdzie w przedziwną krainę wyobraźni. Doktor ma jednak jeden problem: niegdyś przegrał z diabłem, przez co teraz musi oddać mu swoją córkę, gdy ta skończy szesnaście lat, a to ma nastąpić już niedługo.
    Film jest bajkowy, niezwykły, pełen magii, kolorów i przepięknych obrazów. Na szczególną uwagę zasługują niezwykłe sceny, ze świata po drugiej stronie lustra. To właśnie w nich zmarłego odtwórcę głównej roli, Heatha Ledgera, zastępują aktorzy tacy jak Johnny Deep, Jud Low i Colin Farrel, dzięki czemu mamy okazję porównać ich grę i sposób kreowania przez nich swojego bohatera i trzeba przyznać, że ciężko jest wyłonić spośród nich zwycięzcę. Niewątpliwie dzięki nim, film zyskuje bardzo wiele.  
    Jednak „Parnassus” nie jest filmem dla wszystkich, a przede wszystkim nie dla ludzi bez wyobraźni. Wielu wychodzi z niego znudzonych, rozczarowanych, a nawet zdegustowanych i wciąż jeszcze nie do końca rozumiejących, co przed chwilą zobaczyli. Mnie osobiście  film bardzo się  podobał. Dlaczego? Bo był piękny,  plastyczny, niezwykły,  odrobinę przypominający moją ukochaną „Alicję w krainie czarów”, ale przede wszystkim nie był kolejną marną i ustawioną na zysk produkcją Hollywoodzką, od których aż roi się w kinach.
    „Parnassus” tzw. „hitem kasowym” na pewno nie będzie i nie pobije „Avatara” czy kolejnej filmowej części sagi „Zmierzchu”,własnie przez  inność w pokazywaniu świata i  zakończeniu. Tu główny bohater bynajmniej nie ratuje córki doktora Parnassusa, a później żyję z nią długo i szczęśliwie.Doktor nie tryumfuje nad diabłem, a dobro nie odnosi całkowitego sukcesu nad złem.Wszystko jest trochę bardziej skomplikowane.
    Dlatego też serdecznie polecam ten film wszystkim, którzy chcą poczuć atmosferę niezwykłości i bajki.  Tym, którzy marzą, a którym podróże do krainy wyobraźni nie są obce. A Heath Ledger? On już został po drugiej stronie lustra.

 

 

Autorka jest uczennicą krakowskiego V LO