Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Kultura Kamyczek do wystawy fotograficznej
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Kamyczek do wystawy fotograficznej PDF Drukuj Email
Kultura
środa, 06 kwietnia 2011 06:29 | Wpisany przez fsd

Nie mogę sobie odmówić zabrania głosu w sprawie zdjęć Agnieszki  i Jacka Taranów pokazanych w Gazecie. Niestety jeszcze nie dotarłem na samą wystawę – jednak to, co widzę tylko poprzez zamieszczone zdjęcia przykładowe, już pozwala mi chyba na tych parę słów. Podkreślam; odnoszę się tylko do zdjęć które widzę – nie do wystawy, która jak sądzę będzie zawierała więcej podobnych fotografii.
W pierwszym odruchu można sobie powiedzieć – plagiat innymi słowy małpowanie po znanych, dawnych mistrzach. Nieudolne bo mechaniczne, a na dodatek nie dokonane warsztatem malarskim, czyli wymagającym biegłości warsztatowej. Oprócz tego wykonane bez własnej koncepcji nawet tylko kompozycyjnej – nie mówiąc o symbolice jednak obecnej w oryginałach.
Czy były to osąd w pełni sprawiedliwy?
Raczej nie.
Pomysł powtórzenia dzieł – nie kryguje się na oryginalność i co właściwie dziwne – nie sili się nawet na powtórzenie gry świateł – główną rzeczą formalną obecną w obrazach mistrzów. Odczytuję to tylko jako wyraz zmęczenia gonitwą za szokiem, który rzekomo ma być dźwignią sukcesu. Tu autorzy powiedzieli – nie gonimy za własnym ogonem bo tak moda nakazuje. 
Drugie – co uważam za wielką zaletę tego działania artystycznego – to pewna odwaga odejścia od wykonywania wygibasów na rzecz ucieczki w udziwnienia i szokowanie. Odwaga powiedzenia – zobaczcie jakie te oryginały są piękne w swym spokoju, wyważeniu i statycznej kompozycji. Umiejętność zestawienia całego otocznia modelki – jeśli nie jest jakimś wyczynem z krainy czarów komputerowych – a na to nie wygląda - wymagała pewnego wysiłku. Tym bardziej mnie razi banalna zupełnie rzecz. Nie wyprasowana draperia szaty – to jest coś, co w szlachetną materię obrazu wali kamolem. Rozbija i zadaje pytanie – czy aby na pewno całe to działanie artystycznie pastiszowe, jest świadome czy też jest tylko zabawą, i to kogoś kto nie wie czym się bawi. Układy kompozycyjne niestety nie nawiązują do konstrukcji oryginałów w sensie rozplanowania głównych akcentów, organizacji płaszczyzny obrazu w sensie zastosowanych podziałów. Mistrzowie ściśle w tak statycznych obrazach – o jeszcze innych środków wyrazu nie znali – dynamikę uzyskiwali poprzez kierowanie wzroku widza kolejno po silnych punktach obrazu – tworząc przy tej okazji całe opowieści   obliczone na odbiorcę tamtego czasu. Znów trafiam na podejrzenie powierzchownego tylko powtórzenia elementów obrazu – bez myśli o tym jak robili to mistrzowie , których przecież chce się powtarzać.
W sumie – muszę podreptać na samą wystawę bo jako osoba fotografująca, jestem bardzo ciekaw tej wręcz symbolicznej ucieczki od fotografii – której wyrazem mogą być obsypywane nagrodami prace studyjne z udziałem kościotrupów (autentyk!) lub te z Word Press Foto. Tam trup się ściele aż miło, bebechy fruwają prawie w powietrzu.
Ta ucieczka – jest świadectwem znużenia poszukiwaniem szoku jako magnesu dla widza. Magnesem ma być niby już znana ale na nowo odkrywana wyważona, spokojna  
I to mnie interesuje tak dalece, iż będę  się starał „pilnować” zainteresowaniem tego rodzaju próby jak ta.