|
To nie moje określenie a Ks. Kardynała S.Nagy o tempie wydania tego cudownego albumu: "Pielgrzymka Do Nieba" Życie, kult i beatyfikacja Jana Pawła II - koncepcja i grafika L.Sosnowski.
Warto to dodać: beatyfikacja 1 maja Rzym a spotkanie Autorskie – 12 maja w Łagiewnikach. Tempo to nie wpłynęło na jakość. I poziom edytorski a także zestaw Autorów komentarzy i tekstów świadczący o tym, iż każdy z Nich, sam fakt możliwości wpisania się w ten dokument musiał sobie poczytywać za coś honorowego. Bo to nie tylko album, wydawnictwo artystyczne a dokument wielkich chwil. Kto kiedykolwiek miał do czynienia z wydawnictwem pracy zbiorowej, wie co to znaczy zebrać od Autorów Ich wypowiedzi. Tu autorzy i tekstów i zdjęć, zgodnie uklękli wobec wielkości wydarzenia. Autorami tekstów są (podaję w kolejności ze strony tytułowej) Benedykt XVI, kard. T.Bertone, kard. S Dziwisz, abp. J.Kowalczyk, A.Mari, R.Megliorin, J.Navarro-Valls, kard.K.Nycz s.M S. Pierre J.Sosowska kard. A. Vallini Zdjęcia które – jak się to przyzwyczailiśmy w przypadku Adama Bujaka i Arturo Mori – są i dokumentami i pracami artystycznymi w jednym. Album to więc wyjątkowy. Też i spotkanie – formalnie autorskie – promujące album. Faktycznie to były wspomnienia niektórych chwil, wyrwanych luźno z pamięci – tych dwóch najbliższych chyba po J.E. Kardynale Stanisławie Dziwiszu, świadków codzienności Błogosławionego. Ani jeden ani drugi, nie zająknęli się jakimiś opowieściami swojego trudu czy opisu spraw związanych z wykonaniem tak gigantycznej pracy i to w takim tempie. Oni tylko dawali świadectwo, że byli, doświadczyli przebywania z Błogosławionym, a wypełniona ponad brzegi Aula Jana Pawła II przy Sanktuarium nawet nie zauważyła ileż to czasu trwało to spotkanie. Sama kolejka po autografy nie wyczerpywała się przez więcej niż przez prawie dwie godziny. Obaj Panowie – wspominali zdarzenia, o których się na ogół nie wie. Na przykład zdarzenie z Matką błagającą o ratunek dla swego dziecka w Klinice Onkologicznej, która otrzymała najpierw ukojenie, a potem jak się okazało i cudowną pomoc. Inna opowieść o pożegnaniu i to dosłownym, umierającej, albo o mającym trwać krótko spotkaniu w leprozorium z ok. 800 - set chorymi, z których każdego Jan Paweł II uścisnął i położył nań ręce. W cichości. To było Jego spotkanie w każdym z Nich. Dziś chyba niewyobrażalne. Nic nie było ważne, w tej - jakby nie było - państwowej wizycie. Był ważny, najważniejszy chory, ten pojedynczy człowiek, który doświadcza dotyku i przytulenia. Na kanwie tego ostatniego zdarzenia samo nie zarażenie się przy takim kontakcie – czyż nie jest czymś niezwykłym? Czy jakakolwiek oficjalna Ważna Osoba pozwoliła by sobie dziś na takie ryzyko? Mówię to teraz, skoro się tak łatwo mówi – przyszedł i pobłogosławił. Jak się okazuje dosłownie. Nie było dla Niego nic ważniejszego nad te osoby. Dla Ojca Świętego nie było pojęcia ryzyka, była za to organiczna i automatycznie okazywana, nie skrywana, miłość w czystej postaci.. Obaj Panowie mówili – my tylko dajemy świadectwo. Obaj są artystami swego zawodu – choć nie sądzę by myśleli Oni o swej pracy jak o zawodzie, fachu. Raczej wypełniali to, co im było dane, i tak jak Im było dostępne. A, że progi sobie postawili wysoko – to fakt. Kiedyś o tym pisałem ale teraz wróciło to wspomnienie do mnie w trakcie tego spotkania. Jestem świadkiem gruntownej i szybkiej a konsekwentnej przemiany Pana A.Bujaka od postawy dążenia do sukcesu do przyjęcia, iż nie da się nic zrobić, też i w fotografii, jeśli się nie będzie w utożsamieniu z tym co się opisuje czy z tym co się robi. Krótki okres zdjęć dla zdjęć- a potem jak Kalwaria to z pielgrzymką, jak Uroczystość Kościelna to z wejściem w istotę liturgii, jak Grabarka – to poznanie Prawosławia. Jak misterium to nie o tym jak ono wygląda tylko czym jest. I tak dla Obu – sukcesem była sama możliwość pracy przy i dla Wielkiego Świętego. Wręcz mogę powiedzieć, iż nie znam dzisiejszych fotografików, którzy by się nie zatrzymali na tym etapie który Pan A.Bujak – a i przypuszczam A..Mari – przeszli tylko jak krótką chorobę dzieciństwa swej twórczości. Dziś sama zabawa formą i szokiem ma wystarczać za to wszystko co Oni zrozumieli i co nam dają swą twórczością. I dlatego w moim przekonaniu Ojciec Święty Ich sobie wybrał. I wiedział co robi i komu zawierza. Bo być na świeczniku świata i mieć bez przerwy za sobą takich uwieczniaczy każdego kroku to trzeba Ich znać i mieć do Nich bezgraniczne zaufanie. Oni je mieli ponad wątpliwość. Ważne też, że nigdy Ojca Świętego nie zawiedli. I rzeczywiście – Oni rozumieli i widzieli jak Błogosławiony – dla Nich święty za życia – rozmawia z Bogiem. Nie mieli co do tego wątpliwości. To było spotkanie w specjalnym miejscu. Łagiewniki. Niby spotkanie autorskie – wielki sukces Wydawnictwa, a ani nie o Autorach ani nie o Wydawnictwie. Nigdy dość słuchania świadectw. No i oglądania śladów – czego album rekordzista – dostarcza.

|