|
W ostatni weekend nasze miasto przygotowało coś specjalnego, dla wszystkich tych, którzy najchętniej swój wolny czas przesiadują na sofie w salonie, a ich najlepszym przyjacielem jest pilot od telewizora, oraz chipsy i coś zimnego do popicia. Mowa tutaj o II Festiwalu Spowalniania Czasu, czyli Lato Leniwców 2011.
Jako, że poniekąd sam należę do tych bezczynnie spędzających czas osób pomyślałem że to idealne miejsce, do którego będę pasował. Tak więc w niedziele po kościele wybrałem się na Mały Rynek, by zobaczyć co w trawie piszczy. Festiwal ten okazał się być niczym innym jak kiermaszem, na którym można było zachwycić swoje podniebienie wyszukanymi serami, oraz wyśmienitymi węgierskimi winami. Sam festiwal nosił nazwę Tour de Fromage – czyli wokół sera. Nie była to jedyna rzecz w jadłospisie na czas festynu, bo dla osób, które szukały czegoś bardziej pospolitego i wg. mnie bardziej odpowiadającego osobie nazywanej couch potato (leń kanapowy przyp. red.) znalazły się: gofry, bigos, pierogi, naleśniki, konfitury, oraz miód pitny zresztą bardzo dobry i kiełbaski, które jednak nie zachęcały do ich zjedzenia. Jak zawsze na takich imprezach nie obyło się bez wszelkiego rodzaju pamiątek krakowskich od Smoka Wawelskiego po ciupagę z napisem „Kraków” Podczas zachwycania się serwowanymi przez wystawców specjałami, a najbardziej smakowały mi pierogi ze szpinakiem, nie dało się nie usłyszeć solistów wykonujących utwory mniej lub bardziej znane i co ciekawe często acapella. Wystawcy zachęcający do spróbowania ich wina podchodzili do osób przechadzających się po Małym Rynku i oczywiście nie ominęli też mnie. Jednak wina to mniej lubiany przeze mnie trunek, jednak postanowiłem skosztować kilku z nich i okazało się, że dzięki ludziom, którzy znają się na tym lepiej ode mnie, odkryłem swoje ulubione. Niektóre podawane z odpowiednim i specjalnie dobranym rodzaje sera okazały się być ucztą dla podniebienia. Zasiadłem więc na jednej z licznych ławek i słuchając zmagań wykonawców delektowałem się pierogiem, popijając go węgierskim winem. Reasumując, cały festiwal to ciekawa podróż po europejskich serowarniach, winiarniach i typowych dla takiego miejsca straganów, jednak dosyć droga i jak na mój gust brakowało w niej sofy i pilota od telewizora. Może w następnej edycji, która już za miesiąc (8-11 września) organizatorzy zadbają aby te gadżety znalazły się w ofercie wystawców.


|