Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Kultura Melting Pot
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Melting Pot PDF Drukuj Email
Kultura
czwartek, 15 września 2011 20:54 | Wpisany przez Hermina Bulka

10 rocznica ataku na World Trade Center skłoniła mnie do napisania tekstu dotyczącego Stanów Zjednoczonych. Wspomniany w tytule Melting Pot oznacza tygiel, asymilacje w zakresie socjokultury czy rasy. Ameryka pod każdym względem była, jest i należy przypuszczać, że także i będzie – nieskończonym, niezrównanym miejscem mieszania się ludzi. Mam tu na myśli zróżnicowanie pod względem etnicznym, rasowym ( co za tym idzie kulturowym), religijnym,obyczajowym, ekonomicznym, ale także i społecznym. Za tą mieszanką kultur stali prawdziwi ludzie, a nie puste liczby wypełniające statystyki, służące jako cel wyzysku i odczłowieczania.
Istotną kwestią pokazania tej „mieszanki” jest odwołanie do wierzeń ludności zamieszkującej dziewiczy kontynent Amerykański z zestawieniem różnorodności Europejskiej.
Religia rdzennych Amerykanów była panteistyczna, na równo traktowali człowieka, zwierzęta i rośliny. Każda z istot żywych miała swojego opiekuna- jednego z bogów.
Mieszkańcy Starego Kontynentu głosili wyższość człowieka nad innymi stworzeniami, który powstał przez ingerencje jedynego Boga, tworzącego zhierarchizowany system. Hierarchia ta nazywana Wielkim Łańcuchem Istnienia, głosiła przeświadczenie,  że z wszystkich istot żywych, duszę i intelekt posiadają tylko ludzie i anioły.
W tym światopoglądzie wyraźny staje się problem dyskryminacji, gdyż ludzie biali- tylko mężczyźni byli usystematyzowani najwyżej w drabinie społecznej, potem zaś byli Mulaci, Indianie czy Murzyni. Kobiety były pomijane w tej klasyfikacji, ze względu na swoją niższość w hierarchii.
Europejczycy i rdzenni mieszkańcy Ameryki różnili się właśnie w tego typu najprostszych sytuacjach – w postrzeganiu ludzi, przyrody, świata i ziemi. Ludzie z Europy chcieli sobie wszystko podporządkować, wszystko uczynić poddanym. Zaczęli doceniać kult jednostki i w nią inwestować. W ten sposób zaczęła pojawiać się konkurencja, która doprowadziła do wielu porażek, a nawet i degradacji społeczeństw. Jednostka miała rozwijać swoje talenty otrzymane od Boga, i miało to być czynione właśnie na Jego chwałę. Wszystkie te zabiegi doprowadziły do traktowania natury, przyrody a nawet człowieczeństwa jako towaru – przedmiotu wymiany handlowej.
Tubylczy mieszkańcy Ameryki traktowali przyrodę jako świętość, szanowali jej naturalny rytm, doskonale zdawali sobie sprawę, że tylko dzięki niej mogą egzystować. Jedynym rodzajem ingerencji było polowanie, łowienie, zbieractwo czy uprawa roślin pozwalająca na przeżycie. Kładli również ogromny nacisk na wspólnotę. Sukces tkwił w tym, iż wszystko należy do wspólnoty i jest potrzeba dążyć do jej udoskonalania. Praca którą wykonywali, nie doprowadzała do gromadzenia bogactwa i zwiększania korzyści materialnych. Żyli z dnia na dzień, gdyż nie znali pojęcia czasu....
...od 10 lat zadaje sobie to samo pytanie- czy gdyby Europa nie ingerowała w  sposób nieludzki  w Amerykę to inaczej by wyglądała historia  „nine eleven”? Nasuwa mi się tutaj aforyzm św. Tomasza z Akwinu, który napisał: „ Gdy złośliwość ludu jest tak wielka, że nie uznaje on dobrodziejstwa urzędu, należy lud ten nawrócić żelazną rózgą”. Jak potoczyłaby się historia świata bez 11.09.2001?