| Salon Polonistyczny |
|
|
|
| Kultura |
| czwartek, 29 stycznia 2009 15:06 | Wpisany przez Iza Solarz |
Nie ukrywam, że Spotkanie Polonistów w krakowskiej Audialni wprawiało mnie w stan radosnego oczekiwania, ale również sprowadzało obawy o własny wizerunek, czy moja zdolność do popełniania faux pas objawi się właśnie teraz.
Jest nastrojowy, chłodny i deszczowy wieczór, a śnieg pod nogami tworzy nieprzyjemną maź. Tymczasem, za oknami Galerii krzątają się w jasnym świetle zgromadzeni już słuchacze. W drzwiach witają mnie anioły, które liczyłam trzy razy, żeby dobrze zapamiętać ich liczbę. Trzy razy okazało się za mało, ale mogę być pewna, że jest ponad dwadzieścia.Byliśmy wiec dobrze pilnowani przez całe spotkanie. Jest tylko jeden, który nie trzyma jakiegoś instrumentu. Dopiero, kiedy pada pytanie: "którego anioła słyszysz" zadane przez właścicielkę, dociera do mnie tak naprawdę, czym mogą być chóry anielskie. Pod nogami pojawiających się autorów przechadza się bure koty i trudno nie zapomnieć, że jesteśmy w Galerii, a nie zwyczajnym mieszkaniu. Nie ma tu sterylnych korytarzy, smutnych, szarych ludzi pilnujących eksponatów czy znudzonych zwiedzających, których tak naprawdę niewiele obchodzi przesłanie sztuki. Tutaj zebrało się grono polonistów, wykładowców czy po prostu humanistów, żeby porozmawiać o literaturze. Czuję się, jakbym dostąpiła zaszczytu obcowania z czymś ekskluzywnym i nadzwyczajnym. To pocieszające, że niekoniecznie musi ze mnie wyrosnąć kaleka życiowa, która dobrze dodawać nie umie, tylko człowiek, który potrafi docenić piękno języka. Pod strażą aniołów łatwiej uświadomić sobie, jak niezwykłym tworem ludzkiego umysłu potrafi być literatura. Język okazuje się być nie tylko narzędziem komunikacji, ale narzędziem sztuki. Zebraliśmy się, żeby zastanowić się, jak zachować piękno mowy ojczystej. Jak mówi Wisława Szymborska, noblistka przecież, poezję czytają tylko dwie osoby na tysiąc, nie licząc uczniów, zmuszanych do tego w szkołach, na każdym szczeblu edukacji. Norwid pisał, że zostanie "dobro i poezja", ale patrząc na dzisiejszy świat, przeżyłby głęboki zawód. Ani dobra, ani obecnej w życiu poezji. To chyba pokazuje, jak wielką wagę ma język, język narodowy, w czasach jedności europejskiej i postępującej globalizacji. Dbali o niego nasi pradziadkowie pod zaborami, walczyli nim jak orężem, starając się zachować tożsamość narodową. Tymczasem, jak słusznie zauważył gospodarz spotkania, my, młodzież, przestajemy o niego dbać. Największe narodowe dziedzictwo ginie, przykryte wulgaryzmami i naleciałościami. Zgromadzeni poloniści zgodzenie przytaknęli, że spoczywa na nich funkcja nie tylko nauczycieli, ale i wychowawców przyszłym czytelników literatury pięknej. To duża odpowiedzialność, która teraz zaczęła spoczywać tylko na szkole, zupełnie pomijać zadania rodziców i środowiska. Jeśli nie zauważamy drugiego człowieka, jak dostrzeżemy urodę głosek i rymów? Jak nie zamyślić się, nad utraconym pięknem, słuchać wiersza, tak wielkiego poety jak Jan Lechoń? Wszystkich zebranych ten utwór wtrącił w zadumę, mimo spokojnej atmosfery, która panowała przez całe spotkanie. Nie mogło zabraknąć nowinek literackich i dyskusji na ich temat. W zacnym gronie znalazła się również Teresa Oleś-Owczarkowa, której debiutancka powieść "Rauska" niedawno ukazała się w księgarniach. Nikt nie mógł sobie odmówić przyjemności wysłuchania fragmentów książki, napisanej na podstawie wspomnień matki autorki. Parę dni później na portalu Onet.pl, na jednej z pierwszych stron, znalazłam reklamę powieści i opinie krytyków. Ja miałam szczęście posłuchać wszystkiego z pierwszej ręki, jakby opowiadał to członek rodziny. Żałujmy, że takie tradycje zanikają. Feliks Stalony-Dobrzański naukowiec z AGH również prezentował swoją: książkę "Historia nienaturalna naukowca polskiego". Ciekawie mówił o relacjach między przedstawicielami nauk humanistycznych a technicznych... Pod czujnym wzrokiem aniołów i przy akompaniamencie p. Grażyny odśpiewaliśmy kolędy,jedne z najpiękniejszych w Europie. Może nie było to wykonanie mistrzowskie, ale w tradycyjnym kolędowaniu najważniejsze są nie nuty, tylko poczucie wspólnoty. W takim miejscu, jak galeria Państwa Hnatowiczów, niemożliwym jest czucie się odizolowanym. Sztuka, w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Sztuka zrozumiała, sztuka, która śpiewa i gra razem z aniołami. Iza Solarz, II klasa dziennikarska, VIII LO w Krakowie ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
Polemika Idzie młodzież, czy tylko Iza?Teresa Oleś-Owczarkowa Mogłoby się wydawać, że już tylko w jednym kierunku będzie podążać nasza młodzież, zachęcana do ułatwień, uproszczeń, spłycenia myśli i obniżenia lotów ambicji. A jednak coś drgnęło! Na spotkanie polonistów do Audialni, prywatnego salonu pp. Hnatowiczów – pasjonatów kultury, języka polskiego i polskości – przybyła przedstawicielka młodzieży. Może nie jest to osoba typowa dla swego pokolenia, ale bardzo mnie ucieszył jej zaangażowany i żywy udział na spotkaniu. Powiało optymizmem. Jeśli jest wśród uczennic VIII Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie Iza Solarz, to z pewnością za jakiś czas będzie więcej takich Iz, przez nią lub jej przykład zapalonych do życia kulturalnego. Nie dopuści przecież do tego, żeby ten płomień zapału nie rozniósł się na kolegów i koleżanki. Ktoś musi być pierwszy aby przetrzeć szlak. Dokonało się, szlak przetarty, ale czy ktoś podąży za Izą i dołączy do nas w Audialni, pokaże czas.
|









Nie ukrywam, że Spotkanie Polonistów w krakowskiej Audialni wprawiało mnie w stan radosnego oczekiwania, ale również sprowadzało obawy o własny wizerunek, czy moja zdolność do popełniania faux pas objawi się właśnie teraz.
Jest nastrojowy, chłodny i deszczowy wieczór, a śnieg pod nogami tworzy nieprzyjemną maź. Tymczasem, za oknami Galerii krzątają się w jasnym świetle zgromadzeni już słuchacze. 



