"Byłyśmy tak porwane przez świętość i intensywność dnia, że po poście zamiast pobiec na posiłek, zaczęłyśmy śpiewać i tańczyć. Gdzie znalazłyśmy siłę, nie mogę sobie wyobrazić, ale pozostałyśmy w tańcu." - opowiadały w mistycznej kontemplacji młode chasydki ze szkoły Bejt Jaakow.
Chasydyzm narodził się wśród kabalistów na terenach Rzeczpospolitej Obojga Narodów i do momentu wybuchu II wojny światowej był uznawany za esencję judaizmu. Fundacja Ronalda Laudera, zajmująca się odnową życia żydowskiego w Polsce, zorganizowała 31 marca w Łodzi spotkanie z Anką Grupińską, autorką książki "Najtrudniej jest spotkać Lilit", która została wydana na przełomie 1999-2000 r. i rozeszła się w kilkunastu tysiącach egzemplarzy. Pisarka zbierała materiały przez sześć lat. Pierwotnie zamierzała stworzyć reportaż o chasydach izraelskich do Tygodnika Powszechnego. Na temat chasidot (chasydzkich kobiet) nie wiedziała zbyt wiele. Na początku lat dziewięćdziesiątych literatura poruszająca tematy żydowskie w Polsce była ograniczona. Tamar El-Or pisząca doktorat o edukacji dziewcząt we dworze Gur była odosobniona w badaniach. Anka Grupińska wspominała rozmowy z Julianem Stryjkowskim, wieloletnim przyjacielem i autorytetem w dziedzinie kultury i religijności żydowskiej. Podczas pobytu w Izraelu fascynowała ją metafizyka niedostępnego świata ultraortodoksów. Kiedy po raz pierwszy przyjechała do Jerozolimy, wysiadła z autobusu i skierowała się do Mea Szearim (hebr. Sto Bram) najstarszej ortodoksyjnej dzielnicy powstałej w drugiej połowie XIX wieku. Bogactwo religijne kultury żydowskiej, nieobecne w Polsce, rozlewało się w zaułkach jerozolimskich ulic. Grupińska przez kilka miesięcy z nostalgią odwiedzała nowe osiedla, dzielnice i miasteczka wzdłuż zachodniej części kraju, w których mieszkają całe społeczności ultraortodoksyjne. Na spotkaniu autorka opowiadała, jak pracochłonnym zajęciem było sporządzanie tablic genealogicznych różnych dynastii chasydzkich. Historycy chasydyzmu nie przestrzegają zasad chronologii, podają mylne daty narodzin mistrzów i niesprawdzone źródła. Od osiemnastego stulecia chasydyzm ewaluował w zależności od czasu i przestrzeni. Inaczej wyglądał ruch w przedwojennej Polsce, Rumunii i dzisiejszym Izraelu. Po dziesięciu latach od pierwszego wydania książki pisarka powróciła do chasydek jerozolimskich i zaobserwowała niezwykłe zmiany. W latach dziewięćdziesiątych chasidim odgradzali się wysokim murem przed świeckim światem żydowskim w Izraelu. Rodziny były przeciwne mediom, kobiety chowały radio w szufladach, matki ukrywały przed dziećmi pisma niereligijne. Internet przyniósł niebywałą rewolucję kulturalną. Chasydzi zaczęli uczestniczyć w życiu społecznym, politycznym i gospodarczym kraju. Jeszcze dwadzieścia lat temu pobożni mężczyźni stronili od Knesetu. Dzisiaj w Izraelu istnieje kilka partii ultraortodoksyjnych, rodziny ubiegają się o dotacje z budżetu na szkoły. Model talmid chacham jest pożądany, ale modyfikowany. Powstały koszerne sieci komputerowe i telefony komórkowe bezpieczne dla chasydów, chasydzkie gazety. W wysokim murze getta zaczęły się tworzyć szczeliny, różnorodne wariacje religijności. Narodziły się nowe kategorie chasydów: ultraortodoksi, ortodoksi, konserwatywni. Szczególnie ciekawi są Kabalot szabat chilonim, ludzie niereligijni przestrzegający szabatu, telawiwscy yuppies, bohema z ulicy Szenkin. Poszukują wspólnie obrzędu, tradycji, spotykają się w kawiarniach i witają święto soboty. Z czasem stają się świeckimi tradycjonalistami, nie chodzą do synagogi, ale celebrują najważniejsze daty w kalendarzu żydowskim. Spotkanie w łódzkim Klubie Laudera przyciągnęło wielu miłośników i znawców chasydyzmu. Czytelnicy dyskutowali z pisarką o systemie edukacji chasydek, feminizmie żydowskim, relacjach między kobietami i mężczyznami w środowisku ultraortodoksyjnym, granicy oddzielającej ortodoksję od ultraortodoksji oraz stosunku chasydów do polityki.     |