Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ludzkie losy Obrońca Westerplatte kpt Franciszek Dąbrowski
Smaller Default Larger
Obrońca Westerplatte kpt Franciszek Dąbrowski PDF Drukuj Email
Ludzkie losy
poniedziałek, 31 sierpnia 2009 12:46 | Wpisany przez Edward Brożek

Westerplatte skupia dziś i jutro na sobie oczy całego świata. Chciałbym  przypomnieć postać jego obrońcy sprzed 70 lat kpt Franciszka Dąbrowskiego.

Urodził się w 1904 roku w Budapeszcie jako syn węgierskiej baronówny i polskiego szlachcica, wówczas porucznika armii austriackiej Romualda Dąbrowskiego. Imiona Franciszek i Józef nadano Mu na cześć panującego cesarza.
Ojciec, późniejszy generał  II Rzeczpospolitej swoich synów Franciszka i Romualda wychowywał w kulcie polskich tradycji patriotycznych i rodzinnych  sięgających  gen. Henryka Dąbrowskiego. Osobistym przykładem uczył ich umiłowania Ojczyzny oraz szacunku dla munduru. Franciszek Dąbrowski uzyskał egzamin dojrzałości w Korpusie Kadetów we Lwowie, później ukończył Szkołę Podchorążych w Warszawie i w wieku  19 lat w stopniu podporucznika rozpoczął zawodową służbę wojskową.  Pełnił ją w 3 Pułku Strzelców Podhalańskich w Bielsku, Batalionie Szkolnym Podchorążych Piechoty w Biedrusku i 29 pp w Kaliszu, w którym służył do 1939 r , awansując do stopnia kapitana.
W drugiej połowie lat trzydziestych stosunki polsko – niemieckie zaczęły się gwałtownie komplikować. Szczególne napięcia było widać w rejonie ówczesnego Wolnego Miasta Gdańska, faktycznie rządzonego przez Niemców. Dlatego też funkcjonowanie polskiej Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte było niezwykle ważne. Wiadomym było, że pierwsze natarcie niemieckie w ewentualnej przyszłej wojnie tam właśnie się odbędzie.  Kierowano tam, pod pewnymi warunkami, najlepszych oficerów i żołnierzy wybieranych z wszystkich pułków. Nie dziwi więc fakt, że kpt Dąbrowski z  końcem 1937r objął tam funkcję  zastępcy Komendanta Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte i zarazem  dowódcy plutonu wartowniczego. Kompletujący kadry dowódca placówki, mjr Stefan Fabiszewski, tak uzasadniał ten awans: "...szukałem najlepszego spośród najlepszych. W ten sposób wybrałem kpt. Dąbrowskiego. Jego wysokie kwalifikacje potwierdziła całoroczna służba ze mną. Dąbrowski był wzorowym żołnierzem, lubianym przez podwładnych. Wysoko oceniłem Jego lojalność i obowiązkowość".   Jednak w grudniu 1938 nastąpiła zmiana na stanowisku dowódcy składnicy: obowiązki te objął major Henryk Sucharski. 

Dzień 1 września 1939 roku stał się sprawdzianem nie tylko umiejętności wojskowych, ale także żołnierskiego męstwa i patriotyzmu. Wystrzały  z pancernika "Schleswig-Holstein" zapoczątkowały wybuch II wojny światowej  a dla żołnierzy z Westerplatte 7 dniowy okres  dramatycznej obrony w niewyobrażalnie trudnych warunkach. Mieli przeciwko sobie wszystko: bezkarnie bombardujące samoloty, ciężkie działa z pancernika, ataki nieprzyjaciela, wielokrotnie przewyższającego ich uzbrojeniem i liczebnością.   Bardzo szybko obrona tej placówki stała się symbolem bohaterstwa polskiej wojny obronnej. Wszystkie komunikaty wojenne zaczynały się od słów: „Westerplatte broni się jeszcze…”  Ale oficerowie i żołnierze na Westerplatte mieli jeszcze jednego przeciwnika. Był  nim…nominalnie dowodzący tą placówką mjr Henryk Sucharski.
                        
        Dziś prawda o dowodzeniu obroną przestaje być tajemnicą, którą związali się oficerowie przed pójściem do niewoli. Kpt Franciszek Dąbrowski, będąc człowiekiem honoru, nigdy nie pisał we wspomnieniach, o sytuacji  w jakiej został postawiony: sporach i pełnych dramatyzmu kłótniach między nim, a mjr Sucharskim w kwestii  kontynuowania obrony. Już 2 września po niszczącym nalocie niemieckich samolotów, Sucharski podjął decyzję o kapitulacji. Kpt Dąbrowski, działając w imieniu pozostałych oficerów,  w obliczu dramatyzmu sytuacji, zdecydowanie odmawiając wykonania tego rozkazu, sam przejął  dowodzenie. Uważał, że obronę należy kontynuować do ostatniego naboju, że poddanie Westerplatte byłoby ciosem dla wszystkich Polaków, dla których nieugięta postawa była nadzieją i mobilizowała do walki z wrogiem na terenie całego kraju. Liczył się też z możliwością wypowiedzenia wojny III Rzeszy przez Anglię i Francję, a tym samym z nadejściem pomocy.  Przeżywający załamanie psychiczne mjr Sucharski spędził cały okres obrony Westerplatte pod strażą. Podporucznik Zdzisław Kręgielski tak wspomina tamte  dramatyczne chwile: „…kierowanie całością walki przejął na siebie kpt. Dąbrowski. Ośrodkiem podtrzymującym całość obrony były koszary, a tam główną osobą był kpt. Dąbrowski. Major Sucharski był do tego stopnia załamanym, że nie potrafił się nawet opanować przed szeregowymi (...). Por. Grodecki chcąc przywołać mjr Sucharskiego do przytomności pokazywał na Krzyż Virtuti Militari na mundurze majora i mówił:

Po tygodniu walk, nie widząc najmniejszych szans na obronę, wobec braku amunicji, żywności, lekarstw dla rannych załoga skapitulowała. Aktu kapitulacji dokonał major Sucharski, który też odbierał od Niemców  wszystkie dowody uznania za bohaterską postawę.  Niemcom nie wyjaśnił kto faktycznie kierował obroną, z godnością też przyjął  prawo noszenia szabli w niewoli. Tragedią kpt Dąbrowskiego było, że do końca  utrzymywał  pozory, że to mjr Sucharski był właściwym dowódcą. Zaciskał zęby i ani słowem nie prostował mylnych sądów. A mjr Sucharski będąc w innych obozach, aniżeli pozostali obrońcy, bez  skrupułów zapisywał na swoje konto wszystkie zasługi związane z bohaterską obroną Westerplatte. Fałszywa legenda kwitła, szczególnie za sprawą  książki Melchiora Wańkowicza i filmu Stanisława Różewicza.

    Bulwersuje fakt jak długo utrzymywał się fałszywy mit o obronie Westerplatte. Przed 20 laty, na temat roli i udziału w obronie tego skrawka polskiej ziemi,  poszczególnych uczestników,  rozmawiałem przed telewizyjną kamerą z  córką Franciszka Dąbrowskiego, Elżbietą.  Nieśmiałe próby oddania  zasług jej Ojcu, spotkały się z gwałtowną reakcją cenzury, choć drobną część  faktów jednak udało nam się przemycić.   Z wielu audycji radiowych, publikacji prasowych wycinano niewygodne teksty. Czasem niektórym autorom (tak jak mnie) udawało się przekazać trochę  prawdy historycznej , chociaż i oni z uwagi na ostrą krytykę i brak popularności rezygnowali z tego tematu. Były też obrzydliwe działania celowego  fałszowania faktów. Niedawno ujawniona przez gdański IPN jako porucznik Służby Bezpieczeństwa Górnikiewicz  w książce: „Lwy z Westerplatte” nawet nie wymieniła nazwiska  naszego bohatera.

Okres wojny kpt Dąbrowski spędził w obozie jenieckim w Woldenbergu. Po oswobodzeniu  obozu przez Armię Czerwoną w lutym  1945r przybył  do Krakowa, gdzie mieszkał  jego młodszy brat Romuald .Tam zgłosił się ochotniczo do służby w szeregach odradzającego się Wojska Polskiego. Z końcem lipca 1945r został skierowany do dyspozycji dowódcy Samodzielnego Batalionu Morskiego w Gdańsku-Nowym  Porcie. W dniu   1 września 1945 otrzymał Krzyż Virtuti Militari. Został awansowany do stopnia majora.  Jego Samodzielny Batalion Morski zajmował koszary dokładnie naprzeciw Westerplatte. Później Batalion przeformowano w szkolny pułk Marynarki Wojennej, a Dąbrowskiego w stopniu komandora  ppor awansowano na szefa sztabu pułku. W 1946 r ten szkolny pułk został przekształcony w Kadrę Marynarki Wojennej, (ośrodek szkolący marynarzy poborowych) , dowodzoną przez kmdr por Franciszka Dąbrowskiego. Funkcję tę pełnił przez trzy lata. W końcu marca 1947 roku Kadra Marynarki Wojennej została przeniesiona z Gdańska-Nowego Portu do Ustki.

W 1946 roku powstał w Gdańsku Związek Obrońców Westerplatte, na którego czele  stanął  Dąbrowski.    Z jego   inicjatywy, siłami Kadry Marynarki Wojennej,  a także dzięki szerokiemu odzewowi  społecznemu, odsłonięto nagrobek poległych w 1939 roku Westerplattczyków.
Przy końcu 1949 roku nastały niezwykle ciężkie czasy dla przedwojennych oficerów, służących w Ludowym Wojsku Polskim.  Ogólna sytuacja polityczna w kraju, nagonka w wojsku, wyczerpująca  służba, a także następstwa chorób przebytych w obozie jenieckim, dramatycznie pogorszyły stan zdrowia Franciszka  Dąbrowskiego. Wymagał natychmiastowego leczenia co było powodem   zmiany zajmowanego stanowiska  służbowego. Odszedł z Ustki, by w grudniu 1949 roku objąć funkcję szefa Biura dowódcy Marynarki Wojennej w Gdyni.  W rzeczywistości nigdy go nie piastował, gdyż już w pierwszych dniach 1950 roku rozpoczął  wielomiesięczne leczenie w  Wojskowym Sanatorium Przeciwgruźliczym w Otwocku. Długie leczenie bez widoków na rychłe wyzdrowienie  było przyczyną przeniesienia go, na wiosnę 1950 roku, do dyspozycji Departamentu Personalnego MON. Centralna Wojskowa Komisja Lekarska,  orzekła niezdolność do pracy zarobkowej. Orzeczenie to, stało się podstawą do zwolnienia Dąbrowskiego z zawodowej służby  we wrześniu 1950r. Dlatego też przeniósł się, wraz z cała rodziną, do Krakowa, gdzie mieszkali jego teściowie.

   Ponowny okres krakowski, datujący się od roku 1950, był najtrudniejszy w jego życiu. Wspaniały żołnierz, którego nie imały się hitlerowskie kule, musiał  się zmierzyć z trudną do przeżycia rzeczywistością. Zamieszkał w centrum miasta w dwóch niewielkich pokojach, bez kuchni i łazienki. W tych nader prymitywnych warunkach, Dąbrowski kontynuował leczenie, a w drugiej połowie 1951 roku rozpoczął półroczną kurację w sanatorium w Wodzisławiu  Śląskim. Renta inwalidzka nie zabezpieczała finansowo czteroosobowej rodziny i we wrześniu 1951r podjął pracę w charakterze kasjera w krakowskim Klubie Międzynarodowej Prasy i Książki przy Pl. Szczepańskim.  Zajął się też tłumaczeniami  opowiadań z języka węgierskiego dla „Gazety Krakowskiej”  i „Dziennika Polskiego”. W 1953 r. został zwolniony z pracy, bez podania istotnych powodów.  W roku tym po raz kolejny przebywał w sanatorium dla podreperowania zdrowia.
Po powrocie z sanatorium, nigdzie  nie było dla niego pracy. Ratując się  przed całkowitą nędzą, podjął się szycia pantofli. Tę chałupniczą pracę wykonywał przez 6 tygodni. Później, najczęściej popołudniami, można go było spotkać w kiosku, u zbiegu ulic Podwale- Karmelicka,  gdzie wyręczał  swoją żonę  w sprzedaży gazet.

    Nadszedł  rok 1956, czas zasadniczych  przeobrażeń politycznych  w kraju. Proces rehabilitacyjny, jaki wtedy został przeprowadzony objął także Westerplattczyków, a w śród nich  również Franciszka                 Dąbrowskiego. Po latach dyskryminacji i zupełnego zapomnienia, mógł teraz podjąć pracę w Centralnym Biurze Aparatury Chemicznej i Chłodniczej. Jako formę rehabilitacji  otrzymał  kwotę 15 tys. złotych, a w lutym 1958r. przydzielono  mu  mieszkanie w nowym budownictwie. W marcu 1957 roku odbyło się  spotkanie Westerplattczyków w Kielcach, gdzie  postanowiono wyłonić komisję, która zajęłaby się weryfikacją ponad stu żyjących na terenie kraju obrońców Westerplatte. Komisja ta przygotowała  pierwszy Zjazd        w dniu 1 września 1957r. w Gdańsku na Westerplatte.   Równocześnie w tymże dniu,  Gdańskie Towarzystwo Naukowe wydało   książkę autorstwa Dąbrowskiego pt.: „Wspomnienia z obrony Westerplatte”.  W tych  wspomnieniach po raz pierwszy  spróbował  on oddać ( choć w niewielkim   stopniu) prawdę tamtych 7-miu dni obrony.  W miarę upływu czasu, osłabiony organizm nie mógł bronić się przed  rozwijającą w sposób nieubłagany, gruźlicą. Komandor porucznik Franciszek  Dąbrowski   zmarł 24 kwietnia 1962r, wkrótce po swoich 58 urodzinach.  Dwa dni  później  został pochowany  z honorami wojskowymi w Alei Zasłużonych na   Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Pamięć o nim żyje.   W Polsce jest kilka  szkół   jego imienia m.innymi również  w Krakowie. Jego córka Elżbieta    została zaproszona na uroczyści siedemdziesięciolecia wybuchu wojny które odbędą się  jutro na Westerplatte.  Również od niej  dowiedziałem się, że wybitny  krakowski pisarz Stanisław  M. Jankowski napisał książkę o jej ojcu, która w  najbliższym czasie  ma ukazać się w księgarniach.