Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ludzkie losy Jan Stanek – śląski bohater
Smaller Default Larger
Jan Stanek – śląski bohater PDF Drukuj Email
Ludzkie losy
poniedziałek, 31 sierpnia 2009 21:33 | Wpisany przez Edward Brożek

Rocznica wybuchu drugiej wojny światowej  to okazja do przypomnienia bohaterskich żołnierzy, którzy walczyli o Ojczyznę w latach 1914-1918, o jej granicę w Powstaniach oraz o zachowanie niepodległości w 1939r. Taką piękną historyczną postacią był płk Jan Stanek.

Przed  niespełna 115 laty 27 maja 1895 roku w rodzinie Agnieszki i Franciszka Stanków na Śląsku przyszedł na świat syn Jan. Zadziwia droga jaką z małej przemysłowej osady spod Siemianowic Jan Stanek przeszedł na karty narodowej historii. Mieliśmy w przeszłości dużo wybitnych postaci. Taką postacią jest niewątpliwie Jan Stanek wielokrotnie określany jako jeden z czołowych organizatorów i dowódca trzech powstań śląskich.     Doceniamy jego osobisty wkład w odzyskanie przez Polskę Górnego Śląska. po pierwszej wojnie światowej, jego zasługi na rzecz wychowania młodej kadry oficerskiej jako wykładowcy i komendanta Szkoły Podchorążych w Zambrowie oraz heroiczną walkę z wrogiem w czasie II wojny światowej.
    Decydujący wpływ na przyszłą życiową postawę młodego chłopca miała narodowa i katolicka atmosfera rodzinnego domu. Obok nich, mieszkał Wojciech Korfanty, długoletni poseł do pruskiego parlamentu,  Polski Komisarz Plebiscytowy, dyktator III powstania śląskiego, duży autorytet na Śląsku w okresie międzywojennym. Dorastający Janek często był świadkiem sąsiedzkich rozmów z Korfantym swoich rodziców o przyszłej Polsce. Słuchał sporów co trzeba robić, aby ją odzyskać  niepodległą, a później uczynić bezpieczną i sprawiedliwą. Kilkunastoletni chłopak już wtedy  wiedział, że o taką Polskę trzeba będzie  z determinacją walczyć. Stąd jego zaangażowanie w Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół”  oraz uczestnictwo w tajnych zebraniach, gdzie oprócz zajęć wojskowych, młodzi ludzie poznawali  ojczyste dzieje, uczyli się patriotyzmu. Szybko poznawał trud dorosłego życia, bo w wieku 14 lat podjął pracę; wpierw w  kopalni a później  w hucie.

W lipcu 1915 roku został przymusowo wcielony do niemieckiego wojska. Aż do października 1918r przebywał na francuskim froncie, walcząc w kilku ciężkich bitwach, miedzy innymi nad Sommą. W stopniu sierżanta, dowodził plutonem łączności,  poznając też  metody walki, zasady szkolenia, i bojowe zwyczaje swoich przyszłych przeciwników. Poznał języki. Po wojnie widział, że sprawy Górnego Śląska wymagają szybkich i zdecydowanych działań.  Brak ustalonych granic, ogólny powojenny chaos wymagał dalsze panoszenie się niemieckiej policji i niemieckich bojówek. Jan Stanek, Alfons Zgrzebniok Jan Wilim i inni rozpoczęli rozbudowę placówek Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska, które zaczęły nadawać -organizacyjne ramy przyszłym oddziałom powstańczym. Często były to działanie podejmowane wbrew  stanowisku Wojciecha Korfantego, który jako legalista, był zwolennikiem działań politycznych. Jan Stanek,  szanował  Korfantego jako polityka, ale nie we wszystkim się z nim zgadzał. Przebieg późniejszych wydarzeń zdecydowanie potwierdził, że on miał więcej racji, stawiając społeczność międzynarodową przed faktami dokonanymi, aniżeli ostrożny Korfanty, liczący na pomyślny wynik plebiscytu. Przekonany jestem, że Jan Stanek łatwiej nawiązał kontakt ze Sztabem Generalnym WP w Warszawie, który udzielał powstaniom pomocy. I to pomocy zarówno w oddelegowaniu na Śląsk oficerów (płk. Michał Żymierski, mjr Rostworowski) czy w uzbrojeniu i zaopatrzeniu. Polska takiej pomocy bezpośrednio udzielać nie mogła, więc była on przekazywana poprzez  powstałe w 1918r Towarzystwo Obrony Zachodnich Kresów Polskich.  Pierwsze powstanie, zorganizowane
w sierpniu 1919 pokazało, że na Śląsku są ludzie, którzy - nie godząc się z propozycjami padającymi na konferencji w Wersalu - potrafią chwycić za broń. Śląska prasa z 18 sierpnia 1920r w ten sposób relacjonowała wybuch II powstania:  „POW Górnego Śląska chce walczyć. Rankiem komendant rejonowy placówki POW Górnego Śląska w Szopienicach Jan Stanek zmobilizował swoich podkomendnych. Rozbroił policję i opanował miasto. Zachęciło to do działania komendanta katowickiego okręgu POW por. Walentego Fojkisa. Na czele kilkusetosobowego oddziału przybył on po południu do Sosnowca. Od znajdującego się tu Dowództwa Głównego zażądał broni i zgody na orężne przeciwstawienie się Niemcom. Zdezorientowany Komendant Główny POW Górnego Śląska Alfons Zgrzebniok, po bezskutecznych próbach porozumienia się Wojciechem Korfantym, przystał na to żądanie...”  

Jan Stanek też wiedział, że na tym nie można skończyć. Wykazał ogromne zaangażowanie w przygotowaniu następnego powstańczego zrywu. Wraz z innymi dowódcami układał plany operacyjne, tworzył oddziały zaopatrując je w broń i środki techniczne. Trzecie, kolejne już powstanie, wybuchło w maju 1921r. Dyktatorem powstania był Wojciech Korfanty.   Decyzję o wybuchu powstania konsultował z Naczelnikiem Państwa Józefem Piłsudskim, premierem Wincentym Witosem gen. Kazimierzem Sosnkowskim. Zacięte walki trwały na całym  Górnym Śląsku.              
Powstanie to przyniosło najwięcej korzyści głównie dzięki dzielności wojskowych  dowódców. Prym wśród nich wiódł Jan Stanek, który zakończył powstanie na  stanowisku dowódcy I Dywizji Górnośląskiej, gdzie dowodził dywizją  w walkach frontowych. W ostatnim etapie powstania, kiedy rzeczą najważniejszą było utrzymanie w  rękach powstańców opanowanych terenów, otrzymał nominację na funkcję dowódcy nowoutworzonej Grupy Wojsk Powstańczych „Środek”. Po wkroczeniu na Śląsk wojsk polskich, pod dowództwem gen. Stanisława Szeptyckiego w czerwcu 1922r, Jan Stanek, awansowany, został powołany do służby czynnej  w wojsku polskim.
Po zakończeniu III powstania  zastanawiają dwie decyzje Józefa Piłsudskiego: Krzyżem Virtuti Militari udekorował Jana Stanka ... i zdecydowanie odmówił powołania Wojciecha Korfantego na stanowisko premiera.

Jan Stanek w 1925 roku wziął tradycyjny oficerski ślub „pod szablami”   w Kościele Garnizonowym Miasta Stołecznego Warszawy z towarzyszką broni, legionistką, Marianną Duryńską. W  1929r z urodziła mu się córka Teresa. W 1926r zdecydowanie opowiedział się po stronie Józefa Piłsudskiego. W Szkole Podchorążych w Zambrowie , gdzie w latach 1930-1931 pełnił obowiązki komendanta, kształcił młodą kadrę oficerską. W1934r, dosyć niespodziewanie,    w stopniu kapitana, został przeniesiony do rezerwy. Dla młodego, doświadczonego   i dynamicznego oficera była to straszna decyzja. Dodatkowo zagorzałego zwolennika Marszałka Piłsudskiego. Skąd się wzięła? Czyżby zadziałał  tu niemiecki wywiad?  Już w tym czasie widział czym grozi przejęcie władzy w Niemczech przez Hitlera. Przestrzegał o tym głośno na spotkaniach Związku Weteranów Powstań Śląskich. Może za głośno lub za krytycznie? Może ktoś z władz wojskowych nie zrozumiał jego intencji.  Rozgoryczony, podjął starania o zatrudnienie w administracji samorządowej, później w przemyśle.

Pracował w przemyśle hutniczym w Chorzowie potem w Hucie Laura w Swiętochlowicach,  a następnie  w Centralnym Zarządzie Wspólnoty Interesów Górniczo-Hutniczych w Katowicach.  
W marcu 1939r, w obliczu wyraźnie narastającego  niemieckiego zagrożenia, Jan Stanek został ponownie powołany do wojska.  Ukończył kurs oficerów sztabowych i otrzymał  awans na stopień majora. We wrześniu 1939 przeżył ogromne rozczarowanie szybką klęską.  Walczył  na Śląsku, później na wschodzie przeciwko Armii Czerwonej. Trzykrotnie uciekał z rosyjskiej niewoli. Ranny trafił w okolice Warszawy. Ale nie na długo.
 W przeddzień wybuchu wojny b. powstańcy reaktywowali Polską Organizację Wojskową Górnego Śląska. Tworzyła ona Bataliony Obrony Narodowej , walczące we wrześniu przeciw napaści hitlerowskiej na Polskę. Nie bez powodu w historiografii nazwano walki w obronie Śląska IV powstaniem śląskim! Ci z nich, których hitlerowcy nie zdołali wymordować w czasie walk w obronie Śląska lub osadzić w obozach koncentracyjnych przeszli do walki podziemnej. Do tych struktur odkomenderowany został Jan  Stanek w październiku 1939r. W trakcie akcji scaleniowych tworzonych przez jego byłych towarzyszy broni, część ich znalazła się w strukturach ZWZ-AK., a część w Polskiej Armii Ludowej. Zadaniem Stanka, będącego w stałej łączności z Komendą Główną AK i Delegaturą Rządu RP dla Śląska, było odtworzenie 17 dywizji piechoty AK, działającej pod nazwą Legionu Śląskiego AK. Stanek, po awansie do stopnia pułkownika, został jego dowódcą.          (U progu II Rzeczypospolitej w strukturach wojsk polskich utworzono dwie dywizje  23 dp i 17 dp z przeznaczeniem dla powstańców śląskich. W tajnym rozkazie z okresu powstań śląskich Minister Spraw Wojskowych gen Sosnkowski wyraźnie określa " Nie tworzyć nowych dywizji w skład których wejdą powstańcy śląscy, dla nich przeznaczone są 23 dp i 17 dp". W okresie 20-lecia międzywojennego 23 dp stacjonowała na Górnym Śląsku, w roku 1939 weszła w skład Armii Kraków,17 dp stacjonowała w Krakowie a w kampanii wrześniowej walczyła w ramach Armii Poznań.) 
Jako dowódca tejże odtwarzanej 17 dp płk Stanek aresztowany został w Krakowie w noc sylwestrową 31 grudnia 1939 r.  Przeżył  straszne tortury w słynnej katowni gestapo przy  ul. Pomorskiej na terenie  Domu Śląskiego. Wydawało się, że zostanie zamordowany. Uratował go list gończy za nim, rozpisany natychmiast po wkroczeniu Niemców na Śląsk. Został przewieziony do Katowic i tam postawiony przed sądem narodowo-socjalistycznym , który skazał go „za burzenie pruskich pomników w czasie powstań śląskich” na karę śmierci.  Trafił do obozów  koncentracyjnych: Mysłowice I, Gross - Rosen gdzie pracował w kamieniołomach              a następnie do Oranienburg - Sachsenhausen.  Wyzwolony został  przez wojska amerykańskie  w maju 1945 w trakcie marszu śmierci na trasie Oranienburg - Schwerin, gdzie oczekiwały na więźniów barki, które miały ich zatopić na pełnym morzu i tym samym zlikwidować świadków hitlerowskiego bestialstwa.
    Wrócił w listopadzie 1945 pierwszym transportem z Lubeki do Polski. Na jego powrót czekała już w ich przedwojennym mieszkaniu w Katowicach żona z córka, które w międzyczasie znalazły się w koszmarnej sytuacji.

W siedzibie dyrekcji Wspólnoty Interesów przy ul. Zamkowej, gdzie pracował do wybuchu wojny pułkownik Stanek zainstalował się komendant radziecki miasta Katowic.  To on żonie Jana Stanka oddał klucze od przedwojennego służbowego mieszkania Stanka, które znajdowało się opodal dyrekcji Wspólnoty Interesów- aktualnej w tym momencie siedziby komendantury radzieckiej. Niebawem zaanektowano dwa pokoje w mieszkaniu Stanków  na potrzeby oficerów armii radzieckiej etapami przerzucanej na front na Berlin. Kolejnymi z tych oficerów byli:  por. Sagankow i mjr Makarow.  Podczas jednej z libacji z Niemkami, które sobie przyprowadzili, pijany Sagankow, groził jednej z nich, że jak mu się nie odda, to rozprawi się z nią podobnie jak to czynił z polskimi oficerami w Katyniu. " Ja do liudiej strelał kak do sobak"!  Słyszał to obecny na tejże libacji (były to urodziny jednego z owych oficerów) szef komendantury radzieckiej, co miało natychmiastowe konsekwencje. Jeszcze tej nocy z mieszkania Stanków obaj oficerowie sowieccy zostali usunięci cichcem przed udającą głęboki sen rodziną gospodarzy. Za kilka godzin zjawiło się dwóch funkcjonariuszy KGB, którzy usiłowali wybadać, czy rodzina Stanków  słyszała owe słowa wyraźnego wyznania mordercy oficerów w lesie katyńskim {dodatkowy argument  wywołujący niewątpliwie panikę wśród funkcjonariuszy KGB w strukturach komendantury radzieckiej w Katowicach stanowił fakt, że Stanek do tej  chwili nie wrócił do Polski i w ich oczach mógł być jednym z zamordowanych}. W świadomości rodziny Stanków pojawiła się groźba unicestwienia przez władze KGB. Dwaj przebywający wraz z żoną i córką Stanka krewni, którzy wrócili na Śląsk  z Krakowa (Franciszek Stanek - najmłodszy brat Jana i jego siostrzeniec Józef Kuczmik, natychmiast po owej nocy opuścili mieszkanie, a dysponującej ogromnym doświadczeniem w kontaktach ze służbami NKWD jeszcze z okresu obu rewolucji rosyjskich i biegłą znajomością języka rosyjskiego żonie Jana Stanka udało się opanować sytuację i utrzymać przesłuchujących funkcjonariuszy w atmosferze sugestii, że rodzina Stanków pogrążona była w głębokim śnie i nie ma pojęcia co się wydarzyło tej nocy. Po wyjściu oficerów KGB córka Teresa usłyszała od matki przestrogę: „Jak chcesz żyć, co najmniej przez pięć lat nikomu ani słowa w tej sprawie!”  Pomna tej przestrogi przez kilka pięcioleci zachowała  ona milczenie.

 Za kilka dni po pamiętnej nocy odbył się pogrzeb por. Sagankowa (według przekazanej Stankowej informacji rzekomo „pijany zastrzelił się on przy czyszczeniu broni”) Pochowano go obok siedziby komendantury radzieckiej w tzw. Parku Schena (dziś stoi tam pomnik pamięci trzech powstań  śląskich). Jego prochy wraz z innymi żołnierzami radzieckimi pochowanymi w tym miejscu  przeniesiono  do Parku Kościuszki. Drugi z lokatorów mieszkania Stanków mjr Makarow,  został podobno w trybie natychmiastowym wysłany na front – na Berlin - jak się wyrazili oficerowie KGB. Obie kobiety biorące udział w libacji  zniknęły z horyzontu, Można tylko podejrzewać jaki los je spotkał.
Złowieszcze słowa o mordach w Katyniu padły z ust jednego z bezpośrednich wykonawców tej zbrodni w mieszkaniu Stanka wiosną roku 1945 - przed procesem norymberskim, na którym reprezentanci Rosji sowieckiej usiłowali tę zbrodnię przypisać Niemcom. Sądzę, że  w kontekście rozpoczętego śledztwa polskiego   w sprawie Katynia przez IPN, należałoby poprosić o szczegółową relację  zamieszkałą w Krakowie córkę Jana Stanka, Teresę. o domu Stanków nadal pętali się kolejni oficerowie sowieccy w mundurach armii radzieckiej, potem w mundurach armii polskiej Berlinga.

W międzyczasie przyszedł list od pułkownika Stanka z Lubeki, z którego rodzina dowiedziała się, że  żyje - przeżył gehennę hitlerowskich obozów zagłady  Wrócił w listopadzie 1945 roku – pierwszym transportem  z Lubeki. Jego stan zdrowia przeraził najbliższych. W chwili wyzwolenia przez Amerykanów na trasie marszu śmierci ważył 34 kg. Mimo troskliwej opieki roztoczonej nad b. więźniami przez służby sanitarne armii amerykańskiej po powrocie do Kraju wyglądał nadal tragicznie.
    Wola życia i hart ducha zwyciężyły. Były to cechy, które pozwalały przetrwać najgorsze momenty gehenny nieludzkich warunków hitlerowskich obozów zagłady, a to już miał Stanek za sobą. Po powrocie na rodzinną ziemię włączył się w działalność organizacji kombatanckich : Związku Weteranów Powstań Śląskich, Związku Więżniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych, Związku b.Uczestników  Walk o Niepodległość i Demokrację , Związku Inwalidów Wojennych RP ( po zjednoczeniu organizacji kombatanckich był m.in. prezesem Związku Bojowników o Wolność i Demokracji w rodzinnym mieście  - Siemianowicach Śląskich).  obliczu referendum a następnie zbliżających się wyborów parlamentarnych zaangażował się także w działalność polityczną  Polskiego Stronnictwa Ludowego Stanisława Mikołajczyka.
Już kilka miesięcy po powrocie do Polski w czasie zlotu weteranów powstań śląskich  w rocznicę wybuchu III powstania śląskiego  2 maja 1946 został aresztowany przez władze bezpieczeństwa. Były  to pamiętne dni obchodów 3 maja, kiedy to z inspiracji Urzędu Bezpieczeństwa doszło do starć tłumu z milicją i konnym oddziałem KBW w Krakowie, manifestacji we Włocławku , Katowicach.

W Katowicach Komendantura radziecka istniała nadal. Górnym Śląskiem rządzili dwaj generałowie –  wojewoda Zawadzki  i pełniący w tym czasie funkcję wicewojewody gen. Jerzy Ziętek. Każdy z nich dysponował pełną obstawą w oficerskich mundurach. Drugi z nich - Ślązak  był podkomendnym Jana Stanka w trzecim powstaniu śląskim. To on reaktywował Związek Powstańców Śląskich pod nazwą Związku Weteranów Powstań Śląskich i potem przez długie lata aż do śmierci pełnił funkcje prezesa Krajowej Komisji Weteranów Powstań Śląskich I prezesa Zarządu Okręgu  ZBoWiD w Katowicach.
Ziętek dbał o sprawy Śląska i Ślązaków. Jednak okresami rozpracowywany  przez władze bezpieczeństwa nie zawsze mógł pomóc swoim towarzyszom broni w ich trudnych losach. Powstańców śląskich traktowano instrumentalnie. Ubrano ich w powstańcze mundury , obsypywano odznaczeniami, traktowano jako dekorację uroczystości państwowych. Jednocześnie odsuwano od stanowisk od wpływu na polityczne życie kraju. W gruncie rzeczy nie interesowano się ich losem i losem ich rodzin.
  W końcu jednak przyszedł czas, w roku 1947, kiedy kierownictwo Huty Beldon upomniało się o budynek po dyrekcji Centralnego Zarządu Wspólnoty Interesów, zajmowany nadal przez tę komendanturę. Wtedy cieszący się nadal pełnią władzy na tym terenie (miasto Katowice otrzymało niebawem nawet nazwę Stalinogrodu !) reprezentant wojskowej władzy sowieckiej postanowił przenieść swoją siedzibę do wielopokojowego mieszkania Stanków i zamierzenie to zrealizował. Meble i całe wyposażenie mieszkania zwalono na kupę w zdewastowanych przez sowieckich szoferów  pomieszczeniach na parterze w budynku  na tej samej ulicy Zamkowej, która w międzyczasie zdążyła stać się ulicą Armii Radzieckiej (dziś jest na szczęście ulicą Wojciecha Korfantego). Na odczepnego rzucono obietnicę, że rodzina Stanków przeprowadzona zostanie do mieszkania piętro wyżej w tym samym budynku (Armii Radzieckiej 10) natychmiast po dokonaniu remontu. Rzeczywiście po kilku miesiącach gehenny oczekiwania w skandalicznych warunkach trwania tych wyniszczonych przecież wojną i nieludzkimi warunkami życia – Stanek przecież był więźniem hitlerowskich obozów zagłady! – ludzi tych tj. rodzinę Stanków rzeczywiście przeniesiono do wyremontowanego lokalu.

Ale wtedy nastąpiła prawdziwa  nieodwracalna tragedia.
Okazało się, że dyrekcja Huty Beldon, która - jak się okazało - rościła sobie pretensje do wszystkich budynków opuszczanych przez komendanturę radziecką, zapragnęła umieścić w tym lokalu jakiegoś urzędnika ściągniętego z Polski centralnej. Mimo pisemnych decyzji wicewojewody gen. Jerzego Ziętka, rodzinę Stanków wyrzucono z mieszkania wynosząc – jak pisał wtedy Stanek w zażaleniu do władz Urzędu Wojewódzkiego - wraz z łóżkiem konającą żonę.  Zmarła niebawem – choć po miesięcznej jeszcze męce w Szpitalu Elżbietanek przy ul.Warszawskiej. Przy jej łożu przez miesiąc aż do chwili śmierci w dniu 15 listopada 1947 r. dni i noce spędzała córka Teresa, która z dniem 1 października tegoż roku miała rozpocząć studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W czasie manifestacyjnego pogrzebu ze sztandarami powstańców śląskich ksiądz proboszcz parafii Kościoła Mariackiego  w wygłoszonym nad mogiłą przemówieniu określił zmarłą parafiankę jako świętą. Maria Duryńska - Stankowa była legionistką, siostrą miłosierdzi w szpitalach wojskowych (także w szpitalu wojskowym dla jeńców rosyjskich w Cytadeli Warszawskiej, towarzyszką broni Jana Stanka, działaczką Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w obronie ofiar obu rewolucji sowieckich (m.in. na terenie Piotrogrodu). Spoczęła na Cmentarzu przy ul. Francuskiej nieopodal mogiły Wojciecha Korfantego, któremu właśnie wtedy ufundowano okazały sarkofag z czarnego granitu ze skromnym, ale jakże dostojnym napisem : Wojciechowi Korfantemu – Lud śląski.
    Zmaltretowana całym przebiegiem tych tragicznych zdarzeń córka Teresa przyjechała do Krakowa z wysoką utrzymującą się miesiącami gorączką i początkami  grużlicy. Podjęła studia z początkiem grudnia 1947 w trudnej sytuacji materialnej. Na szczęście dzięki wybitnym zdolnościom już na drugim roku studiów spotkała się  z propozycjami uczestnictwa w pracach naukowych pracowni językoznawczych Polskiej Akademii Umiejętności oraz Instytutu Badań Literackich a niebawem otrzymała także etat asystenta w Studium Słowiańskim na Uniwersytecie Jagiellońskim w Zakładzie Filologii Staropolskiej przy Katedrze Języka Polskiego. 

 Jan Stanek wraz przeniósł się do Siemianowic – pracując w Hucie Jedność   działał głownie w kręgu byłych powstańców śląskich  Jednak buntował się przeciwko decyzjom ówczesnych władz partyjnych o ich prześladowaniu, odsuwania od stanowisk, szykanowania, do których należało m. innymi usuwanie z mieszkań. Upokarzano ich niskimi emeryturami, często trafiali do więzień pod zmyślonymi zarzutami.
Bezsilny Jan Stanek nie mógł się z tym pogodzić. W trakcie opracowywania wojskowej historii śląskich powstań zmarł 14. 06.1961r w wieku 66 lat. Jego pogrzeb był manifestacją sił patriotycznych całego Śląska. Przyjechały delegacje powstańców śląskich ze sztandarami  powstańczymi i kombatanckimi. Ominęły go późniejsze honory jakimi zaczęli cieszyć się na Śląsku powstańcy. Po śmierci stał się bohaterem kilku filmów i książek, ale to w najmniejszym stopniu nie wynagradza naszych moralnych zobowiązań wobec niego. Sądzę, że jedynym rozwiązaniem jest doprowadzenie do zwrotu „Domu Śląskiego” przy ul. Pomorskiej  w Krakowie, prawowitemu właścicielowi, czyli Towarzystwu Obrony Zachodnich Kresów Polskich. Sekretarzem Generalnym  tego towarzystwa jest córka Jana Stanka, Teresa, która mówi: - Ojciec byłby zadowolony.  Dom, do którego budowy się przyczynił, w którym był torturowany przez gestapo, powinien wrócić do prawowitych właścicieli i służyć celom dla których był  wybudowany. A gdyby tak jeszcze nazwać go imieniem ojca?

Chciałbym jeszcze przypomnieć, że Zarząd Główny  Związku Kombatantów RP i b Więźniów Politycznych wystąpił z wnioskiem do Prezydenta RP o pośmiertne mianowanie płk Jana Stanka do stopnia generała brygady. Wniosek ponowił Kongres Związku Kombatantów, grupa kilkunastu śląskich posłów, patronowała tej sprawie Sejmowa Komisja Obrony Narodowej a także Zarząd Główny Towarzystwa Obrony Zachodnich Kresów Polski. Wniosek, napisany jeszcze w 1998 r do dnia dzisiejszego nie doczekał się realizacji ! Kolejny wstyd i – tym razem pośmiertne - upokorzenie tego wspaniałego człowieka. Apeluje do Ministra Obrony Narodowej i do Prezydenta RP: Pośpieszcie się Panowie! Na  Boga, pośpieszcie...

Teresa Stanek i Jadwiga Rudnicka w Sali Sejmu Ślaskiego w Katowicach: wrzesień 2008r. 

Na portretach w głębi: po lewej Wojciech Korfanty, po prawej Jan Stanek