Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ludzkie losy Podróż sentymentalna
Smaller Default Larger
Podróż sentymentalna PDF Drukuj Email
Ludzkie losy
piątek, 30 października 2009 13:04 | Wpisany przez Teresa Oleś-Owczarkowa

To jest epilog do powieści „Rauska”, która opiera się na prawdziwych losach polskiej rodziny wywiezionej „na roboty” do niemieckiego bauera. Bohaterką książki jest dziewczynka – dziecko, jakim była moja mama, gdy wraz z rodziną wywieziono ją w nieznane strony, do niemieckiej Rauski.

Ta miejscowość wprawdzie już w 1149 roku wymieniona jest jako Ruseke pośród innych
p o l s k i c h wsi należących do polskiego rycerskiego rodu pochodzącego podobno z Małopolski a nazywanego Strzegomianami, ale nic nie ma stałego na Ziemi poza zmianami. Granice bywają zmienne i Rusko przestało należeć do Polski. Ziemię Rusecką wprawdzie nadal uprawiali chłopi, tyle, że  mówili po Niemiecku i do niemieckiej kasy płacili podatki. Czy miało to dla nich jakieś znaczenie? Kto to wie? Wojny toczą się zawsze ponad głowami zwykłych ludzi. Tych, którzy ponoszą ich największe koszty, oddając często życie lub zdrowie albo dobytek całego życia, nikt o takie sprawy nie pyta.
Z opowieści rodzinnych znałam Rauskę jako bogatą zadbaną miejscowość, która nie budziła w rodzinie najgorszych wspomnień. Oddalenie czyniło ją dodatkowo miejscem, gdzie chociaż spędzili pięć trudnych lat swego życia, to wyszli stam-tąd niepokonani. Dali sobie radę. Prawie wszyscy - świadomie lub nie - wracali z poczuciem wzmocnienia.
Zaproszenie ze Strzegomskiej Biblioteki Publicznej im. E. Orzeszkowej na uro-czyste obchody 6o -  lecia bardzo mnie ucieszyło. Miałam być gościem specjal-nym Biblioteki. Okazało się, że o mojej książce usłyszała jedna z bibliotekarek w środowym salomie literackim radiowej Trójki, zamówiła ją przez internet, przeczytała w ciągu jednej nocy i w Strzegomiu zaczęła się „moda” na „Rauskę.” Biblioteka zakupiła sporo egzemplarzy, które są stale w czytaniu pod rygorem szybkiego zwrotu. Wiele osób chciało poznać autorkę.
Mimo, że przerażała mnie odległość i trudy podróży, postanowiłam pojechać, zwłaszcza, że mąż chętnie ofiarował się mnie zawieźć.  Za spotkaniami z czytelnikami widziałam w wyobraźni Rauskę mojej mamy i tę trochę moją. Po zjechaniu z autostrady wąska droga prowadziła do Strzegomia. Oboje z mężem wyczekiwaliśmy jednak na inny drogowskaz, ten do wsi Rusko, bo tak znowu nazywa się to miejsce. Za drogowskazem ujrzeliśmy ogromne doły i w pewnej odległości niedużą wieś z kościelną wieżą na wzniesieniu. To było Rusko.Do wsi prowadziły dwie drogi: jedna wąska, wysadzana po obu stronach drzewami wyglądała na nieuczęszczaną i druga utwardzona, choć wąska, prowadząca do tej majaczącej na tle księżycowego krajobrazu wsi.
Odłożyłam wjazd do Ruska na następny dzień. To ciągle była moja Rauska, ale obleciał mnie strach.
Tego popołudnia i wieczora świętowałam wraz z Biblioteką ich jubileusze. Biblioteka ta pod dyrekcją Urszuli Jarosińskiej od 35 lat żyje i buduje stały pomost między książką i czytelnikami. Wszyscy pracownicy traktują pracę w Bi-bliotece jak posłannictwo i szczęście. Cieszyły mnie także powodzenie mojej książki i sympatia dla jej bohaterów. Opowieść pani Halinki Duch, jak po przeczytaniu książki wsiadła na rower aby zlokalizować akcję powieści wzruszyła mnie serdecznie. Dopytywano się o dalszy ciąg losów mojej bohaterki. Święto Biblioteki to toasty, życzenia, gratulacje.
Następnego dnia z moim mężem i Dyrektorką Biblioteki wjeżdżamy do Ruska, czyli do mojej Rauski. Zaniedbanie i wrażenie pustki pozostało takie samo jak poprzedniego dnia. Spotkani ludzie, mili i zdziwieni moją pielgrzymką, nic nie wiedzą o Langerach / bauerach mojej mamy/ poza tym, że jest tu miejsce zwane powszechnie Langerówką. Od mężczyzny, którego spotykamy na podwórku podobnym do tego z fotografii jaką zachowała mama, dowiadujemy się, że po wojnie spalono majątek Langerów, bo według kogoś „był on SSmanem.” Potem zaczęto wyburzać domy i budować odkrywkową kopalnię.
– Podobno podczas wykopów ktoś tu znalazł skarb. Złoto!
Oprowadzający nas mieszkaniec Ruska śmieje się ze swojej anegdotki.
- To pewnie plotka, bo on zaraz potem wyjechał z rodziną do Wrocławia.
Mówi. Pytamy o ludzi.
Młodzi stąd wyjeżdżają.
- Niemcy tu nie mieszkają, przyjeżdżali czasem, ale już od dawna nikt tu z nich nie bywa.
O Langerach nikt nie słyszał, ale Ruskowianin przypomniał sobie, że jeden z jego sąsiadów ma jakieś zdjęcia. Trafiamy do miłej rodziny, gdzie młoda kobieta przechowuje starannie spakowane pocztówki i zdjęcia Rauski. Piękny pa-łac w otoczeniu kwiatów, to budynek dworu. Restauracje, ulice, zadbane miasteczko. Ostry kontrast z dzisiejszym obrazem wynędzniałej wsi i krajobrazem zrytych przestrzeni, na których nie ma żywego ducha.  Po wojnie pracowali tu więźniowie polityczni. Pytany o to mężczyzna nie chce o  tym mówić.    
- Dawne czasy.
Pod jeden z domów podjeżdża samochód. Wysiadają z niego młodzi ludzie. Chwilę patrzą na nas i znikają we wnętrzu niewysokiego domku.
Nie mam ochoty zostać tu dłużej. Rauski tu już nie ma. Na jej ruinie istnieje ja-kaś wieś, której nie znam. Ludzie, których tu spotkałam, nie należą do mojej historii. Są mili, ale to ludzie ze wsi Rusko.
Zachwycam się Strzegomiem. Bogatym, zadbanym i pełnym życia. Rusko umiera.


 

 Zdjęcia: Jacek Owczarek