Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ludzkie losy Refleksje po katastrofie Smoleńskiej na Batowickim cmentarzu
Smaller Default Larger
Refleksje po katastrofie Smoleńskiej na Batowickim cmentarzu PDF Drukuj Email
Ludzkie losy
czwartek, 15 lipca 2010 11:30 | Wpisany przez TYadeusz Gola

 My piloci myśliwscy lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia obecnie spotykamy się na ceremoniach pogrzebowych swoich kolegów. Przed tygodniem byłem uczestnikiem ceremonii pogrzebowej o parę lat starszego kolegi Stanisława z którym pełniłem służbę w  39 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego.

Był od dwudziestu lat na emeryturze i mieszkał ze swoją żoną w jednym z bloków w pobliżu Placu Imbramowskiego. Po pogrzebie, którego Msza Święta odbyła się w Kaplicy Cmentarza Batowickiego a trumna z ciałem spoczęła w poświęconej ziemi po oddaniu należnej czci koledze pilotowi rozeszliśmy się w zadumie. Kilku moich kolegów pilotów emerytów idąc wraz ze mną  drogami cmentarnymi do przystanku autobusowego wspominali lata szybkiego rozwoju i wzrostu potęgi lotnictwa wojskowego w naszym kraju. W rozmowie nawiązaliśmy do niedawnej katastrofy pod Smoleńskiem i opinia, że za spowodowanie tej tragedii narodowej  według przewodniczącego pana Edmunda są piloci, uważamy za przedwczesne . Wspomnę że Pan Edmund przewodniczył przed rokiem komisji wyjaśniającej wypadek który  zdarzył się po pikniku na Rakowicach. Piloci z Warszawy wracali awionetką typu „cessna” po całodziennym pobycie na terenie Muzeum Lotnictwa Polskiego. Po starcie samolot wykonując zakręt w lewo uderzył w drzewa istniejącego parku odlatując około kilometra od startu. Awionetka po zderzeniu zaczęła się palić i spaliła się doszczętnie. Przewodniczący komisji wyjaśniający tę katastrofę lotniczą znajdując w zgliszczach kabiny samolotu zabezpieczenie założone na sterach które do lotu powinno być zdjęte, zawyrokował następnego dnia w wywiadzie telewizyjnym  o winie pilota. Według mnie wina pilota nie jest taka oczywista, dlatego, że to wina konstrukcyjna tego zabezpieczenia i nie spełnienie rozwiązań ergonomicznych w tej konkretnej kabinie pilota była jedną z przyczyn katastrofy. Proszę rozważyć sytuację w której zabezpieczenie zakładane w kabinie na stery tylko podczas postoju samolotu w celu unieruchomienia łożyskowanych lotek, można było założyć inaczej i też spełniało swoje zadanie. Można domniemać, że konstruktor za mało uwagi poświęcił rozwiązaniu technicznemu unieruchomienia sterów czym stał się współwinnym zaistniałej katastrofy. Bez zdejmowania zabezpieczeń ze sterów w kabinie pilot wystartował - co jest faktem - więc ergonomia konstrukcji kabiny była przeciw pilotowi a powinna mu pomagać. Dlaczego dokumentuję katastrofę „cesny” bo podobną opinię ten sam pan Edmund wydał w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem  samolotu TU-154M , że to wina pilota. Bezsprzecznym jest fakt , że odpowiedzialni za lądowania samolotów pracownicy wieży  nie zabronili lądowania co powinni uczynić ze względu na warunki pogodowe które były poniżej minimalnych warunków atmosferycznych lotniska . A także po niżej minimalnych warunków pogodowych dowódcy samolotu  TU-154M .
Słuchając korespondencji radiowej z czarnej skrzynki ( dlaczego nie ma nagrań z radiostacji stacjonarnej lotniska ) odnosiłem wrażenie , że TU-154M prowadzony ręką dowódcy załogi  po ścieżce podejścia do lądowania ma całkowite zaufanie do nawigatora operatora RSL-u ( w środkach przekazu nazwany kontrolerem) który podaje komendy o prawidłowości wykonywanego podejścia . Nawigator operator podaje komendę „horyzont” gdy samolot płatem skrzydła uderza o drzewo . A nawigator w kabinie podaje dowódcy załogi „wysokość dwadzieścia” . Są to istotne sprawy do wyjaśnienia bo te konkretnie momenty lotu decydują o katastrofie i odpowiedzialności. Dużo rozmów jest niezrozumiałych które należało by odtworzyć, najważniejsze są jednak rozmowy z ostatniej minuty lotu. Z dotychczasowych danych odtworzonych z nagrań czarnych skrzynek wynika dobitnie, że dowódca załogi samolotu zaufał pracownikom wieży w szczególności nawigatorowi operatorowi RSL-u . Jestem zgodny z opiniami które dobitnie twierdzą, że nie wolno było przyjmować dowodzenia i sprowadzać do lądowania samolotu TU-154M po niżej minimalnych warunków pogodowych dla lotniska i dowódcy załogi .
Tak się złożyło że wszyscy idący koledzy piloci latali i podchodzili do lądowania bez widzialności w dzień i w nocy na samolotach myśliwskich właśnie na lotniskach o podobnym wyposażeniu technicznym co lotnisko niedaleko Smoleńska . Znamy doskonale mankamenty tych środków RSL-5 później RSL-7 , DRL , BRL, radionamiernik .
Do przystanku autobusowego było jeszcze daleko zaproponowałem Marianowi mojemu koledze, pilotowi wojskowemu na emeryturze by opowiedział swoje zdarzenie które przeżył podczas startu samolotem Mig-21US w nocy. W tym locie Marian W. występował w charakterze instruktora i zajmował drugie siedzenie katapultowe w kabinie samolotu Mig-21US. Pierwsze siedzenie katapultowe zajmował  por .pil. Tomasz  S. który wykonywał lot kontrolny do strefy w nocy. Tej nocy lotnej start był wykonywany z kursem 090 stopni a więc na wschód. Obaj Panowie piloci przed zajęciem miejsc w kabinie dokładnie sprawdzili samolot i jego urządzenia. Ubrani byli w szare lotnicze kombinezony, trzewiki z wysokimi cholewkami i oczywiście hełmami lotniczymi na głowie. Po zajęciu miejsc w kabinie Tomek nawiązał łączność z kierownikiem lotów przebywającym na wieży i otrzymał zezwolenie na uruchomienie silnika. Gdy silnik uzyskał minimalne obroty obaj dokonali włączenia przełączników niezbędnych do wykonania lotu. Hermetyzacja kabiny i po wyrażeniu zgody przez wieżę nastąpiło kołowanie na początek pasa do startu. Pilot po ustawieniu samolotu na pasie i wykonaniu czynności zgłosił na wieżę: „ gotów start 354” – wieża odpowiedziała:       „ startuj dla ciebie strefa druga” . Tomasz ściskając dźwignię hamulców do oporu zwiększył obroty do maksymalnych, następnie przyciskając zapadkę na dźwigni przesunął ją do przodu włączając maksymalne dopalanie. Silnik z niezwykle głośnym wyciem pchnął samolot siłą kilkuset tysięcy kilogramów ciągu do przodu po rozhamowaniu kół. Samolot nabierał prędkości, podniesienie przedniego koła i oderwanie. Pilot pierwszej kabiny przestawił kran podwozia na schowane, obaj poczuli spadek ciągu silnika i pulsującą czerwienią lampkę pożaru. Instruktor ściągnął drążek sterowy na siebie informując wieżę: „palę się” i pociągnął za podwójny uchwyt katapultowy. Katapulty zadziałały i piloci znaleźli się poza palącym się samolotem, a że wysokość była minimalna mechanizmy fotela zadziałały  natychmiastowo i gdy czasza spadochronu wypełniła się nad głową Mariana, dotykał już  czubków karłowatych sosen lasu przed Siewierzem. Tomek miał mniej szczęścia i o jego śmierci zadecydowała zbyt długa linka przy fotelu katapultowym. Fotel nie oddzielił się od niego, Tomasz uderzając o poszycie leśne poniósł śmierć. Samolot uderzył w las kilkaset metrów dalej i uległ całkowitemu zniszczeniu. Tomasz ożenił się zaledwie kilka lat temu i owocem jego małżeństwa z dziewczyną o profesji nauczycielki był syn . Trudno nie pamiętać jak Tomasz z synem na ramionach przemierzał drogami osiedla . Na pewno był szczęśliwy tylko , że to szczęście trwało bardzo krótko a , że był dobrym ojcem i mężem pozostawił po sobie wspomnienia i pustkę .
Marian po tej katastrofie długo nie mógł dojść do siebie ale przecież dla niego życie się jeszcze nie skończyło i musiał coś postanowić . Wspominając jego ekstremalne momenty w wykonywaniu służby w powietrzu to muszę przytoczyć fakt który świadczy o tym , że już od dłuższego czasu zdarzenia przypominały mu „ jesteś śmiertelnikiem” . Cofając się myślą wstecz byłem świadkiem gdzie Marian wylądował na samolocie myśliwskim Lim-5 na lotnisku w Kamieniu Śląskim, po wyłączeniu silnika i opuszczeniu kabiny zobaczył na kadłubie obok wlewu paliwa wypaloną dziurę w poszyciu. Już wtedy śmierć chodziła za nim jednak silniejsze było służenie Ojczyźnie swoimi umiejętnościami niż utrata życia . Niewątpliwie jest patriotą jak wielu jemu podobnych pilotów myśliwskich tego pułku . Warunki bytowania na lotnisku zapasowym w Kamieniu Śląskim były nadzwyczaj prymitywne , piloci rozrzuceni po całej wiosce mieszkali w domach mieszkańców po kilku w jednym pokoju bez ciepłej wody i możliwości kąpieli . Zakwaterowania były tylko sypialnią o wypoczynku przed lotami nie było mowy . Że przez te kilka miesięcy pobytu nie było katastrofy lotniczej to cud .
Mierzęcice otrzymały dodatkowe metry pasa lądowania i dywanik który miał właściwości zwiększonej siły tarcia a więc lepszego hamowania. Marian przeszkolił się na samoloty myśliwskie Mig-21 pf , Mig-21pfm(sps) , Mig-21U, Mig-21US i został na nich instruktorem . Po katastrofie Komisja Lekarska zabroniła mu wykonywania lotów . Po mimo niewątpliwych zasług położonych na polu lotniczym d-ctwo OPK zaproponowało Marianowi etat nawigatora naprowadzenia w Krakowie na Brzoskwini . Po paru latach Marian stracił wszystkie uprawnienia dające mu prawo do większych wynagrodzeń dlatego , że dodatki finansowe które nabył zgodnie z przepisami nie były waloryzowane . I tak też było z kolegami idącymi drogami cmentarnymi Lucjanem i Sylwkiem . Będąc na emeryturze  w roku 1989 dowiedzieli się , że wysokość uposażenia emerytalnego została  zmniejszona im do 75% . Zgodnie z ustawą emerytalną wszyscy mieli wypracowane od 130 – 160 % podstawy emerytalnej. Gdy odchodzili na emeryturę  otrzymali tylko 100 % uposażenia gdyż ustawa ograniczała kwestię wysokości emerytalnej ale jak się później okazało nie  wszystkim . Jak by nie liczyć pilot tracił nie 25% podstawy emerytalnej a  55- 85% plus uprawnienia do bezpłatnego leczenia i leków. 

 

                              
Normal 0 21 MicrosoftInternetExplorer4 /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman";} Mig – 21 US  na podobnym samolocie katapultował się Marian z Tomaszem.
Obojętnie który z pilotów pociągnął za podwójny uchwyt , uruchamiał katapulty obu kabin pierwszy opuszczał kabinę pilot drugiej kabiny w ślad za nim odpalał nabój katapulty kabiny pierwszej.

Nie sposób było nie pracować tylko, że rozporządzenia Ministra Obrony Narodowej określały wysokość zarobków. Jeśli były wg. urzędników MON za duże to ograniczali wysokość uposażenia emerytalnego nawet do 50% . Dzieci rosły i wydatki w rodzinie się zwiększały a charakter pracy męża wykluczał pracę żony. Przepisy te istnieją do obecnej pory może trochę zmodyfikowane. Służbę w lotnictwie pełni się na lotniskach ukrytych w lasach daleko od większych skupisk ludzkich co bezpośrednio wpływa na niemożność zatrudnienia żon i dojazdy dzieci do szkół . To są te negatywne strony służby w lotnictwie wojskowym . Powrót do rodzinnego miasta po przejściu do rezerwy był dla mnie koszmarem, a przecież tam czekała moja schorowana Mama z pierwszą grupą inwalidzką . Mimo ustawy mieszkanie w Krakowie wyznaczono (nie miałem wyboru ) po 16 latach oczekiwania na wsi.
Nasz kolega z pogrzebu którego wracaliśmy był w podobnej sytuacji bytowej nie mógł sobie pozwolić na prywatne leczenie a wszyscy byliśmy i jesteśmy zwolennikami silnej Polski . Czy nasz trud poszedł na marne bo obecnie prosty żołnierz zawodowy zarabia więcej niż wynosi emerytura pilota, oficera starszego, czy takich rozwiązań chce społeczeństwo . Dlaczego piloci emeryci są upokarzani , przecież każdy z nas chce Polski silnej i niepodległej i dla niej poświęcił najpiękniejsze lata swojego życia . Na kadłubach samolotów były i są znaki o barwach polskich. Obecnie piloci wojskowi latają wykonując podobne zadania w powietrzu co my na dużo bezpieczniejszych samolotach bojowych .  Czy doczekamy się kiedykolwiek zwrotu odebranych uprawnień i rehabilitacji materialnej .

Marian nie wyraził zgody na wywiad który miałem napisać na temat jego przeżyć podczas fatalnego nocnego startu na Mig-21US . Tak dużo upokorzeń przeszedł , że obecnie nie chce wspominać o jakimś lotnictwie wojskowym . Jego zainteresowania dotyczą zdrowia swojej rodziny i o to musi zadbać po mimo podeszłego wieku .
Sylwek jest po wylewie i uczył się przez ponad dwa lata mówić, swoim uporem , wytrwałością , niezwykle mocną wolą życia wrócił do sprawności umysłowej i fizycznej . Na pewno  nie jest rośliną  .
Lucjan z miłością mówi o swojej żonie towarzyszce doli i niedoli , doczekali się wnuków jednak chce od życia trochę więcej . Jest posiadaczem „ poloneza” i większość czasu poświęca nowym rozwiązaniom które robią z tego auta pojazd bezpieczny . Niestety nie stać go na nowy samochód , ledwie może sobie pozwolić na utrzymanie „poloneza”. Auto musi być bezpieczne bo przecież wnuki mieszkają na Śląsku i trzeba do nich od czasu do czasu pojechać bo syn jest zbyt zapracowany żeby często odwiedzać starych rodziców .
Tadeusz od kilku lat nosi w sercu rozrusznik  jest zwolennikiem szybkich samochodów . Ma zaradną żonę która pracuje zarobkowo by rodzinie można było troszkę pomagać . Mimo dorosłości ich córka bardzo długo się usamodzielniała . Ma całą rodzinę braci i siostry blisko siebie , odwiedzają się nawzajem przy okazji imienin i świąt .
Doszliśmy do pętli autobusowej na przystankach której oczekiwały na swój odjazd pojazdy , do jednego przegubowca wsiedliśmy wszyscy . Co przystanek w kolejności wysiadała jedna osoba po serdecznym uścisku ręki . Na czyjej uroczystości pogrzebowej  się spotkamy . Czy data urodzenia będzie naszym przekleństwem do końca życia – przecież nas pilotów jest maleńka garstka . Te i inne pytania cisną się na usta ale do kogo je skierować by ulżyć w niedoli tym wspaniałym pilotom emerytom wojskowym . Przeżyli okrutną wojnę , czasy stalinowskie , oszczędzali za Gierka by w Wolnej Polsce gdy już nie mają sił do pracy biedować. Jak to możliwe ? Niestety to fakt , pobierają emerytury mniejsze niż żołnierze zawodowi według nowej tabeli stawek w której najniższa stawka  to” O „ i wynosi 2500,00zł , przecież muszą żyć za mniejsze pieniądze ze swoimi rodzinami . A tyle się mówi o godnym wynagrodzeniu za pracę i godnej starości .

W dniu 14.07.2010 r. w środkach masowego przekazu podano do ogólnej wiadomości , że jednym z wypowiedzianych zdań przez dowódcę załogi TU-154M odczytaną z czarnej skrzynki było cytuję „ jak nie wyląduję to mnie zabiją „ . Można to zdanie tłumaczyć tak : doskonale znał los swoich kolegów emerytów i obawiał się , że taki sam los  spotka jego jeśli popadnie w niełaskę wojskową . Nie chronią go żadne związki zawodowe  , zarabia jedną trzecią poborów pilotów cywilnych i jest kreatywny na każde skinienie swoich przełożonych w każdym dniu swojej służby w lotnictwie wojskowym Staje się zrozumiałym dlaczego piloci wojskowi piszą raporty o zwolnienie ze służby w lotnictwie wojskowym bo przepisy ustaw nie zapewniają im ochrony praw nabytych , oraz nie mogą mieć ochrony ze strony związków zawodowych. O  faktach tych z przed  miesiąca donosiły wszystkie środki medialne a komentarze były różne .              .                                                          
Awans po śmierci na wyższy stopień wojskowy jest awansem honorowym i nie pociąga za sobą zmian finansowych.