Ścieżka powrotu

Krakowska Gazeta Internetowa Ludzkie losy Dominik Ździebło "Kordian" - zapomniany obrońca Krakowa
Smaller Default Larger

Dzielnica IV Kraków

TVP 3


meble biurowe


Dominik Ździebło "Kordian" - zapomniany obrońca Krakowa PDF Drukuj Email
Ludzkie losy
sobota, 15 stycznia 2011 23:00 | Wpisany przez Edward Brożek

Mamy w naszym mieście szczęście do wielkich ludzi.  Chciałbym przypomnieć jednego z nich, którego nazwisko powinno być wpisane do historii naszego miasta złotymi zgłoskami. 

Nasz bohater urodził się w wielodzietnej śląskiej rodzinie 31 lipca 1914 w wiosce Pochwacie koło Jastrzębia. Szkołę podstawową kończył w Jastrzębiu, gimnazjum w Żorach, a maturę zdaje w Rybniku. Od dziecka wyróżniał się wyjątkowymi uzdolnieniami i pracowitością. Miejscem studiów, był Kraków gdzie od 1933r na Akademii Handlowej z powodzeniem studiuje aż na trzech kierunkach. Niespełna dwudziestoletni chłopski syn ze Śląska aby się utrzymać dodatkowo pracuje zawodowo, działa też w samorządzie studenckim. Z pewnością wówczas Dominik Ździebło nawiązał z miastem i z jego mieszkańcami głęboki kontakt duchowy, który trwał przez całe jego życie. Dziś, po tylu latach, trudno odtworzyć jego sposób patrzenia na to miasto, wnikać w jego ówczesną psychikę. Ale musiało w nim być coś niezwykłego, co zmuszało go do patrzenia na Kraków nie tylko jak na piękne miasto ze swoimi zabytkami, ale również jak na niepowtarzalny narodowy skarb, który musi pozostać dla tych, co przyjdą po nas. Ta - bez wątpienia nieodgadnięta dla nas współczesnych, wieź musiała już w nim kiełkować w trakcie studiów, ale praktyczny wyraz znajdzie to w czasie niemieckiej okupacji miasta. Wtedy to Dominik Ździebło znajdzie się wśród grona zaledwie kilku osób po polskiej stronie, które w dużym stopniu decydowały o losach Krakowa i jego mieszkańców. Jak do tego doszło?

Po uzyskaniu dyplomu z odznaczeniem w latach 1937-38 przechodzi przeszkolenie wojskowe na kursie Podchorążych Rezerwy w 30 Pułku Piechoty w Brześciu nad Bugiem, zakończone uzyskaniem specjalizacji wojskowej oraz stopnia plutonowy podchorąży. Po wojsku podejmuje pracę zawodową w Katowicach, a 27 sierpnia 1939r zmobilizowany, idzie na wojnę, gdzie jako dowódca, wpierw plutonu a później kompanii, w stopniu podporucznika walczy w szeregach 183 pp wchodzącego w skład Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie" generała F. Kleeberga. Wraz z dowódcą pułku ppłk Sewerynem po bitwie pod Kockiem dostaje się do niewoli. Nie byli tam długo. W listopadzie 1939r obaj zbiegli i znaleźli się w Krakowie. Ppłk Seweryn nawiązał kontakt z przebywającą w mieście grupą płk Komorowskiego a Dominik Ździebło na własną rękę nawiązał kontakty poprzez kolegów ze studiów i działalność w organizacjach studenckich- ze środowiskami wyższych uczelni, które grupowały się samoistnie tworząc niezależny od siebie zlepek ludzi mających głęboką chęć walki z niemieckim okupantem. W krótkim czasie udało mu się zorganizować w całość środowiska związane z macierzystą uczelnią, a poprzez wspólnych znajomych środowiska z Akademii Górniczej i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Do jego najbliższych współpracowników należeli oficerowi rezerwy: Stanisław Nowak, Józef Goliński, Jan Kot, Jan Dadak. Później doszedł Stanisław Kostka Czapkiewicz, nieoceniony oficer wywiadu i kontrwywiadu. Z połączenia grupy płk Komorowskiego i ppor Ździebły w krótkim czasie powstała w mieście silna organizacja konspiracyjna, która przeszła do historii miasta pod nazwą "ŻELBET" dowodzona prawie przez cały okres okupacji przez jednego człowieka: Dominika Ździebłę , który już po okupacji dodał sobie jeszcze do nazwiska drugą cześć :Danowski. Nie mam zamiaru przedstawiać w tym tekście ruchu oporu w Krakowie w czasie drugiej wojny światowej. Temat został w znacznej części opisany przez samych żołnierzy podziemia i historyków: Stanisława Dąbrowę-Kostkę, Ryszarda Bitka, Dominika Byrskiego, Jerzego Rytlewskiego, Józefa Musioła. Sądzę jednak, że jest tu jeszcze dużo białych plam, które koniecznie trzeba usunąć. Chciałem tylko przypomnieć krakowianom jednego człowieka, który, dziwnym zrządzeniem losu, skupił w ręku ogromną władzę, w najgorszych, tragicznych, dla miasta i jego mieszkańców czasach. Dzięki energii, rozmachowi, talentom organizatorskim oraz wyjątkowym zdolnościom w dobieraniu kadry dowódczej miał największy udział w stworzeniu w Krakowie jednostki Armii Krajowej, liczącej ponad 5 tys. zaprzysiężonych żołnierzy. W latach1943-44 działalność zbrojna "Żelbetu" obejmowała poza Krakowem, teren Ziemi Miechowskiej, Myślenickiej, Olkuskiej, Beskidu Wyspowego, Podhala i inne. Oddziały "Żelbetu" wykonują akcje na posterunki policji i żandarmerii, urzędy administracji okupacyjnej, staczają bitwy i potyczki z Niemcami. Przed akcją "Burza", Żelbet" został przeorganizowany na 20 pp wchodzący w skład 6 Dywizji Piechoty AK. Ździebło dowodził nim pod pseudonimami: Ryś, Zaręba, Kordian.

Pięcioma batalionami liniowymi dowodzili: Baon I "Józef" dowódca "Orawa" ( por. Józef Goliński), Baon II "Bolesław" dowódca "Stawacz" ( por. Bolesław Skulisz), Baon III "Jan" dowódca "Sarmata" (por. Jan Stettner), Baon IV Ludwik", dowódca Józwa" (ppor. Ludwik Krajeński), Baon V Stanisław", dowódca "Lubisz" (por. Stanisław Januszkiewicz). Razem stanowiło to 16 kompanii, w których było 52 plutony zdolne do taktycznego działania. Zorganizowana przez niego sieć wywiadu i kontrwywiadu uratowała życie tysiącom mieszkańców Krakowa. Fabrykowano dokumenty, przejmowano donosy, informatorzy ulokowani w niemieckich urzędach, policji a nawet w gestapo ostrzegali o aresztowaniach i akcjach represyjnych. Opracowywano i uaktualniano listy konfidentów, zdrajców i donosicieli. Służyło to do bezwzględnego karania zdrajców, bowiem mimo skomplikowanych i dramatycznych warunków sprawnie działały sądy podziemne.
Znamienne stanowisko zajął Ździebło wobec planu Burza". Zdecydowanie sprzeciwiał się planom wywołania powstania w Krakowie.  B. żołnierz "Żelbetu" Wojciech Żukrowski powie po kilkudziesięciu latach, że: "Kordian należał do dowódców, którzy nie budują swojej sławy na poległych żołnierzach". Józef Musioł, biograf Dominika Ździebły, podkomendny i zarazem członek rodziny, uważa, że on po prostu kochał Kraków i nigdy by nie pozwolił na jakiekolwiek walki w mieście. Nie zgadzał się również na opracowanie planu realizacji zamachu na generalnego gubernatora Hansa Franka. Sukces takiego zamachu to zniszczenie miasta i likwidacja jego mieszkańców. W związku ze zbliżającym się frontem i groźbą zniszczenia krakowskich zabytków kultury Dominik Ździebło wydał rozkaz, który miał temu zapobiec:

 

20 m.p. 24.11.44 Otrzymują: dowódcy baonów, Sprężyna. M.Mirek, Kuba, Czarny, WSOP Polecam natychmiast przystąpić do rozpoznania wszystkich obiektów zaminowanych oraz mostów wzgl. części szos. Przeprowadzić rozpoznanie wgłębne i uchwycić ilość i miejsca założonych ładunków. O ile zastosowano podminowanie wewnętrzne (w obiekcie) starać się rozpoznać czy w danym obiekcie pracuje jakiś nasz żołnierz wzg. podejść do obrobienia, jeśli naszego człowieka tam nie ma. Pierwszych meldunków oczekuję natychmiast. Rozpoznania zaminowań uaktualniać, oraz na tle rozpoznań sposobu zaminowania przez npla. przygotować plan rozbrajania min przez nasze patrole sap. dyw. w odpowiednim momencie. Podawać również obiekty, przewidziane przez npla do zaminowania jak również swoje uwagi i wnioski na temat rozbrajania min, co do możliwości i skutków w danym czasie./ - / K o r d i a n".

Rozkaz ten spełnił swoje zadanie. Grupa dywersyjna "Halszki" skutecznie objęła swoją ochroną Wawel. Przypadków likwidacji min w mieście było kilkadziesiąt.

"Kordian" wojnę kończy w stopniu majora lub podpułkownika, jest kawalerem Krzyża Virtuti Militari oraz innych odznaczeń.

Ale długo oczekiwane wyzwolenie nie dało szczęścia. W sierpniu 1945 wpierw jako członek a później przewodniczący Komisji Likwidacyjnej brał udział w ujawnianiu Armii Krajowej w Okręgu Krakowskim a po zakończeniu jej działalności był pełnomocnikiem do spraw AK, Okręgu Kraków, do 1949r. (Podobne stanowisko w Warszawie zajmował płk Mazurkiewicz "Radosław"). Od października 1945 pracował w "Społem" w Katowicach. Od zakończenia wojny nie zaznał spokoju, widząc przez 4 lata aresztowania polskich patriotów, często swoich podkomendnych, przez NKWD i UBP. W dniu 1 lutego 1949r urodził mu się drugi syn Zbigniew i w tym samym dniu został aresztowany. Po wieloletnim okrutnym śledztwie w areszcie na Rakowieckiej w Warszawie skierowano przeciwko niemu akt oskarżenia do Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie. Wspomniany już Józef Musioł, będąc wiceministrem sprawiedliwości przez kilka lat szukał akt sądowych z tego procesu. Minister w swojej relacji pisze o zawartości 16 tomów akt z tak zwanego procesu "czterech", którzy "usiłowali przemocą obalić ustrój". Tysiące stron akt spisywanych przez oficerów śledczych MBP. Postanowienie o tymczasowym aresztowaniu "Kordiana" podpisane zostało przez wiceprokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej mjr Romana Rychlika. Akt oskarżenia skierowany został do sądu prawie cztery lata później. Oskarżeni to: Jan Mazurkiewicz, Dominik Ździebło - Danowski, Jan Gorazdowski, Kazimierz Pluta- Czchowski. Zarzuty były straszne. W trakcie procesu wszyscy oskarżeni mówili, ze w śledztwie stosowano wobec nich nieludzkie metody wymuszania zeznań. Do stawianych zarzutów się nie przyznawali. W dniu 3 grudnia 1953r Wojskowy Sąd Rejonowy w składzie: przewodniczący - ppłk Mieczysław Widaj, sędziowie: kpt Jerzy Drohomirecki, kpt Jan Paramanow z udziałem prokuratora ppłk Henryka Ligęzy oraz obrońców wojskowych adw. Mieczysława Maślanki - z urzędu, oraz adwokatów z wyboru Jana Załeskiego i Jana Wegnera ogłosił wyrok przeciwko Dominikowi Ździeble skazując go na 13 lat więzienia, przepadek praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na 5 lat oraz przepadek całego mienia na rzecz skarbu państwa. Od wyroku tego rewizję wniósł obrońca. Najwyższy Sąd Wojskowy w składzie: Przewodniczący ppłk Józej Dziowgo oraz sędziowie mjr Władysław Sierotki i płk Zbigniew Furtek skrytykował pracę sądu niższej instancji, wyrok uchylił, a sprawę przekazano znów do śledztwa. I tym razem "Kordian" do niczego się nie przyznawał. Na skutek zmieniającej się sytuacji politycznej w kraju, Naczelna Prokuratura Wojskowa 3 listopada 1955r uchyliła w stosunku do niego areszt a 24 listopada 1955r śledztwo przeciwko niemu umorzono z powodu "braku dostatecznych dowodów winy". Nie muszę dodawać, że na wolność - po prawie 7 latach nieludzkiego śledztwa- wyszedł wrak człowieka. Był w tragicznej sytuacji materialnej, mimo pomocy kolegi Jerzego Kucharczyka, który zatrudnił go w jednym z departamentów Ministerstwa Górnictwa w Katowicach. Stan zdrowia nie pozwalał mu pracować. Pozostała renta inwalidzka, do której starał się jeszcze dorobić. W kwietniu 1961 miał pierwszy zawał serca, drugi 13 stycznia 1962 - na ruchliwej ulicy Katowic- okazał się śmiertelny. Konał tam, wśród zgiełku ulicy, głosu przechodniów, jeden z cichych zapomnianych bohaterów.